czwartek, 7 lipca 2016

Energylandia, czyli jak wyglądał mój dzisiejszy dzień :)

Kochani,

Tym razem nie o książkach, ponieważ nie tylko nimi człowiek żyje. Chciałam opowiedzieć Wam o bardzo ciekawym miejscu, takim, w którym rewelacyjnie mogą spędzić czas zarówno dorośli, jak i dzieci, ci spokojni, ale i ci ceniący sobie adrenalinę. A tej ostatniej nie brakuje. Razem z mężem, bratem i jego dziewczyną wybraliśmy się do Energylandii, do najnowocześniejszego parku rozrywki w Polsce. Jak widzicie – żyję, chociaż chwilami miałam wrażenie, że nie dotrę do domu.

Nie do końca świadomi czekających nas wrażeń, ciekawi i napaleni od razu pobiegliśmy do strefy Extreme, czyli tej, w której znajdują się obiekty naprawdę podnoszące ciśnienie. Zaczęliśmy od Mayan’a, rollercoastera, w którym można poczuć obciążenia podobne do tych z samolotów F16. Było mega! Chociaż za pierwszym razem miałam wrażenie, że tracę przytomność. Uwierzcie, dla takich chwil warto się poświęcić. Ostatecznie skończyło się na dwóch zjazdach, ponieważ (pomimo czwartku – czyli nie weekendu) w kolejkach trzeba było czekać po pół godziny. A przecież w Energylandii jest mnóstwo rewelacyjnych atrakcji, z których chcieliśmy skorzystać.

Tuż po zjeździe
Na filmiku ktoś nakręcił zjazd. Możecie zobaczyć sobie, jak to wygląda z perspektywy osoby siedzącej tam. 


Drugim naszym wyzwaniem okazał się rollercoaster Formuła 1 – oddany do użytku w czerwcu tego roku. Nieco inny, moim zdaniem – łagodniejszy, potrafił oderwać od fotela, a po wstępnym wystrzale i pętli nie w sposób było nie zedrzeć gardła. Z tego obiektu skorzystaliśmy 3 razy. Nie żałuję.

Z mężusiem :) Za nami rollercoaster Formuła 1.

Pobawiliśmy się także na Apocalipto, wirującej konstrukcji pozwalającej poczuć bezwład ciała, jednak na mnie nie zrobiło to większego wrażenia. Poszliśmy na Space Gun, zwanym potocznie Kamikaze, w którym dwie gondole wykonujące obroty zawisają „do góry nogami” 16 m nad ziemią. Niezbyt przepadam za czymś takim, ale obiekt zaliczyłam. Jednak to, co całkowicie mnie pokonało i przy czym powiedziałam wyraźne „never again” to Aztec Swing, ogromne wahadło, które naprawdę przeklęłam. Przeciążenia i zwisanie nad ziemią ze świadomością, że jest się oderwanym od krzesełka i chronionym wyłącznie jakimiś pasami są przerażające. Marzyłam o tym, by ta przejażdżka jak najszybciej się skończyła. I uwierzcie, filmiki ani zdjęcia nie są w stanie oddać tych emocji, które się tam odczuwa.

Okrutny Aztec Swing
 
Całkiem fajnie nakręcona przejażdżka na Aztecu. Zobaczcie sobie, co mnie tak przeraziło.


Powalczyliśmy na armatki wodne (atrakcję dla dzieci – przy której bawiły się rzesze dorosłych), zaliczyliśmy familijnego rollercoastera Dragon (który po tylu przeżyciach nie wzniecił we mnie nawet krzty lęku), popływaliśmy pontonami i odwiedziliśmy kino 7D (całkiem szczerze – bez szału). Nie skorzystaliśmy z ogromnej części atrakcji – ponieważ zabrakło nam czasu. Naprawdę bardzo chętnie wybrałabym się tam kolejny raz. 
Zabawne armatki wodne

Mam kilka fotek wykonanych na ww. rollercoasterach (można sobie kupić po zjeździe za 10 zł). Ale jako że robione są one w momencie najbardziej hardcorowym, tak więc na pewno Wam ich nie zaprezentuję. Wyglądam na nich, krótko mówiąc, tragicznie :) 
W środku znajdują się fotki z rollercoasterów :)
  Jeżeli mielibyście ochotę się tam wybrać, podam Wam kilka informacji.

1.       Godziny otwarcia Energylandii: 10.00 – 20.00.
2.       Cena biletu normalnego (od 140 cm wzrostu): 109 zł (drogo, ale warto zapłacić).
3.       Lepiej kupić bilet przez Internet – unika się stania w całkiem sporej kolejce do kasy.
4.       Jeżeli macie okazję, jedźcie tam w ciągu tygodnia roboczego. Weekendy wiążą się ze staniem w godzinnych kolejkach do poszczególnych obiektów.

Polecam i jeszcze raz polecam. Rodzinom, młodzieży, dzieciom. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, a poszczególne strefy: dla najmłodszych, familijna oraz extreme pozwolą spędzić wspaniałe chwile wszystkim. 

17 komentarzy:

  1. Ale super! Zazdrooooooooooość mnie właśnie pożarła! :D
    Ja niedługo mam zamiar skoczyć na bungee, bo dostałam w prezencie od znajomych i trochę się cykam, ale zawsze lubiłam właśnie parki rozrywki, takie karuzele, rollercoastery, zjazdy, adrenalinę, więc musi się udać. A do Energylandii sama się muszę wybrać, coś wspaniałego ;). Fajnie, że dobrze się bawiłaś, zostaną cudowne wspomnienia :)) A takich to warto mieć jak najwięcej! <3

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę polecam. A co do bungee... Nie wiem, czy ja bym się zdecydowała. To znaczy kilka razy przeszło mi coś takiego przez myśl, jednak mam wrażenie, że gdybym wyjechała na górę i spojrzała w dół, chyba nie byłabym w stanie skoczyć. Jestem ciekawa, czy uda Ci się wykrzesać z siebie na tyle odwagi, by to zrobić. Będę trzymać kciuki!

      Usuń
  2. Totalnie nie dla mnie - znaczy, o ile rollercoster jeszcze jakoś przeżyję (chociaż ciężko), o tyle na taki Aztec Swing za żadne skarby bym nie weszła. Podziwiam, że Ty skusiłaś się aż na tyle atrakcji i cieszę się, że fajnie się bawiłaś!

    Pozdrawiam,
    http://faaantasyworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na tego Aztec Swing też już chyba bym się nie zdecydowała :P Za to rollercoastery polecam. Taki pozytywny strach, który się odczuwa podczas jazdy bywa kuszący. I chce się coraz więcej - a przynajmniej tak było w moim przypadku.

      Usuń
  3. O nie dla mnie, chociaż dla poszukiwaczy adrenaliny to z pewnością wymarzone miejsce;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka dawka adrenaliny naprawdę może nieźle człowieka odświeżyć i pobudzić do działania, świetny relaks, a jak jeszcze towarzystwo dopisze, to cała radość. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam dawno temu w Niemczech w takim miasteczku adrenaliny:) Pamiętam to do dziś! Świetna zabawa:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mamy z znajomymi w te wakacje w końcu plan, żeby zaliczyć ten park rozrywki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedźcie koniecznie! Mega zabawa. Tylko lepiej nie w weekend, bo zbytnio nie skorzystacie (chociaż w tygodniu roboczym nie tak łatwo z kolei się wybrać).

      Usuń
  7. W zeszłym roku byłam w Śląskim Wesołym Miasteczku, całkiem przyjemnie, choć szału nie było. Energylandia jest następna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, Śląskie Wesołe Miasteczko nie dostarcza nawet 10% tej rozrywki, co Energylandia. To zupełnie inna bajka... Koniecznie się przekonaj!

      Usuń
  8. Ja gdy tylko na to spojrzałam to zrobiło mi się słabo XD. Mam okropnie słabą głowę do takich rzeczy. Na najprostszych obracających się samochodzikach rok temu, musiałam czekać z głową w dole pół godziny, bo zapowiadało się na... no, cóż XD. Ja bym się nie odważyła! Dlatego jestem pod wrażeniem, że wsiedliście na taką kolejkę :o matko. Umarłabym. W górze.

    #SadisticWriter
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Dużo dobrego słyszałam o tym miejscu. Jak widać zabawa była cudowna! Zazdroszczę tylu wrażeń. ;)

    Pozdrawiam serdecznie,
    czytanienaszymzyciem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Od dziecka marzyłam, by przejechać się rollercoasterem. marzenie spełniłam 2 lata temu w Kopenhadze. Przeżyłam, zeszłam i rzekłam: nigdy więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa i tak :) Ważne, że marzenie spełniłaś. Nie wiem, jaki był ten rollercoaster w Kopenhadze. Ale te w Energylandii kusiły i gdyby nie te długie kolejki, mogłabym jeździć na nich bez końca.

      Usuń
  11. Jeździłam na takich atrakcjach w parku rozrywki na Węgrzech i do tej pory pamiętam tę adrenalinę i krzyk wydobywający się bezwolnie:) Energylandię muszę odwiedzić z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  12. Podziwiam, ja mam jakiś lęk przed takimi miejscami :D

    OdpowiedzUsuń