środa, 20 lipca 2016

"Sny Morfeusza" - K.N. Haner. Kiedy przyjemność i ryzyko noszą to samo imię.


Nie kryję się z tym, że jestem wielbicielką literatury erotycznej. Nie będę też jednak owijać w bawełnę i dodam, że koniecznie zagranicznej, bo doświadczenia z polskimi autorami próbującymi swoich sił w tym gatunku, zakończyły się dla mnie wielkim rozczarowaniem. Otoczona dylematami, wątpliwościami, ale w końcu i nadmierną ciekawością przechylającą na swoją stronę szalę zwycięstwa, sięgnęłam po „Sny Morfeusza”, powieść, o której ostatnio zrobiło się bardzo głośno. Tajemnica, niebezpieczeństwo i niegasnący żar namiętności. Czy polska autorka stworzyła coś, z czego będziemy mogli w końcu być dumni?

Cassandra Givens wie, że od tego dnia może zależeć jej przyszłość. Wszak rozmowa o pracę w renomowanej firmie zawsze wiąże się ze skrywanymi nadziejami. Zdenerwowanie okazuje się tym razem podwójnie uzasadnione. Ma stanąć przed owianym aurą geniuszu, ale i surowości szefem – Adamem McKey’em, którego decyzja zaważy na jej losach. I jakże wściekła opuszcza jego biuro, kiedy zostaje odprawiona z kwitkiem – po chamsku, bez ogródek, bez litości. Roztargniona i załamana postanawia zaszaleć, a prześmiewczy los sprawia, że u boku nowo poznanego przyjaciela ląduje w klubie dla par szukających erotycznych przygód. To właśnie tam poznaje Morfeusza, kryjącego się za maską mężczyznę otwierającego przed nią bramy przyjemności, o której dotąd nie miała pojęcia. Wkrótce jednak przekonuje się, że Morfeusz i Adam McKey to jedna i ta sama osoba. Lecz chociaż chciałaby się wycofać, gra dopiero się rozpoczyna, a jej konsekwencje wiążą się z ryzykiem, niebezpieczeństwem, ale i spełnieniem.

Główni bohaterowie powieści, jakże dalecy od utartego schematu szarej myszki i nieskazitelnego boga, wywołali w moim umyśle lawinę różnorakich, sprzecznych emocji. Po chwilach irytacji, przebaczenia, zdenerwowania i przyjemności wyrobiłam ostateczne zdanie. On całkowicie mnie przekonuje, ona – nie do końca. Adam, jako surowy, arogancki i dobrze zorganizowany szef kryje w sobie coś głębszego, tajemnicę, którą nieodparcie miałam ochotę odkrywać. Niebywale despotyczny, mający wręcz obsesję na punkcie sprawowania kontroli, ma w sobie coś, czemu łatwo się poddać. W przeciwieństwie do niespójnej oraz irytującej Cassandry, która często sprawiała wrażenie nierozgarniętej i gołosłownej, niby to inteligentnej, a jednak chwilami tak bardzo niemądrej.

Wielki plus za kreację bohatera drugoplanowego - Tommiego, który, chwała za oryginalność, nie był ani gejem (nie żebym coś do nich miała, ale czytając setny raz o takich relacjach pragnie się powiewu świeżości), ani też obrabiającą tyłek pseudo przyjaciółką. Chociaż  czasami niezbyt podobały mi się sytuacje tworzone pomiędzy nim, a Cassandrą, pomysł z chorobą sprytnie wtrąconą w fabułę uważam za godny oklasków.

Jak na powieść erotyczną przystało, książka „Sny Morfeusza” została dosłownie przepełniona scenami zbliżeń głównych bohaterów. Ich intrygujące, chwilami inspirujące, a jednak zawsze wnoszące jakiś element odmienności poczynania można śledzić na każdym kroku, co z czasem trochę się przejada. Jest dobrze, jednak gdyby nieco pozwolić bohaterom odsapnąć, byłoby jeszcze lepiej, bo przecież czekanie wzmaga apetyt.

By jednak nie zrozumieć opacznie wzmianki o niezliczonych scenach seksu, muszę nadmienić, że książka posiada wiodący wątek pozwalający co jakiś czas odwrócić uwagę od cielesnych uciech głównych postaci. Jest zagadka, przyznam, kusząca i absorbująca i jest niebezpieczeństwo, element sensacji nadający tej powieści smaczku. Tym autorka trafiła w sedno, przekonując i mnie, że jednak da się w Polsce stworzyć coś, co może autentycznie zainteresować.

Jako że nie miałam styczności z poprzednimi książkami, które wyszły spod pióra K.N. Haner, trudno mówić mi o postępach czy widocznym rozwoju. Język, jakim się posługuje jest plastyczny i klarowny. Pojawiają się wulgaryzmy, do których można się przyzwyczaić. Dialogi żywe, chociaż chwilami nieco przesadzone. Ostatecznie jednak muszę przyznać, że całkiem dobrze się bawiłam. Na tyle by stwierdzić, że polska literatura erotyczna zrobiła w końcu ten historyczny krok na przód.

Myślę, że po książkę powinni sięgnąć lubiący wyzwania wielbiciele pikantnych scen – ostrzegam, będzie ich dużo! Dlaczego? Bo polska, a jednocześnie przypominająca powieści pisane za granicą. Nie obyło się bez minusów i scen, które z przyjemnością bym usunęła, a jednak były też takie, które doprowadzały moje zmysły na skraj przyjemności. Generalnie – było całkiem dobrze. K.N. Haner – nie podcinam Ci skrzydeł, więc leć. Czekam na więcej :)

moja ocena: 4+/6
wydawnictwo: Editio red
data wydania: lipiec 2016
ilość stron: 416

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio. 
 

13 komentarzy:

  1. Faktycznie, dużo u Ciebie erotyki! Czekam na BT i Morfeusza w snach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za recenzję! :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, przyjaciel hetero? Naprawdę nieschematycznie;) dam szansę temu polskiemu erotykowi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książkę posiadam już na półce, także niebawem i u mnie będzie można przeczytać recenzję. Racja o "Snach Morfeusza" jest naprawdę głośno, a zdania są różne. Ciekawa jestem po której stronie znajdzie się moja opinia? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, zdecydowanie głośno o tej książce. Już kilka razy zetknęłam się z tym tytułem. Cieszę się, że ten erotyk wychodzi poza utarte w literaturze schematy. Coś nowego, coś, co może kiedyś mogłabym przeczytać.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam już tyle opinii, że sama nie wiem. Mam dylemat, ponieważ niby wiem czego się spodziewać, ale jak odbiorę tę książkę? Nie wiem! Dałabym jej szansę, ale mam pewne obawy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Moim zdaniem to dobry erotyk. Budzi wiele emocji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem co teraz myśleć, różne opinie krążą na temat tej książki, ale ja również tak jak ty lubię erotyki, a że ostatnio postanowiłam dać szansę naszym polskim autorom, to chyba "Sny Morfeusza" mnie nie ominą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka wydaje się ciekawa. Nie spodziewałabym się erotyku patrząc na okładkę, naprawdę jestem zdziwiona :D

    OdpowiedzUsuń
  10. O, pierwsza rzecz na którą zwróciłam uwagę - tak, popieram to, że umieszczanie wszędzie homoseksualistów już nudzi. Ostatnio w antologii czytanej przeze mnie prawie w KAŻDYM opowiadaniu był jakiś homoseksualista. Nie mam nic do nich, ale... ile można? No, po moim długim wstępie... ahaha. Nie przepadam za erotykami, może właśnie dlatego, ze nie wpadłam na dobry. "Syn Morfeusza" średnio do mnie przemawia, ale może kiedyś? c;
    Pozdrawiam!

    #SadisticWriter
    http://zniewolone-trescia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Tym razem raczej nie mój gatunek, chociaż coś mnie do tej książki przyciąga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię niekiedy sięgnąć po literaturę erotyczną, ale niemal zawsze są to powieści zagranicznych autorów, dlatego cieszę się, że "Sny Morfeusza" czekają na półce, bo ciekawi mnie, jak w tym gatunku poradziła sobie polska pisarka. Widzę, że całkiem nieźle. :)

    OdpowiedzUsuń