wtorek, 20 maja 2014

"Płomień strachu" - Jack Lance



Dosyć często mówi się o oszustwach internetowych, o wyłudzeniach, kradzieżach czy też innych przytłaczających wydarzeniach. Jeżeli ktoś nie szkodzi innym, to często działa wyłącznie na swoją korzyść. A jednak zdarzają się przypadki, kiedy to ktoś obcy bezinteresownie chce sprawić nam radość. Nie do wiary? W moim przypadku tak właśnie było. Pozwólcie, że od tego zacznę tą właśnie recenzję. Od dłuższego czasu polowałam na książkę „Płomień strachu”. Jej streszczenie mocno mnie zafascynowało, a przyrównanie autora do twórczości Stephena Kinga dodatkowo podsyciło mój apetyt na nią. Na jednym z portali dotyczących książek napisałam do pewnej kobiety oferującej tę właśnie książkę na wymianę. Zaproponowałam coś od siebie i wiecie co? Pani Grażyna (bo tak ma owa kobieta na imię) zaproponowała mi wysłanie książki, nie chcąc niczego w zamian. Niedługo potem listonosz zapukał do drzwi mojego domu przynosząc ze sobą wyczekiwany przeze mnie „Płomień strachu”. Oprócz wspaniałej lektury przyszła więc także i wiara w to, że są na świecie życzliwi ludzie, którzy sprawiają, że nasze życie staje się piękniejsze. Pani Grażyno – dziękuję!
                                   
Autor owej książki, Jack Lance, nazywany jest holenderskim Stephenem Kingiem. Czasami oburza mnie to, że w celach marketingowych wykorzystuje się nazwiska znanych pisarzy po to, aby dodać innej osobie większego rozgłosu. Byłam więc bardzo ciekawa, jak wygląda sprawa w tym przypadku. Czy „Płomień strachu” dorównuje takim książkom jak chociażby „Miasteczko Salem” czy też „Cmętarz zwieżąt”? Od dłuższego czasu nurtowały mnie te pytania i w końcu mogłam sobie na nie sama odpowiedzieć.

Główny bohater powieści, Jason Evans, człowiek uczciwy, pracowity i zakochany w swojej żonie, prowadzi proste i szczęśliwe życie. Szanowany przez innych, nie ma wrogów, a wręcz przeciwnie, sporo osób zwraca się do niego po poradę z pełnym zaufaniem i sympatią. Pewnego dnia w jego ręce trafia adresowany do niego list nieznanego nadawcy. W kopercie zaś znajduje się zdjęcie wykonane polaroidem, przedstawiające cmentarz. To jednak nie wszystko. Na odwrocie znajduje się krótka informacja „Jesteś martwy”. Jason postanawia zbagatelizować sprawę i wkrótce o niej zapomina. Nieporuszony tym, co się wydarzyło, niedługo potem otrzymuje następną kopertę. Jej zawartością jest kolejne zdjęcie, tym razem z napisem „Myślisz, że żyjesz, ale ciebie nie ma”.  Mężczyzna nie ma pojęcia, jak interpretować te słowa. Zaczyna się także zastanawiać nad tym, kto może wysyłać mu takie wiadomości. Czy to niesmaczny żart, a może coś w rodzaju groźby. Sporo do myślenia daje mu jednak trzecia przesyłka, w której zostaje wyznaczona data jego śmierci. Czasu zostaje niewiele, a w życiu Jasona pojawia się szereg dziwnych i niewytłumaczalnych zdarzeń...
Budzi się w nim przykładowo dawny lęk przed ogniem, którego podłoża nikt dotąd nie potrafił wytłumaczyć. Czy nocne koszmary mają jednak jakieś znaczenie? Jason, aby żyć, musi cofnąć się wstecz, do swojej przeszłości i tam poszukać odpowiedzi na wiele nietypowych pytań.

Liczne tajemnice, mroczny klimat i interesujący ludzie – to coś, co sprawia, że „Płomień strachu” czyta się jednym tchem. Każdy rozdział kończy się tak, że niespokojny czytelnik porzuca wszystko, aby móc tylko zatopić się w kolejny i rozgryźć następne niewytłumaczone zdarzenie. Ta książka to przygoda przepełniona aurą niepewności i nutą strachu, aczkolwiek nie taka z rodzaju „baśniowych”, gdzie wszystkie wydarzenia są skonstruowane tak, że na pewno nie miałyby prawa się wydarzyć. W tym wypadku piękne jest to, że czytelnik z czasem zaczyna autorowi ufać, zapoznając się z całą historią tak, jakby to opowiadał nam ją dobry przyjaciel, który nie mógłby nas oszukać.
Wiele znaków zapytania nie wprawia jednak w kłopot, gdzie odbiorca zniechęca się tracąc cierpliwość. Tutaj wszystko jest zrównoważone i to czyni „Płomień strachu” jedną z moich ulubionych powieści. Tajemnicze słowa, dziwne zbiegi okoliczności i cmentarz ze zdjęć. O co w tym wszystkim chodzi? Nurtujące wątki ostatecznie znajdują rozwiązanie i zaskakują, a przecież o to właśnie w dobrej książce chodzi. Po raz pierwszy w życiu, mój mąż z zainteresowaniem słuchał mojej relacji dotyczącej całej akcji mającej miejsce w powieści. Mało tego, sam dopytywał się o szczegóły, a więc jego zaciekawienie nie było udawane.

Polecam wszystkim fanom dobrych thrillerów i kryminałów, a już na pewno wielbicielom Stephena Kinga. Z pełną odpowiedzialnością przyznaję więc rację, iż przyrównanie Jacka Lence do tego autora jest jak najbardziej na miejscu.  Holendrzy mają swojego Kinga. Ja zaś z miłą chęcią przeczytam w przyszłości kolejne jego książki.

Moja ocena – 4,5/5

Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 29 stycznia 2014
Ilość stron: 272

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz