czwartek, 8 października 2015

"Wyznania randkowiczki" - Rosy Edwards


„Chodzenie na randki to sztuka podlegająca całemu szeregowi zasad i konwencji i najwyraźniej zapomniałam ich wszystkich. Zastanówmy się… absolutnie niedopuszczalne jest plucie, bicie lub rasistowskie uwagi, podobnie jak pojawianie się w brudnych ubraniach albo w ogóle bez ubrań tudzież w ubraniach z lateksu. Zaproponuj kupno drinka, i to nie tylko dla siebie. Rozmawiaj, śmiej się, okazjonalnie sprawdzaj, czy jedzenie nie utknęło ci między zębami: to oczywiście podstawy. Ale w jaki sposób zakończyć randkę?”

W znajdywaniu swojej drugiej połówki jedni z nas mają po prostu pecha. To niesprawiedliwe, że część społeczeństwa cieszy się trafnym strzałem mitologicznego Kupidyna, podczas gdy inni wkładają całe swoje pokłady sił, by móc odnaleźć miłość – niestety bez powodzenia. Niegdyś jednak wszystko wydawało się trudniejsze. By spotkać kogoś nadającego się na partnera, trzeba było wieść bujne życie towarzyskie. Dla tych nieco bardziej zdesperowanych rozwiązaniem były także ogłoszenia pisane w gazetach. Zatem jak jest teraz? Odpowiedzią na to pytanie okazuje się Internet i jego morze randkowych aplikacji, będących w stanie utorować komuś drogę do serca tej drugiej, idealnej połówki. Wszystko wydaje się proste i kolorowe. Piszesz ogłoszenie, zaczepiasz tych, którzy wydają się interesujący, a kiedy sprawy zmierzają we właściwym kierunku, umawiasz się na spotkanie. Czy jednak aby na pewno realia pokrywają się z tym, co wirtualne? Przekonajcie się o tym sięgając po „Wyznania randkowiczki” autorstwa Rosy Edwards.

Rosy ma dwadzieścia siedem lat i dzieli mieszkanie ze współlokatorkami. Pracuje w PR, chociaż zawsze marzyła o tym, by rozwijać skrzydła jako prawdziwa pisarka. Uwielbia swoją przyjaciółkę, arabski hummus oraz wódkę z wodą gazowaną. Czego zatem brakuje jej do szczęścia? Właściwego faceta, bo jego niedostatek z pewnością odciska piętno na jej przepełnionej pechem codzienności. Po wielu randkowych niewypałach, kiedy to przez całe spotkania musiała obmyślać plan ewakuacji, Rosy postanawia spróbować własnych sił w sieci. Zakłada więc profil na Tinderze, aplikacji, która dla szukających bliskości singli staje się bramą do świata miłości. Czy jednak wymiana elektronicznych wiadomości aby na pewno pozwala kogoś naprawdę poznać? Czy chociaż w minimalnym stopniu odzwierciedla czyjś charakter? Kiedy dochodzi do rzeczywistego spotkania, wszystko okazuje się zupełnie inne. Rosy odkrywa, że za miłymi mailami nieraz kryje się fatalna osobowość, a dobrze wykonane zdjęcie może zakamuflować niejeden mankament. Czy zatem dziewczyna aby na pewno pozna kogoś, kto okaże się wart jej uwagi? Przed panną Rosy długa i wyboista droga, usłana mniej lub też i bardziej dziwacznymi randkami.


Główna bohaterka, przyrównana do słynnej Bridget Jones, to całkiem dobrze radząca sobie w życiu singielka. Pod płachtą zadowolonej kobiety kryje się jednak wiele nieszczęść, zarówno tych zawodowych, jak i prywatnych. Rosy marzy o napisaniu książki. Trudniąc się w PR także pisze, ale niestety zupełnie inaczej, aniżeli by tego chciała. To jednak jeszcze nic w porównaniu do jej nieszczęsnych, randkowych spotkań. Dopiero to można nazwać katastrofą stulecia. W czasach, kiedy wszystko wydawało by się takie proste, rzeczywistość maluje się w zupełnie innych barwach. Kobieta uczestnicząc w zapoznawczych kolacjach z nowo poznanymi mężczyznami, niejednokrotnie przeżywa prawdziwe rozczarowanie. Nietaktowni, niezbyt grzeczni czy zupełnie zdziwaczali – kolekcja nieudanych randek wydaje się nie mieć końca. I o ile czytelnikowi może cisnąć na twarz rozbrajający uśmiech, bohaterce z pewnością odbiera nadzieję na szczęście. Czy Rosy znajdzie tego wymarzonego, na którego tak długo czekała? Czy pozna go przez Internet, z którego tak chętnie korzysta?

„Wyznania randkowiczki” to lekka i przyjemna powieść o miłosnych wybojach dwudziestoparoletniej kobiety. Nieporuszająca trudnych tematów, skupia się nie tyle na przekazie istotnej treści, ile na zapewnieniu rozrywki i poprawy humoru. Zadaniem tej książki jest bawić i wprawiać w błogi nastrój rozluźnienia spięte, ze względu na nerwowy tryb życia, czytelniczki. Tego typu powieści na rynku wydawniczym z pewnością okazują się niezbędne. Książka o miłości, a jednak nie do końca, bo przecież każdego nowo poznanego mężczyznę nie można darzyć uczuciem. To raczej historia o poszukiwaniu tej najistotniejszej wartości. Czy jednak owocnym? Tego z pewnością zdradzić Wam nie mogę, bo odebrałabym Wam cały sens poznawania perypetii tej nieco zakręconej bohaterki.


Książkę czyta się szybko, chociaż z dawkowanym zainteresowaniem. Są momenty chwytające nasz umysł i zachęcające do poznawania dalszego rozwoju sytuacji, chociaż nie ukrywam, że niektóre z opisów codzienności głównej bohaterki nieco mnie nużyły. Ciekawie było wtedy, gdy dochodziło do spotkań z mężczyznami. Bo niepewność każdej kolejnej randki przelewała się także na czytelnika. Irytowała mnie zaś niekończąca się lawina rozważań Rose, która naiwnie oczekując księcia z bajki, poddawała się po kilku minutach, kiedy coś nie przebiegało tak, jak sobie to wyobrażała. Czy zatem polubiłam panią Edwards? Jej historię tak, chociaż ją samą nie do końca. Uważam, że do słynnej Bridget Jones trochę jej jeszcze brakuje. No cóż – nie każda poznana przez nas dziewczyna musi od razu zostawać naszą przyjaciółką.

Sądzę, że przedstawiona książka to dobry traf dla kobiet szukających luźnych, rozweselających treści. Chociaż humor prezentowany w Wyznaniach randkowiczki nie powalił mnie na łopatki, pojawiały się fragmenty naprawdę zabawne. Główna bohaterka to kobieta niedoskonała, a więc mogąca zyskać uznanie pośród wielu dziewczyn mających kompleksy tak samo, jak i ona. Polecam w szczególności singielkom szukającym szczęścia, ale i tym czytelniczkom, które żyją już w długoletnich związkach. Jeżeli macie ochotę pokibicować Rosy, zapraszam do sięgnięcia po tę właśnie książkę.

moja ocena: 4-/6
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 392
data wydania: październik 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

7 komentarzy:

  1. Tak właśnie myślałam, że to taka lekka książka. Czasami mam na takie ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem lubię sięgnąć po książkę lekką i zabawną. Może kiedyś dam szansę temu tytułowi :).

    OdpowiedzUsuń
  3. mam wielką ochote na tę książkę, lekka, zabawna, to o czym marzę w każdy wieczór <3
    serdecznie pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Denerwują mnie te porównania do Bridget (klasyką juz się stała?), ale na randkę z randkowiczką mam ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię humor w książkach i najchętniej sięgam po takie książki, ale do tej jakoś mnie nie ciągnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. No cóż, mi pewnie o nie pomoże. :D Coś czuję, że sama za jakieś 20 lat, będę miała takie doświadczenia, wieczna singielka.

    OdpowiedzUsuń