wtorek, 6 października 2015

"Kto, jak nie ja?" - Katarzyna Kołczewska


„Chorobę można sobie jakoś wyjaśnić. Choroba może się zdarzyć każdemu. Ale nałóg to co innego. Przyznanie się do nałogu to przyznanie się do słabości.”

Napisał kiedyś Johann Wolfgang Goethe, że "Los spełnia nasze życzenia, ale na swój sposób, żeby móc nam dać coś ponad życzenie". Czy to prawda? Jak wielki wpływ mamy na własne życie my sami, a jak wielką rolę odkrywa przeznaczenie, podejmujące decyzje za nas, gdzieś na boku, zsyłając do naszej codzienności ich konsekwencje i zostawiając nas z ich ciężarem zupełnie samych. Czasami nasze plany, cele i układany przez lata harmonogram muszą ulec zmianie, bo stając twarzą w twarz z nową sytuacją, należy wchłonąć ją do siebie i nauczyć się z nią funkcjonować.  A los potrafi płatać figle i dzielić hojnie niespodziankami tam, gdzie ludzie zupełnie się ich nie spodziewają. Czy to dobrze? Wszystko zależy od danego przypadku, ale jeszcze bardziej od upływającego czasu, bo chwilami to, co na początku wydaje się tragedią, potem może przeistoczyć się w szczęście. Dzisiaj chciałam zaprezentować Wam kolejną książkę Katarzyny Kołczewskiej, bo z twórczością tej autorki zetknęłam się już przy powieści „Wbrew sobie”. Nadszedł czas na jeszcze bardziej emocjonujący tytuł – „Kto, jak nie ja?”. A o czym jest fabuła, że tak mocno mną wstrząsnęła? Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją.

Anna lata młodości ma już za sobą. Żyje sama, o ile jej egzystencję można nazwać życiem. Niegdyś szanowana pani doktor, teraz zapija smutki kolejnymi szklankami koniaku, a połykając tabletki staje się już nie tylko alkoholiczką, ale i lekomanką. Lecz nagle pewnego dnia otrzymuje wstrząsający telefon. Okazuje się, że w wypadku samochodowym zginęła jej siostrzenica wraz z mężem, osierocając przy tym trzyletnią dziewczynkę Olę. Przed kobietą staje nie lada wyzwanie. Musi wesprzeć zrozpaczoną siostrę, ale kiedy ta ląduje w szpitalu, na Annę spada obowiązek zajęcia się malutką Olą. Ta, która dotąd była bardzo daleka od chęci posiadania potomstwa, teraz, kiedy ma problemy sama ze sobą, musi zająć się samotnym człowieczkiem, nie do końca potrafiącym zrozumieć to, co stało się z jego rodzicami. Czy Anna podoła wyzwaniu? Czy histerie dziecka oraz brak doświadczenia związanego z wychowywaniem doprowadzą do kolejnej tragedii? Czy mała trafi do domu dziecka? Czy Anna podda się uzależnieniu? A może ta trudna sytuacja okaże się ostatnią deską ratunku, niespodziewanym zbawieniem dla tych, którzy go potrzebowali?

Doktor Słabowska właśnie przebywa na urlopie. Zrujnowana przez życie, samotna i nienawidząca świata, jedynego przyjaciela dostrzega w butelce zawierającej procenty. Nałóg, w który się wciągnęła, z pewnością nie odejdzie tak łatwo. Do tego potrzeba sporych pokładów silnej woli i chęci, a tego Annie brak. Kiedy kobieta staje przez zadaniem opieki nad małą Olą, miewa liczne chwile wątpliwości. Wpadające w histerię, kapryśne na wskutek tragedii dziecko staje się udręką, której planuje się pozbyć. Czy bohaterka podda się trudnej sytuacji i wyśle osieroconą trzylatkę do domu dziecka? A może to właśnie ono, od którego tak bardzo się wzbraniała, nada jej życiu znaczenie – nowy, lepszy sens?


„Kto, jak nie ja?” to poruszająca, ukazująca brutalny i do bólu prawdziwy obraz rzeczywistości, która chociaż rozegrana na kartach książki, może mieć przecież miejsce każdego dnia, tuż obok nas. Przepełniona goryczą, tragedią i trudnymi do udźwignięcia doświadczeniami niesie swoją treścią bardzo ciężki bagaż wrażeń, tych negatywnych i tych pozytywnych, ale za każdym razem tych niezwykle przyziemnych. Wypadek samochodowy, osierocone dziecko wołające rodziców czy też zderzenie się z niedostatkiem miłości wśród tych, którzy powinni ją okazać. Sytuacji wyciskających łez tutaj z pewnością nie brakuje, ale autorka nie na tym się zatrzymuje. Pani Kołczewska nie obawia się stawiać na pierwszym planie problemu alkoholizmu czy lekomanii, która panoszy się nawet wśród tych najbardziej szanowanych. Ukazując codzienność człowieka uzależnionego oraz jego walkę z nałogiem, przestrzega i uczy, czyniąc ze swojej książki nie tylko rozrywkę, ale przede wszystkim lekcję.

Powieść z pewnością pozbawiona jest magii. Jednakże w tym przypadku nie jest to mankamentem. Czas słodyczy został zastąpiony brutalną prawdą, ale i wyczekiwaną nadzieją, bo ta historia jest przykładem tego, że nawet beznadziejne przypadki mogą odnaleźć właściwą drogę. „Kto, jak nie ja?” to chcąc nie chcąc także i powieść o miłości – tej matczynej, bo chociaż prawdziwej matki Oli tutaj zabrakło, dla małej znalazło się miejsce w innym, z czasem niemniej ciepłym sercu.


Zaciskająca gardło, poruszająca, ale i wciągająca. Ta powieść to numer jeden dla tych, którzy lubią sobie popłakać. Samotne dziecko, trudna sytuacja i nałóg, który może doprowadzić do wielkiej tragedii. Jeżeli taka tematyka jest dla Was strzałem w dziesiątkę – książka „Kto, jak nie ja?” powinna powędrować w Wasze ręce.

Historię głównej bohaterki poznajemy dzięki niej. Jako narrator, Anna wprowadza nas do swojego życia, nie kryjąc tych chwil, kiedy znajdowała się na samym dnie. Właśnie dzięki takiemu zabiegowi cała fabuła wydaje się czytelnikowi  tak bliska, jak gdyby została rozegrana tuż obok niego.
Realistyczne postaci, niebanalny wątek główny i łatwy w odbiorze, wpadający w oko styl – to argumenty „za”, które powinny przekonać Was do sięgnięcia po ten tytuł. Czy znalazłam jakieś „przeciw”? Raczej nie, ale jeżeli nie lubicie wzruszających książek z małą, osieroconą dziewczynką w tle, możecie czuć psychiczny dyskomfort.

Powieść polecam kobietom, tym starszym, które mają już swoje dzieci bądź też nie potrafią się na nie zdecydować. Tym, które już zapomniały o tym, jak to jest być matką, ale i kobietom niańczącym swoje pociechy na pełen etat. Polecam czytelnikom zmagającym się z problemami, ale przede wszystkim tym, którzy nie potrafią docenić tego, co mają. Ta książka otworzy Wam nie tylko oczy, ale także i serca.

moja ocena: 5/6
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 480
data wydania: wrzesień 2013

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka. 
 Znalezione obrazy dla zapytania prószyński i s-ka

5 komentarzy:

  1. Twórczości autorki jeszcze nie poznałam, lecz widzę, że warto to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Temat jak najbardziej na czasie. Zapisałam sobie ten tytuł,

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam kiedyś taki film, może mniej ze sobą niósł, ale...miłość zawsze przychodzi niespodzianie, choćby w małym dziecku, a miłość to jedyne panaceum długotrwałe, niepodrabialne i warte poświęceń.

    OdpowiedzUsuń