środa, 23 marca 2016

"Od urodzenia" - Elisa Albert


„Problem polega na tym, że dziecko otwiera kobietę. Nie da się tego obejść, chyba że ma się ochotę zapłacić komu innemu za rodzenie. Jest to, co przed, i to, co po. Życie we własnym ciele przed to jedna rzecz. Życie we własnym ciele po to druga.”

Narodziny dziecka przewracają życie młodych rodziców do góry nogami. Obecność nowego członka rodziny, chociaż tak maleńkiego, wymaga przebudowy codzienności i zmian mających na wstępie szokującą siłę rażenia. Człowiek przecież od tej chwili zaczyna odpowiadać nie tylko za siebie, ale i kogoś jeszcze. Kogoś – czyli za cudowny dar, zawierający w sobie ułamek nas samych. W Internecie, telewizji czy prasie o macierzyństwie mówi się wiele. Możemy sięgnąć po porady, sugestie i przestrogi. A jednak bycie rodzicem to wielka próba, podczas której indywidualnie mierzymy się z kolejnymi etapami, miewając chwile słabości, a nawet i załamania. O ciemnej stronie rodzicielstwa, o bolesnych wspomnieniach poporodowych i o stawianiu czoła kolejnym problemom pisze Elisa Albert w kontrowersyjnej i zdecydowanie mocnej książce „Od urodzenia”. Zainteresowani tematem? Zatem czytajcie dalej.

Ari jest doktorantką i feministką, dumną kobietą i żoną starszego o piętnaście lat profesora. Od chwili narodzin małego synka jest jednak głównie matką, a nowa funkcja sprawia, że wszystkie pozostałe bledną w jej obliczu. I nie chodzi tutaj o zaślepiającą miłość, o radość przeżywania macierzyństwa i o celebrowanie każdej chwili bycia rodzicem. Ari nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji i popadając w coraz głębszą depresję, gaśnie. Rozliczne pretensje, słabości i desperacja wzmożone zostają poczuciem samotności. Zaś brak wsparcia, powodowany otoczeniem, ale i jej własną postawą, odbiera jej nadzieję na lepsze jutro. Czy tak ma wyglądać macierzyńskie szczęście?

Na drodze bohaterki staje jednak inna kobieta, ciężarna Mina, z którą zaczyna łączyć ją przyjacielska więź bratnich dusz. Czy mając u boku kogoś, kto będzie podążał podobną drogą, Ari zawalczy o wiarę w spokojne życie?

Główną bohaterką książki jest kobieta, która decydując się na dziecko nie miała pojęcia jak wiele wyrzeczeń będzie kosztował ją taki wybór. Nieświadoma czekających ją obowiązków i zmian, chowająca w sercu urazy i negatywne nastawienie do świata, zaczyna od tragicznych wspomnień samego cesarskiego cięcia, kiedy to ujrzawszy malutkiego Walkera najwyraźniej nie poczuła tego, co u większości młodych mam w takiej chwili następuje – wszechogarniającego szczęścia. Ari kocha swoje dziecko. Dba o nie wręcz obsesyjnie nie chcąc dać sobie pomóc. A jednak mając je przy sobie niejednokrotnie myśli o tym, by je oddać, tłumiąc złość powodowaną karmieniem, płaczem czy wypróżnianiem się noworodka. Z każdym kolejnym dniem traci też pewność siebie, a zbyt duża ilość nazbieranych w czasie ciąży kilogramów tylko utwierdza ją w przekonaniu, że wygodne i przyjemne życie to przeszłość, która nie powróci.

„Od urodzenia” to szokująca i odważna książka, po przeczytaniu której niejedna kobieta może zwątpić w urok macierzyństwa. Intencją autorki nie jest wywołanie ujemnego przyrostu naturalnego, a zwrócenie uwagi na to, że posiadanie dziecka to nie zabawa lalką, którą w dowolnej chwili można odłożyć na bok. To trud, nieprzespane noce i niejednokrotnie wylane łzy, na które nieświadoma sytuacji osoba z zewnątrz patrzy z niezrozumieniem. Bycie mamą to obowiązek pochłaniający wiele energii i sił i właśnie taka lekcja płynie z książki Elisy Albert, która postanowiła przedstawić temat od zupełnie innej, często krytej i nierozpatrywanej strony.

A jednak mam wrażenie, że dochodzi tutaj do wyolbrzymienia sytuacji. Być może nie powinnam przywoływać  własnych doświadczeń, ale z pewnością znacznie różnią się one od tych, z którymi zmierzyła się bohaterka książki. Mnie Ari jawi się więc jako osoba nie do końca dojrzała do roli, którą przejęła i zarazem zbyt zapatrzona w przeszłość, która stale wkrada się w jej teraźniejsze odczucia. Czasami słyszy się o groźnych depresjach poporodowych i jedna z nich zagościła najwyraźniej na kartach „Od urodzenia”. Nie sądzę, że warto brać sobie do serca przedstawioną tutaj historię, która jest skrajnością statystycznie rzadko mającą zastosowanie w praktyce . Sama książka jest jednak odważną prezentacją odmiennego zdania, a przecież opinie sprzeczne z ogólnie przyjętym wizerunkiem zawsze spotykają się z negatywną krytyką. Ja dzięki niej uświadomiłam sobie to, że jestem kobietą sukcesu, skoro jako matka nie przeżywam tak emocjonalnych upadków jak bohaterka powieści.

Kwestią sporną i zapewne dla wielu niewygodną może okazać się język jakim posługuje się narrator, czyli Ari we własnej osobie. Występujące często wulgaryzmy rażą, tym bardziej, że padają z ust kobiety mającej stać się wzorem dla małego człowieczka, którego sprowadziła na świat. Rozumiem jednak, że taki zabieg literacki w pełni oddaje przeżywane emocje, przez co książka wstrząsa jeszcze mocniej, rozpoczynając mocnym tąpnięciem i tym samym kończąc nim. Złośliwie doczepię się także do stylu, ponieważ momentami treść wydaje się odrobinę niespójna. Gdyby poukładać wszystko chronologicznie, eliminując powtórzenia, całość wypadłaby o wiele lepiej.

„Od urodzenia” to publikacja, która wzbudza we mnie sprzeczne uczucia. Nie zgadzam się z kreowanym w niej wizerunkiem udręczonej matki, chociaż podziwiam autorkę za to, że zrobiła wielki krok w stronę oryginalności, odważnie wystawiając siebie na nagonkę i potępienie. Szanuję jej pomysł, a wręcz zachęcam do tego, by zakosztować jego goryczy wyrabiając sobie na ten temat własne zdanie. Bo chociaż nie radzę przenoszenia tej treści do własnego życia, warto potraktować ją jako bardzo delikatną przestrogę zwracającą uwagę na fakt, że dziecko to nie zabawka i decydując się na nie należy mieć na uwadze nieodwracalne zmiany, które na pewno nastąpią.

moja ocena: 3+/6
wydawnictwo: Kobiece
ilość stron: 272
premiera:  29 marca 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Kobiece.
 

7 komentarzy:

  1. Im więcej czytam opinii o tej książce, tym bardziej wydaję mi się, że sposób przedstawienia w niej macierzyństwa ma na celu głównie zaszokować odbiorcę. Nie czytałam więc mogę się oczywiście mylić, jednak raczej nie będę tego sprawdzać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na nią ochotę jak najbardziej :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie planuję jej czytać, a recenzje są raczej stonowane.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szokująca i intrygująca to pierwsze co przychodzi mi na myśl o tej książce. Jestem ciekawa jakie ja miałabym o niej zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka jest szokująca i pozytywnie do macierzyństwa nie nastawia. Mi się podobała, ale na pewno nie jest to książka dla wszystkich ;)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  6. Chciałabym to sprawdzić, czy rzeczywiście tak szokująco przedstawia się tu rolę matki, a jednak recenzja uświadamia mi, że byłaby to strata czasu.

    OdpowiedzUsuń