sobota, 31 maja 2014

"Bo wiesz..." - Piotr Kołodziejczak

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/65000/65530/352x500.jpg 

W moim przypadku bywa czasami tak, że znajduję w swojej biblioteczce książki zapomniane, które nawet nie do końca wiem, skąd się wzięły. Musiałam je kiedyś dostać i odłożyć na półkę z zamiarem, że w przyszłości je przeczytam. Nikną w cieniu nowości wydanych przez znanych autorów czy też chowają się za bestsellerami. Czasami jednak są one miłym zaskoczeniem. Teraz tak właśnie było. Miałam ochotę na coś, po co często nie sięgam. Chciałam przeczytać coś, co wyszło „spod pióra” polskiego, nieznanego mi pisarza. I tak trafiłam na książkę „Bo wiesz…” Piotra Kołodziejczaka, którą kiedyś chyba wygrałam w jakimś blogowym konkursie.  

Grażyna i Janek – małżeństwo z niedługim stażem dość wcześnie przechodzi kryzys. Nie minął rok od ślubu, kiedy owa kobieta wyznaje mężowi, że nie takiego życia chciała. Z kryzysami bywa różnie, a ich finał zależy od zaangażowania pary i potęgi ich uczucia. Kiedy jednak okazuje się, że w grę wchodzi trzecia osoba, nieczęsto jest tak kolorowo. W tym wypadku Grażyna oświadcza, że kogoś poznała i w końcu prawdziwie się zakochała. Janek, który dotąd myślał, że to on jest jej prawdziwą miłością, stara się zrozumieć żonę i jej przebaczyć, ponieważ nie wyobraża sobie bez niej życia. Czy jednak warto? Niedługo potem okazuje się, że nowa miłość to nie jest jednorazowy wybryk Grażyny. W ciągu niecałego roku małżeństwa zdarzyło się jej już przyprawić mężowi rogi.

On – ciężko pracujący, oddający swojej żonie ostatni grosz, ufający jej i rezygnujący ze swoich marzeń na koszt jej kaprysów.
Ona – narzekająca na brak pieniędzy, niepracująca, wymagająca i poszukująca wrażeń u boku bogatszych mężczyzn.
Nietrudno więc rozróżnić, kto w tej powieści jest pozytywnym, a kto negatywnym bohaterem. Postacie mają jasno i klarownie przydzielone cechy charakterów i nic nie jest tutaj skomplikowane, poza oczywiście sytuacją, jaka wdała się w małżeństwo Grażyny i Janka.

„Bo wiesz…” to pozycja raczej nie wspominana często na stronach dotyczących książek. Nie ma tutaj wartkiej i zaskakującej akcji, a z samą historią nie można zabawić na dłużej. Lekturka ta liczy niecałe 200 stron, więc to książka na jeden, góra dwa wieczory. Można się nią jednak zainteresować i spędzić miło czas. Moim zdaniem korzystnie wpływa na samopoczucie, nie wymaga intensywnego myślenia, a język kreowany przez autora jest przyjemny i lekki. Uważam, że przeczytanie jej i polecenie innym jest całkiem dobrym pomysłem, przy czym nie należy wymagać zbyt wiele. Ja osobiście, może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości sięgnę jeszcze po książki pana Piotra, bo ta całkiem przypadła mi do gustu. Kiedy będę potrzebowała czegoś niedługiego na poprawę humoru, poszukam czegoś w dorobku tego autora. Jak się okazuje, mężczyźni całkiem dobrze mogą pisać o relacjach damsko-męskich, nie takich głębokich i skomplikowanych, ale takich prostych i zdarzających się, a właśnie takich historii czasami nam potrzeba.

Moja o0cena – 3,5/5

czwartek, 29 maja 2014

Biedronka - kiermasz książek za 4,99 zł

Zgodnie z tym, co napisałam wczoraj, udałam się dzisiaj do "Biedronki" sprawdzić czym okaże się kiermasz książki (4,99 za sztukę). Dzięki cierpliwości mojego mężusia odwiedziliśmy aż cztery sklepy tej sieci, ponieważ nie w każdym oferta była taka sama. Skoro przygotowano około 550 tytułów, to w każdym sklepie musiało pojawić się coś innego. Przyznam, że tym razem kiermasz okazał się klapą. Owszem, książki były różne i były tanie. Ale w tym wypadku przeważały różnego rodzaju encyklopedie. Książki o zamkach polskich, słowniki, publikacje o minerałach, ptakach czy też innych zwierzętach. Nieraz były to któreś z kolei tomy wyjęte z kolekcji czy też książki dla dzieci. Tych ostatnich, z bajkami, było całkiem sporo i ci, którzy szukali coś dla swoich pociech, mogli się nieźle obłowić. Powieści było niestety mało. Głównie nieznane nikomu tytuły autorów, o których bynajmniej ja nigdy nie słyszałam. W dwóch sklepach natrafiłam na książki Martyny Wojciechowskiej i Beaty Pawlikowskiej, ale takowe pochodzące z mini serii, których standardowa cena w księgarniach wynosi około 10 zł. Posiadam już je, bo kupiłam kiedyś za 5 zł w innej sieciówce. Uważam więc, że tym razem nie było nic ciekawego. Wróciłam do domu z pustymi rękoma, a myślałam, że kupię chociaż książki pani Chmielewskiej, ponieważ gdzieś wyczytałam, że takowe mają być. W czterech "Biedronkach" nie było ani jednej. Trudno. Tym razem się zawiodłam.

"Zagubione niebo" - Katarzyna Grochola

 
Kiedy dowiedziałam się o nowej książce Katarzyny Grocholi „Zagubione niebo”, nie zawahałam się popędzić po nią do księgarni. Owa kobieta to moja ulubiona autorka i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Wszystko, co wyjdzie „spod jej pióra”, jest wyjątkowe, ciekawe i przepełnione optymizmem. Chociaż niezbyt przepadam za krótkimi opowiadaniami i wolę raczej zgłębić się w nieco dłuższe powieści, to jednak w przypadku pani Grocholi przymrużam na to oko, ponieważ jak już wspomniałam, ta autorka nigdy mnie nie rozczarowała. I chociaż „Zagubione niebo” to właśnie zbiór różnych opowiadań, to jednak kolejny raz miałam okazję się przekonać, że liczne nagrody, jakimi została obdarowana Katarzyna Grochola, nie trafiły do niej przypadkowo.

Wspomniana nowość owej autorki, to zebrane w jeden tom historie przedstawiające ludzkie rozterki. W każdej z nich pojawia się nowy bohater i chociaż każdy jest inny, we wszystkich możemy odnaleźć cząstkę siebie. Głównym motywem opowiadań jest miłość, a takowa przecież dotyka każdego. Nic więc dziwnego, że możemy o niej tak wiele przeczytać. Czasami intensywna, w innym wypadku delikatna niczym smagnięcia skrzydeł motyla. Miłość jednak zawsze rozgrzewa nasze serca i tak też się dzieje, czytając opowiadania pani Grocholi. Wprowadzają one w doskonały nastrój. Ma się wrażenie wdychania atmosfery zbudowanej przez ową autorkę. Opisy, w których często dominuje słońce, zielone łąki i cudowna, nieskażona natura to coś, co przenosi nas do innego, lepszego świata i czytelnik może naprawdę przenieść się oczyma wyobraźni do wykreowanych przez panią Grocholę miejsc. Opowiadania skłaniają nas także do refleksji. Niejednokrotnie podczas czytania zauważymy, że sami przeżywaliśmy podobne sytuacje. Teraz jest okazja, aby spojrzeć na to z innej strony i mieć okazję ocenić to, co jest dobre, a co nie do końca. Można powiedzieć, że „Zagubione niebo” to swego rodzaju życiowy przewodnik. Bohaterowie stworzeni w tej książce są naturalni i tacy bliscy, jakbyśmy mieli ich na wyciągnięcie ręki. Nie znajdziemy tutaj wyidealizowanych postaci przeżywających nieskazitelne chwile. W każdym zawsze rodzą się jakieś obawy i każdy z nas ma jakieś wady, co jest w tej książce doskonale widoczne i właśnie to jest takie wyjątkowe. Coś zwyczajnego zostało przekazane czytelnikowi w niezwyczajny sposób.

Bardzo odpowiada mi język kreowany przez Katarzynę Grocholę. Zwiewny, lekki, przyjemny i trafiający wprost do serca. Na piętnaście opowiadań tylko dwa wydawały mi się przeciętne i lekko nudnawe. Reszta była rewelacyjna.

„Zagubione niebo” to pozycja idealna na słoneczne i pochmurne dni. Jest idealna dla osób kochających czytać oraz dla tych, którzy z tego zrezygnowali, ponieważ szybko się nudzą. Polecam przede wszystkim kobietom, które żyją w udanych związkach, ale także i tym, które cierpią z powodu rozstań. Pani Grochola jest bowiem lekiem na zranioną duszę i leczy lepiej, niż niejeden terapeuta.

Moja ocena – 4,5 / 5

 

środa, 28 maja 2014

Już 29 maja w Biedronce wszystkie książki za 4,99 zł !!!

Od 29.05 do 11.06. 2014 w sklepach "Biedronka" będzie można nabyć książki za 4,99 zł. Do wyboru przygotowano aż 550 tytułów. Wiadome jednak, że nie w każdej Biedronce będzie to samo. Promocja ma formę kiermaszu, a więc nie w każdym sklepie będą takie same tytuły. Ciekawe, czy w koszach znajdziemy coś wartościowego, czy też oferowane będzie tylko to, co w księgarniach niestety się nie sprzedaje. Biedronka potrafi niejednokrotnie pozytywnie zaskoczyć, więc ja z pewnością przetestuję tę ofertę i na własnej skórze przekonam się, czy jest warta uwagi. 

piątek, 23 maja 2014

"Żar nocy" - Sylvia Day

Aktualnie czytam 

Sylvia Day, autorka książki „Żar nocy”, jest mi znana dzięki serii rozpoczynającej się tytułem „Dotyk Crossa”. Opowieść o ogromnej namiętności pomiędzy niewinną i młodą Evą, a bogatym biznesmenem Gideonem, poruszyła moje serce i przypadła mi do gustu. Chociaż czasami irytowało mnie to, że Sylvia Day posłużyła się nieco opowieścią o Christianie Greyu, z chęcią przeczytałam wszystkie trzy książki o Crossie i obecnie czekam na czwartą. Teraz sięgnęłam po „Żar nocy”, gdzie ogromną i pełna erotyzmu miłość miała mieszać się z wątkami fantastycznymi. Byłam bardzo ciekawa tego połączenia.

„Żar nocy” to druga część cyklu „Strażnicy snów”. Pierwszą była książka „Rozkosze nocy” i przyznam, że nie miałam z nią styczności. Przeczytałam jednak w Internecie, że można przeczytać drugą część nie zgłębiając się w pierwszą, gdyż przedstawia już ona innych bohaterów, a ci z pierwszej części są w drugiej zaledwie dodatkiem.

W tym wypadku mamy do czynienia z nietypowym związkiem Stacey Daniels oraz Connora Bruce. Ona - prosta kobieta, skrzywdzona przez mężczyzn i nieufna względem ich, wychowująca samotnie syna. On  - superbohater o boskim ciele, twardziel z pozoru niedelikatny, będący fantazją każdej pani. Pewnego dnia, zrządzeniem losu spotykają się w domu swoich przyjaciół (Lyssy i Aidana – bohaterów z pierwszej części serii). Tam od razu rodzi się pomiędzy nimi iskra namiętności, przed którą Stacey próbuje się bronić, aczkolwiek niedługo ulega. Connor, przesiąknięty „światem snów”  wypełnionym przez wojnę, czuje się coraz bardziej związany z rzeczywistością, a to za sprawą pojawiającej się miłości. Niestety liczne wydarzenia nie pozwalają zapomnieć o owym innym wymiarze. Czy związek zwykłej kobiety i żyjącego od stuleci idealnego superbohatera jest możliwy? Czy Stacey będzie w stanie zrozumieć, że świat, którym dotąd była otoczona, nie jest jedyny?

„Żar nocy” to erotyk będący zarazem klasyfikowany do gatunku fantasy. Tutaj mieszają się dwa światy – realny, z którego pochodzi bohaterka oraz świat snów –  będący światem głównego bohatera. Connor jednak może przebywać w obu światach, a wszystko zależy od tego, jakie w danym momencie ma on potrzeby i zadania. Czy taki pomysł na stworzenie czegoś pikantnego z nutą odmienności jest trafiony? Jeżeli chodzi o moje zdanie, to całość wyszła niezbyt dobrze. To nie moja bajka. Po pierwsze, odrealniony świat snów, w tym wypadku, wydaje się sztuczny i zbędny. Autorka jakoś tak nieumiejętnie połączyła ze sobą dwa wymiary i ma się wrażenie, że wzorując się na innych książkach z gatunku science-fiction, robiła coś jakby wbrew sobie. Bohaterowie także są nieco sztuczni. On, pomimo tego, że spełnia wszystkie kobiece fantazje, bywa niewychowany. Ona, niby wzbraniająca się, a jednak ulega tak szybko, że nie można nacieszyć się momentem oczekiwania na najlepsze. Wszystko dzieje się na początku książki i czytelnik szybko zaczyna się nudzić zastanawiając nad tym, cóż takiego ciekawego może się jeszcze wydarzyć. Oznajmiam więc, że niestety nie dzieje się zbyt dużo. „Żar nocy” oczywiście znajdzie swoje zwolenniczki. Jeżeli jakaś kobieta lubi literaturę science fiction, to może uważać tę lekturę za coś naprawdę ciekawego, bo takich książek, będących  dodatkowo erotykami, jest mało.  Sylvia Day zaryzykowała, eksperymentując w nietypowy sposób. Aczkolwiek paniom, które wzdychały do Greya, Crossa czy też Gabriela, taki sztuczny świat może wydawać się mało pociągający. Ja podczas czytania jakoś nie mogłam dać się ponieść fantazji. Ta historia mnie nie wciągnęła. Cały czas byłam gdzieś obok niej, jakby przyglądając się z daleka jakieś wystawianej sztuce, wiedząc, że nie jest prawdziwa. Zainteresowało mnie kilka ostatnich rozdziałów, ale to oczywiście nie wystarczy, aby polecić tę książkę innym. Przyznam, że po Sylvii Day spodziewałam się czegoś więcej. Może byłoby inaczej, gdybym przeczytała „Rozkosze nocy” będące pierwszą częścią serii. Może wtedy ów dziwny świat byłby mi już lepiej znany, bo całkiem prawdopodobne, że został on tam w jakiś określony sposób naturalnie wprowadzony i objaśniony. Na chwilę obecną przyznam, że „Żar nocy” to książka, która nie pozostanie w mojej pamięci. Nie porwała mnie i nie wniosła do mojego życia nic wartościowego. Myślę, że szybko o niej zapomnę.

Moja ocena – 2/5

wtorek, 20 maja 2014

"Płomień strachu" - Jack Lance



Dosyć często mówi się o oszustwach internetowych, o wyłudzeniach, kradzieżach czy też innych przytłaczających wydarzeniach. Jeżeli ktoś nie szkodzi innym, to często działa wyłącznie na swoją korzyść. A jednak zdarzają się przypadki, kiedy to ktoś obcy bezinteresownie chce sprawić nam radość. Nie do wiary? W moim przypadku tak właśnie było. Pozwólcie, że od tego zacznę tą właśnie recenzję. Od dłuższego czasu polowałam na książkę „Płomień strachu”. Jej streszczenie mocno mnie zafascynowało, a przyrównanie autora do twórczości Stephena Kinga dodatkowo podsyciło mój apetyt na nią. Na jednym z portali dotyczących książek napisałam do pewnej kobiety oferującej tę właśnie książkę na wymianę. Zaproponowałam coś od siebie i wiecie co? Pani Grażyna (bo tak ma owa kobieta na imię) zaproponowała mi wysłanie książki, nie chcąc niczego w zamian. Niedługo potem listonosz zapukał do drzwi mojego domu przynosząc ze sobą wyczekiwany przeze mnie „Płomień strachu”. Oprócz wspaniałej lektury przyszła więc także i wiara w to, że są na świecie życzliwi ludzie, którzy sprawiają, że nasze życie staje się piękniejsze. Pani Grażyno – dziękuję!
                                   
Autor owej książki, Jack Lance, nazywany jest holenderskim Stephenem Kingiem. Czasami oburza mnie to, że w celach marketingowych wykorzystuje się nazwiska znanych pisarzy po to, aby dodać innej osobie większego rozgłosu. Byłam więc bardzo ciekawa, jak wygląda sprawa w tym przypadku. Czy „Płomień strachu” dorównuje takim książkom jak chociażby „Miasteczko Salem” czy też „Cmętarz zwieżąt”? Od dłuższego czasu nurtowały mnie te pytania i w końcu mogłam sobie na nie sama odpowiedzieć.

Główny bohater powieści, Jason Evans, człowiek uczciwy, pracowity i zakochany w swojej żonie, prowadzi proste i szczęśliwe życie. Szanowany przez innych, nie ma wrogów, a wręcz przeciwnie, sporo osób zwraca się do niego po poradę z pełnym zaufaniem i sympatią. Pewnego dnia w jego ręce trafia adresowany do niego list nieznanego nadawcy. W kopercie zaś znajduje się zdjęcie wykonane polaroidem, przedstawiające cmentarz. To jednak nie wszystko. Na odwrocie znajduje się krótka informacja „Jesteś martwy”. Jason postanawia zbagatelizować sprawę i wkrótce o niej zapomina. Nieporuszony tym, co się wydarzyło, niedługo potem otrzymuje następną kopertę. Jej zawartością jest kolejne zdjęcie, tym razem z napisem „Myślisz, że żyjesz, ale ciebie nie ma”.  Mężczyzna nie ma pojęcia, jak interpretować te słowa. Zaczyna się także zastanawiać nad tym, kto może wysyłać mu takie wiadomości. Czy to niesmaczny żart, a może coś w rodzaju groźby. Sporo do myślenia daje mu jednak trzecia przesyłka, w której zostaje wyznaczona data jego śmierci. Czasu zostaje niewiele, a w życiu Jasona pojawia się szereg dziwnych i niewytłumaczalnych zdarzeń...
Budzi się w nim przykładowo dawny lęk przed ogniem, którego podłoża nikt dotąd nie potrafił wytłumaczyć. Czy nocne koszmary mają jednak jakieś znaczenie? Jason, aby żyć, musi cofnąć się wstecz, do swojej przeszłości i tam poszukać odpowiedzi na wiele nietypowych pytań.

Liczne tajemnice, mroczny klimat i interesujący ludzie – to coś, co sprawia, że „Płomień strachu” czyta się jednym tchem. Każdy rozdział kończy się tak, że niespokojny czytelnik porzuca wszystko, aby móc tylko zatopić się w kolejny i rozgryźć następne niewytłumaczone zdarzenie. Ta książka to przygoda przepełniona aurą niepewności i nutą strachu, aczkolwiek nie taka z rodzaju „baśniowych”, gdzie wszystkie wydarzenia są skonstruowane tak, że na pewno nie miałyby prawa się wydarzyć. W tym wypadku piękne jest to, że czytelnik z czasem zaczyna autorowi ufać, zapoznając się z całą historią tak, jakby to opowiadał nam ją dobry przyjaciel, który nie mógłby nas oszukać.
Wiele znaków zapytania nie wprawia jednak w kłopot, gdzie odbiorca zniechęca się tracąc cierpliwość. Tutaj wszystko jest zrównoważone i to czyni „Płomień strachu” jedną z moich ulubionych powieści. Tajemnicze słowa, dziwne zbiegi okoliczności i cmentarz ze zdjęć. O co w tym wszystkim chodzi? Nurtujące wątki ostatecznie znajdują rozwiązanie i zaskakują, a przecież o to właśnie w dobrej książce chodzi. Po raz pierwszy w życiu, mój mąż z zainteresowaniem słuchał mojej relacji dotyczącej całej akcji mającej miejsce w powieści. Mało tego, sam dopytywał się o szczegóły, a więc jego zaciekawienie nie było udawane.

Polecam wszystkim fanom dobrych thrillerów i kryminałów, a już na pewno wielbicielom Stephena Kinga. Z pełną odpowiedzialnością przyznaję więc rację, iż przyrównanie Jacka Lence do tego autora jest jak najbardziej na miejscu.  Holendrzy mają swojego Kinga. Ja zaś z miłą chęcią przeczytam w przyszłości kolejne jego książki.

Moja ocena – 4,5/5

Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 29 stycznia 2014
Ilość stron: 272