poniedziałek, 30 marca 2015

"Barwy miłości" - Kathryn Taylor - PRZEDPREMIEROWO



Ostatnimi czasy literatura dość często pokazuje swoje odważne oblicze – twarz, którą wielu czytelników pragnie odkrywać bez końca. Ogniste sceny, bezpośrednie słowa – autorzy książek erotycznych nie znają granic i dobrze, bo w efekcie na rynek trafia wiele interesujących i barwnych powieści. Popyt na książki tego gatunku znacznie wzrósł, kiedy to słynna obecnie E.L. James zdecydowała się na publikację wytworu własnej wyobraźni, a mianowicie znanej wszystkim powieści „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Od tego czasu wydawnictwa zasypują nas różnymi erotycznymi historiami. Mniej, lub też i bardziej udane, często nie potrafią zaspokoić oczekiwań rządnych przygód czytelniczek. Teraz przyszedł czas Kathryn Taylor i jej nową powieść zatytułowaną. „Barwy miłości”. Czy na kartach tej książki faktycznie odnajdziemy ognisty odcień pożądania i czerwony kolor namiętności?

Grace Lawson, młodziutka i zdolna studentka, otrzymuje niepowtarzalną szansę, by zdobyć praktyczne umiejętności zawodowe w doskonale prosperującej firmie. Opuszcza więc rodzinne Chicago i wyrusza do Londynu, by przez trzy miesiące nabywać doświadczenie tak niezbędne w osiągnięciu przyszłego sukcesu. Po długiej podróży, oszołomiona nowym miejscem, dostrzega na lotnisku postać Jonathana Huntingtona, nieprzyzwoicie przystojnego szefa potężnej firmy, w której ma odbywać praktyki. Rozpoznając jego wizerunek, znany jej ze zdjęcia zamieszczonego w gazecie, nie może uwierzyć w to, że ów młody bóg pofatygował się osobiście ją odebrać. Podchodząc do niego, całkowicie zdenerwowana, przedstawia się i za wszystko dziękuje. Aczkolwiek po chwili, słysząc za sobą jakiś obcy, męski głos, odkrywa, że sytuacja, w której się znalazła, staje się bardzo niezręczna. Okazuje się, że Jonathan czeka na istotnego partnera biznesowego, co niestety z nią ma niewiele wspólnego. To spotkanie staje się jednak początkiem potężnej, namiętnej przygody, dzięki której Grace poznaje nowy, nieznany jej dotąd smak życia. Musi jednak uważać, bo Jonathan nie jest mężczyzną tolerującym uczucia i oddanie. Ostrzegana przez innych, wkracza w progi mrocznego świata, który zmienia jej rzeczywistość na zawsze.

Główna bohaterka to wierząca w ludzkie dobro, skromna i niedoświadczona seksualnie dziewczyna, która nie spodziewa się tego, że wyjazd do Londynu przyniesie jej nie tylko nowe, zawodowe umiejętności, ale coś o wiele więcej. Od samego początku pobytu w nowym miejscu, Grace nie potrafi zapomnieć o szefie firmy, w której pracuje. Wie jednak, że nie powinna lokować swoich uczuć w kimś nieosiągalnym, tym bardziej, że Jonathan słynie nie tylko z urody i sukcesów zawodowych, ale także z niechęci do trwałych związków. Co więcej, krążą plotki o tym, że podkochujące się w nim pracownice nagle znikały. Być może dla Grace wszystko byłoby o wiele łatwiejsze gdyby nie fakt, że zdystansowany zwykle Jonathan nie pozostaje wobec niej obojętny. Chociaż nie okazuje żadnych uczuć, w oczach płonie mu pożądanie, którego opanowanie przekracza jego możliwości. Tych dwoje odnajduje spełnienie w łóżku, aczkolwiek priorytety Grace i Jonathana okazują się zupełnie inne…
„ – Powinnaś bardzo uważać, czego sobie życzysz, Grace. Bo twoje życzenie może się spełnić. A wtedy może być zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażasz.”
„Barwy miłości”, Kathryn Taylor, to pierwsza część erotycznej serii opowiadającej o przygodach Grace i Jonathana. Niesamowicie wciągająca, prezentująca wyrazistych bohaterów, budująca narastające pożądanie – jest czymś, na co bardzo długo czekałam. Od czasów popularnego Greya przeczytałam wiele powieści tego gatunku. Zbyt śmiałe kobiety, punkt kulminacyjny już na kilku pierwszych stronach czy też wulgarność – zawsze coś mi przeszkadzało. Nigdy nie czułam się do końca usatysfakcjonowana. Czekanie jednak ponoć wzmaga apetyt, więc teraz całą sobą zasmakowałam czegoś, co nie pozwala o sobie zapomnieć. Główna bohaterka Barw miłości to nie modelka z okładki Playboya. Nie jest też łóżkową lwicą, zbyt pewną siebie i potrafiącą osiągnąć wszystko, o czym tylko zamarzy.  Jej szef – Jonathan – to z kolei powściągliwy w okazywaniu uczuć mężczyzna, który nie od razu zaciąga ją do łóżka powtarzając bez ustanku, jaka jest piękna. Jak dla mnie – strzał w dziesiątkę, bo właśnie czegoś takiego potrzebowałam. Książka Kathryn Taylor potrafi rozbudzić wyobraźnię. W stanie ekscytującej ciekawości i oczekiwania na najlepsze trzyma zaś przez długi czas, więc nie ma tutaj obawy o moment zniechęcenia czy też nudy, tak jak to w niektórych powieściach momentami bywa. Narracja pierwszoosobowa pozwala nam dokładnie poznać główną bohaterkę oraz jej myśli i uczucia. Tym samym, pełen tajemnic Jonathan staje się dla czytelnika tak samo zagadkowy, jak i dla Grace. Poznajemy go wraz z kolejnymi kartami książki, chociaż trzeba przyznać, że po przeczytaniu pierwszej części wciąż pozostaje wiele pytań i niejasności.
„Wiem, że Jonathan ma twarze, których nie znam. Że ryzykuję, bo ten mężczyzna może złamać mi serce. Ale to właśnie serce gotowe jest podjąć wyzwanie; chce wierzyć, że może być między nami coś więcej. Moje serce nie jest gotowe się poddać.”
W omawianej powieści, sceny erotyczne będące sensem i esencją książek tego gatunku, posiadają wszystko to, czego potrzeba do zbudowania w wyobraźni odbiorcy barwnego obrazu. Autorka, nie szczędząc pikantnych szczegółów, zachowuje szacunek dla aktu seksualnego, nie stosując wyrazów i  nie wprowadzając czynności, które dla wielu mogłyby okazać się niesmaczne. Jest naprawdę tak, jak być powinno. Chociaż, jak już wspomniałam, K. Taylor nie częstuje czytelnika ognistym seksem już na samym wstępie, iskry pożądania i namiętności wyczuwalne są wraz z zatapianiem się w pierwsze strony książki. Przyznam szczerze, że o tej powieści ciężko byłoby mi powiedzieć cokolwiek złego. Być może jedynie to, że w pewnym momencie główna bohaterka wydała mi się zbyt naiwna i trochę natarczywa, jednak z czasem to uczucie minęło.

Akcja Barw miłości nie ogranicza się wyłącznie do relacji, która dotyczy Grace i jej szefa. Autorka sprytnie wplotła w treść tajemniczą postać niejakiego Yuuto Nagako, który do końca pozostaje wielką niewiadomą. Kim ów Japończyk jest dla Jonathana?

Książkę polecam wszystkim wielbicielkom powieści erotycznych, w szczególności zaś tym, którym spodobała się kreacja bohaterów powieści „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Słynna trylogia nareszcie znalazła godną zastępczynię, przynajmniej według mojej opinii. Pobudzające wyobraźnię opisy, fascynujące dialogi, wiele interesujących wydarzeń i finał, który pozostawia gigantyczną ciekawość. Błagam, jak najszybciej wydajcie kolejną część! Mam nadzieję, że drugi tom owej serii będzie równie intrygujący, jak ten.
„Jego czarne włosy, cudne błękitne oczy, pełne usta, które tak wspaniale całują, i silne ramiona, w których tak chętnie znajduję schronienie. Jest piękny, mroczny  pociągający. I przeraźliwie niedostępny.”
PREMIERA: 8 kwietnia
moja ocena: 5+/6
wydawnictwo: Akurat
ilość stron: 350
źródło

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat.

sobota, 28 marca 2015

"Powód by oddychać" - Rebecca Donovan

 

Funkcjonując w otoczeniu kochających nas osób, mało kiedy zastanawiamy się nad powodem, który trzyma nas przy życiu, bo przecież mamy takowych pełno. Czerpiemy szczęście całymi garściami, rozwodząc się nad drobnostkami, które choć mało istotne, potrafią wyprowadzić nas z równowagi. Nieczęsto jednak myślimy o tych, których los nie obdarował tym, co dla nas wydaje się być standardem. Są na świecie bowiem tacy ludzie, którzy już z samego rana wyczekują końca dnia, by móc poczuć spokój, odetchnąć i skreślić z listy kolejną przetrwaną dobę. Takie życie, pełne nieszczęść i cierpienia, prowadzi Emma, bohaterka książki "Powód by oddychać". Co zatem staje się powodem jej utrapienia?

Szesnastoletnia Emma, cicha i do przesady wycofana z towarzystwa dziewczyna, mieszka w domu cioci i wujka. Do takiej sytuacji przymusiła ją śmierć ojca oraz brak opieki ze strony matki. Odliczając dni do ukończenia szkoły, skupia się tylko i wyłącznie na nauce, nie uczestnicząc w imprezach i spotkaniach koleżeńskich, a okazji do takowych nie brakuje. Powód takiego zachowania, kamuflowany i głęboko przez Emmę skrywany, tkwi w jej domu, w zastępczej rodzinie, która powinna zapewnić jej bezpieczeństwo, zaś funduje w zamian ból. Ciotka, wyzbyta współczucia i jakichkolwiek ludzkich uczuć, bije ją, wykorzystuje i karze za wszystko. W efekcie, zamiast martwić się typowo nastoletnimi problemami,  dziewczyna zmuszona jest ukrywać fizyczne okaleczenia, aby nikt nie dowiedział się o tym, że pada ofiarą przemocy domowej. Dotąd  powiernikiem jej sekretów pozostaje Sara, serdeczna przyjaciółka i jedyna rówieśniczka, z którą Emma utrzymuje kontakt. Wszystko toczy się równomiernym rytmem, do czasu, kiedy w klasie pojawia się Evan, chłopak, który od razu zwraca na nią uwagę. Nowa sytuacja wzbudza w nastolatce lęk i obawy, stąd, nie chcąc dopuścić do swojego życia kogoś nowego, Emma skutecznie go odpędza. Evan, którego uroda wywołuje w szkole nie lada poruszenie, nie poddaje się jednak tak łatwo...

Emma nie jest typową nastolatką. Skromna, cicha, wycofana, w przeciwieństwie do koleżanek pragnie pozostać niezauważona. Żyjąc w strachu, w domu - który miałby być oazą, a jest niestety piekłem, liczy dni do czasu pójścia na studia, by móc wreszcie uwolnić się od opiekunów - a w szczególności od ciotki, kobiety pozbawionej serca. Nie zawiązując nowych znajomości i odrzucając wizję posiadania chłopaka, dziewczyna nie ma pojęcia, jak wiele traci, chociaż takie zachowanie nie wynika z jej światopoglądu, a sytuacji panującej w jej rodzinie. Kiedy w szkole zjawia się Evan i Emma wreszcie zauważa jego istnienie, nie potrafi oszukać samej siebie i wyzbyć się szalejących w niej uczuć, chociaż bardzo by tego chciała. Chłopak, który małymi krokami stara się do niej zbliżyć, staje się sensem jej codzienności i nadzieją na lepsze dni, bo odtąd, bogate w ból życie, zacznie mieć dla niej znaczenie. Czy jednak jakikolwiek związek, budowany na tajemnicy, ma szansę na przetrwanie? Czy Evan w końcu dowie się o przemocy, jakiej doświadcza Emma? Czy będzie w stanie ją chronić?

"Powód by oddychać" to oparta na ciekawym scenariuszu książka dla młodzieży, w której główna bohaterka doświadcza wiele niesprawiedliwości ze strony najbliższych opiekunów. To bezsprzecznie wywołuje w czytelniku frustrację i smutek, ale także i podziw, bo pomimo wielu trosk, Emma potrafi jakoś funkcjonować, tuszując to, co na co dzień się jej przydarza. W trakcie czytania jesteśmy w stanie zauważyć powolną metamorfozę głównej bohaterki i rodzące się zaufanie. Książka więc oferuje także i inny gatunek emocji, tym razem pozytywnych, bo każdy mający uczucia czytelnik doświadczy radości i ciepła rozlewającego się wewnątrz jego ciała. Główna bohaterka, pomimo wielu przykrości, jakie funduje jej ciotka, nie pozostaje sama. Przyjaźń, którą obdarza ją Sara, podtrzymuje Emmę przy życiu. Zaś zalążki miłości Evana, chociaż z początku płoszą ją i wywołują paletę różnorakich obaw, powoli zmieniają ją samą, kolorując jej codzienność tysiącem radosnych barw.

Czytelnik znajdzie tutaj powoli rodzące się uczucie, niewinne, wierne i szczere. Gdyby Evan był Emmą tylko zauroczony, już dawno przestałby się starać. Tymczasem to, co wypływa z jego serca, jest o wiele głębsze. Niespiesznie, krok po kroku, zdobywa zaufanie Emmy pokazując wszystkim to, że to nieistotne są podboje łóżkowe, a szczęście, jakie można czerpać z samego źródła miłości.
Powieść R. Donovan nie jest typowa książka gatunku New Adult, jak mi się na początku wydawało. Te czytelniczki, które spodziewają się tutaj wielkiej namiętności, mogą czuć niedosyt. Cała akcja skupia się bowiem nie tyle na miłości i związku Evana i Emmy, ile na samej bohaterce. Łącząca ich relacja długo przypomina przyjaźń chociaż wiadomo, że oboje czują do siebie coś więcej. Nie przekroczą jednak razem zbyt wielu "koleżeńskich granic", toteż pomimo licznych stron owej książki, nie można oczekiwać ekscytujących i rozpalających ogień scen. Przyznam to szczerze, że trochę mi tego brakowało. Niekoniecznie samego namiętnego seksu, ale tych płomiennych obrazów, jakichkolwiek iskrzących sytuacji, dzięki którym moje ciało przeszedłby dreszcz i chęć poznawania dalszego rozwoju wydarzeń. Tymczasem pomimo tego, że książka nie była zła, przez cały czas miałam wątpliwości, czy chętnie sięgnę po drugą część. Gdybym takowej już nie posiadała, poważnie zastanowiłabym się nad tym, czy aby na pewno warto to ciągnąć. Trzeba jednak wspomnieć o tym, że druga połowa książki była ciekawsza, niż pierwsza, a sam koniec już na sto procent pozostawił sporo niepewności i domysłów, stąd wkrótce możecie się spodziewać recenzji kolejnego tomu, bo nie mogę pozostać w tym miejscu, w którym stanęłam.

"Powód by oddychać" to wzruszająca historia, której odrobinę brakuje dynamiki. Myślę, że gdyby autorka te wszystkie wydarzenia skróciła i zmieściła na 250 stronach, byłoby naprawdę idealnie. Ostatecznie nie żałuję jej przeczytania i sądzę, że jeżeli ktoś podejdzie do tej książki z innym nastawieniem, z pewnością będzie zadowolony. Mi czegoś tutaj zabrakło. Kto wie, może odnajdę to na kartach drugiej części, która wciąż przede mną. Powieść polecam w szczególności nastolatkom, lecz niekoniecznie fankom namiętnych romansów. Wysokie notowania na portalach książkowych z pewnością o czymś świadczą, więc proszę nie sugerować się moimi drobnymi uwagami. Pierwszy tom serii "Oddechy" to naprawdę dobra książka, lecz jej scenariusz nie do końca przebiegał tak, jakbym ja tego chciała. Ale przecież może właśnie o to chodzi? Przewidywalne, oparte na oklepanych schematach historie - takich mamy przecież na pęczki. Pozostaję więc z mieszanymi uczuciami i jestem ogromnie ciekawa, cóż takiego szykuje dla mnie „Oddychając z trudem”.

moja ocena: 4+/6
wydawnictwo: Feeria Young
ilość stron: 495

Już niedługo recenzja drugiego tomu:

czwartek, 26 marca 2015

"Milion małych kawałków" - James Frey

  
„Młodzieniec przyszedł do Starca po radę.
Starcze, rozbiłem coś.
Jak bardzo to rozbiłeś?
Na milion małych kawałków.
Obawiam się, że nie mogę ci pomóc.
Dlaczego?
Nic się nie da zrobić.
Dlaczego?
Nie można tego naprawić.
Dlaczego?
Jest za bardzo rozbite. Na milion małych kawałków.”
Samobójcze myśli i czająca się w pobliżu śmierć, która tylko czeka na ten jeden, ostateczny moment. Człowiek stojący na krawędzi, który niby świadom ryzyka, powoli odbiera sobie życie. To jest bolesny koniec, długi, wyniszczający najpierw psychikę, a później ciało. Alkoholizm i narkomania, choroby, które zostają z ludźmi na zawsze. Nieprzerwane - kończą się tragicznie. Można jednak je uśpić. Są niczym zahibernowany rak duszy, który tylko czeka na jedno potknięcie, na jeden błąd i na jedną chwilę słabości. A jednak można z tym żyć. Trzeba tylko chcieć, ale jak się okazuje, ten warunek wcale nie jest taki prosty do spełnienia. Poznajcie zatem Jamesa – bohatera powieści „Milion małych kawałków” opartej na autentycznych wydarzeniach i przeżyciach autora – niebiorącego narkomana i niepijącego alkoholika.

James otwiera oczy i uświadamia sobie to, że znalazł się na pokładzie samolotu. Brak przednich zębów, rana na twarzy czy złamanie nosa, są dla niego oznaką, że coś musiało się stać, jednakże nie przywracają mu pamięci. Mężczyzna nie ma pojęcia, cóż takiego mogło się wydarzyć. Nie ma w głowie także obrazu ostatnich dni. Po wylądowaniu zostaje przewieziony do renomowanego ośrodka uzależnień – trafia na odwyk, który na jakiś czas staje się jego domem. James jest alkoholikiem i narkomanem. W ciągu ostatnich kilku lat trzeźwo spoglądał na świat przez zaledwie cztery dni. Piętno strasznego nałogu ciasno oplata jego umysł, a skrajnie wycieńczony organizm funkcjonuje resztkami sił. Badania wykazują ogromne zniszczenia narządów, a lekarze nie potrafią zrozumieć tego, jakim cudem James jeszcze żyje. Czeka na niego usłana ogniem droga, która staje się piekłem, ale zarazem wybawieniem od jego bram. Jeżeli mężczyzna znowu zacznie pić lub sięgnie po narkotyk, umrze.

Bohaterem książki jest dwudziestotrzyletni chłopak, który zamiast cieszy się młodością i czerpać z życia jak najwięcej, nieraz myśli o tym, żeby takowe sobie odebrać. Po używki sięgnął szybko, chociaż wtedy z pewnością nigdy nie pomyślał o tym, że równie prędko wpadnie w szpony uzależnienia, a droga powrotna nie będzie już się taka łatwa.  Teraz trafia na odwyk, do świata, w którym złamanie reguły oznacza wydalenie z ośrodka i tym samym pozbawienie się ostatniego koła ratunkowego. Jeden z najpopularniejszych ośrodków uzależnień w Stanach mieści w swoich murach sporą liczbę osób. James może jednak kontaktować się wyłącznie z mężczyznami, a takowi nie zawsze przypominają przyjaciół. Dochodzi więc do sporów, do bójki, niejednego upokorzenia i do bolesnego upadku na samo dno. Bo tylko trzeźwiejący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, jak nisko znajduje się jego położenie. Jednakże właśnie ta świadomość okazuje się szansą i początkiem, by powoli, z trudem, wieloma wyrzeczeniami i momentami całkowitej rezygnacji, wspinać się do góry.
„Zwijam się w kłębek na podłodze i miażdżą mnie obrazy i dźwięki. Rzeczy, których nigdy nie widziałem ani nie słyszałem, ani nie wiedziałem, że istnieją. Nadchodzą z sufitu, drzwi, okna, biurka, krzesła, łóżka, szafy. Nadchodzą z pierdolonej szafy. Mroczne cienie i jaskrawe światła i przebłyski niebieskiego i żółtego i czerwieni tak intensywnej jak czerwień mojej krwi. Zbliżają się do mnie i wrzeszczą na mnie i nie wiem, czym są, ale wiem, że sprzyjają robalom. Wrzeszczą na mnie.”
Świat przedstawiony w książce „Miliona małych kawałków” wstrząsa, przeraża, ale i uczy. Czytelnik zderza się z brutalną rzeczywistością, która jednak okazuje się nie być literacką fikcją. Takie rzeczy dzieją się naprawdę, a dopuszczamy do nich my – ludzie, zaczynając niewinnie i niczym ślepcy, brodząc łatwą drogą, podążamy w złym kierunku prowadzącym donikąd. Aczkolwiek człowiek uzależniony, to istota, której nie należy potępiać. Należy jej pomóc, bo choroby nazwane alkoholizmem czy też narkomanią, z czasem rozrastają się do tego stopnia, że osoba na nie cierpiąca nie jest w stanie poradzić sobie sama, chociaż z pewnością by tego chciała. Nałóg to walka, a wygrana nie jest sprawą oczywistą. Taki bój, nieraz krwawy, należy toczyć przez całe życie.
„Zaczynam płakać. Łzy lecą mi po twarzy i wydobywa się ze mnie cichy szloch. Nie wiem, co robię, i nie wiem, dlaczego tu jestem, i nie wiem, jak sprawy mogły się tak posypać. Próbuję znaleźć odpowiedzi, ale ich nie ma.”
James Frey, wykorzystując własne wspomnienia i doświadczenia, oferuje nietypową i niezwykle wartościową opowieść. Nie jest to bajka, w której zło zostaje ukarane, a dobro tryumfuje w wielkiej chwale. Tutaj pojawia się okrutny świat, nieraz tak bolesny i trudny do przełknięcia, iż czytelnik odczuwa go na własnej skórze. Autor oferuje nam pierwszoosobową narrację, dogłębnie przedstawiając każdą zrodzoną w głowie bohatera myśl i każde wypowiedziane przez niego słowo. Jak zatem funkcjonuje umysł osoby uzależnionej? Jak kieruje ludzkim ciałem nałóg? Jak postrzega barwy rzeczywistości osoba chora? Co się dla niej liczy? Co zauważa? Dlaczego nie jest tak łatwo, jakby mogło się wydawać innym, tym, którzy o uzależnieniu tak naprawdę nie mają żadnego pojęcia? Czytelnik sięgający po ową książkę ma wrażenie, że jest ona poukładanym zbiorem zdań – krótkich, długich, nietypowych, bo zawierających z pozoru zwyczajne wyrazy pisane z dużej litery. Brak tutaj myślników, które rozpoczynają wprowadzane dialogi. Brak typowej interpunkcji. To jednak doskonały zabieg literacki, dzięki któremu każdy pochłaniający karty czytelnik zdaje sobie sprawę, że nie o piękno języka i jego poprawność tutaj chodzi,  a o przekaz. Takowy zaś jest, tak mocny, tak dobitny i tak emocjonujący, że trudno o nim zapomnieć. Historia głównego bohatera nie oszczędza nam obrazów, których z pewnością chcielibyśmy się wystrzegać. Upodlony człowiek, który jednak potrafi o tym mówić, to człowiek świadomy i wracający do normalnego świata. Czy zatem James wzbudza pogardę? Czy odraża? Oczywiście, że nie. Z czasem staje się zaś bohaterem, człowiekiem brodzącym w błocie, aczkolwiek idącym w stronę światła – w stronę nadziei. Czy mu się uda? Czy skorzysta z tej ostatniej szansy na życie?
„Dostałem wyrok. Kilka dni regularnego ćpania i picia mnie zabije. Będę martwy, koniec, nic więcej. Przestanę istnieć w jakiejkolwiek formie czy postaci. Wkroczę w ciemność i ciemność będzie wieczna.”
Uważam, że ta książka to niesamowita lekcja, to przestroga, to otwarcie okna na świat, od którego należy stronić. Dla wielu to jednak szansa, być może wskazówka i podpowiedź, która stanie się lekiem na okaleczoną duszę i raka umysłu. Z nią będziecie dziwić się i płakać, cierpieć, ale i żywić się nadzieją czekając na lepszy dzień. Na Waszej twarzy pojawi się także uśmiech, wyraz ulgi i prawdziwe szczęście, bo dopingując głównemu bohaterowi poznacie go tak dogłębnie, że stanie się Waszym przyjacielem. 
źródło


Na rynku literackim niewiele jest tak dobrych książek z motywem nałogu, jak ta. Obszerna, niezwykle emocjonująca i nietuszująca prawdy. Tutaj dokładnie poznacie problem, sięgniecie dna, ale będziecie powoli wspinać się wzwyż. Ta książka daje okazję do analizy każdego słowa, zachowania czy też dnia z życia człowieka uzależnionego. Sądzę, że to doskonała pozycja literacka dla osób lubiących taką tematykę. Nie rozczarujecie się. To jednak także praktyczna lekcja, bo nigdy nie wiadomo, cóż takiego może się nam w życiu przydarzyć. Być może „Milion małych kawałków” otworzy oczy tym, którzy kroczą równią pochyłą, być może stanie się alarmem dla tych, dla których nie jest jeszcze za późno, bo zawsze jest szansa na życie, jednak trzeba tego po prostu tylko chcieć.  

moja ocena: 5/6
wydawnictwo: Burda Książki
ilość stron: 516
data wydania: marzec 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Burda Książki.