poniedziałek, 17 listopada 2014

Fragment nowej, trzymanej dotąd w tajemnicy powieści Moniki A. Oleksa

Dzisiaj na moim blogu macie okazję przeczytać wywiad, który przeprowadziłam z Moniką A. Oleksa. To jednak nie wszystko. Pani Monika postanowiła zrobić nam niespodziankę. Przesłała mi fragment powieści dla młodzieży, nad którą pracuje. Wspomniała, że dotąd trzymała to w tajemnicy, ale jako pierwsza mam pozwolenie na publikację cząstki tego, co właśnie jest przez nią kreowane. Z dumą i radością prezentuję go i Wam. Co o tym myślicie? Moim zdaniem zapowiada się całkiem ciekawa książka.





Część pierwsza      Leśny elf

                                                                                             



- No nie, super! Po prostu świetnie! Mamo... proszę... - Michał błagalnie popatrzył na kobietę siedzącą na skraju tapczanu. Jej jasne oczy wpatrywały się w niego ufnie, a na ich dnie kryła się prośba.
- Michaś, zabierz ją ze sobą. Może przy was, młodych nabierze więcej śmiałości i bardziej się otworzy.
- Mamo, ona ma dopiero siedemnaście lat! Nie mogę jechać w góry z dzieckiem! Co ja powiem Paulinie i reszcie?
- Zrozumieją.
- Mamo, proszę...
- Michał, to ja ciebie proszę. Zabierz ją. Jola powierzyła nam opiekę nad Dominiką w czasie kiedy sama będzie porządkowała swoje życie. Dominika to takie dobre dziecko. Siedzi bidula w taki upał w mieście i tylko wdycha te spaliny. Szkoda dziewczyny. Proszę cię synku, weź ją ze sobą. Nie będziesz miał z nią kłopotu.
Michał prychnął gniewnie. Nie patrzył już na matkę. Odwrócił się demonstracyjnie do okna i stał teraz nieporuszony, z dłońmi wbitymi w kieszenie, z nieprzeniknionym wyrazem twarzy.
Kobieta patrzyła na niego z czułością. Obaj z ojcem byli tak bardzo do siebie podobni. Te same silne, rozbudowane ramiona, wysportowana sylwetka i włosy lekko skręcone, u Zbyszka już prawie siwe, a u Michała jasne jak siano.
Tak bardzo ich kochała. Była wdzięczna Opatrzności za to, że dostała taki dar. Miała cudowny dom, pełen rodzinnego ciepła i miłości. I dwóch wspaniałych mężczyzn, za których gotowa była oddać swoje życie.
Zupełnie inaczej potoczyły się losy jej najbliższej przyjaciółki.
- Michał, obiecałam Joli, że...
- Jola! Jola! Od wieków słyszę to imię! Mam już tego dość! Niedobrze mi się robi!
- Michał! Dość! Zabraniam ci tak mówić.
Kobieta wstała wzburzona i bez słowa wyszła z pokoju.
Michał poczuł się głupio. Wiedział, że uraził matkę. Nie chciał tego, ale... stało się. Powiedział to. A teraz czuł się jak gnojek.
Jola... pamiętał ją. Od zawsze była najbliższą przyjaciółką matki. Niewysoka, szczupła, niewyraźna szatynka. Gdy był mały często ich odwiedzała. Pamięta, że  nazywał ją „ciocią Joją” i zawsze kojarzyła mu się z cukierkami. Może dlatego, że pachniała landrynkami, a może przez to, że zawsze przynosiła mu czekoladę? Potem jednak kontakt z „ciocią Joją” urwał się. Wyszła za mąż i przeprowadziła się do jakiegoś małego miasteczka. Obie z matką regularnie do siebie pisywały i dzwoniły, później jednak i to ograniczyło się jedynie do tradycyjnych kartek świątecznych.
Aż zupełnie nagle, po siedemnastu latach milczenia, Jola powróciła. Jej życie rozpadło się na kawałki wraz z odejściem męża. Została Dominika, siedemnastoletnia nastolatka, która właśnie teraz zburzyła tak spokojne dotąd życie w domu Bednarzów.
Michał przypomniał sobie ten dzień sprzed zaledwie dwóch tygodni, gdy matka tak jak dziś siedziała na brzegu jego tapczanu i wpatrywała się w niego swoim łagodnym spojrzeniem.
- No dobra, mów co ci leży na sercu? - uśmiechnął się wtedy do niej, aby dodać jej odwagi.
- Michaś... - widział jak nerwowo splata i rozplata dłonie, zupełnie jakby miała jakąś tajemnicę, o której wstydzi się powiedzieć.
- Michaś... będziesz miał niedługo tak jakby ...siostrę.
Patrzył na nią zbaraniały, a jego oczy stawały się coraz większe i większe.
- Mamo! Po dwudziestu trzech latach?! Mamo, ty... nie, to niemożliwe.
Matka śmiała się wdzięcznym, młodzieńczym śmiechem. Śmiała się serdecznie, zwijając na tapczanie i łapiąc za brzuch.
- Dlaczego się ze mnie nabijasz? - Michał zrobił się zły. - O co chodzi? Przestań mamo.
Kobieta podniosła się z tapczanu i otarła łzy.
- Michaś, ty myślałeś, że ja... - uśmiechnęła się i pokręciła z niedowierzaniem głową.
- Powiedziałaś, że będę miał siostrę, więc to logiczne, że pomyślałem, że ty i tata, że wy... no, coś zmalowaliście.
- Głuptas! Nie w moim wieku. - uśmiechnęła się jeszcze, ale po chwili spoważniała. - Pamiętasz ciocię Jolę?
Chłopak skinął głową.
- Pamiętam. Zawsze pachniała landrynkami.
- Dzwoniła do mnie niedawno. Jej życie przewróciło się do góry nogami, poszło w złym kierunku. Rozwodzi się z mężem, została sama, bez mieszkania, bez pracy...
- I...? - patrzył na nią wyczekująco.
- I poprosiła mnie, abym przez wakacje zaopiekowała się jej siedemnastoletnią córką, Dominiką. Chce, abyśmy pomogli jej zaadaptować się w nowym miejscu, nowym środowisku.
- I ty oczywiście się zgodziłaś. - patrzył na nią, a w jego głosie było pełno ironii.
- Tak Michaś. To moja jedyna tak bliska przyjaciółka, bliższa mi niż siostra. Nie mogłam jej odmówić.
- A pomyślałaś o tym, gdzie ONA tutaj będzie mieszkała? W tych dwóch ciasnych pokojach?
- Myślałam, żebyś przeniósł się do mnie i do ojca na wygnankę, a jej... jej oddamy na razie twój pokój.
- Wielkie dzięki!
- Michaś, to tylko niecałe dwa miesiące, przemęczymy się jakoś.
- No pewnie, ty zawsze masz serce pełne miłości i współczucia dla bliźnich. Dobrze, że niedługo wyjeżdżam.
I tak w ich domu zjawiła się Dominika, siedemnastoletnia, nieśmiała i małomówna dziewczyna, która zatruła Michałowi całe dotychczasowe życie. A teraz jeszcze i to! Zabrać ją w góry! Przecież w tym domu można zwariować!  
Krystyna siedziała w pokoju skulona, wpatrzona gdzieś w dal. Przykucnął przy niej i dotknął jej szorstkiej, spracowanej dłoni.
- Przepraszam, uniosłem się.
Spojrzała na niego zupełnie tak jakby patrzyła gdzieś w pustkę.
- Mamo!
Dopiero po tym okrzyku jej wzrok stał się przytomniejszy.
- Przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. Wiem jak to przeżywasz, bo... bo masz za dobre serce. Ale wiesz... za to cię kocham. I za to, że wychowałaś mnie właśnie tak. Zabiorę ją ze sobą. Ty też powinnaś odpocząć.
Nic nie powiedziała. Przytuliła go tylko do siebie, a gdy poczuła jak te mocne, męskie ręce obejmują ją z całej siły, z jej oczu popłynęły łzy. Wiedziała, że oboje ze Zbyszkiem wychowali Michała na dobrego człowieka.


2 komentarze: