czwartek, 13 października 2016

"Zatrzymać Dzień" - Wioletta Szczepańska, Ireneusz Słupski. Prawdziwa historia chłopca z Rzeszowa.


„Spada na Ciebie tragedia. Padasz i płaczesz. To dobrze.
A teraz wstań i zacznij działać!”

Wydawnictwo odmówiło wydania tej książki tłumacząc, że „słowa matki są zbyt mocne”. Matki, której dziecko dotknęła najgorsza z możliwych chorób. Jednak determinacja, nadzieja i napotkani na drodze dobrzy ludzie są w stanie dokonać tego, co na pozór wydaje się niemożliwe. W takim klimacie powstała nie tylko ta publikacja, ale i historia Kubusia, dla którego okrutna diagnoza wcale nie zakończyła się tragedią. Jak Internet uratował mu życie? Jak wielką kwotę udało się zebrać w zaledwie 3 dni? Jak to właściwie wszystko się zaczęło? Zapraszam na recenzję niezwykłej książki, takiej, która prosi o pomoc i ją ofiarowuje. Takiej, która na długo zapisuje się w pamięci, wstrząsając, napawając nadzieją i siłą do walki.

O CZYM JEST TA KSIĄŻKA?
Dostrzeżona plamka na oku, internetowa podpowiedź, wizyta u lekarza, siatkówczak. Kiedy Wiola otrzymała pilne skierowanie do szpitala nie miała żadnych wątpliwości. Jej trzymiesięczny synek, Kubuś, miał raka. Czekała ich długa walka w towarzystwie niegasnącego pytania „dlaczego właśnie my?”. Frustracja, poczucie bezradności, ale i zacięty bój. Kiedy oko zostało usunięte, a życie zbolałej rodziny powoli wracało do normy, wróg zaatakował kolejny raz. Kubuś miał stracić możliwość oglądania piękna świata. I gdy polska medycyna pozostawała już bezradna, pojawiła się możliwość wyjazdu za granicę. Niestety bardzo kosztowna. Istnieją jednak na świecie bezinteresowni ludzie, którzy nie zawahają się pomóc. Ruszyli do dzieła i… Uzbierali potrzebną na operację sumę. Niemożliwe? Wszystko jest możliwe – trzeba mieć nadzieję i działać. I o tym właśnie jest ta książka. O chłopcu, któremu bliscy i obcy ludzie wspólnymi siłami podarowali najpiękniejszy prezent – zdrowie.

Czy wyobrażacie sobie cierpienie matki, która zdaje sobie sprawę z kruchości życia własnego dziecka? Czy jesteście w stanie poczuć jej ból zrodzony na wieść o tym, że może go stracić? Jak wielkie musi być cierpienie kogoś, kto toczy bój z najgorszym wrogiem, ale jakże gigantyczna jest też determinacja dodająca sił w tak trudnych do przebycia momentach.

ANALIZA TREŚCI:
„Zatrzymać Dzień” to prawdziwa historia małego chłopca i jego rodziny, ludzi, którzy zwyciężyli nadzieją. Pierwsza część książki, ta znacznie obszerniejsza, to wspomnienia Wioli, matki Kubusia, uchwycone w pełne emocji słowa, które w pełni oddają rozpaczliwy klimat tych najstraszniejszych chwil. Narodziny chłopca, straszna diagnoza, święta spędzone w progach szpitala. Momenty, kiedy kobieta była bliska załamania, ale także te chwile, kiedy postanowiła wstać i zacząć działać. Wiernie odwzorowane dialogi i przywołane istotne sytuacje. Sporo tutaj bólu i smutku, jednak niemniej tych radosnych chwil. Zaskakujące? A jednak. Bo ta książka to motywator, który pokazuje, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.

Druga część tej lektury została spisana przez Irka, człowieka o wielkim sercu. To właśnie on zwerbował tysiące ludzi do pomocy Kubusiowi i wcale na tym nie zakończył. Czy uwierzycie, że w zaledwie 35 dni uzbierał dla chorych dzieci ponad 2,5 mln złotych?

Znajdziecie tutaj historię chłopca opowiedzianą z perspektywy dwóch osób. Natkniecie się także na liczne komentarze i wiadomości tych, którzy za pomocą Internetu wspierali rodzinę Kubusia. Otrzymacie nie tylko kawał trudnej, a jednak ponoszącej na duchu, autentycznej opowieści, ale także całą masę życiowych porad, wskazówek i złotych myśli. Dowiedzie się co nieco na temat istniejącej, potrafiącej zdziałać cuda fundacji oraz o tym, że lepiej mnożyć niż dodawać. Zyskacie wartościową książkę nie tylko dlatego, że włożoną pomiędzy jej kartki dolara. Ta historia jest bezcenna, bo niesie aż dwa rodzaje pomocy: finansową dla fundacji i duchową dla czytelnika.

PODSUMOWANIE:
Należy wciąć pod uwagę fakt, że mama Kubusia, autorka tej książki, nie jest doświadczoną pisarką, a tekst przez nią stworzony nie przechodził wielokrotnej obróbki. Nie znajdziecie więc tu płynącej ze słów poezji, a jednak więcej tutaj piękna, niż w jakiejkolwiek innej książce. Każdy sprzedany egzemplarz tej publikacji wspiera fundację podajdalej.net. Czy uda się sprzedać docelowe 20000 sztuk? Ja ze swej strony szczerze zachęcam Was do tego, byście właśnie poprzez zakup tej książki wsparli chore dzieci. Pokażmy, że potrafimy i że na świecie istnieje o wiele więcej dobrych, bezinteresownych ludzi. Bo pomagając innym, pomagamy sami sobie.


rok wydania: 2016
ilość stron: 273
książkę można kupić tutaj: KLIK

Książkę do recenzji przesłała księgarnia internetowa lovebooks.pl. Serdecznie dziękuję.
 

10 komentarzy:

  1. Nie wyobrażam sobie, jak wielki musiał być strach i rozpacz matki w tej sytuacji. Podziwiam za siłę i cieszę się, że wszystko się udało:) dobrze, że są na świecie ludzie chętni pomoc innym.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku, to straszne, co ta pani musiała znosić... Choroba dziecka to chyba najgorsze, co może człowieka spotkać. Jak dobrze, że ktoś im pomógł! Szkoda, że nie ma takich osób więcej, dużo więcej. Z drugiej strony, może właśnie dzięki takim książkom znajdą się kolejne "anioły" zdolne bezinteresownie pomagać. :)
    Pozdrawiam,
    Hon no Mushi

    OdpowiedzUsuń
  3. Postawa wydawnictwa... No cóż. Książka potrzebna dla matek, ale w mój gust się nie wpasuje. Mam jednak osobę, której ją polecę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta książka musi być naprawdę fantastyczna. Mam nadzieję, że uda mi się ją dopaść kiedyś

    OdpowiedzUsuń
  5. Przejmująca, prawdziwa opowieść o ludzkim życiu i cierpieniu. Pocieszające jest to, że jednak są ludzie, którzy w obliczu tragedii potrafią zjednoczyć się i pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  6. :( Na dzień dzisiejszy nie byłabym w stanie tego przeczytać, pewnie ryczałabym potem cały tydzień :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż mi się oczy zaszkliły. Wyobraziłam sobie takie niemowlę i już taki los go spotyka, to takie niesprawiedliwe ale niestety coraz częściej się zdarza że mlodsze dzieci już chorują.. Ja jeżeli książkę znajdę na pewno kupię bo jestem za wspieraniem takich akcji

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju. Aż serce mi szybciej zabiło. Dobrze, że są tacy ludzie co pomagają, nie przechodzą obok takich sytuacji obojętnie..

    OdpowiedzUsuń
  9. Słyszałam już o historii Pani Wioletty. Wierzę z całego serca, że środki z zakupu książki będą na tyle pokaźne aby mogły pomóc jak największej ilości dzieci :)
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń