środa, 31 lipca 2013

Ostatnia spowiedź (Nina Reichter) - tom II już 20 sierpnia !



Już 20 sierpnia kontynuacja Ostatniej spowiedzi!

Pierwszy tom zakończył się tragicznym wydarzeniem. Postrzelony Bradin pada na scenę. Czy to jednak fizyczny ból jest tutaj najgorszy? A może świadomość tego, że ukochana – dla której byłby w stanie poświęcić wszystko – zdradza go z własnym bratem. Dwie najbliższe osoby zawiodły. Czy będą miały jednak okazję, aby wszystko odkręcić? Możliwe, że przeznaczeniem Ally nie jest Bradin, a właśnie Tom. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów? Czy miłość jest uczuciem tak silnym, że uleczy skaleczone dusze i ciała? Przekonajmy się o tym już 20 sierpnia!

wtorek, 30 lipca 2013

"Trochę większy poniedziałek" - Katarzyna Grochola



Katarzyna Grochola, niczym nasza najlepsza przyjaciółka, od zawsze częstuje nas opowiadaniami tak lekkimi i pogodnymi, jak poranny, rześki deszcz. Każda jej książka wywołuje w nas uśmiech pomimo tego, że nie opowiada o sprawach mało realnych. To samo życie sprawia, że ludziom cieszy się dusza. Trzeba tylko spojrzeć na niego z odpowiedniej strony.
Książka „Trochę większy poniedziałek” to nie obszerny tom, w którym wydarzenia dzieją się jedno po drugim. To raczej zbiór przyjemnych opowiadań, z których jedno niekoniecznie wiąże się z drugim. Nie ma więc obaw o to, że jeżeli skończymy jeden rozdział i odłożymy na jakiś czas książkę na półkę, zapomnimy o całym wątku. I to właśnie jest dobre dla tych, którzy nie lubią męczyć się z nużącymi historiami. Urok tej książki leży w jej prawdziwości. Czytając mamy wrażenie, jakbyśmy sami stawali się przyjaciółmi opisywanych osób. Ich prawdziwe oblicze – wcale nie wyidealizowane, ale po prostu takie naturalne sprawia, że człowiek ma ochotę pójść z kimś porozmawiać i stać się lepszym człowiekiem. Bo ta książka to nie tylko puste bajki, o których szybko się zapomina.  To raczej wskazówka życiowa, która umoralnia i uczy, ale nie nudzi i nie zmusza. To my sami zaczynamy się zastanawiać nad tym jacy jesteśmy, czy aby nasze kłótnie, zazdrości i nieraz chamstwo mają jakikolwiek sens? Poprzez zabawne i poprawiające humor historie skłaniamy siebie do głębokich refleksji. Mamy ochotę wkraść się w życie głównych bohaterów i zostać tam na zawsze – jadając z nimi pyszne kolacje, sadząc kwiatki czy po prostu rozmawiając. Bo zdajemy sobie sprawę z tego, że do szczęścia nie potrzeba wiele.
Opowiadania zawarte w książce są o wszystkim i o niczym. Sytuacje związane z wyjazdem na wakacje, zdarzenia o przyjacielskich pogawędkach czy też opis rozmów damsko - męskich. Proste czynności, które spotykamy na co dzień, okazują się bardzo interesujące. Dzięki temu możemy przejrzeć na oczy i zobaczyć, jak piękne jest nasze życie. Wśród licznych opowiastek spotykamy takowe o tytułach: "Miłość odeszła razem z latem", "Bez kłopotów", "Nie jestem taksówkarzem, czyli strzelić skruchę" czy też "Marzenia o Teneryfie". Natkniemy się tutaj na ciekawą analizę kobiecych nawyków, ale i męskiej natury. To zabawne - bo w książce możemy nieraz dostrzec samych siebie. Widzimy, że opisywana Ula czy też Mańka ma w sobie o wiele więcej z nas, aniżeli może się nam na początku wydawać.
Katarzyna Grochola pisze typowym dla siebie, magicznym – ale jakże zarazem, prostym językiem. I właśnie to jest w tym piękne, że te cudownie tworzone zdania mogą być dla wszystkich zrozumiałe. Każde opowiadanie (a jest ich wiele) liczy sobie około  sześciu stron, a więc w sam raz na wolną chwilę. Ja szczerze polecam tę książkową pozycję. Jak "prawie" (zaznaczam słowo PRAWIE) wszystkie dzieła tej autorki, także i to adresowane jest głównie dla kobiet - tych mniej i bardziej dojrzałych. Jeżeli lubicie styl pani Grocholi, nie macie się czego obawiać. Chyba że niezbyt podchodzą Wam krótkie opowiadania – bo tutaj takowe są. Książkę przeczytałam w dwa dni. Nie miałam zamiaru odkładać jej na półkę, ponieważ tak bardzo poprawiła mi humor, że nie chciałam z niego rezygnować. Z niecierpliwością czekam na kolejną książkę pani Kasi.

Na koniec króciutki, umoralniający fragment Trochę większego poniedziałku:
„Za pieniądze można mieć zegarek, ale nie czas.
Za pieniądze można mieć budynek, ale nie dom.
Za pieniądze można mieć seks, ale nie miłość.
Za pieniądze można mieć lekarstwa, ale nie zdrowie.
Za pieniądze można mieć  posadę, ale nie poważanie.
Za pieniądze można  mieć władzę, ale nie szacunek…”

No, i to by było na tyle.

Moja ocena: 4,5 / 5

niedziela, 28 lipca 2013

"Joyland" - Stephen King



Jak na Kinga przystało, kolejna wydana książka okazała się być dziełem na poziomie króla sensacji i grozy.  Po książki tego autora sięgałam już nieraz. Zawsze fascynował mnie panujący w nich klimat i to coś, co kusiło do przeczytania kolejnych stron. Bohaterowie z wyraźnie zarysowanymi charakterami, ciekawe wydarzenia i ten zwrot akcji, który burzył to, co dotychczas wydawało nam się takie oczywiste. Taki jest też i „Joyland”, który opowiada historię Devina, młodego chłopaka poszukującego wakacyjnej pracy. Chcąc  zarobić parę groszy załapuje się do parku rozrywki jako osoba „od wszystkiego”.  Z czasem Devin przywyka do obsługi karuzel, występów w stroju psiaka czy też do zwykłego sprzątania. Zawsze uprzejmy i uczynny szybko zyskuje wielu przyjaciół, którzy będą w stanie zrobić dla niego wiele. Park rozrywki to miejsce kojarzące się z uśmiechniętymi, biegającymi dziećmi i zadowolonymi rodzicami, którzy podziwiają swoje pociechy. Jednakże czy zastanawialiście się nad tym, że każde takie miejsce ma swoją historię, która niekoniecznie może wiązać się z radością? W „Joyland” dokonano kiedyś morderstwa. Pewien chłopak ni stąd, ni z owąd poderżnął swojej dziewczynie gardło, kiedy przejeżdżali tunelem strachu, jadąc w małym wagoniku. Legenda głosi, że od tego czasu można zobaczyć ducha zamordowanej, ale o tym wiedzą tylko pracownicy i okoliczni mieszkańcy. Tajemniczego mordercy nigdy zaś nie odnaleziono. Czy jednak przeznaczeniem było to, aby morderca na zawsze pozostał bezkarny? O tym możecie się dowiedzieć czytając „Joyland”.  Być może właśnie wtedy, kiedy Devin wstąpił w szeregi pracowników parku, miało się wiele zmienić…. Książka nieco różni się od tradycyjnych powieści Kinga. Nie ma w niej zwykle panującej aury strachu  - więc jeżeli szukacie tylko tego, możecie się zawieść.  Aczkolwiek zostało to zastąpione historią wspaniałej przyjaźni, nieszczęśliwej miłości i iskrą nadziei na lepsze jutro.  „Joyland” ma to coś, co przyciąga i wtedy, kiedy wydaje się nam, że wszystko wiemy, okazuje się, że tak naprawdę nie wiemy nic. Lubię ten moment zaskoczenia, bo wtedy akcja nabiera szybszego tempa i zaczyna się robić o wiele ciekawiej. Zabawne powiedzenia doskonale odzwierciedlają świat pracowników parku rozrywki. Słowa znane tylko im (ćwoki, dzióbki, szaraczki) pokazują jak doskonale funkcjonują zwarte kręgi. Tak jest w rzeczywistości i właśnie to w tej książce jest takie niezwykłe. Pokazuje ona historię tak prostą, jakby można było dotknąć ją ręką w świecie, który nas otacza, a jednak na swój sposób okazuje się taka wyjątkowa. Poza tym język prezentowany przez Kinga jest lekki, przystępny i przyjazny. Czytając książkę ma się wrażenie, jak gdyby bliski przyjaciel opowiadał nam o swoich przeżyciach. Jeżeli zdecydujecie się na spędzenie wspaniałej przygody z Joylandem, dajcie znać czy chcielibyście mieć takiego przyjaciela, jakim jest Devin Jones. Dla mnie to złoty chłopak i tylko czasami mnie irytował, kiedy naiwnie wierzył swojej byłej dziewczynie.
Być może „Joyland” nie zasługuje na pełne pięć punktów, bo biorąc pod uwagę inne książki Kinga, były wśród nich takie, które sprawiały jeszcze lepsze wrażenie. Aczkolwiek te cztery i pół na pewno bym dała. Polecam.

Ocena : 4,5 / 5

piątek, 26 lipca 2013

"Profesor" - John Katzenbach



„Profesor” zaintrygował mnie swoją okładką. Skulona dziewczynka otoczona mrokiem mogłaby zapowiadać całkiem ciekawy wątek. No cóż…. czasami okazujemy się większymi wzrokowcami, aniżeli dopuszczamy to do swojej świadomości. Poza tym znalazłam sporo pozytywnych opinii na temat tej książki, a że tematyka kryminalna bywa interesująca, skusiłam się. W skrócie powiem tyle, że skoro napis na książce mówi o tym, że jest to najlepsze dzieło tego autora, to naprawdę nie chciałabym widzieć tych pozostałych.
Profesor Adrian, człowiek nękany chorobami i dramatycznymi wspomnieniami bolesnej przeszłości, pragnie popełnić samobójstwo. Pozbawiony żony, jedynego syna oraz brata, nie widzi sensu dłuższej egzystencji. Przypadkiem staje się jednak naocznym świadkiem porwania młodej dziewczyny i właśnie to wydarzenie powstrzymuje go od wpakowania sobie kulki w głowę. W rozwikłanie zagadki poszukiwania Jennifer zaangażowane są różne osoby. Nikt jednak nie myśli w takim kierunku, w jakim podążają myśli starego profesora. Takowy postanawiać wziąć sprawy w swoje ręce. Czy jednak sędziwy wiek i choroba pozwolą mu na jakiekolwiek działania? A może to, co widział, to tylko halucynacja, tak samo jak pojawiające się w jego życiu duchy zmarłych członków rodziny? Wkrótce okazuje się, że w Internecie pojawia się kolejny odcinek pewnej zakazanej serii. Więziona dziewczynka wykorzystywana, męczona i bita przez mężczyznę i kobietę jest nie lada rozrywką dla wielu użytkowników Internetu, którzy płacą za dostęp do filmików na żywo ogromne pieniądze. Żaden z widzów nie bierze jednak pod uwagę tego, że dziewczynka jest poszukiwana przez policję i pewnego starca.
Streszczenie może jest nieco interesujące, ale szczerze powiedziawszy, książka nie okazała się jakoś specjalnie wyjątkowa. Brak akcji został zastąpiony wiecznymi domysłami polegającymi na zastanawianiu się nad tym, kto porwał Jennifer. W kółko jedno i to samo. Poza tym ciągłe rozmowy profesora z duchami bywały nieco irytujące.  Niektóre odkrycia dokonywane przez niego bywały irracjonalne. Nie sądzę, żeby w rzeczywistości ludzie bez jakichkolwiek dowodów mogli dokonywać tak trafnych wniosków. "Profesor" stał się wciągający dopiero na samym końcu. Przedtem musiałam zmuszać się do tego, aby przebrnąć przez kolejne strony. Pomimo tego, przeglądając recenzję innych ludzi, znalazłam dość wysokie noty owej pozycji książkowej. Są gusta i guściki, więc mogę mieć swoje zdanie. Ja Profesora nie polecam, aczkolwiek może warto zerknąć także na inne blogi, które tę książkę promują. Jedyne co wyniosłam z tej książki to świadomość tego, że ludzka natura bywa naprawdę chora. Nieraz słyszy się o brutalnych filmach, z których ludzie czerpią satysfakcję widząc cierpienie innych i to właśnie też się tutaj pojawia. Decyzję dotyczącą przeczytania książki pozostawiam jednak wam.
Ocena 2,5/5

niedziela, 21 lipca 2013

"Ostatnia spowiedź" - Nina Reichter (tom I)



„Ostatnia spowiedź” – książka, o której na blogach z recenzjami było i nadal jest dość głośno. Zaciekawiło mnie skąd to zainteresowanie ludzi, a więc postanowiłam skosztować nieco jej treści. Wcześniej przeczytałam wiele pozytywnych opinii na jej temat i natknęłam się tylko na dwie niezbyt pochlebne recenzje. Toteż od razu popędziłam do księgarni. Swoją wizytę w nich powtarzałam kilkakrotnie, jednakże czy Empik, czy też Matras – wszędzie słyszałam, że książki już nie ma i mogą mi ją jedynie zamówić. Pozostały mi więc dwie drogi myślenia. Albo „Ostatnia spowiedź” jest tak genialna, że ledwo się pojawia, od razu zostaje wykupiona, albo też nie zamawiają ją, ponieważ nie mają na nią zbytu. To jeszcze bardziej podsyciło mój apetyt. Zapisałam się do facebookowego fanpage’a tejże książki i tam udało mi się wygrać owy pierwszy tom (drugi ukaże się 20 sierpnia). Byłam przeszczęśliwa. Kiedy książka dotarła, przerwałam czytanie innej po to, aby móc zgłębić się w tajemnicze dzieło Niny Reichter.  

Początkowo postaram się pokrótce opowiedzieć to, o czym mniej więcej jest książka. Otóż przedstawiona w niej historia dotyczy miłości, która z pozoru nigdy nie powinna mieć miejsca. Brzmi banalnie, ale takie nie jest. Skromna, przeciętna, poddana woli rodziców dziewczyna spotyka przypadkowo na lotnisku chłopaka, z którym miło spędza czas. Nie wie jednak i nawet się nie domyśla, że niezwykły ciemnowłosy porusza się w bardzo odległym jej świecie. Mianowicie jest znanym i bogatym rockmanem. Ona nieco zaskoczona jego wyglądem, on zaś tym, że dziewczyna go nie rozpoznała. I właśnie takie zrządzenie losu, zaledwie kilka godzin rozmowy sprawiają, że rodzi się między nimi niezwykła więź. Takowa rozbudza ich serca do tego stopnia, że będą w stanie zrobić naprawdę wiele. Czy jednak takie uczucie ma szansę przetrwać? Takie, które łączy dwoje ludzi tak bardzo odmiennych oraz takie, które budowane jest na kłamstwie? Bradin – bo takie jest imię głównego bohatera, początkowo nie ma bowiem zamiaru przyznawać się do tego, kim jest. A kiedy wszystko nabiera pędu i staje się coraz bardziej głębokie, chłopak po prostu traci odwagę.  Ale czy w dobie mediów takie informacje mogą zostać ukryte? Wiele pytań, ale na wszystkie można znaleźć odpowiedzi czytając „Ostatnią spowiedź”, do czego szczerze zachęcam. Bardzo ważnym faktem jest także to, że główna bohaterka nie jest singlem. Ma chłopaka, z którym nie maluje się jej świetlana przyszłość. Jednak wolą zaborczych rodziców jest to, aby dziewczyna pozostała z nim na zawsze. Mam świadomość tego, że takim wstępem nie potrafiłam oddać prawdziwego charakteru książki. Przedstawia ona bowiem nie tylko przecudowny obraz prawdziwej miłości, ale jest także odzwierciedleniem życia, które tutaj nie jest wyimaginowane. Historia opisana w Ostatniej spowiedzi nie jest czymś w rodzaju fantasy. Losy niejednej gwiazdy mogły przecież mieć właśnie taki bieg wydarzeń. I tutaj chciałabym przedstawić cytat pojawiający się w zapowiedziach książki „Poczuj, jak kocha ten, którego kochają tysiące”. Ja już miałam okazję tego doświadczyć, teraz Wasza kolej.

„Ostatnia spowiedź” to książka pojawiając się w dziale „dla młodzieży”. Moim zdaniem powinna także być promowana jako idealna pozycja dla ludzi w każdym wieku. Niezwykle przemyślane słowa, ciekawa treść i bardzo dojrzałe cytaty, niosące ze sobą nie tylko ładne brzmienie, ale także życiowe prawdy. Taka miłość nastolatków mogłaby zawstydzić niejedno dojrzałe małżeństwo.

Na zakończenie cytat z książki:

"To trochę tak, jakbyś zakręcił pozytywką. Nie możesz jej zatrzymać, bo zgrzytnie i wyda nieprzyjemny dźwięk. Moje życie to jeden długi nieprzyjemny dźwięk. Jednak pierwszy raz myślę, że to, co teraz mam, zagra płynnie do końca. Więc chyba muszę doczekać do melodii."

Moja ocena 5/5!