wtorek, 10 grudnia 2013

"Obietnice po zmierzchu" - Sadie Matthews

Obietnice po zmierzchu - Sadie Matthews 
Na trzecią część tej serii czekałam bardzo długo i z każdym dniem coraz bardziej wątpiłam w to, że uda mi się ją przeczytać. Nieczęsto zdarza się, że wydawnictwo decyduje się na niewydanie ostatniej części dość poczytnej książki. A tutaj takie zaskoczenie. Na szczęście inny wydawca wyciągnął dla nas pomocną dłoń.

Trzecia część serii „Po zmierzchu” to kontynuacja przygód Beth i Dominica, czyli dwóch przeciwieństw, którzy przypadkiem się spotkali. Niepoinformowanym polecam moje recenzje pierwszej i drugiej części (znajdują się w zakładce maj, z tego roku).

Po odrzuceniu przez ukochanego, Beth wyjeżdża w podróż służbową z Andriejem – jej apodyktycznym pracodawcą. Podczas wyjazdu mężczyzna składa jej niedwuznaczne propozycje, które jasno wyrażają jego chęć bycia z nią. Bogaty, odrzucony Rosjanin domyśla się, że przeszkodą do jego szczęścia jest Dominic, który dodatkowo zrezygnował z pracy u niego i zajął się swoim biznesem, stając się tym samym jego wrogiem. Beth dręczona propozycjami szefa, nie może zapomnieć o swojej jedynej miłości i jest zdecydowana zrobić wszystko, aby tylko móc porozmawiać z Dominic’iem i wytłumaczyć mu, że jest niewinna i nie powinien rezygnować z ich związku. Z czasem, takimi, a nie innymi sposobami, dziewczyna dociera do swojego ukochanego. Ich spotkanie kończy się namiętną sceną. Rozstanie jednak dało się we znaki i związek tych dwojga nie jest tak silny, jak kiedyś. Wymaga pracy, a fakt, że Andriej tak łatwo nie rezygnuje, wcale nie pomaga. Rosjanin z czasem zaczyna szantażować Beth, grożąc skrzywdzeniem jej najbliższych. Czy dziewczyna ulegnie i w imię miłości do ukochanego i bliskich, zostanie z budzącym lęk szefem? A może znajdzie się jakiś sposób, aby jej związek z Dominic’iem, zbudowany na prawdziwym uczuciu, mógł zwyciężyć?

Trzecia część, zatytułowana „Obietnice po zmierzchu” jest ostatnią, która kończy całą trylogię. To tutaj dochodzi do ostatecznych rozwiązań i to właśnie tutaj musimy na zawsze pożegnać się z bohaterami serii. Czy ta część satysfakcjonuje? Myślę, że tak. Początkowo czułam się nieco znudzona, aczkolwiek z czasem wszystko stawało się coraz bardziej interesujące. Pojawiały się niewyjaśnione sytuacje, które parę razy potrafiły zbudować lekkie napięcie. Przez sporą ilość czasu denerwowała mnie jednak postać niezdecydowanej Beth, która taiła przed Dominic’iem niektóre fakty, chcąc dobra ich związku, a w ten sposób burząc go. Była też niczym wystraszona myszka, która boi się sprzeciwić czemuś, co wyraźnie się jej nie podoba. Dominic – jak zawsze czarujący, chociaż wydaje mi się, że jego postać nie przewijała się tak często, jak w tomach poprzednich. Klimat książki podobny jak w pozostałych częściach. Ogromnym plusem jest to, że pomimo tego, iż książkę wydał inny wydawca, tłumacz pozostał ten sam. W ten sposób nic nie zostało zaburzone.

Polecam tym paniom, którym Dominic i Beth przypadli do gustu w poprzednich częściach. Zaś tym, które nie miały dotychczas styczności z serią "Po zmierzchu", proponuję zapoznanie się z pierwszą częścią. Same zdecydujecie, czy się Wam podoba.

Moja ocena – 4/5
 

piątek, 6 grudnia 2013

"Mam na imię Księżniczka" - Sara Blaedel



„Mam na imię Księżniczka” – tytuł i związane na okładce ręce nasuwały mi nieco mylne wyobrażenie o tej książce. Coś takiego kojarzyło mi się raczej z jakąś uzależnioną od brutalnego seksu dziewczyną, która opowiada o swoim losie. Streszczenie na tylnej okładce mówiło jednak co innego, a jednak coś tchnęło mnie do tego, aby przeczytać ów kryminał Sary Blaedel.

Do Kopenhaskiej policji dociera wiadomość o straszliwym gwałcie dokonanym na młodej dziewczynie. Ofiara przeżywa, aczkolwiek to wydarzenie pozostawia na jej psychice ogromny ślad. Gwałciciel okazał się tajemniczym amantem, który zakładając w Internecie fikcyjne konta, podrywał kolejne dziewczyny. Dotarcie do niego jest jednak niezwykle trudne, ponieważ używając nieprawdziwych danych i korzystając z licznych komputerów, mężczyzna zabezpieczył się przed złapaniem. Śledztwem zajmuje się między innymi Louise, zdeterminowana kobieta pragnąca za wszelką cenę dopaść gwałciciela. Tropy prowadzą jednak do nikąd, a wkrótce okazuje się, że dochodzi do następnej tragedii. W podobny sposób zgwałcona zostaje inna dziewczyna, która dodatkowo umiera. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Czy policja wpadnie na trop zboczeńca? Czy będą kolejne ofiary? Do jakich nietypowych działań posunie się Louise?

„Mam na imię Księżniczka” to kryminał przedstawiający problem, jakim jest poznawanie osób w sieci. Internet jest dla nas oknem na świat, który nie zawsze w rzeczywistości okazuje się taki, jak wirtualnie. Chociaż historia przedstawiona w książce jest fikcją, to jednak na całym świecie do takich przypadków dochodziło już niejednokrotnie.
Książka Sary Blaedel, chociaż porusza całkiem ciekawy temat, sama w sobie nie jest arcydziełem. Nie można narzekać na nieinteresujący temat, na skomplikowane dialogi czy też panujący w książce chaos, a jednak mimo to, czegoś jej brakuje. Nie chcę przez to powiedzieć, że „Mam na imię Księżniczka” wydaje mi się niegodną polecenia. Jest po prostu przeciętną książką, przy której momentami byłam zainteresowana, aczkolwiek na pewno nie zapamiętam jej na dłużej. Zazwyczaj mam problem z napisaniem streszczenia książki, bo nie wiem, co powinnam w nim umieścić, gdyż ciekawostek jest wiele, a wszystkich zdradzać nie można. Tutaj miałam problem, bo po prostu nie wiedziałam o czym pisać. Przez całą książkę, jak dla mnie, nic się nie działo. Zgwałcona dziewczyna miała problemy z matką, główna bohaterka z partnerem, a śledztwo w sprawie gwałciciela tkwiło w miejscu. Dopiero pod koniec coś zaczęło się dziać. W ogólnym streszczeniu, jakie podają księgarnie, widnieje takie zdanie „Kolejne tropy wiodą w coraz to inną ślepą uliczkę, Louise Rick musi więc podjąć niestandardowe działania. Zakłada profil na portalu randkowym…”. To ma zaś miejsce w jednych z ostatnich rozdziałów, więc proszę się nie sugerować tym, że będzie się coś w związku z tym wyjątkowego działo.

Nie wiem, co mogłabym powiedzieć na ten temat więcej. Jeżeli macie ochotę, przeczytajcie. Może się Wam spodoba. Ja jakoś nieszczególnie się zachwyciłam, chociaż nie było tak źle, bo momentami naprawdę czułam się zainteresowana.

Moja ocena – 3/5

P.S. Zgodnie z zapowiedziami, 4 grudnia wybrałam się do Empika sprawdzić, czy "Obietnice po zmierzchu" naprawdę się pojawiły. Okazało się, że tak! Co prawda czekałam przeszło pół godziny, aż panie znajdą książkę w kartonach i wszystko rozpakują, ale mam już swój egzemplarz i niedługo zabieram się za czytanie. Spodziewajcie się więc tego, że niedługo pojawi się recenzja.