
Od dłuższego już czasu wczytuję się w literaturę
podróżniczą. Sama sporo jeżdżę po świecie, ale wiem, że nigdy nie będę miała
okazji poznać dzikich plemion czy zarośniętych, niebezpiecznych dżungli. Stąd
też częstuję moją wyobraźnię książkami, a one także potrafią być niesamowitą
przygodą. Ostatnio oglądałam ciekawy reportaż o Edzie Stafford – człowieku,
który między innymi przeszedł pieszo wzdłuż całej Amazonki. Bardzo szybko
poszukałam więc w Internecie informacji, czy aby ten człowiek nie wydał czasem jakieś
książki. I znalazłam! Pospiesznie więc zamówiłam egzemplarz zatytułowany
„Wyprawa wzdłuż Amazonki”, a potem łapczywie zabrałam się za czytanie.
„Wyprawa wzdłuż Amazonki” to opowieść o trudach
realizacji szalonego marzenia. Bo jakże inaczej nazwać pomysł pokonania
dystansu najdłuższej rzeki świata. Czy możecie sobie wyobrazić podróżowanie z
dala od rodziny i znajomych, które trwa 860 dni? To przeszło dwa lata
wędrowania pośród nieznanego. Dzikie plemiona,
niebezpieczne zwierzęta, dręczące owady, odmienne kultury i groźni
ludzie pochłonięci handlem narkotykami… Jak się zachować w sytuacjach, kiedy
życie wisi na włosku? Z takimi zadaniami niejeden raz przyszło się zmierzyć
autorowi tej książki i bardziej, lub mniej sprawnie, udawało mu się wyjść z
opresji, bo ostatecznie zrealizował swój plan.
Książka, o której mowa, to uzewnętrznienie emocji
podróżnika. Ed Stafford opisuje nie tyle to, co go otaczało, o ile opowiada o
ludzkiej psychice, jej słabościach, wzlotach i upadkach. Ukazując trudny do
osiągnięcia cel, autor przestawia po kolei ludzi, z którymi miał do czynienia,
a przy tym szczerze wyraża swój stosunek do nich. Człowiek nie ma pojęcia,
jakie rzeczy z czasem mogą zacząć cieszyć, a jakie dołować. Niejednokrotnie
dowiadujemy się, że to błahostki wyciągały Eda z depresji i podnosiły na duchu.
Wraz z każdą kolejną stroną czytelnik coraz bardziej
zaczyna odczuwać trudy wędrówki. To tak, jakbyśmy sami byli jednymi z ludzi
towarzyszących Edowi. Na koniec zaś przychodzi smak zwycięstwa.
Książka ta to jednak niewątpliwie lekcja tego, że każdy
cel może zostać osiągnięty. Jeżeli będziemy uparcie dążyć do jego realizacji i
nie damy się zagłuszyć głosom tych, którzy w nas nie wierzą, możemy osiągnąć
naprawdę wiele. Autor książki „Wyprawa wzdłuż Amazonki” mimo niewiary innych
pokazał, że niemożliwe może w końcu okazać się możliwe, a każda skrajna granica
jest do przekroczenia.
Podczas czytania możemy mieć niejednokrotnie wrażenie, że
Ed Stafford działa zbyt egoistycznie, naiwnie czy mało rozważnie. Możemy
odczuwać niechęć względem jego zachowania kierowanego do innych ludzi. A jednak
warto postawić się w jego sytuacji i chociaż postarać się wyobrazić, jak
ogromny wysiłek męczył jego ciało i psychikę. Jak ogromna zmiana dokonywała się
w jego życiu podczas wędrówki. Jak my byśmy się zachowywali? I czy mielibyśmy
się odwagę do tego wszystkiego tak otwarcie przyznać? Ed nie kamufluje, a
pokazuje wszystko takie, jakie było. Tylko dzięki temu książka jest wiarygodna,
zaś my, jako czytelnicy, możemy sami w pełni odczuć to, czym była wyprawa
wzdłuż tej niesamowicie długiej rzeki.
Książka była dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem i
nie żałuję jej przeczytania, a jednak pozostał mały niedosyt, ponieważ
oczekiwałam więcej opisów dotyczących życia innych ludzi, tak jak w książkach
Wojciecha Cejrowskiego czy chociażby Martyny Wojciechowskiej. Trochę dużo tutaj
rutyny, ukąszeń komarów, wędrówek przez monotonne tereny czy problemów z
przechodzeniem przez zalane tereny. Z drugiej strony, autor nie wyruszył w
świat po to, aby poznawać innych ludzi, ale po to, aby przejść wzdłuż Amazonki
i przeżyć. Opisał zaś to, co miało miejsce i nie można mieć o to pretensji.
Moja ocena – 3,5/5
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz