wtorek, 22 marca 2016

"Listy z morza" - Andrzej Perepeczko


„Prawdziwe marzenia, takie najprawdziwsze to tylko te, które nigdy nie mogą być spełnione.”

Każdy z nas obiera własną drogę. Gonimy za karierą, pieniędzmi, wykształceniem, a jednak wszyscy mamy jedną wspólną ścieżkę. Niezależnie od tego, jak kształtujemy swoje życie, potrzebujemy do szczęścia drugiego człowieka – jego miłości, przyjaźni czy wsparcia. Kiedy odcięci od ukochanych bliskich ruszamy w daleki świat, wysychamy jak rośliny, którym zabrano wodę. Egzystujemy jakiś czas, ale wysysane resztki sił odbierają nam uśmiech, i radość i sens istnienia. Co zatem powiedzą ci, którzy wypływając w morze nie mają możliwości rychłego powrotu? Marynarze zamknięci na statku, w porównaniu z potęgą wody wydają się tak mali, jak pyłek noszony przez wiatr. A jednak przychodzi zmagać się im nie tylko z żywiołem, bo jak się okazuje, najgroźniejsza jest właśnie tęsknota. Chcecie poczuć jej siłę rażenia? Zerknijcie na chwilę do Listów z morza.

Płynąc przez ocean, otoczony pustką, spragniony swojej wybranki mężczyzna pisze kolejny list. Głębia słów, uczuć i zwierzeń przelewana na papier staje się nie tylko pisanym słowem, ale historią smutnej miłości, oddalonej niewyobrażalnym dystansem. Marynarz, pozostawiwszy ukochaną, nosi ją schowaną w sercu. I mając w umyśle jej imię, dzieli się z nią każdą cenną chwilą tworząc kolekcję wysyłanych do niej pism. Bunt, gniew, radość i uwielbienie mieszają się ze sobą kreując obraz stęsknionego człowieka, który czeka na odzew mogący nakarmić głód jego serca. Czy takowy nadejdzie?

Zbiór listów zebranych w książce Andrzeja Perepeczko to pisemna relacja samotnej podróży zakochanego marynarza, który by przetrwać, tworzy. Zapisane na papierze słowa, adresowane do pozostawionej na lądzie kobiety, pozwalają mu dać upust gromadzącym się w nim emocjom. Jako że przychodzi mu żyć w latach 60., nie ma Internetu czy komórki, a jedynie kartkę, kopertę i znaczek. Ma też niezliczoną ilość godzin, które bez ukochanej wydają się wiecznością.

W Listach z morza etapowo poznajemy charakter nadawcy kolejno następujących po sobie pism. Jawi się jako romantyk, człowiek wrażliwy, ale i mężczyzna mający swoje słabości, wystawny na ciężką próbę, przez którą tak trudno mu przejść. Jest zakochany i może odrobinę zaślepiony, ale przecież miłość odbiera ludziom rozsądek i możliwość obiektywnego spojrzenia na całą sytuację. Obok jego odwagi i determinacji tkwi strach – lęk przed samotnością i odrzuceniem. Ale nie tylko. Przez dłuższy czas marynarz nie nazywa otwarcie swoich uczuć, dopiero z czasem uświadamiając czytelnikowi i najwyraźniej sobie to, że kocha.
 
„Trzeba więc łapać, co się da, te okruchy, które leżą w naszym zasięgu. I nie martwić się, że poza tym istnieje taka masa interesujących spraw.”

Chwilami szczerość tworzonej w książce relacji potrafi wprawić w osłupienie. Nadawca listów pisze otwarcie o własnych przeżyciach, wspominając o tym, co tkwi w jego głowie. Nie pomija też jednak intymnych szczegółów będących wynikiem jego słabości, stąd zostajemy zgłębieni przykładowo w przebieg przygody spędzonej u boku młodej Azjatki. Takie słowa mogłyby wywołać w adresatce pism zazdrość, chociaż ma się wrażenie, że marynarz nie chce fałszu i obłudy uzewnętrzniając każdą myśl i zejście z właściwej drogi. Czy zostanie doceniony?

Podróż przez morza i wzdłuż brzegów dalekich ziem, obraz Azji, Ameryki czy południowych zakątków Europy, scenariusz codzienności rozgrywanej na statku i wędrówka przez ludzki umysł – pośród kłębowiska emocji, hipotez, pragnień i tęsknoty. Listy z morza to książka o miłości, ale niecodzienna, bo choć karmiona nadzieją – często okazuje się smutna. Górnolotne myśli i uwielbienie niejednokrotnie zderzają się tutaj z bardzo przyziemnymi sprawami, z niemalże pochwalnej ody przemieniając się w zwykłą relację dotyczącą wykonywanej pracy.

Podobnie jest i z językiem, kiedy to dogłębne refleksje i dojrzałość słowa spotyka się z mową niemalże uliczną, zawierającą potoczne zwroty, a nawet wulgaryzmy. Różnorodnych mieszanek, na wielu płaszczyznach tutaj wiele, bo przecież ostatecznie dochodzimy do wniosku, że takie jest nasze życie. Czasami trafiamy do bram nieba, by potem boleśnie spaść na samo dno.

Listy z morza to książka, która okazała się dla mnie ciekawym doświadczeniem. Raczej rzadko sięgam po opowiadania, a co dopiero jeżeli chodzi o zbiór adresowanych do kogoś informacji. Chociaż na początku wszystko wydawało mi się wielkim nieporozumieniem, ostatecznie naprawdę zainteresowałam się dalszym rozwojem wydarzeń nie nastawiając się na szokujące nowiny, bo przecież to nie powieść, w której akcja goni akcję. To uspokajająca lektura, w sam raz dla sentymentalnych wielbicieli szczerych, niedekorowanych wyznań. Chcecie zobaczyć jak wygląda tęsknota w najgłębszym tego słowa znaczeniu? Szukacie czegoś skłaniającego do refleksji? Andrzej Perepeczko może dać Wam to, czego potrzebujecie.

moja ocena: 4-/6
wydawnictwo: Bernardinum
ilość stron: 232
data wydania: marzec 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Bernardinum. 
 Logo

9 komentarzy:

  1. Nie do końca jestem przekonana, czy to książka dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie bym się zbyt nad nią rozczulila, taka tęsknota przelana na papier to chyba wyciskacz łez:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojj zainteresowałam się nią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam kiedyś transkrypcje listów - autentyków - żołnierzy z różnych epok, piszących z frontu do matek. Popłakałam się. Chyba ten rodzaj lektury nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdyby to był "Stary człowiek i morze" to bym się skusiła, ale raczej nie jestem zaintrygowana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wydaje mi się że weźmie mnie na tę książkę po egzaminach. Teraz czytam raczej spokojną, nie wymagającą literaturę, a potem mnie najdzie ochota na coś zmuszającego do refleksji. Ciekawa recenzja. Trochę przypomina mi opisem książkę"Stary człowiek i morze", ale i ta pozycja dopiero przede mną.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń