niedziela, 6 marca 2016

"I odszedł od niej anioł" - Pino Farinotti

 

„[…] nasze sukcesy, szczęśliwe momenty na ziemi są małymi sygnałami, reprodukcjami, próbami artystycznymi; oryginalne dzieło znajduje się gdzie indziej […]”

Układamy życie wedle własnego scenariusza. Szukamy dobrej pracy, wygodnego domu i pokazowego samochodu. Zagonieni łapaniem szczęścia często zapominamy o tym, że nie na wszystko mamy wpływ, a w tej całej pięknej otoczce może pojawić się moment kryzysu przekreślającego wszystkie, dotychczasowe założenia. Co byście zrobili, gdyby pewnego, pięknego dnia ktoś powiedział Wam, że osoba, którą tak bardzo kochacie jest śmiertelnie chora i może wkrótce umrzeć? Czy potrafilibyście znaleźć sens istnienia i jakąkolwiek krztę radości wiedząc, że czeka Was ból, z którym uporanie się będzie graniczyło z cudem? W takiej właśnie sytuacji znalazła się bohaterka książki „I odszedł od niej anioł” autorstwa Pino Farinotti. Zapraszam zatem do zapoznania się z moją recenzją poruszającej i trudnej powieści, która wznieci w Waszych umysłach niejedną głęboką myśl i refleksję.

Elena wiedzie udane życie. Ma pieniądze, dobrą pracę i kochanego, siedmioletniego synka Massimo, który jest jej jedynym oczkiem w głowie.  A jednak pewnego dnia przychodzi jej stanąć twarzą w twarz z największym i najboleśniejszym ciosem, jaki tylko można sobie wyobrazić. Kobieta dowiaduje się, że jej synek ma guza mózgu, a szanse na wyjście ze śmiertelnej choroby wydają się tak nikłe, że prawie niemożliwe. Nastaje trudny czas walki z niewidzialnym wrogiem, a stanie na przegranej pozycji wywołuje ból którego nie da się opisać. I właśnie wtedy, przy łóżku chorego Massimo pojawia się wolontariuszka Maria, pomocna i tajemnicza osoba, która odtąd będzie towarzyszyć powątpiewającej i rozchwianej rodzinie w boju o nadzieję i wiarę.

Główna bohaterka książki, Elena, to kobieta, która dorastała pośród wierzących bliskich, a jednak bieg czasu i życie u boku męża ateisty wygasiły w niej praktykowanie religijnych zasad. Miła, lubiana w pracy i oddana swojemu dziecku wychowuje syna praktycznie sama, bo będący w częstych podróżach służbowych mąż raczej stroni od czasu spędzanego u boku rodziny. Lecz nagle cały spokój i ład burzy się, a wszystko na wskutek strasznej choroby, której nikt nie mógł przecież przewidzieć. Zrozpaczona kobieta, dźwigając brzemię cierpienia, rezygnuje z pracy całkowicie poświęcając się małemu Massimowi. Czy czyhająca za rogiem śmierć własnego dziecka czegoś ją nauczy?
Schorowany siedmiolatek jest pogodnym, uczynnym i nad wyraz inteligentnym chłopcem. Kocha innych ludzi i nie potrafi pominąć obojętnie czekającego na grosz żebraka. Fakt, że to akurat jemu przychodzi toczyć zacięty bój z guzem mózgu boli więc podwójnie. Czy Massimo przezwycięży chorobę? Czy osiągnie w końcu zasłużone szczęście i ukojenie?

To jednak nie ów chłopiec ani też jego matka rodzą w głowie czytelnika najwięcej pytań. W powieści pojawia się bowiem tajemnicza kobieta o imieniu Maria, która pomagając chorym dzieciom trafia też do życia Eleny i Massimo. Niezwykle życzliwa, przyjazna, bezinteresowna, piękna, ale i zagadkowa. Pomimo tego, że nikt nie ma pojęcia o tym, skąd przybyła, ani kim tak naprawdę jest, kobieta coraz częściej towarzyszy bohaterom książki pomagając im przezwyciężyć trudy i rodzące się wątpliwości. Jej obecność koi ból i daje nadzieję, stąd zdezorientowana Elena zaczyna zmagać się z pytaniem, kim tak naprawdę Maria jest. Czy to dobra wróżka? A może ktoś, kogo zwykły człowiek z pewnością nigdy by się nie spodziewał?

„I odszedł od niej anioł” to poruszająca powieść dotykająca najgłębszych sfer ludzkiego umysłu. Mały, wesoły, uczynny chłopiec, którego dni są policzone może umrzeć, podczas gdy po świecie wciąż kroczą tacy, którzy – jak by się wydawało – na życie nie zasługują. Główni bohaterowie, dający sporo do myślenia fundują czytelnikowi cierpienie, ból, dreszcz niepewności czy lęku, ale oferują też nadzieję i radość, nawet w obliczu sytuacji, które na pierwszy rzut oka mogłyby wydawać się pozbawione jakichkolwiek pozytywnych stron. Powieść Pino Farinotti’ego to historia o odradzającej się wierze, o zaufaniu i Bogu, w którego intencje nigdy nie powinno się wątpić. To książka niebanalna, wystawiająca na próby i umieszczająca czytelnika w obliczu niełatwych sytuacji, z których ostatecznie wyciąga się pouczające wnioski. Autor, poprzez kreację małego Massimo pozwala spojrzeć na pewne wydarzenia z nieco innej strony, a przy okazji funduje wciągającą i emocjonującą opowieść, która zaciekawia aż do samego końca.

Kim jest Maria? Czy Massimo pokona śmiertelną chorobę? Czy mąż Eleny uwierzy w Boga i czy jego związek z nią przetrwa najcięższą próbę, którą właśnie próbuje pokonać?

Wzruszającą historię, którą raczej trudno byłoby nazwać błahą i rozluźniającą, polecę na te szczególne dni zbliżających się świąt Wielkanocnych wszystkim tym, którzy zmagają się z dylematami dotyczącymi wiary i chcącym się w niej utwierdzić. To jednak także książka dla ludzi, którym los zgotował podobną tragedię, tak jak Elenie i małemu Massimo. Być może pomoże Wam przebrnąć przez trudy dni, które ciągle pokonujecie. Być może da Wam nadzieję na to, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a po każdym cierpieniu przychodzi lepszy czas.

moja ocena: 5-/6
wydawnictwo: Jedność
ilość stron: 270
rok wydania: 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Jedność. 
 http://www.jednosc.com.pl/

6 komentarzy:

  1. Coś czuję, że grzechem byłoby nie przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... książka wydaje się być piękna, ale nie w moim guście. Zbyt smutna i trudna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda na lekturę, z której wiele można się nauczyć.Chętnie przeczytam, jeśli wpadnie w moje ręce.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tej książce, a coś czuję, że to baaardzo wartościowa lektura :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja na razie pasuję, trochę nie moja tematyka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam już o tej poruszającej książce, też muszę po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń