wtorek, 22 maja 2018

PRZEDPREMIEROWO: "Bez lęku" - Mia Sheridan.
Kim jest Lily? Zjawą? Snem? A może szansą?


„- Nie chcę wciągać cię w ciemność – powiedziała.
- Może się zdarzyć, że to ja wejdę w nią pierwszy. Nie mogę ci obiecać, że tak nie będzie. Przyjdziesz wtedy po mnie, Lily? Przyjdziesz?”

Kiedy Polskę obiega wiadomość o kolejnej premierze książki Mii Sheridan, miękną mi kolana. To jedna z tych autorek powieści, dla których jestem w stanie zarwać całą noc i odłożyć na bok obowiązki. Jej nazwisko pada z moich ust za każdym razem, kiedy zostaję pytana o ulubionego pisarza, jej dzieła zaś widnieją na każdej mojej liście rekomendowanych lektur. Czy zatem „Bez lęku” sprostało moim oczekiwaniom? Nie tak łatwo przecież za każdym razem sięgać wysoko zawieszonej poprzeczki. Przekonajcie się.

ZARYS FABUŁY
Holden miał prawie wszystko. Talent, urodę, wiernych kibiców i gromadkę uganiających się za nim dziewczyn. Prawie. Bo przytłoczony sławą i pewnym traumatycznym wydarzeniem coraz częściej sięgał po używki. Aż znalazł się na krawędzi.

W położonym w głębi lasu domku musi odnaleźć na nowo swoją drogę. Odizolowany od obowiązków i codzienności, za namową kumpla trafia na łono natury i choć wie, że nie będzie łatwo, postanawia o siebie zawalczyć.

Kiedy jednak przypuszcza, że na kompletnym odludziu znajduje się całkiem sam, zauważa przemykającą pomiędzy drzewami dziewczynę. Nocną Lilię. Pierwsze spojrzenie, pierwsza rozmowa, pierwszy pocałunek. Kim jest kobieta mieszkająca w lesie? Zjawą? Snem? A może szansą?

MAGIA ZAKLĘTA W POSTACI
Zaszalała autorka pod każdym względem i to nie tylko przy koncepcji dotyczącej akcji, ale przede wszystkim na linii relacji łączącej głównych bohaterów. Co za świeżość pomysłu! A to już w dzisiejszych czasach wyczyn godzien złotego medalu. Holden, tkwiący w uścisku nałogu i powracających wspomnień, był kiedyś panem swojego losu. Teraz po jego pewności siebie pozostał jedynie nikły ślad, który od czasu do czasu dochodzi do głosu, wywołując gorzki śmiech. Z kolei Lily, uf… co to za kobieta? Kiedy przejmowała stery narracji miałam wrażenie, że jest skrywającą jakąś bolesną przeszłość dziewczyną, ale kiedy z kolei do głosu dochodził Holden, zaczynałam powątpiewać. Czy faktycznie nie jest tylko złudzeniem? Leśnym, fantastycznym elfem? Dobrą wróżką? Obserwowanie tej pary to jak metafizyczne przeżycie. Mało tego, zarówno ona, jak i on, sprytnie chowają w rękawie asy, którymi co jakiś czas totalnie zbijali mnie z tropu.

POWIEŚĆ NA WIELU PŁASZCZYZNACH ZASKAKUJĄCA
Miłość, namiętność, niewinność, a to wszystko splecione w jakiś skomplikowany sposób. Niecodzienne wrażenia skontrastowane z wszędobylską aurą tajemnicy, która naprawdę nie daje spokoju. I tak do samego końca. Co jakiś czas kolejna sensacja wyskakuje jak królik z kapelusza magika wywołując wielkie „wow”. Dawno nie czytałam książki tego gatunku, która byłaby mnie w stanie zaskoczyć tak wiele razy. Autorka zupełnie wyszła poza ramy banalnego romansu. Tutaj nic nie jest zwykłe.

PRZYRODA Z DRESZCZEM
Nie zdziwił mnie fakt, że kolejny raz Mia Sheridan zrezygnowała z wielkomiejskiego tła. Pojawia się charakterystyczny dla jej powieści element przyrody. Tutaj spotęgowany, bo ograniczony do całkowitego pustkowia, odgłosów ptaków, szumu drzew, pośród których rodzi się coś czystego i nieskalanego. Z tyłu gdzieś wychodzący z czasem na pierwszy plan, opuszczony szpital psychiatryczny z historią, od której włos jeży się na głowie. Miało być bez lęku, a było odrobinę „z”. I jak tu teraz przełknąć poczucie świadomości, że to już koniec?


PODSUMOWANIE
Polecam i zarazem zazdroszczę Wam możliwości odkrycia tej książki. To obowiązkowa, bardzo niezwykła, świeża historia o miłości, która nieraz skłoni Was do wypowiedzenia słów: tego się nie spodziewałam… Czy może być coś dla Was lepszą rekomendacją niż wzmianka o wciągającej opowieści połączonej z nieprzewidywalnością zdarzeń? Naprawdę wiele stracicie, jeśli postanowicie ją sobie odpuścić.

wydawnictwo: Otwarte
kategoria: romans
ilość stron: 324
premiera: 4 czerwca 2018  


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Otwarte.

15 komentarzy:

  1. Bardzo chcę przeczytać tę książkę i liczę na to, że autorce uda się mnie zaskoczyć. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Bardzo bardzo polecam. Czyta się szybko i w towarzystwie wielu wrażeń.

      Usuń
  2. Aaa, ja jeszcze poprzedniej książki autorki nie przeczytałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest zupełnie inna od poprzednich powieści autorki. Uwielbiam prawie wszystkie książki Mii (te wydane przez wydawnictwo Otwarte w szczególności!). Ale ta naprawdę mnie zaskoczyła swoim klimatem. Polecam przetestować :)

      Usuń
  3. Cieszy mnie, że to kolejna świetna książka autorki, tym bardziej że "Bez uczuć" mnie rozczarowało. Na pewno wkrótce ją przeczytam :)
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie "Bez uczuć" nie rozczarowało, ale faktycznie nie jest to najlepsza książka autorki, chyba poziomem odbiegająca nieco od pozostałych z tej serii. "Bez lęku" jest zupełnie inna, pełna jakieś magii. Polecam przetestować :)

      Usuń
  4. Polubiłam twórczość autorki po książkę "Bez pożegnania". Ma to coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest nieco inna, bardziej magiczna. Szczerze ją polecam, choć moim numerem 1 i tak pozostanie "Bez winy" i "Bez szans".

      Usuń
  5. Wiedziałam, że to będzie dobra historia! Strasznie mnie zachęciłaś, chociaż prawdę mówiąc jak bardzo lubię książki autorki i nigdy im nie odmawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest nieco inna od poprzednich. Pod względem klimatu i bohaterów, ale jak wszystkie książki Mii, bardzo mi się podobała. Naprawdę niesamowite przeżycie w trakcie czytania.

      Usuń
  6. Jeszcze przed wydaniem czytałam, że to najlepsza książka autorki, ale nie spodziewałam się, że aż tak :D Z jednej strony ci zazdroszczę, że już miałaś okazję ją czytać. Z drugiej jednak strony cieszę się, że to wszystko dopiero przede mną, bo nie muszę chyba pisać, że to książka, którą przeczytać muszę obowiązkowo? :D Narobiłaś mi niezłego smaka, szczególnie tym, że to świeża i oryginalna i zaskakująca historia. No i kim jej Lily? Kurczę, chcę tę książkę na już :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie masz się na co cieszyć. Ja nie wiem, czy określiłabym ją jaką najlepszą powieść Mii (na pewno jedną z czołówki), ale najbardziej magiczną (choć to absolutnie nie fantasy), zupełnie inną od poprzednich. Czytanie ją to niesamowite przeżycie. Jest nawet mały dreszczyk grozy. Ze swojej strony bardzo polecam :)

      Usuń
  7. Świeżość pomysłu - tym przekonalaś mnie w 100%

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale kusisz! A doba trwa zdecydowanie za krótko...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...