poniedziałek, 29 sierpnia 2016

"Prawo Mojżesza" - Amy Harmon. PRZEDPREMIEROWO. Dziecko cracku i skomplikowana miłość.


„ […] ludzie, którzy boją się prawdy, nigdy jej nie odkrywają.”

To historia o Mojżeszu, chłopcu znalezionym w koszyku, jednak nie o tym pochodzącym z biblijnej opowieści. To książka o dziecku cracku, lektura, w której narratorka obiecała mi umiarkowany ból, twierdząc w prologu, że skoro te wszystkie wydarzenia przeżyła szarpana emocjami, ja już tak bardzo nie doświadczę ich mocy. I wiecie co? Nie dotrzymała słowa. Poczułam się oszukana i w tym wszystkim udało mi się przewidzieć tylko jedno. Już na wstępie wiedziałam, że „Prawo Mojżesza” to nie będzie jedna książka z wielu. Wychodząc przed szereg, dumnie dzierżąc na okładce nazwisko Amy Harmon, ta powieść zapisała się w mojej pamięci jako ewenement. I tylko brakuje mi słów, by wyrazić swoje wrażenia.

ZARYS FABUŁY:
Wzbudzał strach, wyglądem, zachowaniem, pochodzeniem. Porzucony przez matkę, przekazywany z rąk do rąk, miał wyłącznie babcię, która zdecydowała się przygarnąć go pod swój dach. Mojżesz był inny, był dzieckiem cracku posiadającym dar, o którym jednak tak mało wiedziano. Potrafił malować, a przedstawiane przez niego obrazy zawsze niosły ze sobą pierwiastek śmierci. Nie dopuszczając do siebie nikogo był samotnikiem, a kotłujące się w nim emocje popychały go do popełniania czynów, które nie wszystkim się podobały. Aż do pewnego dnia…

Mojżesz trafia do pracy w gospodarstwie, wykonując wszystkie polecenia z zaangażowaniem i oddaniem. Małomówny, buduje wokół siebie niewidzialny mur, przez który nikt nie próbuje się przedrzeć. Z wyjątkiem niej. Georgia, siedemnastoletnia, małomiasteczkowa, inteligentna dziewczyna od zawsze kochała konie. Wychowując się wokół nich rozumie je i czuje ich emocje, a nie obawiając się zagrożenia potrafi je ujarzmić. Kiedy poznaje Mojżesza, wyciąga w jego kierunku pomocną dłoń. Z tym, że on nie chce jej przyjąć, a ona na przekór wszystkiemu, zakochuje się w nim.

ANALIZA:
Bohaterem tej powieści nie jest boski, popularny w szkole, idealny nastolatek, do którego wzdychają wszystkie, okoliczne dziewczyny. To samotnik, trudny przypadek skrywający w sobie umiejętność, która go wyniszcza. Chociaż tytułowy, enigmatyczny i zagadkowy Mojżesz od czasu do czasu przejmuje stery narracji, historia często pokazywana jest także z perspektywy Georgi, chwilami natarczywej – jednak nie naiwnej, idącej za ciosem, będącej w stanie udźwignąć o wiele więcej, aniżeli mogłoby się na początku wydawać. Taki duet, zbudowany na bazie oryginalnej konstrukcji ludzi prostych, a jednak zarazem wyjątkowych, tworzy wybuchową mieszankę ogromnych wrażeń. Oboje dostarczają czytelnikowi gigantycznej porcji emocji, do tego stopnia, że chwilami trudno to wszystko przełknąć.

Akcję powieści można byłoby nazwać „wędrowną”. W dużej mierze rozgrywana jest ona w towarzystwie koni, w przydomowej stajni Georgi, ale także w chatce Mojżesza, w szpitalu czy niedaleko przystanku. Autorka książki, kreując historię o skomplikowanej miłości, w której nic nie jest słodkie, ani też nic oczywiste, nie zapomniała o rozbudowanym tle głównych wydarzeń. Mamy tutaj istotne wątki poboczne, motyw paranormalny, rodzinne relacje, ale także i element wyjęty rodem z bogatego w przestępstwa kryminału. U boku tej powieści nie można się nudzić, więc absolutnie nie nastawiajcie się na słodką i beztroską powieść o rodzącym się uczuciu. To nie ta bajka.

„Tato mówił, że konie odzwierciedlają energię otaczających je ludzi. Jeśli jesteś przerażony, koń będzie się ciebie bał. Jeśli wątpisz w siebie, wykorzysta cię. Jeśli nie ufasz samemu sobie, on też ci nie zaufa. One są wykrywaczami kłamstw.”

Zdecydowanie podoba mi się także styl, jakim ta książka została napisana. Plastyczny język, barwne opisy, wiarygodne dialogi i wplatane w tekst złote myśli, które wyłapuje się i czyta raz po raz rozgryzając ich znaczenie. Interesujące zakończenia kolejnych działów sprawiają, że trudno odłożyć tę książkę na bok. A fakt, że bardzo daleko jej do przewidywalności, dodatkowo wzmaga apetyt poznania dalszego ciągu. Cóż tu dużo pisać – jest świetnie.

„Prawo Mojżesza” to nie jest łatwa do udźwignięcia powiastka. Jeżeli nie lubicie głębokich emocji i przeżywania ludzkich tragedii, lepiej się za nią nie zabierajcie, chociaż już z góry zapowiadam, że wiele stracicie. Chociaż nawet sama okładka zapowiada, że brak tutaj happy endu, uwierzcie, nie jest tak źle. Niemniej jednak smutek jest częstym towarzyszem czytelnika i nie da się go odgonić. Warto jednak uzbroić się w zapas łez i zmierzyć się z tą treścią. Bo takie perełki warto wyłapywać i chłonąć.

PODSUMOWANIE:
Gorzka powieść o odnajdywaniu własnego miejsca na ziemi. Historia bogata w cierpienie i łzy, ale także nadzieję, a ta ostatnia spotęgowane ma tutaj znaczenie. Nieprzewidywalna, nieschematyczna, genialna. Taka, dla której warto zarwać noc. Polecam „Prawo Mojżesza” wszystkim tym, którym przejadły się już romantyczne i słodkie love stories. Jeżeli szukacie czegoś niebanalnego, z całą pewnością mogę obwieścić – właśnie znaleźliście. Ja jestem tą książką zauroczona, oszołomiona, ale przede wszystkim zachwycona. Autorka skrywała najwyraźniej w swojej wyobraźni kufer z wyjątkowymi pomysłami i dziękuję jej za to, że postanowiła go przed nami otworzyć.

moja ocena: 8+/10
wydawnictwo: Editio Red
ilość stron:357
premiera: 31 sierpnia 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio Red.

10 komentarzy:

  1. Zainteresowałaś mnie! Książka musi być mega! XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i uważam, jak Ty, że jest to perełka. Ta książka była dla mnie jedną z lepszych lektur ostatniego czasu - pełna emocji rozkrusza każde serce.
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Już lubię te książkę za to, że bohaterka nie jest naiwną dziewczyną. Mojżesz też raczej odbiega od stereotypowego bohatera.

    OdpowiedzUsuń
  4. kupiłaś mnie tą recenzją.... trochę na początku oceniłam książkę po tytule i pomyślałam, że to nie dla mnie... a jednak jest zdecydowanie dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Same pozytywne recenzje tej powieści wszędzie widzę... To chyba znak, że warto ją przeczytać ;) Będę na nią polować ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już dawno nie zarwałam nocy nad książką, więc jak najbardziej muszę przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  7. No, no, z początku nie byłam przekonana, ale po przeczytaniu tej recenzji naszła mnie chętka na tę książkę. W najbliższym czasie raczej nie będę miała okazji jej przeczytać, ale później postaram się to zmienić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetna książka, zupełnie inna niż wszystko co do tej pory czytałam. Może do łez mnie nie doprowadziła, ale jest genialną słodko-gorzką historią o miłości :)
    ściskam :* Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka jest świetna... Bardzo poruszyła mnie ta historia.

    OdpowiedzUsuń