czwartek, 13 sierpnia 2015

KONKURS nr 2 - "Medalion szczęścia" do wygrania


KONKURS – „STWÓRZ KRÓTKĄ HISTORIĘ”
1. Konkurs rozpoczyna się dnia 13.08.2015 i zostanie zakończony 23.08.2015.
2. Aby wygrać, należy w komentarzu pod tym postem umieścić krótką historyjkę, w której głównym motywem okaże się szczęście. Zachęcam też do zostania obserwatorem mojego bloga i polubienia facebookowej strony wydawnictwa Zysk i S-ka. Nie są to jednak warunki konieczne do spełnienia. Pamiętajcie, by jednak nie zapomnieć zostawić w komentarzu swojego e-maila.
3. Byłoby mi miło, gdybyście umieścili baner konkursowy na swoich blogach, FB itd.
4. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Zysk i S-ka.
5. Spośród zgłoszeń wylosuję zwycięzcę i ogłoszę wyniki do 3 dni od zakończenia konkursu.

KONKURS – „POKAŻ UŚMIECH”
1. Konkurs rozpoczyna się dnia 13.08.2015 i zostanie zakończony 23.08.2015.
2. Jedną z oznak szczęścia jest uśmiech – ten szczery i prawdziwy. Może mieć wiele oblicz i różne wymiary, ale każdy z nich jest jedną z najcenniejszych rzeczy, jakie możemy podarować komuś i sobie. Jeżeli macie jakieś ciekawe zdjęcia przedstawiające właśnie uśmiechniętą osobę (Was, Waszych bliskich, dzieci itd.), prześlijcie na e-maila: werka7@gmail.com
3. Byłoby mi miło, gdybyście umieścili baner konkursowy na swoich blogach, FB itd.
4. Sponsorem nagród jest wydawnictwo Zysk i S-ka.
5. Spośród zgłoszeń wylosuję dwóch wygranych i ogłoszę wyniki do 3 dni od zakończenia konkursu.

Każdy chętny może wciąć udział w jednym lub w obu konkursach ;) 

A na zachętę uśmiech mojej córeczki. Dla mnie szczery i najcenniejszy na świecie.
Do dzieła ;)

8 komentarzy:

  1. Pewna mała dziewczynka bawiła się na łące opodal swojego domu. Dziś rano zapytała mamy, czym jest szczęście. Mama powiedziała, że niedługo się dowie. Teraz patrząc na trawę zastanawiała się, jak się ma przekonać. Słońce przyjemnie grzało jej policzki, a ona w trawie szukała najpiękniejszych kwiatów dla mamy. Przyglądała się im uważnie, jak zwykle szukając malutkich wróżek, o których czyta jej mamusia. Zrywanie bukietów było jej codziennością, zawsze biegła rano, zaraz po śniadaniu, by znaleźć nowe kwiaty. Wracając do domu śpiewała swoją ulubioną piosenkę. Mama jak zwykle wyszła przed dom, kiedy ona wracała i uśmiechała się do niej ciepło. Teraz mama z radością w oczach powiedziała: "To jest właśnie moje szczęście, córeczko."

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja opowieść to historia, która wydarzyła się na prawdę. To historia, którą sama przeżyłam... A więc opowiem jak ja znalazłam swoje szczęście... I to na... cmentarzu...

    Od jakiegoś czasu chodziłam co niedzielę po mszy na cmentarz. Kiedyś, gdy przechodziłam przez cmentarz, zauważyłam chłopaka, którego pamiętałam jeszcze sprzed paru lat z kościoła. Następnym razem znów go zobaczyłam. I zdarzało się tak co tydzień. Po jakimś czasie również i on zaczął na mnie spoglądać... Kiedyś się uśmiechnął... Ależ on miał cudowny uśmiech... Kolejnym razem powiedział "Cześć". Odpowiedziałam, ale nie byłam pewna czy rzeczywiście to powiedział. Z czasem zaczynał żartować, kiedy przechodziłam. Po paru miesiącach zniknął i nie pojawiał się. Straciłam już nadzieję, że jednak może zainteresował się mną. Postanowiłam, że w następną niedzielę pójdę ostatni raz na cmentarz, a później najwyżej będę chodziła tam sporadycznie. Następnej niedzieli pojawił się. Jak zwykle byłam bardzo zestresowana. Wcześniej postanowiłam, że jak się pojawi, to poczekam na niego i jakoś zagadam... Ale stchórzyłam. Poszłam przed siebie. Wiedziałam, że idzie kawałek za mną. Było bardzo ślisko. Już miałam się jednak odwrócić do niego, ale pośliznęłam się. Utrzymałam równowagę i nie przewróciłam, ale wtedy pomyślałam, że to już koniec. Po czymś takim nie dam rady się odezwać, ani następnym razem się nie pokażę. On jednak miał inne plany. Umówił się ze mną na łyżwy.
    Od tamtego czasu jesteśmy szczęśliwą parą. Może nie jesteśmy ze sobą długo, bo dopiero pół roku, ale mamy nadzieję, że spędzimy ze sobą całe życie...
    Tak więc spotkałam swoją prawdziwą miłość, a definicje miłości są różne. Jest nią również szczęście...

    e-mail: powerless251298@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Poranek w tej redakcji lokalnej gazety wyglądał zawsze podobnie. Gwar, szum expresu do kawy, szelest gazet a pośród tego - zgłaszanie tematów. Piotr wstał tego ranka lewą nogą. Humoru nie poprawił mu redaktor, który zlecił wyjazd do pobliskiej miejscowości, do rodziny, która tej nocy straciła w pożarze cały dobytek. Pojechał na miejsce. Małżeństwo z czworgiem małych dzieci stało przed spalonym domem. Po podwórku walały się napalone rzeczy: łóżka, szafy, jakieś papiery, zabawki. Najmłodszy, 5-letni chłopczyk płakał. "Gdzie są moje zabawki?"- szlochał. Rodzice byli bezradni. Zwierzyli się dziennikarzowi, że są w dramatycznej sytuacji. Dom był nieubezpieczony, a burmistrz zapowiedział, że nie może im pomóc. Piotr pojechał natychmiast do Urzędu Miasta. Wiedział o nim sporo i zaczął zadawać niewygodne pytania: Dlaczego mógł załatwić mieszkanie swojemu znajomemu, a nie może pogorzelcom? Dlaczego nie zaproponował, zgodnie z prawem, spalonej rodzinie dotacji? Burmistrz bladł i czerwieniał na przemian. W końcu nachylił się do dyktafonu dziennikarza i obiecał, że jeszcze dziś przekaże klucze do komunalnego mieszkania dla rodziny a także bezzwrotną pożyczkę. Dziennikarz wrócił do rodziny i przekazał im te radosną wiadomość. Na zawsze zapamięta łzy szczęścia i wzruszenia na twarzy małżonków i okrzyki radości dzieci. Piotr dostał na pożegnanie błogosławieństwo i zaproszenie na herbatę, kiedy tylko będzie tędy przejeżdżał. "To był szczęśliwy dzień"- pomyślał wracając do redakcji. "Mam dużo szczęścia, że mogę zmieniać na lepsze życie innych ludzi". mariola.niowak@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy w podstawówce po kłótni z ‘przyjaciółką’ podeszła do mnie ona, byłam bardzo zdziwiona. Siedziałam sama i zapłakana wiedząc, że to koniec. Podeszła do mnie Dominika, koleżanka z klasy, która była po prostu tylko koleżanką. Opowiedziała mi wszystko i starała się wyjaśnić, dlaczego tamta mnie okłamała. Ale ja już miała dość tej fałszywej przyjaźni. Od tamtej pory coraz częściej zaczęłam rozmawiać z Dominiką. Zaczęłyśmy się odwiedzać, powierzać sekrety i po prostu być obok. Od tamtego wydarzenie minęło ponad 4 lata, a ja z Dominiką jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Kiedy jestem smutna zawsze potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Jest osobą, która sprawia, że jestem szczęśliwa i wiem, że ona jest szczęśliwa, bo ma mnie. Jesteśmy jak czterolistne kończyny - wywołujemy szczęście. :D

    kszczepanska20003@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. „Uwielbiam niedziele” – myślałam wpatrując się w leniwie płynące na lazurowym niebie białe chmurki. Było gorące letnie popołudnie, a ja leżałam na trawniku, co chwila odrywając się od „Pożegnania z Afryką”, aby rozejrzeć się jak pięknie jest u mnie w domu na wsi. Z ziemi wyskoczyło mnóstwo stokrotek, które uśmiechały się do mnie radośnie, zwracając swe główki ku słońcu. Różne myśli przychodziły mi do głowy i niczym kadry w filmie przeskakiwały obrazy z dzieciństwa, twarz Mamy, skakanie po kopkach siana z koleżankami i podjadanie czereśni z sadu sąsiada…To były lata! Mimo, że miałam dużo obowiązków i pracy, bo oczywiste było, że muszę pomagać rodzicom, a na wsi zajęć zawsze jest bez liku, to i tak dzieciństwo kojarzy mi się z taką błogością, jaką czuję właśnie teraz, leżąc sobie na kocyku i ciesząc się chwilą.
    „Mam nadzieję, że też będziesz miał szczęśliwe dzieciństwo, Maleńki” – powiedziałam na głos spoglądając na swój coraz większy brzuch. Byłam już w czwartym miesiącu ciąży i lekarz zapewniał, że niedługo poczuję, jak mój Skarbek pływa sobie beztrosko. Rozmawiałam z nim często, chciałabym aby znał mój głos, czuł miłość. „Może nie znamy się jeszcze zbyt dobrze, ale nie mogę się doczekać, kiedy się spotkamy :)”. Mój cud!
    Westchnęłam…chciałam wrócić do czytania, ale jakoś nie mogłam się skupić. Mama powtarzała, żebym nacieszyła się ostatnimi miesiącami wolności, bo potem już nie będę miała czasu na odpoczynek, książki i rozmyślania o niebieskich migdałach. Już nie będę się wsłuchiwać w cykanie koników polnych i poranne trele wróbli przy moim oknie, nie będę przypatrywać się chmurom, zastanawiając się, jaki kształt przypominają…całym moim światem stanie się dziecko, a codzienność zabierze mi leniwe niedziele. No cóż, jak zawsze, Mama miała rację, no może tylko co do książek się pomyliła, bo nie potrafię z nich zrezygnować i nawet kosztem swego snu, sięgam po nie każdego dnia.
    Z zamyślenia wyrwało mnie takie małe trzęsienie ziemi…z odległych krain przywołał mnie jeden kopniak, tak wyraźny, że już nie miałam wątpliwości, że synek przypomina mi o sobie…nareszcie! Odpowiedział mi, słyszy mnie, rozumie, jesteśmy jednością! Ucieszyłam się tak bardzo, że biegnąć (no dobra, człapiąc ;)) do męża z radosną nowiną sprawiłam, iż sądził, że trafiłam szóstkę w totka. Jeden ruch, odpowiedź na moje czcze gadanie, wielkie szczęście, które rośnie i wrasta w serce z napisem: "Miłość" :)

    edyta.cha@wp.pl
    Obserwuję i lubię na fb jako: Edyta Chmura

    OdpowiedzUsuń
  7. Ujrzała go na ławce. Siedział w towarzystwie kolegi. Im bliżej podchodziła, tym większe przygnębienie widziała na jego twarzy.
    - Odejdź stąd. – powiedziała, gdy stanęła przed ławką.
    - Mówisz do mnie? – zapytał chłopak.
    - Nie. Do twojego towarzysza.
    Chłopak rozejrzał się i spojrzał na nią z zakłopotaniem.
    - Chodź. Coś ci pokażę. – powiedziała dziewczyna.
    Udali się nad pobliskie jezioro. Dziewczyna po kolei pokazywała mu różne sytuacje: dziecko biegnące z latawcem, mężczyznę, któremu z ręki udało się dać wiewiórce orzeszka, zakochaną parę siedzącą na ławce, rodzinę karmiącą łabędzie, unoszący się balon. Spytała jakie uczucia towarzyszą mu, gdy patrzy na te obrazki. Twarz chłopaka zmieniła się - była uśmiechnięta. W pewnej chwili spytał dziewczynę.
    - Mogę cię o coś spytać?
    - Oczywiście.
    - Do kogo powiedziałaś „odejdź”? Wtedy przy ławce. Nikogo koło mnie nie było.
    - Siedział z tobą ktoś taki jak ja. Nazywają go Smutek. To, że go nie widziałeś, znaczyło, że pragniesz mnie.
    - Ciebie? Nic nie rozumiem. Kim w takim razie ty jesteś?
    - Mnie nazywają Szczęście.

    Pozdrawiam! :)
    aingealmaith@gmail.com

    OdpowiedzUsuń