piątek, 16 października 2015

"Trujący anioł" - Jean Teule


„A potem rozważcie, co lepsze: drzwi celi, które na zawsze zamkną się za plagą, czy kat, który zabija publicznie ku przestrodze ludu, ucząc, że nie wolno zabijać.”

Dokonywane zabójstwa zawsze mają jakieś misternie skonstruowane podłoże. Chęć zemsty za wyrządzone krzywdy, pragnienie bezwzględnego dojścia do wymarzonego celu za pomocą eliminacji przeszkód. Przypadki, zaplanowane działania, wychodzące po latach krzywdy czasów dzieciństwa czy obłąkanie. Prawie każde morderstwo można wpisać w którąś z powyższych ram, prawie… Bo na przestrzeni dziejów istniała ona, Helene Jegado, która wstrząsnęła światem zaburzając wszystkie dotychczasowe wizje dotyczące zabójstw. Historię seryjnej morderczyni przedstawia Jean Teule w książce „Trujący anioł”, czyniąc ze swojego dzieła kryminał z fabułą napisaną przez samo życie. Zapraszam zatem do bliższego zapoznania się z tą, która postawiła na nogi prawie całą Francję.

XIX wiek. Helene Jegado, dziewczynka zwana Piorunicą, wzrasta w bretońskich wierzeniach w nadprzyrodzone moce kierujące tym światem. Zacofany lud, który stroni od wpływów chrześcijańskiej religii, ufa własnym bożkom i zabobonom mającym w ich życiu niemałe znaczenie. Otoczona zdziwaczałym środowiskiem zaczyna fascynować się jedną z najstraszniejszych istot, która według Bretończyków wędruje po ziemi . Ankou – pomocnik Śmierci, staje się obiektem jej upodobań, a z czasem nierozłącznym elementem codzienności. Wyobraźnia małej Piorunicy skłania ją do tego, by dziewczyna uwierzyła, że ma na tym świecie do wykonania ważną misję. Przekonana, iż to właśnie w jej ciele zamieszkał Ankou, zaczyna zbierać obfite plony, których owocem są niespodziewający się niczego ludzie.

Piorunica, jedna z najgroźniejszych, seryjnych morderczyni świata, zabijała po cichu, bez rozlewu krwi czy jakichkolwiek śladów. Używając trucizny, wybierała przypadkowe osoby, a funkcja kucharki, którą pełniła, z pewnością ułatwiała jej realizację wcześniejszych założeń. W czasach, kiedy techniki kryminalistyki miały bardzo ograniczone możliwości, dotarcie do przyczyny każdego ze zgonów jej ofiar okazywało się nieraz niemożliwe. Sprzyjające więc warunki tylko ją zachęcały, a ona – uosobienie pomocnika Śmierci, nie wahała się zgładzić tych, których obrała sobie za cel. Co miało wpływ na jej zachowanie? Czy kobieta była niepoczytalna? Czy podłożem bezwzględności, którą się kierowała dokonując selekcji kolejnych ludzkich zdobyczy, było otoczenie, w którym dorastała jako mała dziewczynka? Kiedy jednak skazano ją na śmierć, Piorunica zaczęła ukazywać pierwsze oznaki swojego człowieczeństwa, żałując popełnionych czynów tak, jak gdyby nagle wszystkie demony postanowiły ją opuścić. Zapisana na kartach historii jako jedna z najbardziej zagadkowych morderczyni, do dziś stanowi nie lada wyzwanie dla tych, którzy chcieliby wyjaśnić motywy jakimi przez całe życie się kierowała. Niewątpliwie jednak trujący anioł, ucieleśnienie zła opakowane w niewinnie wyglądające ciało, stał się bardzo dobrym tematem do napisania interesującej i wywołującej dreszcze powieści.

„Jak byłem mały – wspomina Le Braz – ludzie mówili, że co sto lat kamienie z wrzosowisk idą się napić do rzeki i wtedy odkrywają skarby, które  pod nimi ukryto…”

Sięgając po lekturę Jeana Teule czytelnik trafia do Plouhinec, miejsca w którym ludzie rządzą się swoimi nietypowymi prawami. To właśnie tam za wszystkie nieszczęścia i winy katuje się figurki świętych, a by znaleźć topielca pośród wodnej gęstwiny, wystarczy wbić do chleba świeczkę i wypuścić go na błyszczącą taflę, gdzie takowy wskaże nam trop.  To właśnie w takim środowisku poznajemy ją, Piorunicę, która przedwcześnie traci matkę, a niedługo potem także i chrzestną. Błąkająca się po świecie sprawia wrażenie niewinnej sieroty, a jednak w małym ciałku kryje się potężna moc, która uderza niespodziewanie, nie rzucając nawet cienia podejrzeń na swoją osobę. Rzeczywistość przemieszczających się po miastach perukarzy, otoczenie malowane potęgą kamiennych menhirów – autor od samego początku tworzy aurę odmienności, przenosząc czytelnika w mało znany mu świat, w odległą przeszłość, która, co momentami dziwne, naprawdę miała miejsce.

Historię Helene Jegado poznajemy nie z perspektywy doszukujących się przyczyny wielu zgonów stróżów prawa. Tutaj od samego początku towarzyszy nam właśnie ona, Piorunica, która obnażona ze swoich tajemnic od razu jawi się czytelnikowi jako ta zasługująca na czekającą ją w przyszłości gilotynę. Trzeciosobowa narracja pozwala zaś mieć dokładny wgląd w całe otoczenie, skupiając się nie tylko na wyobrażeniach zabójczyni, ale także na toku myślenia innych, przebywających dokoła niej osób. Trochę niecodzienne, aczkolwiek niekoniecznie unikatowe, jest użycie czasu teraźniejszego. Piorunica, która żyła w XIX wieku i nagle robi wszystko „teraz” , trochę zbija z tropu, co niekoniecznie przypadło mi do gustu. Uważam, że w tym wypadku o wiele lepiej sprawiłby się tradycyjny w literaturze czas przeszły, chociaż po jakimś czasie przestało to już być zauważalne, więc potwierdzam, że można się przyzwyczaić.

„Trujący anioł” to nie jest zwykły kryminał budujący napięcie czy zatrważający momentami wielkiej grozy. Tutaj raczej zostają ukazane kolejne etapy, kiedy to po ciuchu i bez większych przemyśleń Piorunica gotuje kolejnym, przyszłym ofiarom śmiercionośny posiłek. Bez rozlewu krwi czy wywołujących obrzydzenie opisów giną kolejni ludzie, nie mając pojęcia o tym, że w ich żyłach płynie nie tylko krew, ale i przeklęty arszenik. Prawdziwe wstrząsające i z pewnością przerażające jest zaś to, że główna bohaterka to nie postać fikcyjna, którą autor książki starannie opracował w swojej głowie. Helene Jegado żyła naprawdę, a jej śmierć i toczącą się do kosza głowę oglądało wielu gapiów, bo o jej wyczynach słyszała prawie cała Francja.

Piorunica - źródło
Ciekawa historia, która z pewnością pozostanie w mojej pamięci, jak zawsze w przypadku autentycznych bohaterów skłoniła mnie do poszperania w Internecie. Oprócz ilustracji nieco dojrzalszej już morderczyni oraz liczb wskazujących na to, że kobieta otruła co najmniej 36 osób, znalazłam zdjęcie młodej dziewczyny, niewzbudzającej podejrzeń stojąc z tacą i wypełnionym czymś kielichem. Patrząc w jej oblicze próbowałam doszukać się jakiejkolwiek oznaki szaleństwa i najgorsze jest to, że jej nie znalazłam. Czy wokół nas też żyją niepozorni ludzie zdolni do takich okrucieństw? Książkę polecam wszystkim tym, którzy interesują się tematem seryjnych morderców oraz fanom nietuzinkowych kryminałów, stroniących od przelewu krwi zastąpionej prawdą.

moja ocena: 4/6
wydawnictwo: Sonia Draga
ilość stron: 250
data wydania: 14 października 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga.
 Znalezione obrazy dla zapytania sonia draga

3 komentarze:

  1. Ooooo, zdecydowanie książka dla mnie! Uwielbiam takie historie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mroczna i ciekawa. Jestem zaintrygowana!!

    OdpowiedzUsuń