poniedziałek, 15 sierpnia 2016

"Zanim zgasną gwiazdy" - Martyna Senator. Nie wszystko jest takie, jak się wydaje.


„Ogień wcale nie musi być gorący, a lód zimny.”

Co byście zrobili, gdyby pewnego dnia na Waszej drodze stanął anioł? Nie taki ze skrzydłami i aureolą, a jednak bezsprzecznie wysłannik niebios. Uwierzylibyście? A może zaniepokojeni omamami wybralibyście się do psychiatry? Takim pytaniem chciałam wprowadzić Was w klimat nowej książki Martyny Senator, pt. „Zanim zgasną gwiazdy”. Polska autorka, która już dwiema poprzednimi powieściami zdążyła zyskać wielu fanów, tym razem pokazała nieco inne oblicze literatury - zaskakując, chociaż absolutnie nie rozczarowując. Jesteście ciekawi tego, co kryje się pod tą tajemniczą, pełną gwiazd okładką? Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY:
Dziewczynka w czarnym meloniku. Klepsydra i polecenie „Musisz ją uratować, zanim piasek zacznie się sypać”. Wojtek budzi się w szpitalu zaniepokojony dziwnym snem, który tak bardzo realny wciąż tkwi w jego głowie. Nie jednak to nurtuje i dręczy go najbardziej. Otóż okazuje się, że chłopak zupełnie stracił pamięć nie mając pojęcia kim jest, jak wyglądała jego przeszłość i jak znalazł się na szpitalnym łóżku. 

Próbując zacząć normalnie żyć, u boku pomocnych przyjaciół, wraca do domu licząc na to, że pewnego dnia o wszystkim sobie przypomni. Niestety, zamiast odpowiedzi los zsyła mu kolejne pytania. Pośród wielu niejasnych sytuacji i zagadkowych ludzi poznaje Milenę, miłą dziewczynę, która znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Może zginąć, a on może ją uratować. Tylko czy da radę? Czy to dla niej przesypuje się piasek w ujawnionej przez sen klepsydrze? Czy można zmienić bieg wydarzeń?

ANALIZA:
Na pierwszym planie tej powieści staje Wojtek, bohater, którego charakter przez pewien czas pozostaje niejasną, pozbawioną konturów plamą. Nie jest to jednak mankament czy niedopracowanie ze strony autorki, ponieważ ów chłopak uległ wypadkowi na wskutek którego zagubił własną tożsamość. Etapowo więc poznajemy jego pomocne serce, determinację i zaangażowanie, a jednak Martyna Senator nie zrezygnowała z niespodzianek. Nie liczcie więc na to, że szybko rozgryziecie któregoś z bohaterów czy też na to, że uda Wam się przewidzieć bieg wydarzeń tej historii.

Drugą istotną postacią okazuje się Milena - ufna, uczciwa, a jednak niemniej zagadkowa aniżeli wspomniany Wojtek. Oboje pociągają więc czytelnika za sobą, kusząc, angażując i częstując smacznym kąskiem w finale, pełnym wrażeń, odpowiedzi i wzruszeń.

„Zanim zgasną gwiazdy” to książka wykraczająca poza granice jednego gatunku literackiego. I chociaż na początek sprawia wrażenie zwykłej obyczajówki, na pewno nie ma w sobie ani krzty zwyczajności. To skomplikowana i nieschematyczna historia o rodzącym się uczuciu, to sensacja, w której nieustanna ucieczka przed kulą pistoletu balansuje na krawędzi życia i śmierci. To także powieść z nutą fantasy, które dla jednych może być tylko wykreowaną przez autorkę magią, dla drugich zaś prawdziwym, a jednak pozostającym w ukryciu przed ludzkimi oczyma obrazem naszej egzystencji.

Martyna Senator posługuje się prostym, plastycznym językiem. Buduje wiarygodne dialogi poświęcając opisom minimum niezbędnej uwagi. Nie spotkacie więc nużących charakterystyk otoczenia, bo nie tło jest tutaj najważniejsze, a to, co dzieje się w życiu bohaterów. A dzieje się wiele.

Bez wątków pobocznych, bez zbędnych wstawek czy nieistotnych scen, czytelnik otrzymuje esencję wrażeń mogąc skupić się na jednym, za to niebanalnym temacie. Chociaż przekaz książki początkowo wydaje się łatwy, pod koniec warto wyposażyć się w spokój i ciszę, by móc przelać na powieść maksymalną uwagę i wyciągnąć z finału jak najwięcej. A finał tej książki należy do tych, które pozostawiają z ciarkami na ciele.

PODSUMOWANIE:
Autorka kolejny raz mnie nie zawiodła. Mało tego, ogromnie mnie zaskoczyła i mam tutaj na myśli same pozytywne emocje. Ogromne brawa za oryginalny pomysł, niesamowity wydźwięk tej powieści, za klasę i zakończenie, które może w innym wypadku przepełniłoby mnie smutkiem, tutaj jednak tchnęło we mnie nadzieję. Oby więcej takich książek polskich autorów i oby pani Martyna nadal utrzymywała tak wysoki poziom, bo jak dotąd pisane przez nią historie czyta się z prawdziwą przyjemnością. 

moja ocena: 7/10
wydawnictwo: Videograf
ilość stron: 229
data wydania: sierpień 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf.
 

7 komentarzy:

  1. Przeczytam tę powieść, gdyż ostatnio przyrzekłam czytać więcej polskich autorów. Może to za sprawą Izy z Heavy Books i jej akcji z czytaniem rodaków, może po prostu pokonuję awersję i poszerzam horyzonty. Na sto procent sięgnę :*
    Zapraszam na recenzję "Króla kruków"! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Intrygująca fabuła. Bardzo chciałabym ją poznać lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię się tak pozytywnie zaskoczyć. A ostatnio NASZE pisarki mają świetną passę :) Zanim zgasną gwiazdy z przyjemnością przeczytam :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem tego stopniowego poznawania charakteru głównego bohatera. Nieco mniej wątku fantasy, ale jednak całość myślę, że w moim guście;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przede wszystkim urzekła mnie okładka tej książki. Jestem cholernie ciekawa historii Wojtka, bo zaciekawił mnie dużo bardziej niż Milena (może dlatego, że nie przepadam za tym imieniem). Postaram się ją kiedyś przeczytać.
    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę się koniecznie zapoznać z twórczością Pani Martyny, bo jej książki wydają się świetne, co wynika z recenzji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy o tej pani nie słyszałam :o ale tę książkę już niejednokrotnie miałam okazję ujrzeć. Przede wszystkim podoba mi się zarys fabuły i... okładka. Chcę się za nią chwycić i tylko dzięki tobie zapisuję ją do listy "must have" :D. 7/10 to wysoka ocena.
    Pozdrawiam.
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń