środa, 13 lipca 2016

WYWIAD z autorem książki "Układanka" - Stanisławem Załuskim

Stanisław Załuski urodził się w Warszawie, od 1948 roku mieszka w Gdańsku. Jest absolwentem Politechniki Gdańskiej. Jako pisarz zadebiutował w 1957 roku w Polskim Radiu i w prasie, trzy lata później ukazała się jego pierwsza książka „Ślad na asfalcie”. Jest autorem ponad trzydziestu książek: powieści i zbiorów opowiadań, bajek dla dzieci. W tym roku, nakładem wydawnictwa Bernardinum, ukazała się jego nowa powieść „Układanka”, którą objęłam patronatem medialnym.
(źródło: http://ksiegarnia.bernardinum.com.pl/pl/p/UKLADANKA/913)


– Co było dla Pana inspiracją do napisania książki o takiej tematyce?
– Mógłbym odpowiedzieć, że tę powieść pisałem przez 65 lat. Pierwsze wątki powstały bezpośrednio po maturze. Był tam jakiś romans szkolny, jakaś rywalizacja sportowa, jakieś chłopięce marzenia. Były także wspomnienia z czasu wojny. Tego nie dało się uniknąć. Ta pierwsza wersja powstawała przecież w roku 1948. Pięć lat później, kończąc studia na Politechnice Gdańskiej, po raz pierwszy wyjechałem na Śląsk. Zafascynowały mnie tam gorejące hałdy. Dziś już ich chyba nie ma, ale wtedy znajdowały się przy każdej kopalni. Dym, czad, pełzające po zboczach płomyki. Był też romans. Już nie uczniowski, a studencki. Ona była kupcówną z Hajduków Wielkich. A jakże! Wtedy takich ludzi nazywało się „prywatną inicjatywą”. Peerelowska arystokracja – za wysokie progi dla studencika. (Mefistofeles pojawił się znacznie później, za sprawą pewnej pięknej poetki). Dałem tej powieści tytuł „Człowiek bez duszy” i z maszynopisem pod pachą wkroczyłem w progi Związku Literatów Polskich. Tam powiedziano mi, że wszystko jest do luftu i jeśli chcę zostać pisarzem, muszę jeszcze długo, długo się uczyć. Wrzuciłem więc maszynopis na dno biurka i tam przeleżał pół wieku. W międzyczasie było 30 innych książek o całkiem odmiennej tematyce, podróże do Szwajcarii, zauroczenie tamtejszymi górami, jeziorami, a także kontakty z autentyczną, choć wydziedziczoną przez komunę arystokracją. Wtedy wyciągnąłem pożółkły maszynopis z biurka, przejrzałem i napisałem całkiem od nowa. Może trochę w stylu Kinga.

– Wolałby Pan przenieść się w przyszłość czy w przeszłość? Jak daleko? Dlaczego akurat tam?
– Żadnej przyszłości! Historia – tak. Powieść, nad którą obecnie pracuję, przenosi nas w czasy Stanisława Augusta. Dwie niezwykłe kobiety: Katarzyna Wielka – cesarzowa Rosji, i Zofia Galvani – prostytutka ze Stambułu, oraz ich mężczyźni: ostatni król Rzeczypospolitej Polskiej i Litwy, a także największy magnat tamtych czasów Stanisław Szczęsny Potocki. Tadeusz Kościuszko też się pojawi.

– Jak zareagował Pan, kiedy po raz pierwszy zobaczył swoją pierwszą książkę na półce w księgarni?
– Bez emocji. Wcześniej była podpisana umowa, korekty, rozmowy redakcyjne, wypłata 90% honorarium. To trwało rok, zdążyłem się przyzwyczaić.

– Jakie uczucia towarzyszyły Panu przy pisaniu „Układanki”?
– Nie było żadnych emocji. Siadałem do komputera i pisałem, a następnego dnia czytałem i poprawiałem. Powieściopisarz to profesjonalista i jego obowiązkiem jest pisać tak, aby to czytelnik się emocjonował.

– Co było dla Pana najtrudniejsze podczas pisania tej książki?
– Jak zwykle zakończenie.

– Dlaczego pisał/pisze Pan również pod pseudonimami?
– W roku 1983 wyrzucono mnie z pracy w redakcji. Był stan wojenny. Obawiałem się, że moje nazwisko może się znaleźć na indeksie cenzury. Aby przeżyć, zacząłem pisać bajki dla dzieci. Cykl 12 książeczek o czarodziejskiej wyspie Umpli Tumpli. Ogólny nakład około 700 tysięcy egzemplarzy i autor: Leon Korn. Obawiam się, że wydawnictwa nie zawierałyby tak chętnie umów ze Stanisławem Załuskim. Obecnie piszę wyłącznie pod własnym nazwiskiem.

– Skąd bierze Pan pomysły na to, by swoim pisaniem zainteresować i trafić do czytelników?
– Mam wrażenie, że z tym się człowiek po prostu rodzi. Jeden kocha budowanie okrętów, inny latanie w kosmos, a jeszcze inny pisanie bajek dla dorosłych.

– Budzi się Pan rano i z niedowierzaniem stwierdza, że został przeniesiony do wykreowanego literackiego świata. W jakiej książce chciałby się Pan znaleźć i z którym bohaterem porozmawiać przy kawce?
– Profesjonalista takich pytań sobie nie zadaje. Leżąc w łóżku myślę o tym, co mam napisać, kiedy już wstanę.

– Co lub kto jest dla Pana motywacją do działania?
– Wewnętrzna potrzeba. Jak wcześniej powiedziałem, z tym się człowiek rodzi.

Dziękuję panu Stanisławowi za wszystkie odpowiedzi oraz Wam Kochani - za współpracę i zadawane autorowi pytania.

3 komentarze:

  1. Z przyjemnością przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy wywiad, chętnie się z nim zapoznałam, u mnie również motywacją do działania są wewnętrzne potrzeby. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy wywiad, który przybliżył nam bardzo ciekawą postać

    OdpowiedzUsuń