niedziela, 30 października 2016

"Indie. Głód Boga" - Tamara Tokaj. Bollywood, kolorowe sari, slumsy i wielka wyprawa.


„Podróż to nie tylko poznawanie (a może jedynie oglądanie?), ale i pomijanie.”

Człowiek podróżując po świecie kolekcjonuje wrażenia, zabiera obcej kulturze ułamek orientu, ale też oddaje pozostawiając część duszy i ślad stóp na obcym lądzie. Nie da się zapomnieć wyjątkowych chwil, tych przepełnionych zachwytem czy strachem, toteż marząc o zwiedzaniu, na przekór losowi warto brnąć do celu, by zdobyć coś, czego nikt nie jest w stanie nam wydrzeć – wspomnień. Fascynacja Indiami, w przypadku Tamary Tokaj, rozpoczęła się od bollywoodzkich filmów. Pragnąc odwiedzić kraj znany dotąd wyłącznie z literatury czy szklanego ekranu, wyruszyła w przygodę życia. Czym zaskoczył ją kraj hindusów? Czy widziany na własne oczy spełnił jej oczekiwania? Co przeżyła i co zobaczyła? Zapraszam na recenzję książki „Indie. Głód Boga”.

O CZYM JEST TA KSIĄŻKA?
W towarzystwie bliskich osób, z aparatem w ręku Tamara przekracza progi Mumbaju. Stawiając pierwszy krok na indyjskiej ziemi wita ją ubóstwo, ludzie żyjący w skrajnych warunkach, żebracy proszący o pieniądz czy długopis. Rozpościera się przed nią szokujący widok słynnych slumsów. Jej podróż jednak dopiero się rozpoczyna. Ścierając się z obcą kulturą przemierza setki kilometrów docierając na samo południe kraju. Podziwia świątynie Adżanty, uczestniczy w tradycyjnym teatrze kathakali, ogląda na własne oczy zawodników kalaripajattu, których kultura ponoć zrodziła się już tysiące lat temu. Podróżuje rikszą i pociągiem otrzymując błogosławieństwo z rąk hidżry, osoby uznawanej w Indiach za trzecią płeć. Odnajduje także ułamek polskości w chrześcijańskiej bazylice Bom Jesus. Podziwia, ale i powątpiewa. Świat, w którym pomieszkują obok siebie hindusi i muzułmanie ma dla niej przygotowanych wiele niespodzianek. Czy ukończy tę podróż usatysfakcjonowana? Czy Indie skradną jej serce?

ANALIZA:
Tamara Tokaj kontrastuje swoje oczekiwania z prawdziwym obrazem orientalnego kraju. Przygląda się codzienności zwykłych ludzi mając okazję podpatrzyć czynności tak proste, jak mycie zębów i tak dogłębne, jak modlitwa. Brodząc w rzeczywistości dwóch religii kroczy do przodu w nieustannym towarzystwie słów chrześcijańskiego Boga, co jakiś czas przytaczając Jego nauczanie. Przez zatłoczone, przepełnione dźwiękiem klaksonów ulice, widok zapracowanych ludzi i piękno natury, dociera do plantacji herbaty i pieprzu. A każde ze wspomnień dekoruje barwnym opisem, skupiając się na osobistych przemyśleniach i odczuciach.

Dzięki tej książce mamy okazję poznać prawdziwe oblicze Indii, z panującym na ulicach gwarem, zdobiącymi budynki plakatami aktorów, pracą ciężkich ludzi i wszechogarniającą biedą. Egzotyczne i piękne, chociaż mające swoją ciemną stronę. Autorka w ocenie pozostaje neutralna, rezygnując z zachwytów wręcz przyznając, że kraj hindusów nie wprawił ją w stan euforii. I można to wyczuć, bo pomimo wielu zdobytych wrażeń nie wniknęła w głąb tej orientalnej kultury, zachowując dystans i spostrzeżenia zagranicznej turystki.

Sporo tutaj odwiedzonych miejsc, wspominanych zabytków, pozostałości po przodkach. Sporo indyjskich nazw, dzięki którym książka staje się świetnym przewodnikiem dla tych, którzy chwieliby się udać w tamte rejony naszego globu. Ta publikacja bez dwóch zdań wzbogaciła mnie o ciekawą wiedzę, pozwalając mi nawet zagłębić się w tematyce bollywoodzkiego kina. Tutaj muszę jednak wspomnieć o jednym moim zastrzeżeniu. Uważam, że autorka zbyt wiele czasu poświęciła na streszczenia indyjskich filmów, które przecież z podróżą niewiele mają wspólnego, a zainteresowani tą kwestią mogliby przecież przeczytać o nich w Internecie.

Czy panoszące się wokół żebractwo jest w Indiach tolerowane? Czy obdarowując biednych pieniędzmi czy jedzeniem człowiek pomaga, czy szkodzi? Wizerunki jakich bóstw przyszło Tamarze oglądać na żywo? I co czuła, kiedy nagle z nieba polecał wyczekiwany przez mieszkańców deszcz?

PODSUMOWANIE:
„Indie. Głód Boga” to bogata w liczne wspomnienia, spostrzeżenia i opisy książka, którą polecę nie tyle wielbicielom literatury podróżniczej, ile konkretnie fanom Indii i tym, którzy chcieliby ów kraj odwiedzić. Sugerowane miejsca, przytaczane przy różnych okazjach ceny i wskazówki mogą stać się trafnym przewodnikiem dla innych turystów. Ta publikacja, dekorowana fotografiami, pozwoliła mi na swoją osobistą podróż. Chociaż odrobinę brakowało mi tutaj spójności treści i bywały fragmenty nieco nużące, dotarłam do końca usatysfakcjonowana. Czy i Wy sięgniecie po tę książkę? Wybór pozostawiam Wam.

moja ocena: 6+/10
wydawnictwo: Bernardinum
ilość stron: 384
rok wydania: 2015

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Bernardinum.
 

8 komentarzy:

  1. Chyba podziękuję za taką tematykę. Niestety nie czytam takich pozycji, a szkoda, bo widać że książka jest ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ze względu na te streszczenia filmów i wzmianki o cenach wydaje mi się, że nie jest to do końca taka książka, która chciałabym o Indiach przeczytać, a przynajmniej nie na pierwszy ogień. Może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chciałabym odwiedzić Indie, dlatego też chętnie bym ją przeczytała i przekonała się lepiej, z czym miałabym do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ogólnie nie jestem zwolenniczką tego typu literatury. Jakoś nie mogę czytać i oglądać, kiedy ktoś podróżuje, a ja muszę siedzieć w domu :p
    Pewnie gdybym wybierała się do Indii to warto byłoby zapoznać się z tego typu pozycją ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Indie <3 Chce tam pojechać :( Mam nadzieję, że już niebawem spełnię te marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawdziwe oblicze Indii. To brzmi bardzo ciekawie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Do literatury podróżniczej, tym bardziej na temat Indii, długo mnie przekonywać nie trzeba.

    OdpowiedzUsuń