niedziela, 2 października 2016

"Uratuj mnie" - Anna Bellon. Gdy miłość i muzyka oczyszczają serca.


„Przyjęcie oferowanej pomocy wcale nie oznacza, że się poddajesz. Czasami jest wręcz przeciwnie. Oznacza, że nie poddasz się bez walki.”

Doświadczamy tragedii, bo przecież nasze życie zbudowane jest nie tylko z pięknie wyreżyserowanych scen. Cierpimy, by kiedyś docenić smak spokoju i szczęścia. Ważne jednak, by w tych trudnych chwilach pozostać otwartym na pomoc, bo kiedy człowiek zamyka się w sobie, bezpowrotnie traci szansę na przyszłość znaczoną uśmiechem. A złośliwe oblicze losu może być czasami bardzo okrutne. To, co spotkało Maię, bohaterkę powieści „Uratuj mnie”, na długi czas wykluczyło ją z życia towarzyskiego. Ba… Przyprawiło ją nawet o łatkę szkolnego dziwadła. Czy macie ochotę na historię z uzdrawiającym działaniem miłości na czele? Zapraszam na recenzję historii, która w Wattpadzie zyskała ponad milion odsłon.

ZARYS FABUŁY:
W tragicznym wypadku samochodowym zginął nie tylko brat Mai, ale także i ona sama. Wraz ze śmiercią tak bliskiej osoby utraciła cząstkę własnej osobowości, chowając się w twardej skorupie i nie dopuszczając do siebie nikogo. Niegdyś popularna, potrafiąca zawalczyć o pozycję, teraz uznana za szkolną wariatkę, która nie utrzymuje z nikim kontaktu. Maia pozostaje samotna, do chwili, kiedy na jej drodze staje Kyler, który sam szuka ucieczki przed własnym losem.

Ta przeprowadzka nie jest dla Kylera pierwszą i być może nie ostatnią. Nic więc dziwnego, że chłopak marzy o samodzielnym życiu z dala od toksycznego ojca. Mocno zachwiany model idealnej rodziny już dawno odebrał mu szansę na odnalezienie prawdziwego i bezpiecznego domu. A jednak tym razem sprawa wygląda nieco inaczej, ponieważ spotyka dziewczynę, która podobnie jak on potrzebuje ratunku.

ANALIZA:
Autorka postawiła na narrację pierwszoosobową, dzieląc prawo do głosu pomiędzy Kylera, a Maię. Ci zaś, jako główni bohaterowie tej powieści i zarazem ludzie z bagażem bolesnych doświadczeń, sporo mają do powiedzenia. Ona odizolowała się od wszystkich, łącznie z rodzicami, którzy czują, że kilka lat temu utracili dwójkę dzieci. Zrzucając na siebie winę tragicznej śmierci brata nie potrafi wyjść z depresji, która nieustannie ciągnie ją w dół. On z kolei nigdy nie miał szansy zamieszkania w prawdziwym, pełnym ciepła domu. Jego ambitny zawodowo, aczkolwiek beznadziejny w kontaktach rodzinnych ojciec, gromadzi w sobie tak wielkie pokłady nienawiści, że aż trudno uwierzyć, jakiego czynu się dopuści. Kyler, pomimo własnego cierpienia, potrafi jednak wykrzesać z siebie nadzieję, którą postanawia się podzielić. Czy dotrze do Mai budującej wokół siebie gruby i wysoki mur?

Akcja powieści rozgrywana jest w środowisku amerykańskiej młodzieży. Pojawiają się tutaj ludzie bardzo nieżyczliwi, których z pewnością nie chciałabym spotkać na swojej drodze, ale także i tacy, którzy nie wahają się przekroczyć pewnych granic, by podarować innym uśmiech. Czytając, przez chwilę zastanawiałam się nad tym, czy sytuacja z wyzwiskami padającymi w stronę człowieka, któremu należałoby współczuć, nie jest trochę naciągana. Aż trudno uwierzyć, że ludzie mogliby być tak podli. A jednak… Doszłam do wniosku, że słyszałam już prawdziwe historie o tym, jak gnębione są słabsze jednostki. W pełni akceptuję więc taką koncepcję autorki, która tą powieścią uczula na okrutne zachowanie.

„Bo przyjaciele nie są tylko od pocieszania, gdy użalasz się nad sobą. Są od kopnięcia cię w tyłek, kiedy chcesz się poddać.”

Pojawiło się kilka momentów przestoju, kiedy moje zainteresowanie malało. Stanowiły jednak one wyraźną mniejszość, w efekcie czego pochłonęłam całość w niecałe dwa dni. Sporo tutaj pięknych złotych myśli i wskazówek. Autorka postanowiła wyręczyć czytelnika i w wielu przypadkach wyróżniła je grubą czcionką.  

Skomplikowane, aczkolwiek niepopadające w skrajność osobowości bohaterów, wątek miłosny, któremu towarzyszą jednak rodzinne problemy przeplatające się z trudnymi do przegryzienia wspomnieniami. Niegalopująca akcja, a jednak tocząca się miarowym rytmem, wystarczająco wartkim, by nie odłożyć tej książki na bok. Co to dużo pisać? Podobało mi się.

PODSUMOWANIE:
„Uratuj mnie” to historia o pięknym, szczerym uczuciu, które rodzi się powoli, stawiając ostrożne kroki na miękkim gruncie. Wyzbyta tandety, przejaskrawienia, sztucznej namiętności. Niewinna, a jednak pokazująca, jak wielką moc może mieć miłość. Obok emocjonalnej więzi tworzonej pomiędzy ludźmi kroczy nieustannie, dotrzymując tempa, muzyka. To ona jest w stanie wyrazić to, co spoczywa na dnie duszy łącząc, a nie dzieląc. Powieść o walce z demonami przeszłości, o sile słowa, o poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi. Jest wzruszająco, z powolnie dawkowanymi zmianami. Jest pięknie i rozczulająco. Pojawia się jednak także moment grozy, kiedy serce przyspiesza i chociaż nie poczułam się od tej książki uzależniona, czytałam ją z czystą przyjemnością.

moja ocena: 7/10
wydawnictwo: OMG Books
ilość stron: 299
data wydania: wrzesień 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu OMG Books.
 

7 komentarzy:

  1. czytałam skrajne opinie o tej książce, na razie mnie niezbyt ciągnie do jej przeczytania, ale tytuł będę mieć na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem skłonna dać szansę tej lekturze

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że lektura Ci się podobała. Wśród fanów młodzieżowek na pewno zrobi furorę. Rzeczywiście bohaterowie mają bagaż doświadczeń, ale pewnie dzięki temu akcja się kręci.

    OdpowiedzUsuń
  4. O tej książce słyszę wiele razy i sama mam na nią wielką ochotę mam nadzieję że szybko uda mi się ją dorwać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym przeczytać tę książkę :) Wydaje się całkiem lekka, taki odmóżdżacz :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem sięgam po powieści młodzieżowe, by lepiej poznać życie współczesnych nastolatków.

    OdpowiedzUsuń