piątek, 9 grudnia 2016

"Bez winy" - Mia Sheridan. Gdy miłość staje się lekiem.


„[…] nie można kogoś naprawdę zrozumieć, dopóki nie spojrzy się na świat jego oczami.”

Książek o miłości mamy na naszym rynku wydawniczym na pęczki. Książek, które pokochamy, jest już zdecydowanie mniej. Wiele jest takich, które darzą kilkugodzinną, ciekawą przygodą. Są jednak i takie, które pozostają znacznie dłużej, tkwiąc w głębi umysłu jeszcze przez wiele dni po przewróceniu ostatniej strony. Są więc powieści dobre, a nawet bardzo dobre, takie, które polecilibyśmy znajomym. Bywają jednak i te, których nigdy nie określilibyśmy tak banalnym podsumowaniem. Wspaniałe, zapierające dech i odbierające mowę stają się poniekąd częścią naszego życia, wcielone, wdrążone, niezapomniane. Z taką książką, którą nigdy nie scharakteryzowałabym zwyczajnym słowem „bardzo dobra” miałam do czynienia w ostatnią noc. Poświęciłam jej swój sen i nie żałuję nawet ułamka sekundy spędzonego nad jej stronami. Przed Wami „Bez winy” i moja recenzja, którą spróbuję nakreślić Wam fenomen tej powieści.

ZARYS FABUŁY:
Kira Dallaire, córka burmistrza San Francisco wraca z Afryki, zrywając kontakty z zamożnym, aczkolwiek bezdusznym ojcem. Dziewczyna woli skromne życie, z dala od obłudy i strachu. Nie ma jednak pojęcia, do jakich czynów będzie musiała się posunąć by zadbać o swoją przyszłość.

Grayson Hawthorn jest właścicielem otrzymanej w spadku, upadającej winnicy. Zobowiązany daną obietnicą pragnie ją wskrzesić, lecz naznaczony piętnem smutnego dzieciństwa i niesprawiedliwych wydarzeń przeszłości musi kroczyć zawiłą drogą, podczas której wiele bram zamyka swoje wrota. Nosząc łatkę przestępcy, skrywając w sercu wrażliwość i opiekuńczość, spotyka Kirę, dziewczynę z innego świata, która proponuje mu całkiem korzystny układ.

Czy można związać się z kimś na wieki, tak naprawdę nic o sobie nie wiedząc? Czy dwa okaleczone serca są w stanie odnaleźć wspólną ścieżkę? Czy zwykły i klarowny układ może ulec zmianie? I czy miłość ma tę moc, by złagodzić ból, który rodził się przez długie lata?

ANALIZA:
Mia Sheridan postawiła na pierwszym planie Kirę i Graysona, głównych bohaterów jak i naprzemiennych narratorów zarazem. Pozornie ludzie bardzo różniący się od siebie z odmiennymi priorytetami i innymi wspomnieniami kształtującymi ich życie. On przypomina jej smoka, niewzruszonego, bezlitosnego, a jednak tak bardzo okaleczonego. Ona, w jego oczach jawi się jako księżniczka, która zbuntowała się przeciwko ojcu mogąc mieć tak naprawdę wszystko. I chociaż na początku mogłoby się wydawać, że mają ze sobą niewiele wspólnego, każde z nich skrywa smutne tajemnice, a otwierane na nowo, krwawiące rany mogą dzięki rodzącemu się uczuciu zniszczyć ich, bądź zasklepić się na zawsze.

Bohaterów tej powieści nie tylko polubiłam. POKOCHAŁAM wraz z ich lepszymi i gorszymi dniami, bagażem doświadczeń, humorami, żartami czy wybrykami. Bawili mnie, złościli i rozczulali na przemian dając mi wiarygodny obraz pary, która w niezwykle naturalny sposób powoli odnajduje wspólny język. Niesłodcy i nie gorzcy – w efekcie cudowni. Fundując mi całą gamę emocji zyskali miano jednej z moich najulubieńszych, literackich par.

W historię o miłości autorka wplotła tło trudnych, nieprzepracowanych wspomnień, które w życiu człowieka zawsze pozostawiają jakiś ślad, kształtują, wyznaczają drogi bądź też je barykadują. Bolesne dzieciństwo, funkcjonowanie z przyklejoną przez ludzi, niesprawiedliwą łatką bycia kimś, kim tak naprawdę się nie jest. Przemoc i pieniądz, dla którego wielu nieraz jest w stanie zrobić wszystko. W całej tej niesamowitej opowieści pojawiają się na dokładkę także sympatyczni i pełni ciepła bohaterowie drugoplanowi, stanowiący kontrast w zestawieniu z tymi, którzy gdzieś tam kiedyś zdążyli zatracić własne serca.

„[…] jeśli wiek i dojrzałość nie uczulą człowieka na potrzeby innych ludzi, a przynajmniej jednego człowieka, to małżeństwo z pewnością tego dokona.”

Akcja tej powieści naprawdę nie pozwala zasnąć, nawet w nocy. Obok namiętności plącze się tutaj niepewność, a to wszystko w cudownej scenerii dojrzewających winogron, z których tworzy się przecież wysublimowany i dopracowywany latami smak wina. Klimat książki doskonale oddaje trafna i urzekająca okładka z idealnym mężczyzną na czele i przenikającą jego pierś winnicą. Uwielbiam tę publikację pod każdym względem. Szkoda, że pochłonęłam ją tak szybko, bo teraz mam naprawdę gigantycznego kaca.

PODSUMOWANIE:
Takie historie nie tylko się czyta. Nimi się żyje, bo nie w sposób zablokować emocji rodzących się podczas zgłębiania kolejnych rozdziałów. Pędząca lokomotywa wrażeń, którą nie tak łatwo zatrzymać, wwierca się w umysł pozostawiając w nim swój wieczny ślad. Wiedzcie więc, że po takiej jakości książki dla kobiet sięga się na własne ryzyko. Bo ubezwłasnowolniają, odbierają poczucie czasu, kradną serce. Polecam i tym młodszym i tym starszym, czytelniczkom poszukującym powieści o miłości mających w sobie to magiczne coś. Zazdroszczę Wam, jeżeli  wciąż macie tę historię przed sobą, bo wiem, jak wiele wspaniałych chwil spędzonych u jej boku wciąż na Was czeka. Nie zwlekajcie więc i nie zastanawiajcie się. Musicie to przeczytać.

„In vino veritas. W winie prawda.”

moja ocena: 9/10
wydawnictwo: Otwarte
ilość stron: 412
data wydania: wrzesień 2016

Za egzemplarz do recenzji bardzo serdecznie dziękuję księgarni internetowej Tania książka.pl.
 http://www.taniaksiazka.pl/?gclid=Cj0KEQjwxLC9BRDb1dP8o7Op68IBEiQAwWggQK7uO9nwi78H8UiN-oiDXmNZtTo-o5oGy4Y8kAB1hScaAmsd8P8HAQ&gclsrc=aw.ds

17 komentarzy:

  1. Jestem po lekturze "Bez słów", która mi sie podobała, więc jestem ciekawa tej historii, czy będzie dla mnie tak dobra jak poprzednia, bo jak czytam to Tobie się podobała. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałam się z opinią, z której wynikało, że ta historia rozczarowała wielbicielkę pióra pani Sheridan. Dla mnie to jednak jedna z jej lepszych powieści, o ile nie najlepsza :) "Bez słów" także bardzo przypadła mi do gustu.

      Usuń
  2. Łał, 9 na 10? Dawno tu chyba nie było takiej oceny. Dziś to już druga wyjątkowo entuzjastyczna recenzja tej książki, rzeczywiście musi robić wrazenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Już nie pamiętam, kiedy ostatnim razem przyznałam tak wysoką ocenę. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że przypadnie do gustu nawet tym, którzy zwyczajowo raczej nie sięgają po "love story". Ta książka ma w sobie coś głębszego, chociaż spotkałam się już z opiniami, w których recenzenci wytykali jej wady. Każdy ma swój gust :)

      Usuń
  3. Właśnie odłożyłam książkę i muszę przyznać, że Mia Sheridan ponownie mnie zaskoczyła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne odczucia :) W takim razie nie pozostaje nam nic innego, aniżeli czekać na jej kolejne, równie udane powieści.

      Usuń
  4. Mię Sheridan bardzo polubiłam za "Caldera" oraz "Eden", jednak "Bez winy" zawiodło mnie i po prostu wynudziło, więc ja akurat fenomenu tej powieści nie odczułam. Za to mam ochotę na "Bez słów", które podobno jest o wiele lepsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie czytałam Twoją opinię zanim sięgnęłam po "Bez winy" i przyznam, że miałam względem tej książki rozliczne obawy. A jednak odebrałam ją zupełnie inaczej. Naprawdę mi się podobała. "Bez słów" także podbiła moje serce aczkolwiek waham się ze stwierdzeniem, która z nich zachwyciła mnie się bardziej. Mam nadzieję, że tym razem Mia Sheridan Cię nie rozczaruje :*

      Usuń
  5. Nie czytałam jeszcze niczego tej autorki, ale cała ta seria czeka w kolejce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Ci, że masz jej książki jeszcze przed sobą. Są genialne. Więc nie zwlekaj i czytaj. A ja potem wpadnę zobaczyć, czy Ci się podobało :)

      Usuń
  6. Czytałam "Bez słów" i jestem zakochana w tej książce. Ta pozycja to dla mnie obowiązek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznałam już trochę Twoje czytelnicze gusta i przypuszczam, że "Bez winy" także przypadnie Ci do gustu :) Mnie oczarowała.

      Usuń
  7. To moja ulubiona książka Sheridan! "Bez słów" niespecjalnie mi się podobało, ale w "Bez winy" bohaterowie są znacznie lepiej skonstruowani, a sama powieść jest taka baśniowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie podobały się obie te książki, niemniej jednak nieśmiało powiem, że chyba także nieco bliżej mi do "Bez winy". Masz rację, baśniowy klimat tej książki jest niesamowity :)

      Usuń
  8. Kocham wszystkie książki wychodzące spod pióra Sheridan, a "Bez winy" nie jest wyjątkiem :) również zazdroszczę osobą, które jeszcze mają tą książkę przed sobą :) myślałam, że po "Bez słów" będzie ciężko autorce napisać równie wciągającą książkę, bo nie ukrywajmy postawiła sobie historią Archera dość sporą poprzeczkę. Jednak opowieść o Wiedźmie i Smoku jest równie idealna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam. Obie książki są fenomenalne i przyznam, że sięgając po kolejną powieść tej autorki będę miała wygórowane oczekiwania. Zatem nie pozostaje nam nic innego, aniżeli wyczekiwać kolejnej premiery :D

      Usuń
  9. Jakoś mnie aż tak nie powaliła jak ciebie, ale przyjemnie mi się ją czytało. I mam zamiar sięgnąć po więcej ksiązek tej autorki

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń