czwartek, 31 października 2013

Nie "odkupienie", a "Pokuta Gabriela" - wiadomo kiedy będzie 3 część książki Sylvain Reynard !

Moi kochani!
Miłośnicy powieści "Piekło Gabriela" już nie mogą doczekać się trzeciej części. Z pewnością zaliczam się do tego grona. Pojawiały się informacje, że takowa  książka pojawi się w języku angielskim już w grudniu. Jesteście ciekawi kiedy będzie u nas? Ja już wiem. Pisałam do wydawnictwa Akurat, aby uchylili mi rąbka tajemnicy. Odpisali! Dowiedziałam się, że w Polsce trzecia część planowana jest na czerwiec 2014. Trochę późno, ale czekanie ponoć wzmaga apetyt. Co ciekawe, wszyscy tłumaczyliśmy "Gabriel's Redemption" jako Odkupienie Gabriela bądź Wybawienie Gabriela. Tymczasem trzecia część będzie nosiła tytuł "Pokuta Gabriela". Na razie wiem tylko tyle, więc od razu dzielę się z Wami tymi nowinami.

 16247792
Dla wyczekujących, wydawnictwo Akurat poleciło książkę "Miłość bez scenariusza" Tiny Raber, która ma ukazać się w połowie stycznia. Ja może się skuszę.

Pozdrawiam!

wtorek, 29 października 2013

"Dwudziesta żona" - Indu Sundaresan

 

Nieraz bywa tak, że sięgając po jakąś książkę mamy jakieś swoje oczekiwania i przypuszczenia. Kupując Dwudziestą żonę byłam przekonana, że jest to kolejna historia o dręczonej przez męża arabskiej kobiecie. A że ostatnio przeczytałam takowych opowieści wiele, to odłożyłam ją na półkę i jakoś się nią niezbyt interesowałam. Jak się okazało, troszeczkę się pomyliłam…

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/96/Jahangir.gifMihrunnisa, czyli główna bohaterka, już od samego początku była wyjątkowa. Porzucona przez swoich rodziców z powodu biedy, bardzo szybko trafiła do nich z powrotem. Szczęśliwym trafem jej rodzina dotarła na dwór cesarza Mongolii, gdzie za sprawą dobrotliwego władcy, wzbogaciła się i mogła prowadzić dostatnie życie. Mihrunnisa, jako mała dziewczynka, wykazywała się mądrością i odwagą. Snuła jednak marzenia o tym, aby stać się żoną księcia Salima, który bardzo się jej spodobał. Jak się okazuje, Mihrunnisa nie pozostawała obojętna na cesarskim dworze. Będąc nieco starszą, pewnego razu, natknęła się na księcia i wzbudziła jego zainteresowanie. Salim zapamiętał ją do tego stopnia, że nie mógł przestać o niej myśleć. Miał do dyspozycji wiele kobiet, ale żadna nie wywarła na nim takiego wrażenia, jak Mihrunnisa. Zapragnął więc, by została jego żoną. I wszystko było by piękne, gdyby nie fakt, że dziewczyna została już obiecana pewnemu zasłużonemu żołnierzowi, a decyzję o ślubie podjął sam cesarz. Salim błagał więc ojca o zmianę decyzji, bo przecież takowa dla cesarza była błahostką. Ten jednak nie chcąc łamać danego słowa, nie zgodził się na unieważnienie danej obietnicy. Mihrunnisa żyła więc w związku z kimś, kogo nie kochała i kto nie potrafił jej uszanować. Salim zaś z czasem objął tron i sam stał się cesarzem Mongolii. Prawdziwa miłość nigdy nie zanika, a więc z czasem da o sobie znać. Czy jednak związek cesarza z poślubioną już komuś kobietą byłby możliwy? A może wysoka ranga, jaką zajmował Salim, nie pozwoli mu na zburzenie czyjegoś małżeństwa, co zapewne wywarło by wielki wpływ na szacunek, którym poddani darzyli swojego władcę. Jak więc zakończy się ta historia? Zachęcam do zapoznania się z jej treścią. 

Pełne niebezpieczeństw życie władcy, bogate w zamachy na jego tron, niespełniona miłość, zazdrosne  żony oraz honor – to wszystko zawarte jest w tej całkiem przyjemnej lekturze, jaką okazała się „Dwudziesta żona”. Ciekawe wydarzenia przesycone orientalną kulturą oraz świadomość tego, że postacie występujące w książce naprawdę istniały, z pewnością działają na korzyść książki. Wydarzenia historyczne, o których wielu z nas nie ma pojęcia, zostały przedstawione przez pryzmat interesującej miłości.

Dwudziestą żonę poleciłabym raczej kobietom, które lubują się w kulturze innych krajów oraz intrygują się skomplikowanymi, miłosnymi relacjami, które być może będą miały w tej książce szansę na odnalezienie celu. Narracja jest nieskomplikowana, a cała historia pozwala na przyjemne zanurzenie się w morzu przyjemnych ciekawostek. Nie trzeba też wytężać umysłu, by cokolwiek zrozumieć. Ogólnie, mam raczej pozytywne wrażenia po przeczytaniu tej opowieści. Polecam więc.

Moja ocena – 4 / 5

niedziela, 27 października 2013

"Antykwariusz" - Aleksander Buszkow

Antykwariusz - Aleksander Buszkow 

Cóż może być bardziej tajemniczego i zarazem pełnego ciekawych rzeczy, aniżeli antykwariat. To właśnie w takim miejscu gromadzona jest historia. Stare książki, medale, bronie, porcelana ….. Oprócz swojego uroku, to wszystko niesie ze sobą jakieś opowieści. Ja uwielbiam takie miejsca, chociaż nie miałam okazji odwiedzić ich wielu. Bez wahania sięgnęłam więc po książkę Aleksandra Buszkowa – „Antykwariusz”.

W świecie handlu starociami, żyje Wasilij Jakowlewicz, znany raczej jako Smolin. Mając ponad pięćdziesiąt lat, w swojej pracy zdobył już ogromne doświadczenie. Potrafi on określić na pierwszy rzut oka co może być naprawdę cenne, a co tylko ładnie wygląda. Świat antyków jest jednak całkiem ciekawy. Jeżeli w takowym się żyje, nie zostawia się go po pracy. Nieraz bywa więc niebezpiecznie….
Pewnego dnia, konkurent bohatera, stary antykwariusz Czepurnow (inaczej Kościej) wzywa go do siebie. Przewidując swoją śmierć, przekazuje mu całe swoje cenne zbiory. Oddaje mu to prawie za darmo, prosząc jednak o spełnienie kilku warunków. Na koniec wspomina jednak o niejakim pancerniku. Smolin nie ma pojęcia, o co chodzi, ale przeczuwa, że skoro Kościej mu o tym powiedział, musi to być coś ważnego. Z czasem okazuje się, że chodzi o bolszewicki pociąg. Takowy spoczywa na dnie rzeki, a chętnych do jego zdobycia może być więcej… Po co jednak komu stary, zniszczony pociąg? Sprawa okazuje się prosta. Ponoć jest on wyładowany złotem. Zaczyna się wyścig z czasem, a Smolin będzie miał bardzo poważnego konkurenta…

Wątek książki, jak widać, całkiem ciekawy. Pomysł autora powinien więc być doceniony. Antyki, niebezpieczny handel i skarb. Jednakże wbrew pozorom, bywa miejscami tak, że akcja rozwija się jakoś tak bardzo opornie. Kiedy zaś przybiera tempa, nieraz nie można się w tym wszystkim połapać i naprawdę trudno mi wytłumaczyć, dlaczego tak jest. Książka nie zrobiła na mnie niestety wielkiego wrażenia. Wydaje mi się, że powodem są bardzo dziwnie konstruowane zdania.  Ja mam często tak, że wystarczy iż spojrzę na zdanie, a już znam jego znaczenie. W tym wypadku trzeba było dokładnie czytać każdy wyraz, a i tak nieraz okazywało się, że coś tam poprzekręcałam. Dla mnie było to coś nowego. Jestem ciekawa, czy to wina języka rosyjskiego, który dla nas okazuje się zbyt twardy i sztywny, czy też wina tłumacza.
Niewątpliwie książka pełna jest aury rosyjskiej. Takowa odradza się wraz z każdą kolejną stroną. O kulturze tego kraju wiem zaś niewiele i może moje nieobeznanie sprawiło, że książka nie wywarła na mnie takiego wrażenia, jak powinna. Być może dla rodaków autora jest to bestseller. Dla mnie z pewnością nie. A szkoda, bo naprawdę bardzo się na tę książkę napaliłam i nie trafiła ona w moje ręce przypadkowo. Długo jej szukałam, bo spodziewałam się czegoś innego. Jak widać, pozory mylą.

Moja ocena – 2/5

sobota, 19 października 2013

"Szmaragdowa tablica" - Carla Montero

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/172000/172506/126133-352x500.jpg 

Są książki, które na długo zapadają w pamięć. Są jednak i takie, o których wspaniałości nie da się opowiedzieć żadnymi słowami, zaś ślad, jakie wywarły na naszym sercu, zachowamy w sobie na zawsze. Znalazłam kiedyś w Internecie taki obrazek:


Prosty i zabawny, ale jakże wymowny. Ja, po przeczytaniu książki „Szmaragdowa tablica”, jestem w takim właśnie stanie, jak osobnik z owego obrazka. Skończyłam czytać kilka godzin temu i już za tym tęsknię, stale myśląc o bohaterach. Wiem, że ta książka wysoko postawiła poprzeczkę i ciężko będzie mnie znowu zadowolić. Ale zacznijmy od początku…

„Szmaragdowa tablica” to opowieść dziejąca się w dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza opowiada o okrutnych czasach wojny, o nieustannej zagładzie Żydów i o bestialskich działaniach gestapowców. W tychże nieludzkich czasach żyje Sarah Bauer mieszkająca w Paryżu. Kobieta o żydowskich korzeniach traci rodzinę, ludzi otaczających ją i traci też nadzieję na lepsze życie. Jej jedynym wsparciem jest Jacob, przyjaciel, który robi wszystko, aby była szczęśliwa. Nie jest jednak bezpieczna, tym bardziej, że jako Żydówka może być w każdej chwili skazana na śmierć. Jej życie jest jednak dodatkowo skomplikowane. Jako jedyna ocalała z rodu, niesie na swoich barkach obowiązek strzeżenia „Astrologa”, czyli tajemniczego obrazu namalowanego przez Giorgione’go (w XV wieku). Malarz ten stworzył wiele wspaniałych dzieł, jednakże „Astrolog” nigdy nie ujrzał światła dziennego, a więc dla wielu był tylko legendą. Wszystko dlatego, że tajemniczy obraz niósł ze sobą ogromną zagadkę. Mawiano, że zaszyfrowana w nim wiadomość miała okazać się darem samego szatana, a więc obawiano się, że „Astrolog” trafiając w niewłaściwe ręce, zagrozi ludzkości. W czasie wojny obrazem interesują się więc gestapowcy, którzy konfiskując kolejne dzieła sztuki, przeczuwają zagadkową moc dzieła Giorgione’go. Sam Hitler planuje więc z niej skorzystać. Śledztwo dotyczące znalezienia „Astrologa” przejmuje nazista, major SS Georg von Bergheim. Niezawodność i spryt prowadzą go do samej Sarah Bauer…. Jednakże poznawszy dziewczynę, zaczyna żywić do niej pewne uczucia, które jak się okazuje, są odwzajemnione. Z jednej strony tępiący Żydów wzorowy bohater SS, z drugiej człowiek, którego uczucia nie do końca zostały wytępione. Jak zakończy się ta historia? Czy obraz, bogactwo i prestiż okażą się ważniejsze od głosu serca? I czy w ogóle w grę może wchodzić miłość, skoro otoczony nazistami major zmuszony jest wykonywać swoje obowiązki. Sprzeciwiając się, sam mógłby stracić życie…..

Teraz przenieśmy się do czasów współczesnych. Ana, pracownica Muzeum Prado, z miłości dla swojego zamożnego partnera – zapalonego kolekcjonera sztuki -  podejmuje się poszukiwania „Astrologa” – obrazu, którego istnienie postawione jest pod znakiem zapytania. A wszystko zaczyna się od listu napisanego podczas drugiej wojny światowej, który przypadkiem trafia w ręce owego bogacza. Dziewczyna początkowo niechętna, z czasem coraz bardziej angażuje się w śledztwo. Z pomocą podąża jej niejaki doktor Alain, który poszukując informacji dotyczących jego pochodzenia, niejednokrotnie okazuje się niezastąpiony. Zgrany duet brnie w coraz bardziej niebezpieczną rzeczywistość, gdzie w grę wchodzą pogróżki, jakie z czasem Ana zaczyna dostawać na swój telefon. Najbardziej przerażające jest jednak to, że ich autor określa siebie mianem Georga von Bergheim’a…  Ze znanych bibliotek i archiwów giną istotne informacje i dzieje się to akurat wtedy, kiedy Ana i Alain postanowili zaangażować się w swoje dochodzenie. Dziewczyna niejednokrotnie pragnie porzucić całe śledztwo, ale nakłaniana przez bogatego partnera, znowu zabiera się do pracy. Czy kiedy w grę wchodzi tak tajemniczy obraz, można komukolwiek ufać?
Powiem tylko tyle, że podczas poszukiwań będą miały miejsce bardzo ciekawe i zaskakujące wydarzenia. Czy uda się znaleźć obraz? Czy oprócz niego zyska się jeszcze jakieś inne, cenne informacje? A może te wszystkie zdarzenia będą miały na bohaterów tak ogromny wpływ, że ich życie całkowicie się odmieni? Nie chcę zdradzać żadnych szczegółów, bo cóż za sens miałoby czytanie tej cudownej książki bez dreszczyku emocji i ciekawości.  

Historia przedstawiona w Szmaragdowej tablicy kusi, zachwyca i ciekawi. Pojawia się miłość, wątek kryminalny, wątek wojenny, nuta sztuki oraz ogromna tajemnica, którą czytelnik chce jak najszybciej rozwikłać. Z każdym rozdziałem myśli się o tym, co będzie dalej. Wszystko jest takie przekonujące. Poprzez nawiązanie do prawdziwej historii, cała treść wydaje się bardzo naturalna. Człowiek zaczyna wierzyć w to, że „Astrolog” naprawdę istnieje. Z resztą kto wie… Może Giorgine - jeden z najbardziej tajemniczych malarzy na świecie, pozostawił w spadku coś, o czym my – zwykli ludzie – nie mamy pojęcia.

„Szmaragdowa tablica” oprócz tego, że zaciekawia, także uczy. Pokazuje tragizm wojny, która tak naprawdę nie była słuszna. Nikt nie wyszedł z niej zwycięsko, bo wszędzie ginęli niewinni ludzie. Wszyscy wierząc w swoje ideały sami gubili się w tym, co było dla nich złe, a co dobre. Niektórym jednak na zawsze udało się pozostać sobą. Owa historia pokazuje także zachłanność ludzką. Niektórzy potrafią dążyć do wyznaczonego celu nie patrząc na krzywdę innego człowieka.  Trzecią nauką jest to, że nie można nikomu ufać. Nieraz bardzo bliskie nam osoby – zawodzą. W tej powieści bowiem ktoś okaże się zdrajcą.
Różne wydarzenia umiejętnie zgrane w całą historię uzupełniają się doskonale. Autorka skomponowała idealne dzieło, którego każda część pięknie brzmi, zaś całość jest melodią, którą będzie się nuciło na zawsze.

Polecam każdemu – kobietom i mężczyznom w różnym wieku. Szczególnie poszukiwaczom przygód, fanom „Kodu da Vinci” Browna czy też wielbicielom opowieści o zaginionych skarbach. „Szmaragdowa tablica”, jak już wspomniałam, to jednak nie tylko pogoń za bogactwem. To prawdziwy obraz życia, bogatego w radości i bóle, które szykuje dla ludzi ciekawe historie. To opowieść o prawdziwej miłości, o oddaniu i nadziei, która nieraz była dla ludzi jedynym ratunkiem.
Dla mnie ta książka okazała się numerem jeden. Z pewnością jeszcze kiedyś powtórnie zagłębię się w te 667 stron pochłaniającej powieści.

Moja ocena: 5/5

środa, 16 października 2013

Moja domowa biblioteczka

Jako mała dziewczynka, zbierałam wszystko – od figurek, po papierki po cukierkach. Z biegiem czasu odrzucałam kolejne pasje do momentu, kiedy wszystko się wyklarowało. Od kilkunastu lat wiem już, że moją jedyną kolekcją są książki. Mam ich wiele i zajmują sporą część pokoju gościnnego. Podziękowania dla mojego męża, że to toleruje;) Przedstawiam więc kilka fotek mojej domowej biblioteczki!





Bardzo żałuję, że mojego bloga prowadzę od niedawna. Gdybym robiła to szybciej, ilość moich recenzji byłaby ogromna. Trudno. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Obecnie zaś jestem w trakcie pochłaniania Szmaragdowej tablicy Carla Montero. Możecie się więc wkrótce spodziewać recenzji. Póki co, takowa zapowiada się pozytywnie.

„Encyklopedia Popularna Ilustrowana” z 1909 roku

Uwielbiam książki! Kocham i te nowiutkie, których kartki pachną jeszcze drukiem oraz takie, które swoim wiekiem niosą ze sobą prawdziwą historię. Dzisiaj chciałam przedstawić książkę wydaną w 1909 roku! Znajduje się w mojej kolekcji od roku i jestem z tego naprawdę dumna. To encyklopedia – rodzaj książki z pozoru nudny. Aczkolwiek moim zdaniem ta jest wyjątkowa.
„Encyklopedia Popularna Ilustrowana” wydana w Warszawie, nakładem Wiadomości Codziennych widać, że ma swoje lata. I nie chodzi tutaj tylko o pożółkłe kartki, ale także o wiadomości, jakie ze sobą niesie. Na stronie tytułowej widnieje napis: „Treść wszystkich gałęzi wiedzy ludzkiej, podana przystępnie”. I już tutaj zauważamy, że w roku 1909 istniała nieco inna kolejność używania wyrazów. Teraz powiedzielibyśmy raczej „przystępnie podana”. Takich przykładów jest w owej encyklopedii wiele. Przeglądając niektóre definicje, udało mi się wyłapać wiele różnic pomiędzy językiem polskim z tamtych czasów, a obecnym. Do przykładu podam dwie.
Zamiast „polskim” – mówiono „polskiem”, a zamiast „diecezji” pisano „djecezji”.
Dosyć ciekawe są także same regułki dotyczące danych tematów. Niejedne podają nieprawdziwe już informacje. Jako że mój mąż jest górnikiem, odruchowo wyszukałam słowo „kopalnia”. Encyklopedia między innymi podaje, że w tym zakładzie pracy wozy są ciągnięte przez konie. Wiadomo zaś, że obecnie absolutnie nie ma to miejsca.
 
Czytając książki o przeszłości, nie jest dla nas dziwne to, że kiedyś wszystko było inne. Ta encyklopedia pisze jednak o „teraźniejszości”, która już minęła i właśnie to jest dla mnie takie odmienne. Zapewne tworzące ją osoby nie pomyślały o tym, że informacje, które podały, będą wkrótce całkiem inne od rzeczywistości. Niemniej jednak uważam, że czytanie (wyrywkowe oczywiście) tak starej książki, może być ciekawym doświadczeniem.  

 

poniedziałek, 14 października 2013

"Musiałam być posłuszna" - Leila



„Musiałam być posłuszna” to jedna z wielu historii opowiadających o trudnych losach kobiet, które według arabskiego prawa nie mają szansy na to, by godnie żyć. Przeczytałam takowych wiele i przyznam, że ta tematyka bywa interesująca. Przeważnie w wielu książkach dzieje się jednak to samo – bicie przez męża, upokarzanie przez rodzinę czy też nieraz i gwałt. 

Tym razem przeczytałam historię kobiety, która żyjąc we Francji, z pozoru z dala od chorych zasad, jest niestety nimi otoczona. „Musiałam być posłuszna” to książka napisana przez Leilę. To jej opowieść o przeszłości, która jest prawdziwa. Dorastając w arabskiej rodzinie, pomimo tego, że mieszkała we Francji, wiodła odmienne życie, aniżeli nastolatki w jej wieku. Zamykana w domu, pod pozorem strachu o hańbę i utratę dziewictwa, dziewczyna była niczym ptak zamykany w klatce, wypuszczany tylko po to, aby usługiwać swoim braciom i ojcu. Leila – buntująca się i pragnąca normalnie żyć, obrywała za każde nieposłuszeństwo. Była jednakże bita także wtedy, kiedy tak naprawdę wcale nie zawiniła. Bicie – w kulturze arabskiej – to jednak nie tylko wymierzony policzek. Nieraz jest to kopane, które doprowadza do skrajnego wykończenia. Można sobie więc wyobrazić to, co czuje w takim momencie szczupła, słaba dziewczyna. Jednakże rodzice Leili postanowili odmienić jej los. Miała zmienić dotychczasowe przyzwyczajenia. Dzięki czemu? Otóż dzięki aranżowanemu małżeństwu z człowiekiem, którego nie chciała, nie znała i wkrótce w człowieku, który wzbudzał w niej obrzydzenie. Nie mająca wyboru dziewczyna godziła się na pisany jej los. Ile jednak jest w stanie wytrzymać ludzka psychika?

 W książce pojawiają się oddani swojej kulturze rodzice, nowocześni przyjaciele, ludzie życzliwi oraz ci, którzy potrafią podkładać pod nogi liczne kłody. Bardzo ciekawą postacią jest jednak teściowa dziewczyny. Takowa wraz ze swoim synem (mężem Leili) utrzymuje się za pieniądze synowej, która jako jedyna pracuje. Wymyślająca choroby jędza wymaga od syna tego, aby spał z nią, a nie z żoną, zaś ten godzi się na to twierdząc, że jeżeli matka umrze, to już nigdy nie będzie miał okazji z nią pobyć. Bardzo zabawny jest wątek, kiedy owa kobieta dzwoni do syna mówiąc, że ma wodę w kolanie i musi mieć punkcję, a ten zaczyna płakać w niebogłosy bojąc się, że jego matce coś się stanie. Wymyślając najdziwniejsze obelgi kierowane w stronę synowej staje się przyczyną piekła, jakie Leila musi przeżywać. Jak zakończy się ta historia i kto wyjdzie z niej przegrany? Nie wolno mi zdradzać. Warto jednak wspomnieć o tym, że to, co się wydarzyło, miało miejsce naprawdę. Leila, to kobieta opisująca swój los, która ukrywa się pod pseudonimem po to, aby nie była rozpoznawalna. Ale to także jedna z nielicznych, zastraszonych kobiet arabskich, która odważnie opowiedziała o swojej przeszłości. 

„Musiałam być posłuszna” to książka, którą czyta się szybko. Poza tym nie jest gruba, bo 228 stron, to przecież nie jest ogromny tom. Jest zaś wystarczająco długa, aby móc dokładnie przyjrzeć się historii dziewczyny. Polecam ją szczególnie kobietom, bo warto porównać nasz los, z życiem innych kobiet na tym świecie. Lekka i przystępna narracja, wystarczająco długie (niemęczące – jak to czasami bywa) opisy oraz ciekawe wydarzenia i dialogi to coś, co czyni tę książkę godną zaoferowania.

Moja ocena – 4/5