wtorek, 18 listopada 2014

"Love, Rosie" - Cecelia Ahern

 

Każdemu z nas przeznaczona jest jakaś historia. Można by powiedzieć, że to właśnie życie pisze najlepsze książki. Przeżywamy chwile bólu, ale dostajemy także wiele szans na szczęście i tylko od nas zależy to, czy będziemy robili coś, aby je wykorzystać. Nikt jednak nie jest w stanie przewidzieć swojej przyszłości. Dążąc do spełnienia, nieraz bowiem podejmuje się niewłaściwe decyzje. I właśnie o tym jest kolejna książka, jaką miałam okazję przeczytać. To opowieść o nieprzewidywalności ludzkiego życia, o przyjaźni, miłości, niewykorzystanych szansach, ale i chwilach, w których wszystko nabiera znaczenia. „Love, Rosie”, której autorką jest Cecelia Ahern, już od chwili jej zapowiedzi wywoływała moją ciekawość. Co czuję po pochłonięciu całej treści?

Rosie i Alex są przyjaciółmi od zawsze. Jako dzieci, spędzają ze sobą sporo czasu i dzielą się każdym, nawet najmniejszym sekretem. Więź, jaką ze sobą tworzą, trwa przez kolejne lata, toteż wiadomość o przymusowej przeprowadzce chłopaka, a co za tym idzie, rozłące, sprawia im niewymowne cierpienie. Powoli przyzwyczajając się do przyjaźni na odległość, każde stara się prowadzić własne życie, nie przerywając wzajemnego kontaktu. Podczas ostatniego szkolnego balu Rosie, na który Alex nie dociera z racji problemów na lotnisku, dziewczyna pod wpływem alkoholu przesypia się z towarzyszącym jej chłopakiem i zachodzi w ciążę. Perspektywa samotnego wychowywania dziecka, w tak młodym wieku, przeraża ją, chociaż jej przyjaciel wspiera ją tak mocno, jak tylko potrafi. Czas mija i dziewczyna powoli przyzwyczaja się do nowej roli stale uświadamiając sobie, że być może uczucie, jakim darzy mieszkającego daleko Alexa, to nie tylko przyjaźń. Kiedy postanawia go odwiedzić, dochodzi między nimi do dziwnej sytuacji. Dziewczyna składa na jego ustach pocałunek. To wywołuje niezręczną ciszę, bo już wkrótce okazuje się, że Alex planuje ślub z niejaką Sally, a tym Rosie nie miała dotąd pojęcia. I tak każde stara się podążać własną drogą, chociaż ich przyjaźń, mniej lub bardziej kulejąca wciąż trwa. Jak potoczy się ich życie? Czy wybory, których dokonają, przyniosą im szczęście? I czy ta iskra miłości, która pojawiła się w relacjach pomiędzy nimi, wygaśnie?

„Love, Rosie” to opowieść o prawdziwym życiu – pogmatwanym, trudnym i stawiającym pod nogi kłody. Podczas naszej ziemskiej wędrówki człowiek napotyka ludzi, którzy stają się celem całej egzystencji. Co jednak dzieje się wtedy, kiedy ci ludzie dokonują wyborów, w których nas nie uwzględniają? A bynajmniej nie stawiają nas na takiej pozycji, jakiej sami byśmy tego chcieli? Jedni wierzą jednak w to, że warto czekać, bo przeznaczenia nie da się oszukać. Taka idea bywa jednak ryzykowna i nieraz zwodnicza. W nowej powieści pani Ahern pojawia się cały wachlarz emocji. Pochłonięty całością czytelnik przeżyje z bohaterami liczne chwile wzruszeń. Radość, szczęście, życzliwość i miłość miesza się tutaj z łzami, cierpieniem, bezradnością i nieraz nienawiścią. Bowiem by móc osiągnąć wymarzony cel, trzeba mieć w sobie sporo odwagi, by pokonać tę trudną, bogatą w przeszkody drogę. Czy bohaterowie powieści mają jej wystarczająca ilość?

To, co charakterystyczne dla stylu autorki, to pomysłowe przedstawienie treści. Tak, jak w książce „P.S. Kocham cię” bardzo istotną rolę spełniał list, tak w „Love, Rosie” jest on głównym środkiem przekazu. Historia Rosie i Alexa nie jest więc opowiadana przez nieujawniającego się narratora. Relacji nie przekazują także główni bohaterowie. Tutaj pojawia się bowiem zbiór listów – tych papierowych i elektronicznych i to za ich pomocą poznajemy całą treść. Cecelia Ahern bardzo inteligentnie wprowadziła odpowiednią ilość postaci, z którymi korespondują Rosie i Alex. Ich wzajemnie adresowane listy nie oddałyby bowiem uroku powieści. Pojawiają się więc także i inni odbiorcy i adresaci, dzięki którym cała historia nabiera pełnego kształtu .

Owa powieść, chociaż wyposażona w liczne nieszczęścia, jest jednak historią pięknej przyjaźni przeradzającej się miłość. Wyjątkowe uczucie, które się tutaj pojawiło sprawia, że zaciekawiony czytelnik, chcąc zrobić sobie przerwę, postanawia przeczytać kolejna stronę, i kolejną, i kolejną…
Książkę polecam kobietom w każdym wieku. To doskonała pozycja dla tych, którzy szukają na kartach literatury tych istotnych wartości, którymi człowiek powinien kierować się w życiu. Czy chcecie dowiedzieć się tego, jak zakończą się losy Rosie i Alexa? Czy będzie im dane żyć razem, a może między nimi na zawsze pozostanie tylko wiążąca ich przyjaźń? Jakie podejmą decyzje i czy odnajdą w końcu upragnione szczęście? O tym musicie przeczytać już sami.

„Ludzkie życie jest zbudowane z czasu. Nasze dni, nasza zapłata mierzone są w godzinach, nasza wiedza wyznaczana jest przez lata. Chwytamy w ciągu dnia kilka minut na przerwę na kawę, a potem czym prędzej biegniemy do biurek, spoglądamy na zegarek, żyjemy od jednej wizyty do drugiej. Mimo to nasz czas kiedyś się kończy i w głębi duszy zastanawiamy się, czy przeżyliśmy dobrze te wszystkie sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata i dekady”.
 
Moja ocena - 4,5 / 5

Tłumaczenie: Joanna Grabarek
Wydawnictwo: Akurat
PREMIERA: 3 grudnia 2014
Liczba stron: 512
Książka była wcześniej wydana pt. "Na końcu tęczy".


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat.

 http://wydawnictwoakurat.pl/


10 komentarzy:

  1. Ahern nigdy nie zawodzi, czekam na swój egzemplarz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nadal czekam na tę książkę. Jestem jej bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na film na podstawie książki, bo lubię takie historie ;)
    http://pasion-libros.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Ahern potrafi dobrze pisać i wnikliwie obserwować ludzi, dlatego jej książki są naprawdę dobre.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam książkę, jednak w kompletnie innym wydaniu. Nawet inny tytuł. Na końcu tęczy, jednak historia naprawdę ciekawie napisana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię książki Ahern i tę chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Już przeczytałaś tę książkę? A ja ciągle na nią czekam i liczę na wielkie emocje. Jestem ogromnie ciekawa jak zakończą się losy Rosie i Alexa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie niestety nie porwał ów tekst - jakoś nie odczułam magii charakterystycznej dla powieści Cecelii Ahern. A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam już skrajnie różne opinie na temat "Love, Rosie", ale ja cały czas mam ją w planach. Może uda mi się ją przeczytać, wydaje mi się, że wpasowałaby się w moje gusta... Zresztą, mam jakąś słabość do 'przyjaciela z dzieciństwa'. :) Dlatego bardzo podoba mi się ten wątek w tej książce! ^_^

    http://strefa-czytania-obowiazuje-wszedzie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. świetna recenzja. ja niedawno zamówiłam tę książkę i czekam teraz na nią :D

    OdpowiedzUsuń