niedziela, 11 maja 2014

"Jej wszystkie życia" - Kate Atkinson

 
Doświadczony czytelnik już po przeczytaniu paru stron potrafi stwierdzić, czy dana książka go zainteresuje. Zazwyczaj bywa tak, że coś nas albo wciąga, albo odrzuca. Oczywiście zdarzają się zaskakujące niespodzianki, kiedy to marne początki rozwijają się w ciekawą akcję.
„Jej wszystkie życia” to książka, która na wstępie wydała mi się dziwna, nietypowa i chaotyczna. Nie zmieniło się to jednak po stu, dwustu czy też czterystu stronach. Mam co do niej bardzo mieszane uczucia, aczkolwiek swoją opinię wyrażę nieco precyzyjniej trochę później.

Główną bohaterką książki jest Ursula. Dziewczynka przychodzi na świat w zaśnieżonej Anglii, po czym umiera dlatego, że podczas porodu wystąpiły komplikacje, a lekarz nie mógł dotrzeć na miejsce na czas. Jak zatem martwa osoba może być główną postacią książki liczącej prawie 600 stron? Okazuje się, że jednak może. Otrzymuje od losu niezwykłą szansę i rodzi się na nowo, opowiadając dalej o swoich dziejach tak, jakby zwyczajnie nic złego się nie stało. Na tym jednak nietypowe życie Ursuli się nie kończy. Śmierć wyciąga po dziewczynę swoje szpony niejednokrotnie, po czym znowu przychodzi kolejna szansa na to, aby dalej istnieć… Jak to jest, kiedy człowiek dostaje od losu taki dar? Czy na pewno jest to takie korzystne?

Akcja powieści rozgrywa się w czasach wojny, a klimat tychże czasów zostaje oddany naprawdę wspaniale. Cała atmosfera panująca wtedy w Anglii zostaje odzwierciedlona w opisach, ludzkich zachowaniach czy też w dialogach, a czytelnik ma wrażenie, że odczuwa ją wszystkimi zmysłami.  Wszystko jest dobrze, do czasu kiedy kończy się jeden rozdział i rozpoczyna kolejny, bo całość jest jakby nie powiązana ze sobą. Autorka miesza kolejność wydarzeń tworząc puzzle i skłaniając czytelnika do intensywnego myślenia. Oryginalny pomysł wielu osobom niewątpliwie przypadł do gustu. Mnie niestety męczył, a zagmatwana sytuacja bardzo zniechęcała. Kiedy już wczuwałam się w akcję, takowa kończyła się i zaczynała od nowa, jakby poprzednie wydarzenia nie miały sensu. Ciężko mi było skłaniać się do dalszego czytania, a przecież nie o to w książkach chodzi.

„Jej wszystkie życia” to pozycja, która na wielu blogach internetowych zyskała bardzo pozytywne opinie. Stąd moje zaskoczenie. Nie będę jednak ukrywać tego, co myślę i przyznam, że dla mnie przeczytanie jej nie było wspaniałą przygodą. Być może nie dojrzałam do takich powieści, a może mam inny gust niż większość. Wolę jednak takie książki, w których wszystko jest w miarę klarowne, a akcja przybiera tempa ukazując nowe wydarzenia. Tutaj za dużo było nowości, zawiłości i problemów. Zbyt dużo bohaterów, detali i wątków. Pani Kate Atkinson mówię więc stanowcze "nie".

Moja ocena – 2/5
 

2 komentarze:

  1. Zastanawiałam sie nad kupnem tej pozycji. Cieszę się, że przeczytałam Twoją opinie, bo nakresliło mi to pewien obraz książki. I chyba jednak podziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że Tobie niezbyt się podobała, jednakże mojej koleżance wręcz przeciwnie... Jest zachwycona tą książką i coś czuję, że niedługo wciśnie mi ją w ręce. :) Podoba mi się pomysł na tę powieść, więc przeczytam. I wtedy zobaczę, czy dołączę z opinią do Ciebie czy do mojej koleżanki. ^_^

    http://strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń