piątek, 22 lipca 2016

"Obsesja" - Jennifer L. Armentrout. Gdzie światło zderza się z cieniem.


„Kontury jego ciała się rozmyły. Gdyby był rysunkiem wykonanym węglem, a ktoś rozmyłby linie, wyglądałoby to tak samo. […] Oddech ugrzązł mi w gardle, gdy Hunter stał się głównie dymem i cieniem. Sekundę później cień przybrał ludzki kształt.
Panie w niebiosach, był… Brakło mi słów.”

W świat Luksjan wsiąkłam jak woda w gąbkę, sama nie dowierzając w to, że z takim zaangażowaniem czytam książkę o przybyszach z innej planety! Tak to już jest, że ci zdolni autorzy są w stanie przekonać do nierealnego, a Jennifer L. Armentrout bez dwóch zdań do takiego grona się zalicza. Zdążyłam nawet trochę zatęsknić, za tą aurą niezwykłości i światłem zderzającym się z cieniem. Kiedy więc w zapowiedziach pojawiła się „Obsesja”, wiedziałam, że prędzej czy później będę chciała poświęcić jej swój czas. I oto jest, recenzja samodzielnie funkcjonującej, a jednak osadzonej w realiach serii Lux powieści. Bardziej pikantna, bardziej odważna i niebezpieczniejsza. Czy lepsza?

Hunter to maszyna do zabijania, bo przyjmując kolejne zlecenia bez skrupułów je realizuje. Nieujarzmiony nawet dla Departamentu Obrony, wrogi dla Luksjan. Mroczny, bezwzględny, mało delikatny nagle otrzymuje zadanie, które przekracza jego możliwości. Będzie musiał chronić istotę ludzką, kruchą dziewczynę, która pewnego dnia znalazła się w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie.

Serena Cross czuje, że jej życie właśnie się skończyło. Widząc śmierć przyjaciółki wie, że nigdy o tym nie zapomni, jednak nie ma pojęcia o tym, że stała się niewygodnym dla wielu świadkiem sceny, którą trudno interpretować prawami fizyki. To wydarzenie stawia na jej drodze Huntera, mężczyznę wprowadzającego ją w świat, o którym dotąd nawet nie śniła.

Każdy kolejny dzień stawia przed nimi nowe wyzwania, a ukryte zło może czaić się za każdym rogiem. Hunter, angażując się bardziej aniżeli tego pragnął, dla dobra Sereny musi zmienić wszystko. Niestety w tej drodze usłanej walką z przeznaczeniem to on może okazać się dla niej największym zagrożeniem.

Ona – ceniąca sobie spokój czy wieczór spędzony u boku książki zostaje wciągnięta w wir nieustannych wrażeń, skazana na nieczłowieka, który bez dwóch zdań przyspiesza bicie jej serca. On – pozornie bezuczuciowy, kochający niebezpieczeństwo, arogancki i jakże podobny do Daemona (ci, którzy zapoznali się z serią Lux wiedzą, o czym piszę). Bohaterowie różniący się nie tylko cechami charakteru czy miejscem zajmowanym w tej samej sytuacji, ale także gatunkiem. Złączeni przypadkiem i czymś, co tworzy pomiędzy nimi niezniszczalną więź pozwalającą przetrwać kolejne dni.

Sięgając po Obsesję przekraczamy progi konfliktów, niejasności i sytuacji bez wyjścia. Tutaj każdy może kryć jakieś tajemnice. Zapoznani już z serią Lux, tym razem zasiadamy po przeciwnej stronie barykady, zajmując pozycję tuż obok Arumian, dotąd przedstawianych często w ciemnych barwach. Zastępujemy światło cieniem, dobro niebezpieczeństwem i przekonujemy się o tym, że nie zawsze wszystko jest takie, jakby się mogło wydawać, a nami – czytelnikami – można tak łatwo manipulować.

Książka obfituje w dialogi, mocne, odważne, chwilami wręcz aroganckie. Co może okazać się zaskakujące, dosadne słowa padają z ust obu głównych bohaterów, także bezbronnej Sereny, która nie koloruje często przekazując dokładnie to, co ma na myśli. Może trudno mówić więc o romantycznej fabule, a jednak namiętności tutaj nie brak. Autorka wyposażyła tę powieść w pikantne sceny, a seks otoczony aurą paranormalnej sytuacji wydaje się niemniej wartościowy i niemniej ciekawy.

Duży plus za kreację bohaterów drugoplanowych, wielobarwnych, stanowiących doskonałe tło fabuły i dodających smaczku. Brawa za pomysł na tę historię i niehańbiący powrót do całego, słynnego cyklu.  „Obsesja” to książka, którą można przeczytać bez znajomości serii Lux, a jednak proponowałabym zacząć od bazy by mieć wyobrażenie świata, w którym rozgrywana jest cała akcja. Otóż nie obyło się bez uchybień. Według mnie w Obsesji Jennifer L. Armentrout zbyt słabo przyłożyła się do wprowadzenia istot pozaziemskich w środowisko znane dotąd wyłącznie z ludzi. Rezygnując z opisu rzeczywistości kosmitów autorka ryzykowała tym, że osoby nie znające historii Luksjan odłożą nową książkę z powątpiewającym wyrazem twarzy. Stąd moja sugestia dotycząca takiej, a nie innej kolejności.

Napoiłam moją tęsknotę, nacieszyłam umysł i naładowałam baterie. „Obsesja” zafundowała mi przyjemny powrót do świata kosmitów. Teraz mam już jednak wrażenie, że w tej kwestii zostało powiedziane wszystko. Zaczerwienione policzki, poczucie zagrożenia i spadający z serca głaz. Było to, czego oczekiwałam i jestem zadowolona, niemniej jednak  nieco przewidywalny przebieg wydarzeń sprawił, że będę musiała odjąć kilka punktów w ogólnej ocenie. Nie jest więc na 6, ani na 5, ale na 4+ to już na pewno. Polecam.

moja ocena: 4+/6
wydawnictwo: Filia
data wydania: luty 2016
ilość stron: 390

Książkę do recenzji przesłała księgarnia BookMaster. Bardzo dziękuję!
 BookMaster.pl księgarnia internetowa

8 komentarzy:

  1. może kiedyś sięgnę, jednak jakoś romanse pomieszane z fantastyką słabo mnie przekonują :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo pozytywnej recenzji nie mam ochoty na czytanie tej książki... Wydaje mi się, że jest w niej aż za dużo romansu, co jednak trochę mi przeszkadza w czytaniu. Ale może kiedyś.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazwyczaj nie czytam książek tego typu, ale tej jestem w stanie dać szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam tę książkę, jest boska. A poza tym: Hunter jest boski :D
    Zapraszam do siebie:
    http://blogiksiazkowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam kilka tomów serii "Lux" i podobały mi się, ale jakoś do tej książki mnie nie ciągnie... Coś czuję, że na razie kończę z kosmitami.
    Pozdrawiam :)
    Zagubiona w słowach

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak na razie nie jestem przekonana do tej książki, ale może kiedyś zmienię zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Na razie zanim zabiorę się za "Obsesję" muszę dokończyć serię Lux (zostały mi jeszcze tylko dwa tomy :( )

    OdpowiedzUsuń
  8. Na jesień pożyczyłam od koleżanki "Obsydiana", jednak do tej pory go nie przeczytałam. Z ciekawości pochłonęłam z 30 stron i potem stanęłam w miejscu. W końcu muszę się za niego wziąć :). Bo tak jak mówisz... Wypadałoby wiedzieć co nie co o tym świecie, żeby przeczytać "Obsesję" :D.
    Pozdrawiam!

    #SadisticWriter
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń