poniedziałek, 10 lipca 2017

"Falcon. Na ścieżce kłamstw" - Katarzyna Wycisk. Kim są Jeden i Trzy?


„ – Nazywają się Falcon – oznajmia. – Wyszukują wszystkich z rzadkim DNA i sprowadzają do siebie […] Nie masz pojęcia przez co musieliśmy przejść.”

Literatura fantastyczna bywa wyzwaniem zarówno dla pisarza, jak i czytelnika. Bo chociaż skupiona wokół nierealnego świata, musi utrzymywać poziom wiarygodności. Wystarczy przekroczyć cienką granicę błędu i cała magiczna otoczka pęka jak mydlana bańka, stąd z niemałą obawą sięgam po książki zawierające domieszkę nierzeczywistych elementów. Tym razem przyszło mi się zmierzyć z „Falcon. Na ścieżce kłamstw” Katarzyny Wycisk. Zwracam się więc teraz do wszystkich wielbicieli paranormal romance – zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY
Dla Alex codzienność ma wymiar samotności. Zamieszkując dom ze schorowaną babcią, dziewczyna stroni od rozrywek u boku rówieśników. Pewnego dnia staje się jednak świadkiem wydarzenia, które zmieni jej życie. A wtedy przekona się, że już nigdy nie będzie takie samo. Zwłaszcza, kiedy przeszłość okaże się kłamstwem, przyszłość niebezpieczeństwem, a jej serce zacznie mocniej bić w pobliżu pewnego chłopaka.

Tymczasem po ziemi stąpają szkoleni przez organizację Falcon zabójcy. Wyzbyci pamięci, uczeni w spartańskich warunkach, wyzbyci litości i strachu. Maszyny do zabijania. Jak bardzo niebezpieczne?

POZYTYWNE WEJŚCIE W NOWY ŚWIAT
Zacznijmy od głównej bohaterki, która przekupiła mnie naturalnym wejściem w dotąd nieznany jej świat. W książkach fantasy często brakuje mi tej wiarygodności szoku postaci, którym nagle przychodzi przekonać się o tym, że istnieje coś więcej aniżeli ich bezpieczna rzeczywistość. Spokojna, samotna i pracowita Alex walczy ze swoim umysłem przypisując wiele wątpliwości obrazom wychwyconym przez jej wzrok. Krok po kroku poznaje kolejne granice swojej odwagi i z bagażem pełnym pytań wkracza w szeregi nowego środowiska. Brawa dla autorki za to, że zadbała o tak istotne szczegóły, jakże często pomijane, zaś rzutujące na całą dalszą treść.

NUMER JEDEN, NUMER TRZY
Książka nie stroni od bohaterów drugoplanowych, dla odmiany noszących nazwy liczb. Groźni, potężni, tłoczący w sobie mieszankę paranormalnych mocy i ludzkiego oblicza. Dominującym elementem ich kreacji jest zaś nuta tajemnicy, która również bardzo przypadła mi do gustu. Przyznam, że mylnie oceniałam pierwotne relacje łączące główną bohaterkę z jednym z numerowanych chłopaków (brawa dla Kasi za manipulację moimi przeczuciami) i jakże przyjemnie byłam zaskoczona, kiedy na scenę wkroczyła inna postać siejąca aurę pozytywnego strachu i wrażenie łaskotania w brzuchu. By nie zdradzać zbyt wiele szepnę tylko tyle, że w tej historii autorka zawarła zalążek uczucia.

BANALNY POCZĄTEK I…
Bardzo dobry pomysł przewodni, żywa akcja oraz kreacja środowiska, do której naprawdę trudno się doczepić. Podziemne kryjówki, bezlitosna organizacja, dziwne sny, niebezpieczne starcie. Katarzyna Wycisk połączyła przeszłość z teraźniejszością, wplotła w treść wywołujące sprzeczne uczucia postaci i trudne do podjęcia decyzje. Całość udekorowała całkowicie akceptowalną ilością fantastyki, która działa jak najbardziej na korzyść całej historii. I choć powieść zaczęła się całkiem banalnie, zakończyła się tak, że czuję nieodparte pragnienie sięgnięcia po dalszy ciąg.

MINUS WYDANIA
Nie ukrywam, że książce przydałaby się porządna korekta. Są widoczne błędy interpunkcyjne czy niedopatrzenia związane z brakiem polskich znaków. No cóż… Myślę, że to jednak jedyny mankament całej powieści. Gdyby tak tylko w ręce przejęło ją porządne wydawnictwo, moglibyśmy mieć konkretną historię naszej rodzimej autorki, mającą niemałą możliwość zadowolić fanów Jennifer L. Armentrout czy Amy A. Bartol.

PODSUMOWANIE
Życzyłabym sobie, by kontynuacja szybko trafiła w moje ręce. Chciałabym, by ta treść uderzyła w jak najszersze grono wielbicieli powieści spod gatunku paranormal romance. Autorka ma potencjał, jej pomysł – ogromną szansę. Nie spodziewałam się tak intrygujących wrażeń, zwłaszcza w drugiej połowie. Jak najbardziej polecam.

moja ocena: 7/10
wydawnictwo: Ridero
ilość stron: 303
rok wydania: 2017


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Autorce.

11 komentarzy:

  1. Paranormal romance to kompletnie nie moje klimaty. Parę lat temu pewnie sięgnęłabym po tę książkę bez namawiania, ale zbrzydły mi już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dawkuję sobie takie książki w odpowiednich odstępach czasu, żeby nic mi się nie przejadło. Chociaż w chwili obecnej muszę przyznać, że mam trochę powyżej uszu literatury erotycznej.

      Usuń
  2. Powieść zupełnie nie w moim guście, a za korektę to ktoś powinien dostać po głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazało się, że korekty nie było. Autorka wydała książkę na własną rękę nie mając szansy na to, by ktoś dogłębnie przejrzał wpierw jej treść. A szkoda, bo historia jest naprawdę bardzo dobra.

      Usuń
  3. Słyszałam o tej książce, ale jakoś nie przyciągnęła mojej uwagi. Może kiedyś, jeśli trafi się okazja? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanie by było, bo książka jest naprawdę bardzo dobra :)

      Usuń
  4. Swego czasu paranormal romance mnie przyciągało. W tym przypadku podoba mi się fakt, że autorka zadbała o wiarygodne reakcje bohaterki, ten szok, którego i mi często brakuje nie tylko w fantasy. Szkoda tylko tego wydania, moze druga część przejdzie już prawdziwa korektę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka wydała książkę na własną rękę. Szkoda, że nie przejęło jej żadne wydawnictwo, bo wtedy sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Może kiedyś książka będzie miała okazję trafić do szerszego grona czytelników. Życzę jej tego :)

      Usuń
  5. fantastyka to nie moja bajka raczej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Średnio przepadam za fantastyką :)

    OdpowiedzUsuń