środa, 6 lipca 2016

"Kalejdoskop wspomnień" - Gaja Kołodziej. Zasklepiając rany serca.


„[…] są dwa rodzaje ludzi. Jedni, którzy wiedzą, czego chcą, ale boją się po to sięgnąć, i drudzy, którzy niczego się nie boją, lecz sami nie wiedz a, czego pragną.”

W życiu niejednokrotnie uciekamy - od niebezpieczeństwa, trudnych wyborów, niewygodnych sytuacji. Jesteśmy odważni i stawiamy czoła wyzwaniom, bądź kryjemy się za ścianą unikając tego, co może okazać się przykre i złe. Czasami jednak bywa i tak, że zapominamy o tym, by powrócić na czas i kiedy się na to decydujemy, może być już za późno. Czy w każdym przypadku da się odnaleźć szansę, by naprawić swój błąd? O ucieczce, powrocie, bólu, śmierci i nadziei pisze tym razem Gaja Kołodziej w książce „Kalejdoskop wspomnień”. Zapraszam zatem do zapoznania się z moją recenzją.

Po dłuższej nieobecności Aniela wraca do domu. Dotąd uciekając przed przeszłością, niepowodzeniami i bliskimi, w końcu postanawia postawić nogę na ojczystej ziemi. Jej powrót wiąże się jednak z ogromnym ciosem, który dziewczyna otrzymuje od losu. Tracąc matkę w nieszczęśliwym wypadku pozostaje sama czując, że to, co mogło stanowić jedyną oazę bezpieczeństwa, właśnie runęło. Zrozpaczona Aniela udaje się do domku ciotki, by podzielić się tragiczną informacją i znaleźć ukojenie duszy. Tam jednak czeka na nią ktoś jeszcze, mężczyzna, który wyciągnie w jej kierunku pomocną dłoń. Czy dziewczyna doświadczy tego, że po burzy zawsze przychodzi błogi spokój? Czy dawne uczucia zapłoną na nowo?

Powieść Gai Kołodziej rozpoczyna się mocnym, aczkolwiek nieradosnym wydarzeniem. Umiera człowiek, taki z którym co prawda czytelnik nie jest jeszcze związany, chociaż jego odejście już wiąże się z narastającymi emocjami – cierpieniem, bólem i przygnębieniem. Ponura atmosfera ciągnie się przez długi czas, więc na ma co liczyć na poprawę humoru. Rozwlekła akcja, raczej unikająca zwrotów czy punktów kulminacyjnych, zaczyna mocno dawać się we znaki, a jednak w końcu pojawia się moment, w którym można doszukać się dwóch pozytywnych stwierdzeń. Po pierwsze, życie bohaterki zaczyna nabierać kolorów, po drugie – książka staje się ciekawsza i znacznie przyspiesza, nawet do tego stopnia, że chce się u boku bohaterów biec do samej mety.

Autorka postawiła tutaj na narrację pierwszoosobową, przekazując możliwość opowiedzenia tej historii głównej bohaterce. Aniela to wrażliwa, zmagająca się ze wspomnieniami dziewczyna, która początkowo sprawia wrażenie egoistki, zapatrzonej wyłącznie na swoje cierpienie. Po porównaniu z trzeźwo myślącą i pomocną ciocią wydaje się taka niezaradna, chociaż trudno oceniać z wygodnej pozycji kogoś, kto znalazł się w jej sytuacji. Niemniej jednak z czasem dziewczyna jest w stanie zyskać zarówno zrozumienie, jak i sympatię czytelnika, bo powrót do wspomnień i bieg wydarzeń pokazują, że jest zupełnie inną osobą - dobrą, silną i miłą.

„Kalejdoskop wspomnień” to powieść obyczajowa otwierająca bramy prowadzące do niezbyt pozytywnej, jednak nieuchronnej strony ludzkiego życia, do śmierci, cierpienia i tęsknoty. Gaja Kołodziej, rozpoczynając od tematyki, którą wielu z nas raczej chętnie ominęłoby szerokim łukiem, skłania do refleksji nad przemijalnością i ulotnością chwili, po czym pokazuje, że czas zawsze leczy rany. Zawierając w książce zarówno te czarne, jak i te białe elementy codzienności, mieszając samotność z miłością i rozczarowanie z przychylnym zaskoczeniem proponuje historię o prawdziwym życiu, tym słodko-gorzkim, tym prawdziwym, bo skropionym wzlotami i upadkami. Toteż powieść, chociaż przez pewien czas jest z pewnością przygnębiająca, przekształca się w pokrzepiającą lekturę, tą dającą nadzieję, satysfakcję i radość.

Myślę, że historia Anieli może przypaść do gustu dojrzałym czytelniczkom gotowym do sięgnięcia po niełatwy temat, będącym w stanie usiąść na chwilę i pomyśleć, by wynieść z tej książki jak najwięcej. A niewątpliwie niesie ona przesłanie, z którego warto skorzystać. Przygotujcie się na smutek i nie zniechęćcie się rozwlekłym początkiem, ponieważ potem wszystko się zmienia, podobnie z resztą, jak w życiu – kiedy po wielkich łzach na twarzy w końcu gości uśmiech.

moja ocena: 4+/6
wydawnictwo: Muza
ilość stron: 288
data wydania: czerwiec 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Muza SA. 
 

9 komentarzy:

  1. Lubię literaturę obyczajową i gdy tylko nadarzy się okazja sięgnę po tę powieść.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba się zdecyduję :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas :)
    rodzinne-czytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałabym przeczytać. Zaciekawiła mnie fabuła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wygląda ciekawie. Jak to możliwe, że mi umknęła?

    OdpowiedzUsuń
  5. Tematyka dość trudna i niewątpliwie smutna, ale z chęcią książkę przeczytam. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka z przesłaniem, czyli taka, na jaką mam obecnie ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Powieść obyczajowa, ale pachnie mi tu całą gamą uczuć. Z miłą chęcią poznałabym tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm... w pierwszej kolejności dla mojej mamy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie obyczajówki lubię, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń