czwartek, 30 stycznia 2014

Jak zareklamować bloga

Moi Kochani,

Swoją przygodę z blogiem (tak na poważnie) rozpoczęłam w zeszłym roku. Od tego czasu zyskałam paru obserwatorów i naprawdę nie narzekam na ilość codziennych odwiedzin. Widząc, że ktoś czyta to, co napisałam i wiedząc, że mogę komuś pomóc, czuję się naprawdę szczęśliwa. Nigdy nie zrezygnuję z czytania, bo to coś, co kocham, a na takie czynności zawsze znajdzie się czas.

Jednakże ilekroć wchodzę na słynne blogi recenzentów, jestem zasmucona. Niektórzy chwalą się tym, że prowadzą bloga już rok czy chociażby dwa, zaś zerkając na ilość osób obserwujących, ja ze swoim blogiem nie dorastam im do pięt...

Zatem co robię źle? Może podpowiecie. Każda rada jest cenna. Naprawdę nie chcę wpychać się na blogi innych osób i tam reklamować się nieproszona, bo wiem, że kogoś może to oburzać.

A może ktoś z Was zechciałby współpracować ze mną w taki sposób, że ja zareklamowałabym Wasz blog na moim, a Wy mój na Waszym?;) To chyba byłoby sprawiedliwe, a naprawdę byście mi pomogli. Każda jedna Wasza pomoc to dla mnie naprawdę wiele.

Z góry z całego serca dziękuję

środa, 29 stycznia 2014

"Namibia. 9000 km afrykańskiej przygody" - Anna Olej Kobus, Krzysztof Kobus

 

Książka „Namibia. 9000 km afrykańskiej przygody” zapowiadała doskonałą przygodę także i dla mnie. Sami przecież macie świadomość tego, że wraz z dobrą książką można przeżyć naprawdę wiele ciekawych momentów. Ze streszczenia dowiedziałam się, że małżeństwo z małymi dziećmi (2 i 3 latka) wybrało się w dziką podróż po Afryce. I właśnie to bardzo mnie zainteresowało. Bo jakże można podróżować z tak małymi dziećmi, w tak niebezpiecznym kraju, podczas gdy nasza kultura ukierunkowuje nas tak, abyśmy chuchali i dmuchali na tak małe istoty. Jak się okazuje, taka podróż z dziećmi może być bardzo ciekawa, zaś dla maluchów jest o wiele lepszą lekcją, niż najnowsze zabawki edukacyjne podawane w czystych i sterylnych domach.

Autorami książki są Anna Olej Kobus i Krzysztof Kobus. Małżeństwo, które nie bało się podjąć ryzyka i zrealizować marzeń. Za to chylę przed nimi czoła. Swoją przygodę z Afryką opisali w bardzo przystępny, zabawny i interesujący sposób.

Wypożyczając terenowy samochód z namiotem na dachu, wyruszyli przed siebie. Przejeżdżali przez pustynię, przez tereny zamieszkałe przez dzikie i niebezpieczne zwierzęta oraz przez wioski tamtejszych plemion. Na swojej drodze spotykali najróżniejszych ludzi – od buszmenów, po podróżujących Polaków! A każdy wniósł do ich życia coś nowego. 

A co na to wszystko dzieci? Maluchy przeżywały całą przygodę po swojemu. Autorzy książki doskonale odzwierciedlili ich punkt widzenia, co nieraz było bardzo zabawne. Bo kto inny, aniżeli dziecko, może bardziej bać się psa od geparda bądź też przemawiać do napotkanych zwierząt z wiarą, że jest się zrozumianym. 

Każdy z nas ma jakieś wyobrażenia o kontynencie Afryki. Czy są one prawdziwe? Nie wiemy i nie dowiemy się, dopóki sami tego nie sprawdzimy.
Rodzina Kobus miała okazję przekonać się o tym, jak jest naprawdę. To oni poznali życie ludów Namibii, to oni mieli okazję obejrzeć jak naprawdę wygląda przepiękny i odmienny, ale nieraz monotonny krajobraz afrykańskiego kontynentu. Mieli także okazję docenić to, jak cenna i szanowana może być woda.
Bardzo podobało mi się to, że ci ludzie podróżując, nikomu nie wadzili. Nie ingerowali w środowisko i stosowali się do wyznaczonych reguł i zasad.
Cenię ich odwagę, wyobraźnię i zdecydowanie, bo tylko dzięki temu wyruszyli we wspaniałą przygodę, której z pewnością nie zapomną do końca życia.
Dali także przykład tego, że podróżowanie z tak małymi dziećmi jest możliwe.  Nie jest bardziej uciążliwe czy też ograniczające. Jest po prostu inne, bo daje inne możliwości i perspektywy.

Rodzina Kobus opisuje Afrykę taką, jaką ją zastała. Szczerze i bez ogródek opowiadając o tym, co wydawało się im naturalne, a co było zaskoczeniem. Autorzy podają nam nie to, co chcielibyśmy przeczytać, ale to, co ma miejsce naprawdę. Czy taka prawda się nam spodoba? Każdy musi ocenić to sam.

Książka wzbogacona jest o interesujące wstawki w formie ciekawostek na temat różnych miejsc, obiektów, zwyczajów czy organizacji. Czytelnik co chwilę natyka się także na przepiękne fotografie, których nieraz naprawdę można pozazdrościć. 

Ja niewątpliwie bardzo zachęcam do przeczytania tej pozycji książkowej. Z nią możecie powędrować w bardzo odległe zakątki własnej wyobraźni. Tym, którzy kochają przygody – polecam.

Moja ocena – 4,5/5

niedziela, 26 stycznia 2014

Martyna Wojciechowska - Kobieta na krańcu świata i jeszcze dalej...



Każdy z nas ma jakichś ulubionych pisarzy. Jeżeli chodzi o mnie i o książki podróżnicze, ostatnio wspominałam o tym, że przepadam za panem Cejrowskim. Chciałam jeszcze wspomnieć o kobiecie, której opisy podróży także bardzo mnie fascynują. I z pewnością nie jest to Beata Pawlikowska – broń Boże. Mowa o Martynie Wojciechowskiej.
Sporo jej książek przeczytałam już dosyć dawno, więc nie będę tutaj wypisywała szczegółowych recenzji. Chciałam jednak wspomnieć o całokształcie. Poniżej na zdjęciu prezentuję książki Martyny Wojciechowskiej, jakie udało mi się zgromadzić w mojej domowej biblioteczce. 


 Seria „Kobieta na krańcu świata” to opis życia różnych kobiet z całego świata. Niektóre z nich bardzo uzależnione od swoich rodzin i mężów, inni zaś całkiem odwrotnie – bardzo niezależne. Wszystkie jednak podlegają presji kultury i obyczajów, w obrębie których się wychowywały. Stąd możemy poznać tak różne od siebie sylwetki osób. Martyna Wojciechowska podróżując po całym globie, spotyka się z owymi kobietami i poznaje ich życie. Następnie wybiera najciekawsze i najbardziej istotne fakty, po czym je opisuje. To wszystko zaś idealnie komponuje się w książkach pani Martyny, które czyta się szybko i z wielkim zainteresowaniem. Nie ma tutaj nudnych faktów, o których możemy przeczytać w internetowej encyklopedii. Czytając dostajemy porcję ciekawostek uzupełnionych bardzo ładnymi zdjęciami.
Martyna Wojciechowska wydała ową serię podróżując z ekipą telewizyjną, bo przy tym wszystkim kręcony był  program telewizyjny.  Czasami w książce wspominani są pozostali członkowie ekspedycji, ale to nie przeszkadza, bo na głównym planie jest pani Martyna i jej bohaterki z całego świata.

Co cenię, Martyna podróżując nie wybrzydza. Stara się zrozumieć życie innych próbując robić to, co oni, a nieraz wymaga to sporej ilości wysiłku. Próbuje wszystkich potraw nie chcąc nikogo urazić, a bywa i tak, że są to rzeczy w nasze kulturze niejadalne.

„Zapisku (pod)różne” to także zbiór ciekawych przygód. Sporo z nich wydarzyło się podczas kręcenia odcinków „Misja Martyna”. Autorka opisuje wydarzenia zabawne, przerażające, wesołe i smutne – ale jedno jest pewne, że każde z nich jest bardzo wyjątkowe.

„Etiopia. Ale czad” skupia się na życiu ludzi Afryki. Książkę tę czytałam już dosyć dawno, więc na ten temat nie będę się tutaj dłużej rozpisywała.

„Wietnam” oraz „Kenia” to niewielkie tomiki wchodzące w skład mini serii. Takowych jest wiele, ale ja mam tylko dwa. Jeżeli komuś spodobały się książki „Kobieta na krańcu świata” to przygody w nich opisane są nieco bardziej rozlegle opowiedziane  w tych właśnie książeczkach. Można je kupić w niewysokiej cenie. Jedna kosztuje około 10 zł.  Przeczytanie takiego tomiku zabiera przeszło pół godziny. Jest jednak ciekawie.

„Auto Maniaczka” to tym razem nieco inny wątek z życia Martyny Wojciechowskiej. W tej książce autorka opisuje swoją pasję związaną z pojazdami i wspomina głównie o niezwykle pasjonującym Rajdzie Dakar. Przyznam jednak, że jest to jedyna książka Martyny, którą mam i jeszcze jej nie przeczytałam.

Martyna Wojciechowska pisze ciekawie. Podziwiam ją za odwagę, bo niewątpliwie się nią wykazuje. Nie boi się wspominać o swoich porażkach i błędach. Z niecierpliwością czekam na kolejne części Kobiety na krańcu świata, a mam nadzieję, że takie będą.  

A co Wy sądzicie o twórczości pani Martyny?

sobota, 25 stycznia 2014

"Pół świata z plecakiem i mężem" - Danuta Gryka



„Pół świata z plecakiem i mężem” to książka, na którą nie miałam większej ochoty, bo autorka, jaką jest Danuta Gryka, jakoś nie była mi dotąd znana. Znacznie bardziej wolę czytać książki podróżnicze autorów sprawdzonych, takich jak Wojciech Cejrowski czy Martyna Wojciechowska. A jednak trafiła w moje ręce przez pewien konkurs i prędzej czy później przyszła na nią kolej.

Owa pozycja nie skupia się wyłącznie na danym kraju. To mieszanka różnych kultur i krajobrazów, ponieważ podróż zaczyna się w Turcji i przechodząc przez inne państwa, kończy się na Nowej Zelandii. Przyznam, że początkowo nieco mi to przeszkadzało. Czułam się tak, jakby autorka przebiegała przez kolejne terytoria chcąc tylko dopisać do swojej listy kolejne  kraje, w których udało się jej być. Mało co zwiedzała i głównie skupiała się tylko na tym, aby za darmo się gdzieś dostać lub wyspać. Opis autostopów, opis tanich hosteli i taniego jedzenia. Żenujące było też dla mnie proszenie się innych o bilety lub pchanie bez opłaty w miejsca, gdzie inni wchodzili za pieniądze…

Z czasem jednak zaczęłam patrzeć na to wszystko nieco inaczej. Skoro autorka wraz z mężem chcieli przemierzyć taki kawał, zmuszeni byli do oszczędzania już od samego początku. Gdyby nie to, nie dotarliby tak daleko. Nie każdy zaś ma miliony na to, aby opłacić każdą swoją zachciankę. Z pogardy zrodził się więc podziw. Bo aby przemierzyć taki kawał świata bez jakiejkolwiek organizacji, potrzeba nie lada odwagi. Dzięki temu, podróżnicy poznali wiele osób i sporo też widzieli. Być może nie posmakowali w pełni tych wszystkich zwiedzonych państw, ale zawsze jakoś liznęli ich kultury. I kiedy początkowo Turcja czy Laos opisane są na kilku stronach, Australii czy Nowej Zelandii autorka poświęciła o wiele więcej miejsca. Wynika to z faktu, że to właśnie tam małżeństwo zatrzymało się na nieco dłuższy okres czasu i moim zdaniem jest to bardzo ciekawe. Ponadto możemy przeczytać o tym, że pani Danuta wraz z mężem podjęli się (nie do końca legalne) pracy w kraju kangurów. Ci państwo pokazali, że jeżeli bardzo się czegoś chce, zawsze można dać sobie radę, a pieniądze na dalszą podróż zawsze się znajdą.
Taka książka uczy także tego, że ogromne ekspedycje nie są dostępne tylko dla bogaczy. Nie trzeba wiele, aby móc przeżyć najpiękniejszą i najbardziej fascynującą podróż życia. Tego typu przygoda z pewnością zapewniła państwu Gryka o wiele więcej wrażeń, aniżeli zorganizowane przez biuro podróży wakacje, za które płaci się naprawdę sporo.

W efekcie nie mogę więc narzekać. Książka mi się podobała i chociaż daję mały minus za początkowo powierzchowny opis niektórych krajów, to końcowa ocena i tak jest wysoka. Całość zwieńczona jest pięknymi ilustracjami, na widok których nutka zazdrości wije się koło serca.

Polecam osobom lubiącym dzikie podróże, zarówno takie w rzeczywistości jak i takie zawdzięczane własnej wyobraźni.

Moja ocena – 4/5

wtorek, 21 stycznia 2014

"Wyprawa wzdłuż Amazonki" - Ed Stafford

 

Od dłuższego już czasu wczytuję się w literaturę podróżniczą. Sama sporo jeżdżę po świecie, ale wiem, że nigdy nie będę miała okazji poznać dzikich plemion czy zarośniętych, niebezpiecznych dżungli. Stąd też częstuję moją wyobraźnię książkami, a one także potrafią być niesamowitą przygodą. Ostatnio oglądałam ciekawy reportaż o Edzie Stafford – człowieku, który między innymi przeszedł pieszo wzdłuż całej Amazonki. Bardzo szybko poszukałam więc w Internecie informacji, czy aby ten człowiek nie wydał czasem jakieś książki. I znalazłam! Pospiesznie więc zamówiłam egzemplarz zatytułowany „Wyprawa wzdłuż Amazonki”, a potem łapczywie zabrałam się za czytanie.

„Wyprawa wzdłuż Amazonki” to opowieść o trudach realizacji szalonego marzenia. Bo jakże inaczej nazwać pomysł pokonania dystansu najdłuższej rzeki świata. Czy możecie sobie wyobrazić podróżowanie z dala od rodziny i znajomych, które trwa 860 dni? To przeszło dwa lata wędrowania pośród nieznanego. Dzikie plemiona,  niebezpieczne zwierzęta, dręczące owady, odmienne kultury i groźni ludzie pochłonięci handlem narkotykami… Jak się zachować w sytuacjach, kiedy życie wisi na włosku? Z takimi zadaniami niejeden raz przyszło się zmierzyć autorowi tej książki i bardziej, lub mniej sprawnie, udawało mu się wyjść z opresji, bo ostatecznie zrealizował swój plan.
Książka, o której mowa, to uzewnętrznienie emocji podróżnika. Ed Stafford opisuje nie tyle to, co go otaczało, o ile opowiada o ludzkiej psychice, jej słabościach, wzlotach i upadkach. Ukazując trudny do osiągnięcia cel, autor przestawia po kolei ludzi, z którymi miał do czynienia, a przy tym szczerze wyraża swój stosunek do nich. Człowiek nie ma pojęcia, jakie rzeczy z czasem mogą zacząć cieszyć, a jakie dołować. Niejednokrotnie dowiadujemy się, że to błahostki wyciągały Eda z depresji i podnosiły na duchu.

Wraz z każdą kolejną stroną czytelnik coraz bardziej zaczyna odczuwać trudy wędrówki. To tak, jakbyśmy sami byli jednymi z ludzi towarzyszących Edowi. Na koniec zaś przychodzi smak zwycięstwa.
Książka ta to jednak niewątpliwie lekcja tego, że każdy cel może zostać osiągnięty. Jeżeli będziemy uparcie dążyć do jego realizacji i nie damy się zagłuszyć głosom tych, którzy w nas nie wierzą, możemy osiągnąć naprawdę wiele. Autor książki „Wyprawa wzdłuż Amazonki” mimo niewiary innych pokazał, że niemożliwe może w końcu okazać się możliwe, a każda skrajna granica jest do przekroczenia.

Podczas czytania możemy mieć niejednokrotnie wrażenie, że Ed Stafford działa zbyt egoistycznie, naiwnie czy mało rozważnie. Możemy odczuwać niechęć względem jego zachowania kierowanego do innych ludzi. A jednak warto postawić się w jego sytuacji i chociaż postarać się wyobrazić, jak ogromny wysiłek męczył jego ciało i psychikę. Jak ogromna zmiana dokonywała się w jego życiu podczas wędrówki. Jak my byśmy się zachowywali? I czy mielibyśmy się odwagę do tego wszystkiego tak otwarcie przyznać? Ed nie kamufluje, a pokazuje wszystko takie, jakie było. Tylko dzięki temu książka jest wiarygodna, zaś my, jako czytelnicy, możemy sami w pełni odczuć to, czym była wyprawa wzdłuż tej niesamowicie długiej rzeki.

Książka była dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem i nie żałuję jej przeczytania, a jednak pozostał mały niedosyt, ponieważ oczekiwałam więcej opisów dotyczących życia innych ludzi, tak jak w książkach Wojciecha Cejrowskiego czy chociażby Martyny Wojciechowskiej. Trochę dużo tutaj rutyny, ukąszeń komarów, wędrówek przez monotonne tereny czy problemów z przechodzeniem przez zalane tereny. Z drugiej strony, autor nie wyruszył w świat po to, aby poznawać innych ludzi, ale po to, aby przejść wzdłuż Amazonki i przeżyć. Opisał zaś to, co miało miejsce i nie można mieć o to pretensji.   

Moja ocena – 3,5/5

wtorek, 14 stycznia 2014

Już niedługo 4 część Crossa - Sylvia Day

Ostatnio dostaję od Was sporo wiadomości z zapytaniem, czy aby nie wiem czegoś więcej na temat  czwartej części z serii autorstwa Sylvii Day, która rozpoczyna się książką "Dotyk Crossa".
A że sama jestem ciekawa, napisałam więc do wydawnictwa "Wielka litera" i wielki szacunek dla Redakcji, ponieważ bardzo szybko mi odpisali.
Dowiedziałam się, że wydawnictwo samo nie zna dokładnej premiery IV części Crossa, aczkolwiek pojawiają się informacje, że amerykańska premiera odbędzie się w marcu, a więc w Polsce książkę będziemy mogli kupić najwcześniej w maju. Czekanie ponoć wzmaga apetyt. Bądźmy więc cierpliwi.

Pozdrawiam

 

niedziela, 12 stycznia 2014

"Rio Anaconda", "Gringo wśród dzikich plemion", "Podróżnik WC" - Wojciech Cejrowski



Wracam po długiej przerwie. W moim życiu trochę się pozmieniało, a to pociągnęło za sobą liczne konsekwencje. Moi Kochani – będę miała dzidziusia. Powoli kończę pierwszy trymestr i coraz bardziej przyzwyczajam się do tej myśli, że zostanę mamusią. Chociaż tak naprawdę, wciąż ciężko mi w to uwierzyć.
I jakoś tak ostatnio bywam leniuszkiem i wiem, że zaniedbałam też mojego bloga. Chciałam więc powrócić z zaprezentowaniem Wam mojej kolekcji książek Wojciecha Cejrowskiego, która jest jedną z moich ulubionych.
W księgarniach można zakupić książki podróżnicze wielu autorów. Niektórzy z nich piszą po to, by wydać książkę i robą to na siłę. Da się to odczuć. Tutaj mała aluzja do pewnej autorki, o której napiszę innym razem. Pan Cejrowski pisze jednak z głębi serca i przez to jego książki są tak wyjątkowe.
Sama jego postać bywa kontrowersyjna. Śledząc życiorys pana Wojtka dostrzega się to, że przez całe życie nie był on bohaterem skrytym, a raczej szczerze wyrażał swoje opinie. Przez to zdobył zarówno wrogów, jak i fanów. Nikomu nie pozostaje obojętny – albo się go kocha, albo nienawidzi.
Ja należę do tego grona, dla których pan Wojciech jest idolem. Przyznam jednak szczerze, że nie od zawsze tak było. Mam wrażenie, że to właśnie dzięki jego książkom do niego dotarłam. Dzisiaj z miłą chęcią oglądam go w telewizji, ale uwierzcie mi, że Wojciech Cejrowski pisze tak genialnie, iż jego programy telewizyjne to nic, w porównaniu z książkami.

„Gringo wśród dzikich plemion”, „Rio Anaconda”, „Podróżnik WC” (nowe wydanie) – to nie tylko pięknie wydane egzemplarze. To prawdziwa przygodą, którą mamy okazję przeżyć nie ruszając się z domu. Brak tutaj oklepanych przepisów czy wyreżyserowanych spotkań z rdzennymi mieszkańcami nieznanych ludów. To wszystko jest naturalne, obnażające prawdę, a jednak zawsze pozostaje szacunek do życia innych ludzi i pan Wojtek sumiennie tego uczy. Niebanalne przygody opisywane przez autora niejednokrotnie bywają zabawne. A wszystko dzięki ciekawym komentarzom owego podróżnika, które są nie do podrobienia. 
Wszystkie trzy wspomniane książki wzbogacone są ciekawymi ilustracjami. Całość więc stanowi bardzo ciekawą lekturę. Tutaj dowiemy się o rzeczach, o których nie mieliśmy dotąd pojęcia. Wojciech Cejrowski nie nudzi suchymi faktami czy historią, a podaje intensywną i pełną emocji relację. Cóż mogę więcej powiedzieć – polecam, polecam, polecam!!!

„Rio Anaconda - W książce autor opisuje kolejną ze swoich wypraw w głąb amazońskiej dżungli, którą podjął w poszukiwaniu jednego z izolowanych od współczesnej cywilizacji plemion indiańskich.”

„Gringo wśród dzikich plemion - Jest to książka przygodowa i podróżnicza. Mądra, a jednocześnie pełna humoru. Sprawia, że Czytelnik zaczyna się głośno śmiać. Jest to także album niezwykłych fotografii z wypraw w najdziksze rejony świata. Wojciech Cejrowski zabierze Państwa na wyprawę do ostatnich dzikich plemion.”

„Podróżnik WC - Oto najnowsza książka Wojciecha Cejrowskiego... Chociaż nie, nie jest „najnowsza”. W ogóle nie jest „nowa”. To drugie wydanie niewielkiego zbioru opowieści o przygodach Autora w Ameryce, który po raz pierwszy został opublikowany w 1997 roku, następnie stał się bestsellerem, a potem... zniknął. Zniknął dlatego, że Wojciech Cejrowski nie chciał go wznawiać. Uważał, że jest to dziełko nieporadne, że zbyt dużo w nim bufonady. Wreszcie jednak dał się namówić i tak powstał „Podróżnik WC. Wydanie II poprawione”.
To wciąż tamte niezwykłe przygody, to wciąż egzotyczny świat, dopiero odkrywany przez młodego podróżnika i opisywany z młodzieńczym entuzjazmem i humorem. Tamta książka została jednak wzbogacona o kilka nowych opowieści i ciekawe zdjęcia, a Autor poprawił nieco styl. I dzięki temu czyta się ją jeszcze lepiej.
A niewątpliwie wielką zaletą „Podróżnika...” jest to, że – jak twierdzi sam Cejrowski – są to opowieści, których dziś w ogóle by nie opowiedział...”

Ja z niecierpliwością czekam na kolejne książki pana Wojtka. Nieustannie też śledzę, czy nie zostały już wznowione jego stare powieści, których już nie da się kupić, chyba że na aukcjach za bardzo wysoką cenę. Mam nadzieję, że wkrótce się pojawią…

Serię oceniam oczywiście na 5 !