czwartek, 17 września 2015

"Numer telefonu" - Anna Kucharska


„Gdy mamy coś na co dzień, nie doceniamy tego. Natomiast gdy to tracimy, nagle zaczyna nam na tym zależeć, tak jakbyśmy całą swoją siłą woli, umysłu i nadziei mogli sprawić, że w magiczny sposób to „coś” do nas wróci, a nasze przeszłe zaniedbania pójdą w niepamięć.”

Rozstanie z bliską osobą, jej nieodwracalna śmierć, to chyba największy cios, jakiego może doświadczyć człowiek. Wtedy cała przyszłość sprawia wrażenie bezsensownej, a każdy plan lega w gruzach, bo tracąc na ważności, wydaje się niczym. A jednak trzeba pamiętać o tym, by brnąc w stronę szczęścia, podnieść się po upadku i wspinać po kolejnych szczeblach wracając na normalny poziom. Śmierć kogoś bliskiego jest niejako nowym etapem naszego życia – bardziej samotnym. Ale czy zawsze musi być tak źle? Być może właśnie ten moment stanie się chwilą przełomową, w której człowiek postanowi nauczyć korzystać się z daru, jakim jest możliwość istnienia. Bohaterka książki „Numer telefonu”, która myśląc, że wraz z odejściem matki znikła jej szansa na szczęście, nie ma pojęcia o tym, że los skrywa je dla niej w naprawdę sporych ilościach.

Zuzanna Piątek wciąż nie potrafi otrząsnąć się po śmierci ukochanej matki, chociaż od tego tragicznego wydarzenia minęły już dwa lata. Zrywając kontakt z ojcem zostaje sama, ze swoim nietypowym nawykiem pozwalającym jej znieść wciąż nękający ją, potworny ból. Otóż dziewczyna każdego dnia dzwoni do matki i nagrywa jej wiadomość na pocztę głosową. Ta forma terapii nie do końca się sprawdza, jednakże pewnego dnia Zuzia doznaje szoku. Kolejny już raz wybierając numer zmarłej rodzicielki, po drugiej stronie słuchawki odzywa się kobiecy głos. Okazuje się, że dodzwoniła się do Teresy, przemiłej, nieco starszej już kobiety, która z czasem stając się jej przyjaciółką, zaprasza ją do siebie. Dziewczyna, tracąc pracę, wie, że nie ma nic do stracenia. Rusza więc nad polskie morze, by nad Bałtykiem osobiście spotkać się z sympatyczną Teresą, ale i … poznać jej niezwykłego syna. Szybko okazuje się, że Kuba coś do niej czuje, a Zuzia nie jest obojętna na jego ostrożne, ale jednoznaczne gesty. Przed nią jednak jeszcze wiele niełatwych prób i życiowych testów, od których zdania będzie zależało jej szczęście.

Wielu z nas nie potrafi pogodzić się z odejściem bliskich. Często więc robiąc dziwne rzeczy, nie dopuszczamy do siebie myśli, że śmierć jest niestety końcem. Zuzanna dzwoni do zmarłej matki, do czasu, kiedy okazuje się, że jej numer przejęła inna kobieta – Teresa. Sympatyczna nieznajoma nie pozostaje jej obojętna, a wkrótce staje się jej bliższa, aniżeli ktokolwiek inny. Czy to nie znak? Czyż właśnie to nie jest odpowiedzią na bezsensowne, z pozoru, monologi Zuzi, prowadzone z rodzicielką? W życiu dziewczyny zaczynają dokonywać się zmiany, których ciężar nie będzie tak łatwy do udźwignięcia. Nagabywana i molestowana przez współpracownika broni się gazem pieprzowym, po czym zostaje zwolniona… Bowiem okazuje się, że ów mężczyzna był spokrewniony z jej szefem. Nie związana żadnymi obowiązkami Zuzia ryzykuje i korzysta z zaproszenia Teresy, trafiając pod jej dach. Tam zaś poznaje Jakuba, właściciela dobrze prosperującej firmy, któremu także było dane doświadczyć tego, jak smakuje smak śmierci kogoś bliskiego. Mężczyzna, nosząc w sercu żal, potrafi jednak cieszyć się życiem i tą radością obdarowuje także Zuzię. Pomiędzy tymi dwoje rodzi się coś bardzo głębokiego, aczkolwiek los nie skończył z niespodziankami, a te nie zawsze będą tylko przyjemne.  

Autorka książki, poprzez historię Zuzi, przedstawia niełatwe zakamarki życia, a właściwie jego najtrudniejszą część, jaką jest śmierć. Nie jest to jednak przygnębiająca lektura, a raczej lek na depresję, ponieważ główna bohaterka, przechodząc powolną metamorfozę, podąża niezwykle zawiłą ścieżką w stronę szczęścia. Nikt nie powiedział, że istnieje doskonały lek na samotność i ból, ale jak pokazuje Zuzanna, to właśnie miłość i dobre serce drugiego człowieka są w stanie z czasem zagoić nawet najgłębsze rany. Trzeba tylko pozwolić płynąć czasowi i otwierać serce na to, co zsyła nam los, bo zamykając się w sobie człowiek traci szansę na świetlaną przyszłość.

„[…] miłość to wspólny poranek przy otwartym oknie w letni dzień, o którym marzysz, aby nigdy się nie skończył.”

Dość ciekawym dodatkiem powieści jest … kot. No właśnie – czy zwierzę jest  w stanie jakkolwiek wpłynąć na człowieka? Kim jest niezwykły Behemot i czy jego kocia mowa to aby na pewno tylko niewyraźne, przypominające słowa dźwięki?

Momentami smutna, ale i napawająca nadzieją, pokazująca życie od podszewki, przedstawiając jego przykre, ale i radosne strony – „Numer telefonu” to książka darząca czytelnika sporą dawką emocji. Przemierzając kolejne strony, w głównej bohaterce możecie dostrzec Was samych – zagubionych i brodzących po niepewnym gruncie, w poszukiwaniu właściwej drogi. Uważam, że kreacja poszczególnych postaci i pomysł na fabułę pani Kucharskiej naprawdę się udał. Autorka, za pomocą Zuzi, nosi nas nie tylko po ścieżkach ludzkich rozterek, problemów i dylematów, ale także po samej malowniczej Polsce, a w szczególności po jej północnych terytoriach. Można naprawdę poczuć słoną bryzę wiejącą od morza, ale i zasmakować wyjątkowego wina. Jaką zatem ono odegra rolę w powieści? Tego Wam nie zdradzę.

„Numer telefonu” to niedługa lektura, która relaksuje przez jeden wieczór. Tyle trwa jej przeczytanie i to nie tylko ze względu na niezbyt mnogą ilość kartek. Wciągająca, chwilami wydaje się bardzo przewidywalna, ale przyznam, że potrafi także zaskoczyć - i właśnie to jest najlepsze. Być może ta historia nie zostanie ze mną na długo, ale w tym momencie naprawdę miło ją wspominam. A może sięgnę po nią wtedy, kiedy będę czuć to samo, co główna bohaterka. Tę powieść polecam kobietom, w szczególności tym, które także borykają się z trudem po odejściu kogoś bliskiego. Szukacie leku na taki ból? Może właśnie odnajdziecie go tutaj.

moja ocena: 4/6
wydawnictwo: Videograf
ilość stron: 205
data wydania: sierpień 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf.
 wydawnictwo

8 komentarzy:

  1. Niby książka na jeden wieczór, ale tematyka bolesna. Na taką lekturę muszę mieć nastrój...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - początkowo nie jest łatwo. I zgadzam się z tym nastrojem. Ale mimo to po książkę warto sięgnąć.

      Usuń
  2. U Cyrysi też ją widziałam. Bardzo chętnie przeczytam, ale w przyszłości. Dzisiaj przyszły do mnie nowe zdobycze i mam co czytać :D

    Pozdrawiam :) Przy gorącej herbacie

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam aż do mnie trafi, choć po Twojej recenzji mój zapał nieco osłabł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Może kiedyś :) Na razie nie czuję się zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może kiedyś po nią sięgnę, nie mówię nie.:)

    http://krainaksiazek0.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka typu-jedna z wielu. Raczej nie jestem chętna.

    OdpowiedzUsuń