poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Ślad na lustrze" - Janis Heaphy Durham - PRZEDPREMIEROWO


Śmierć, chociaż tak bardzo naturalna i oczywista, w dzisiejszym świecie pełnym kontrowersji i odważnych wypowiedzi, wciąż pozostaje tematem tabu. Dlaczego? Bo niewygodnie jest mówić o czymś, co wydaje się przykre i nieuchronnie. Więc po co w ogóle poruszać ten temat? Świadomość tego, że kiedyś trzeba będzie odejść przeraża, ale i wprawia w poczucie beznadziejności, bo tak bardzo starając się o dobre życie, kiedyś wszystko będziemy musieli zostawić. Czy jednak śmierć jest kresem wszystkiego? Grubą linią, która skreśla nas z listy i będąc ostatecznym finałem, oznacza całkowity koniec? A może to tylko kolejny etap, przejście do innej rzeczywistości, która jednak wciąż pozostaje dla nas wszystkich wielką niewiadomą i zagadką, którą być może kiedyś odkryjemy? Czy aby nie w ten sposób dostajemy się do bożego raju? Czy zatem śmierć jest naszym przekleństwem, a może wybawieniem? O tym, że odejście z tego świata wcale nie jest końcem, przekonuje nas Janis Heaphy Durham w prawdziwej i robiącej niesamowitej wrażenie opowieści o własnych doświadczeniach – o miłości i o tym, że nie jest w stanie przeszkodzić jej nawet śmierć.

Janis Heaphy Durham, to kobieta sukcesu, niebujająca w obłokach dziennikarka, która będąc szefem znanej gazety doświadczyła czegoś, co całkowicie zmieniło jej pogląd na ludzkie życie. Otóż ciesząc się darem szczerej miłości u boku ukochanego męża, pewnego dnia przedwcześnie go utraciła. Max, bo tak miał na imię jej współmałżonek, zmarła na raka mając zaledwie pięćdziesiąt sześć lat. Pozostała po nim wielka pustka i niewymowny żal… ale nie tylko. Otóż w niedługim czasie Janis zaczęła dostrzegać znaki, które z pewnością nie były dziełem przypadku. Początkowo wypierając z głowy jakąkolwiek myśl o tym, że wokół niej dzieje się coś paranormalnego, starała się tłumaczyć wszystko w racjonalny sposób. Z czasem jednak okazało się to niemożliwe, bo najwyraźniej jej zmarły mąż, Max, chciał wyraźnie pokazać jej to, że wciąż przy niej jest. Odbite ślady dłoni na łazienkowym lustrze, przesuwający się dywan czy spadający z półki list – to nie wymyślony scenariusz wyjęty z filmowego horroru. To autentyczne wydarzenia, które dla twardo stąpającej po ziemi kobiety okazały się dowodem na to, że poza śmiercią z pewnością jest coś jeszcze.

Autorka książki, jako znana i wpływowa osoba, obawiała się przedstawienia światu własnych doświadczeń. Dlaczego? Bo spodziewała się krytyki i niedowierzania ze strony tych, którzy czegoś podobnego nigdy nie przeżyli. Ale chociaż opowiedzenie o tym w kilku słowach może wydawać się tylko wymysłem okaleczonej wyobraźni, zapoznanie się z całą opowieścią Janis przekonuje na tyle, że jesteśmy w stanie naprawdę w nią uwierzyć. Zatrzymujący się zegar – wskazujący godzinę śmierci czy migoczące żarówki – przedstawione wydarzenia nie mają straszyć czy przerażać. Ich rolą jest ukazanie czegoś, co niewątpliwie miało miejsce pomimo tego, że sporej części z nas niejednokrotnie trudno i niewygodnie to wytłumaczyć.

Książka naprawdę robi wrażenie. Przyznam, że podchodziłam do niej z dużą rezerwą, ale z czasem przekonałam się o tym, że jest w tym wszystkim coś prawdziwego i niezaprzeczalnie dziwnego. Nie mam w zwyczaju czytać zbyt wiele na tematy duchowe, stąd też gdyby opowieść została napisana przez kogoś zajmującego się takimi sprawami, być może po prostu bym po nią nie sięgnęła. Tymczasem autorką jest kobieta sukcesu, pozbawiona złudzeń i doświadczona przez los, stąd kontynuowałam czytanie jej dzieła z całkowitym zaciekawieniem i wiarą w to, że każde z napisanych przez nią słów jest prawdziwe.

„Ślad na lustrze” to interesujące i niesamowite doświadczenie. To dowód na to, że nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią. To doskonała lektura zarówno dla tych, którzy wierzą w życie pozagrobowe i chcą na jego temat dowiedzieć się czegoś więcej, ale i warta uwagi pozycja literacka dla niedowiarków. Jestem bardzo ciekawa tego, co powiecie po jej przeczytaniu, bo opowieść Janis naprawdę może zmienić pogląd na otaczającą nas rzeczywistość.

Pani Durham, wraz z każdą kolejną stroną, ukazuje etapy długiej drogi, którą musiała przejść, by móc odważyć się o wszystkim opowiedzieć. Przedstawia zmiany, które zachodziły w niej samej, kiedy z niedowierzającej i nieco przestraszonej, opuszczonej wdowy stała się otwartym na nowe doświadczenia człowiekiem, dla którego świat duchowy zaczął przybierać zupełnie inny, nowy, bardziej klarowny kształt. Autorka snuje wspomnienia o własnej rodzinie, o przeszłości, która odcisnęła na jej osobowości niewątpliwie piętno. Jednak wraz z każdym doświadczeniem zachodziły w niej zmiany pozwalające na napisanie tej książki i opowiedzenie o tym, że miała okazję przeżyć coś, co nie jest dane zobaczyć każdemu. Być może tą lekturą doda odwagi innym, którzy także przeżyli coś podobnego. Być może otworzy oczy tym, którzy starają się je zamykać w momencie, gdy inna rzeczywistość daje im o sobie znać. „Ślad na lustrze” pozostawia po sobie wyraźny ślad nie tylko na kawałku tytułowego szkła, ale także w umyśle czytelnika, bo obok tej książki naprawdę nie można przejść obojętnie.

Natkniecie się tutaj także na zdjęcia, które autorka wykonywała w celu potwierdzenia własnej opowieści. Zobaczycie dziwne odciski dłoni na lustrze czy odbitą na tapicerce stopę. Może się zdziwicie i uwierzycie, a może ironicznie uśmiechniecie z nutą nękającej Was wątpliwości. Na pewno jednak przeżyjecie coś, co da Wam do myślenia, tak jak i dało mnie. Zachęcam więc do sięgnięcia po „Ślad na lustrze”, by móc spojrzeć na życie od zupełniej innej strony.

moja ocena: 5/6
wydawnictwo: Literackie
ilość stron: 292
premiera: 23 września

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
 

sobota, 29 sierpnia 2015

"Golem" - Gustav Meyrink



„Golem? […] Zamknięto go w krainie opowieści, aż pewnego dnia wydarzy się coś, co go na nowo wróci do życia.”

Literatura wciąż się rozwija – brnie do przodu udekorowana w nowoczesne słowa czy aktualne wydarzenia. Na przestrzeni dziejów przechodząca metamorfozę, nabierająca pewności siebie i coraz większej odwagi, by móc poruszać tematy, o których kiedyś z pewnością by się nie mówiło. Istnieją jednak takie książki, dla których czas staje w miejscu. Pomimo upływu lat wciąż zaskakują, przynosząc niesamowite doświadczenia i niezastąpioną atmosferę osnutą zapachem przeszłości. Klasyki – powieści, po które wciąż chętnie sięgamy, bo każde z pokoleń może odkryć w nich coś nowego i coś własnego. Taką książką, wciąż aktualnym numerem jeden wśród literatury ezoterycznej, jest „Golem” Gustava Meyrinka. Zapraszam więc do świata okultyzmu i snu, w którym owiewająca życie tajemnica przygotowuje paletę nietuzinkowych wrażeń.

Wycinacz kamei i konserwator sztuki, Athanasius Pernath, zamieszkuje wiekową kamienicę w praskim getcie. Pewnego dnia przychodzi do niego dziwnie zachowujący się mężczyzna, który pozostawia u niego tajemniczą księgę „Ibbur” , a następnie znika. Zadaniem Pernatha jest podreparowanie uszkodzonego inicjału. Zabierając się do pracy, mężczyzna zauważa coś bardzo nietypowego. Słowa nieznanego dotąd języka starego tomu stają się dla niego zrozumiałe, a on sam doświadcza wizji, która będąc snem przekształca się w rzeczywistość.

Tymczasem w miasteczku panuje popłoch na wskutek wieści o pojawiającym się Golemie. Zagadkowa postać, według wierzeń powracająca pośród ludzi co trzydzieści trzy lata, przyprawia o mdłości tych, którzy obawiają się jej spotkania. Wkrótce ginie człowiek. Morderstwo, budzące strach i niepokój, staje się zaledwie początkiem skomplikowanej intrygi, a mroczna strona dopiero się rozkręca.

Rabin Löw i golem - źródło
Gustav Meyrink, okultysta i mistyk zwany Szatanem z Pragi, stworzył powieść opierając się na starej legendzie o Golemie. Według porzekadeł, tajemnicza postać, pozbawiona duszy, została wykreowana przez praskiego rabina, który za pomocą zakazanych rytuałów i magii ulepił z gliny człowieka i tchnął w niego życie. Golem, działając na polecenie własnego twórcy, był jego obrońcą. Kiedyś jednak, wpadając w szał, zaczął zabijać swoich sprzymierzeńców. Właśnie ta postać, owiana legendami i wielką zagadką, znalazła swoje miejsce w jednej z najbardziej klimatycznych powieści literatury. Autor, wykorzystując jej wizerunek, wiąże go z księgą „Ibbur”, której tytuł oznacza „Zapłodnienie duszy”. To właśnie ona trafia w ręce głównego bohatera i to właśnie od pojawienia się tajemniczego zleceniodawcy rozpoczyna się akcja, po której wrażenia pozostają z czytelnikiem na bardzo długi czas.

Athanasius Pernath, człowiek z niejasną przeszłością, na wskutek leczenia załamania nerwowego żyje z pamięcią niczym tabula rasa, na temat dawnych lat nie wiedząc zupełnie nic. Napotykając na swojej drodze tajemniczego dostarczyciela dziwnej księgi, wkracza w nowy świat, błądząc pomiędzy jawą i snem, rzeczywistością realną i duchową, nie wiedząc już co jest prawdą, a co wytworem jego wyobraźni. Nieco ekscentryczny konserwator sztuki ma styczność z ludźmi niemniej wyjątkowymi, aniżeli on sam. W niedługim czasie do jego mieszkania wpada naga kobieta, a wydający się być szaleńcem Charousek, pragnąc zemsty nie cofnie się przed niczym, nawet przed odebraniem komuś życia.

Owiana okultyzmem, magią i nieustanną aurą tajemnicy powieść, to dziedzictwo, które prowadząc drogami starego języka przedstawia historię tak mroczną i ciekawą, że wkraczając w jej świat naprawdę trudno o nim zapomnieć. Pełna symboliki, niebezpiecznych kart tarota i filozoficzno-mistycznej kabały, wprowadza czytelnika na inny poziom, dekorując klimat mgłą snu, gdzie nic nie jest pewne, ale wszystko możliwe. Brodząc pośród zagadki, delektując się niebanalną narracją i zapachem minionych lat, odbiorca ma przed sobą kawał ciekawie zaplanowanej intrygi. Niebezpieczeństwo szaleńczej zemsty, morderstwo i zaskakujący finał – to jedne z elementów całej fabuły, która pomimo sędziwego wieku wcale nie traci na jakości.

Autor książki, którego życie również nierozłącznie związane było z ezoteryką, przedstawia kawałek innego świata, tworząc przy tym powieść grozy, która swoją odmiennością może stać się powodem niejednej ciarki na plecach czytelnika. Wykorzystując legendarną postać, podsyca apetyty, bo nie od dziś wiadomo, że magia i jej wytwory, siejąc strach i ekscytację, znalazły wielu fanów – nie tylko w realnym życiu, ale przede wszystkim w literaturze.

Sięgnięcie po powieść stworzoną w 1915 roku nierozerwalnie wiąże się z literacką wędrówką pomiędzy nieaktualnym już językiem i nie zawsze zrozumiałymi słowami. W samym stylu wypowiedzi wyraźnie odczuwalne jest odciśnięte piętno mijającej przeszłości, ale przecież nie da się przełożyć Golema na język współczesny, bo wtedy z pewnością straciłby swój urok. Nie jest jednak wcale tak źle, ponieważ ogólny sens wykreowanych zdań jest jak najbardziej zrozumiały. Chodzi tutaj głównie o pojedyncze wyrazy, które nie zawsze przybierają taką formę, jak w czasach obecnych. Gustav Meyrink, człowiek z niebanalną historią i wyobraźnią, nie szczędzi barwnych porównań, epitetów i opisów. Książka jednak nie jest przesadnie długa, a na jej stronach dzieje się całkiem sporo. Nie można więc powiedzieć, że cokolwiek, co zostało tutaj napisane, jest zbędne, bo całość wydaje się imponująca i z pewnością zasługuje na miano klasyka, do którego warto wracać.

Wraz z pierwszą stroną czytelnik wstępuje w środek akcji, która budując klimat snu nie od razu zostaje zrozumiana. Rozpoczynając moją przygodę z Golemem miałam w głowie delikatny mętlik, który jednak od początku podpowiadał mi, że mam w ręku coś niezwykłego. Kiedy sytuacja stała się klarowna i jasna, wstąpiłam w krąg przygody, która prowadząc ścieżkami mroku i magii, nie chciała mnie wypuścić. I chociaż książka jest wyraźnie inna od współczesnych powieści grozy, warto ją przeczytać, choćby właśnie z takiego powodu. Orientalny klimat przeszłości i owiana w legendy fabuła to wyjątkowe elementy składające się na oryginalną i bogatą treść. Takich dzieł nie da się ocenić, bo nikt z nas nie jest upoważniony do tego, by umieć stanąć twarzą w twarz z dziedzictwem i odpowiednio go skomentować. Magia, ezoteryka i sen – jeżeli macie ochotę na taką pozostałość aktualnej wciąż przeszłości – sięgnijcie po Golema i sami przekonajcie się o tym, jakie piętno odciśnie na Was autor i jego niezwykła koncepcja.

wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 275
data wydania: sierpień 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

piątek, 28 sierpnia 2015

KONKURS nr 3 - Wygraj "Medalion szczęścia"

Ostatnia szansa na zdobycie nowej książki Danuty Pytlak - "Medalion szczęścia", którą miałam okazję objąć patronatem. Został ostatni egzemplarz, więc by Was już nie zmuszać do intensywnego myślenia, organizuję losowanie. Niech los sam wybierze i przyniesie Wam SZCZĘŚCIE.

REGULAMIN

1. Konkurs rozpoczyna się dnia 28.08.2015 i zostanie zakończony 10.09.2015.
2. Aby wygrać, należy w komentarzu pod tym postem krótko wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie ("Zgłaszam się") i być obserwatorem mojego bloga. Koniecznie zostawcie też swojego e-maila.
3. Byłoby mi miło, gdybyście umieścili baner konkursowy na swoich blogach, FB itd., ale nie jest to obowiązkowe.
4. Wasze zgłoszenie powinno wyglądać mniej więcej tak:
Zgłaszam się
Obserwuję jako:
E-mail:
5. Spośród zgłoszeń wylosuję jednego zwycięzcę i ogłoszę wyniki do 3 dni od zakończenia konkursu.

Powodzenia!

"Bajki, które zdarzyły się naprawdę" - Anna Moczulska

 
„[…] słowo „historia” jest wspaniale niejednoznaczne. To nie tylko przeszłość, nauka o dziejach czy nudne szkolne lekcje, lecz także dobra opowieść z suspensem, taka, przy której pęka się z ciekawości i jak na szpilkach czeka na finał.”

Kopciuszek, Królewna Śnieżka czy Piękna i bestia. Bajki z lat dzieciństwa, wciąż przez nas pamiętane, od lat bawiły i wciąż bawią młode pokolenia. Pozwalając popłynąć fantazji, niosąc wzruszenie, podziw i rozrywkę, tracą na uroku, kiedy wraz z biegiem czasu człowiek przestaje w nie wierzyć. Bo przecież życie bajką już nie jest, a każda z kobiet dawno przestała marzyć o tym, że piękny książę zabierze na zamek i ją. A co powiedzielibyście na to, gdybym odrobinę popsuła Wam Waszą wizję i wiarę w to, że owe bajki zajmują miejsce wyłącznie pośród naiwnych książek dla dzieci? Czy bylibyście w stanie uwierzyć, że na przełomie dziejów naprawdę istniał Kopciuszek czy Śpiąca królewna? Czy chcielibyście poznać autentyczne historie, wyjęte jakby rodem spod pióra Andersena , które rozegrały się na królewskich dworach? Poznajcie zatem „Bajki, które zdarzyły się naprawdę” i wstąpcie w świat niesamowitych opowieści, które chociaż magiczne, odnalazły swoje miejsce w rzeczywistości.

Czy myślicie, że wstępujący na tron król nigdy nie spojrzałby na ubogą dziewczynę, jako że jego oczy zaślepiał wyłącznie odpowiedni status społeczny i majątek? Czy uważacie, że zatem Kopciuszek to opowiastka dla głupiutkich dziewcząt, która wykorzystuje ich naiwność i wiarę w dobro świata? Czy jednak macie pojęcie o tym, że żona Piotra I, szlachetna caryca, była analfabetką wychowaną z dala od królewskiego zamku? A Zofia Chotek, uboga hrabianka, wywołując gniew i sprzeciw całej rodziny księcia, podbiła serce samego pożądanego przez wielu Franciszka Ferdynanda. Czy wierzycie, że na królewskich dworach żyły także Królewny Śnieżki? Sisi, gnębiona przez własną teściową, tułała się po świecie niczym baśniowa królewna zagubiona w lesie, chociaż do niewinności towarzyszki krasnoludków, tej autentycznej Śnieżce odrobinę brakowało. A zbudzona po latach Śpiąca Królewna – Anna Jagiellonka? Śniła o pięknym księciu, który przybywając, spełnił jej marzenia, na krótko… i uciekł przestraszony niezbyt urodziwą kandydatką. Były też Piękne i Bestie  - Kazimierz Wielki oraz jego jednorazowa przygoda z urodziwą Klarą czy też księżniczka Joanna Szalona, uznana za wariatkę. Bajkowych historii, niekoniecznie mających zawsze dobre zakończenie, jest naprawdę wiele, a prawdziwe dzieje wyjęte z zamkowych komnat w ciekawości nie ustępują tym intrygującym i pobudzającym fantazję, wymyślonym przez pisarzy opowieściom.   


Od dzisiaj baśnie, noszące definicję fantastycznego utworu epickiego, przybierają zupełnie inny wymiar. Okazują się bowiem o wiele bardziej przyziemne, aniżeli ktokolwiek mógł przypuszczać. Złe macochy, ubogie dziewczęta wstępujące na królewskie trony, czy szkaradne twory znajdujące miłość u boku pięknych partnerów. Historia, ta kojarzona zazwyczaj ze żmudną nauką dat i nudnymi faktami wtłaczanymi do głów na szkolnych lekcjach, jest o wiele ciekawsza. A pokazuje nam to Anna Moczulska, autorka bloga Kobiety i historia.  

Jakże dobrze, że pani Moczulska historyczką nie jest. Tym sposobem unikamy rozległych opisów, które zazwyczaj powodują, że książki tego typu odkładamy na bok. By nie wprowadzać Was w błąd, „Bajki, które zdarzyły się naprawdę” to nie jest powieść historyczna. To bardzo interesująco przedstawiony zbiór autentycznych postaci, kobiet, które swoim życiem napisały utwory przypominające nam znane baśnie. Książka została podzielona na 5 części: Kopciuszek, Śpiąca Królewna, Księżniczka na ziarnku grochu, Piękna i Bestia, Królewna Śnieżka. Każdy z działów posiada podporządkowane historyczne osobowości odpowiadające danej tematyce. Stąd, w bardzo klarowny sposób, autorka nadała poszczególnym osobom twarze fantastycznych bohaterów i zrobiła to tak, że aż chciałoby się więcej.

Zakazane miłości, skomplikowane relacje rodzinne i życie w świecie, w którym pomimo wielu przeszkód, nieraz wygrywało uczucie. Czy nie uważacie, że historie słynnych kobiet nieraz mogły nadawać się na ciekawy scenariusz filmowy? A czy wiecie, że reżyserowie już z tego skorzystali i wiele z tych pięknych, romantycznych opowieści śledzonych na wielkim ekranie zostało opartych na faktach? Dotąd spora część z nas nie miała o tym pojęcia, bo historia kojarzyła się nam wyłącznie z nudną nauką, o której wolelibyśmy zapomnieć. Tymczasem Anna Moczulska ukazuje nam jej inne oblicze – pełne intryg, uczucia i niebanalnych związków.

Zrozumiały, momentami zabawny i od razu przypadający do gustu język układający piękne historie, które pochłania się jednym tchem. Autorka, dokonując selekcji wyłącznie interesujących informacji, snuje opowieści chwilami zapierające dech czy wywołujące ogromne zdziwienie. Dotąd bowiem nie znaliśmy słynnych postaci z takowej, bardziej ludzkiej strony. Wplatając własne domysły czy uwagi, momentami uzupełnia historyczne luki układając brakujące elementy niejasnych zagadek i tworząc w efekcie scenariusze, które my – kobiety – chcemy poznawać i chłonąć. Jest ciekawie, jest baśniowo i z pewnością nie jest nudno, bo ta książka, w przeciwieństwie do innych pozycji literackich odnoszących się do historii – to nie sztywne fakty pisane mało emocjonującym i formalnym do bólu językiem. Moje wrażenia po przeczytaniu całości są więc jak najlepsze.

„Bajki, które zdarzyły się naprawdę” to propozycja dla tych, którzy mają ochotę przyjrzeć się historii od tej nieco piękniejszej, bardziej subtelnej strony. Książkę można przeczytać w całości od razu, ale poszczególne opowiadania umożliwiają także delektowanie się nią, zerkając do kolejnych historyjek w wygodnej dla siebie chwili. Dla niektórych czytelników, tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na kilkugodzinny maraton literacki, to spory plus. Ten tytuł polecam szczególnie kobietom wrażliwym na niezwykłe opowieści, w których pomimo realizmu, z całą pewnością tkwi nutka baśni. My, dorośli, nigdy nie przestaniemy być dziećmi, a Anna Moczulska, ze swoim talentem i wyjątkowym stylem, mogłaby czytać nam na dobranoc. Przekonajcie się o tym, że prawda nie zawsze wyzbyta jest magii, a każda z bajek, chociaż wymyślona, na przestrzeni dziejów ma swoje prawdziwe miejsce.

moja ocena: 5/6
wydawnictwo: Znak literanova  
ilość stron: 232
data wydania: sierpień 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.