czwartek, 2 czerwca 2016

"Ostatni list" - Maria Ulatowska


Dotąd moja wiedza na temat twórczości Marii Ulatowskiej była niczym tabula rasa, czysta karta niezapisana żadnymi doświadczeniami. Po jej nową powieść, „Ostatni list”, sięgnęłam więc bez sentymentów, uprzedzeń czy jakichkolwiek oczekiwań, niemniej byłam ogromnie ciekawa jak wypadnie moje pierwsze spotkanie z jej literackim kunsztem i czy wyniosę z niego pozytywne wrażenia. Nieznane oblicze miłości, serce dzielone na pół i bohaterka, która będąc jak głaz nosi w sobie zarazem spore pokłady wrażliwości. Tyle w ramach wstępu, a wszystkich zainteresowanych moją recenzją zapraszam w szeregi jej słów.

Trzydziestoparoletnia Majka Czerska to zaangażowana w obowiązki służbowe oraz szukająca własnego szczęścia kobieta, która miała okazję posmakować miłości od tej najgorszej z możliwych stron. Po długiej przerwie samotnie spędzonych nocy napotyka jednak Zbyszka, mężczyznę nie mającego nic wspólnego z wizerunkiem jej ideału. Toteż i dla niej okazuje się wielkim zaskoczeniem fakt, że kiedy znajduje się w jego towarzystwie, jej serce bije mocniej. Z zaprzeczeń, niedowierzania i usilnych prób wyparcia nadchodzącego uczucia rodzi się coś mocnego, co trwa i pomimo wielu burzliwych chwil przyobleka wizerunek miłości. Kiedy jednak w życiu Majki pojawia się przystojny Andrzej, kobieta zatrzymuje się na rozstaju dróg z rozdartym na pół sercem. Którą ścieżkę obierze? Czy zadecyduje o tym sama? Czy można kochać dwóch mężczyzn równocześnie?

Główna bohaterka powieści - uparta, charakterna, mająca w sobie to przyciągające płeć przeciwną coś, brnie do przodu nie oglądając się wstecz, nieraz raniąc przy tym innych. Lubiąca przygody i wrażenia, nie wpisuje się w schemat dojrzałej kobiety pragnącej założyć rodzinę wyposażoną w gromadkę dzieci. A jednak tak, jak każdy człowiek szuka swojej recepty na szczęście - tyle że okrężną i poplątaną drogą. Od czasu do czasu pokazując skrywaną gdzieś głęboko wrażliwość i kruchość z pewnością nie jest osobą, którą tak łatwo da się polubić. Choć paradoksalnie, w jej nieco egoistycznej, trudnej w interpretacji postaci możemy dopatrzeć się cząstki samych siebie. Niekolorowana sztucznością, realna i niosąca spory bagaż wad przypomina nam o własnych słabościach, bo przecież ciągnie je za sobą każdy z nas.


Niemałą rolę odgrywają tutaj mężczyźni, Zbyszek i Andrzej, bo chociaż całkowicie różni, ulegają urokowi głównej bohaterki. Oboje mają okazję przekonać się o tym, jak przewrotny bywa los i o tym, że przyszłość zawsze naznaczona jest wielkim znakiem zapytania. Autorka wyposażyła swoją książkę także w intrygujące postaci drugoplanowe. Jest zdradzający żonę mąż czy odtrącona przez partnera kobieta. Przewija się tutaj sporo osobowości, a ich mniej czy bardziej zrozumiałe zachowanie maluje wiarygodną scenerię, taką, którą czasami można podpatrzeć na sąsiednim, czy nawet swoim podwórku.

„Ostatni list” to powieść obyczajowa skomponowana z wielu elementów, na czele których staje oczywiście miłość. W tym wypadku trudno jednak mówić o słodkich smakach tegoż uczucia, a raczej o obłudnej, pokrytej cukrem goryczy, która może wyprowadzić zmysły w pole. Jest poczucie niesprawiedliwości, niezdecydowanie, bolesne odrzucenie i wolno docierająca świadomość popełnienia strasznych w skutkach błędów. Jest zabijająca wszystko rutyna i historia, która zatacza koło udowadniając, że czasami po prostu nie da się za sobą spalić wszystkich mostów.

Akcja powieści rozgrywana jest w czasach obecnie raczej pomijanych przez kreujących treści autorów. U boku głównej bohaterki przenosimy się do roku 1974, słuchamy w radiu głosu generała Jaruzelskiego i dowiadujemy się o tym, że Polska znalazła się pod płaszczem stanu wojennego.  

Maria Ulatowska postawiła także na niebanalny sposób narracji przedstawiając historię Majki z dwóch perspektyw. Na przemian więc czytelnik styka się z relacją pierwszoosobową, ale i narratorem trzecioosobowym, przez co zyskuje wszechstronny i dokładny pogląd na całą sytuację.

Niech nie zmyli Was wiek bohaterów, bo lata nie zawsze idą w parze z rozsądkiem. Pozornie dojrzali, a jednak wciąż ulegający chwili ludzie żyją także wokół nas, a szaleństwo nie zostało przypisane na wyłączność tylko młodości. Autorka udowadnia, że życie to nieustanne wyzwanie i niekończące się decyzje, trzeba tylko uważać, by nie żałować ich konsekwencji. To gorzką, aczkolwiek realną historią dałam się zaskoczyć i chociaż obyło się bez wielkiej fascynacji, z odrobiną mieszanych uczuć i niepewności, znalazłam w tej powieści sporo wartościowych cech.

Książkę sugeruję dojrzalszym kobietom, czytelniczkom szukającym niemalowanych wyłącznie jasną barwą scenariuszy. Maria Ulatowska zawarła tutaj prawdziwe oblicze życia, codzienność bogatą w zawahania, dylematy, błędy, ale także nadzieje i chwile warte uprzedniego cierpienia. Jeżeli chcecie się przekonać, czy można podzielić własne serce na dwie części i prawdziwie kochać dwóch mężczyzn, „Ostatni list” okaże się dla Was trafną odpowiedzią.

moja ocena: 4-/6
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
ilość stron: 344
data wydania: maj 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
 Znalezione obrazy dla zapytania prószyński i s-ka

9 komentarzy:

  1. Nie wiem czy jestem już na etapie bardzo dojrzałej kobiety, jednak za jakiś czas czuję, że chętnie przeczytam tę książkę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szukam jakiejś ciekawej książki Ulatowskiej na pierwsze spotkanie z tą pisarką.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę mam na swojej półce i w wolnej chwili zamierzam do niej zajrzeć. Jestem ciekawa, czy moje odczucia pokryją się z Twoimi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wątpię, że należę do dojrzałych kobiet, ale myślę, że warto będzie zapoznać się z tą pozycją dla własnej ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chciałabym ją przeczytać. Książka wydaje się ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam jeszcze twórczości Ulatowskiej, a "Ostatni list" czeka już na czytniku, więc może w końcu uda mi się przekonać, czy jej pióro przypadnie mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie książka wydaje się ciekawa, poruszany jest w niej tak modny ostatnio wśród autorów trójkąt miłosny! :-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio nadrabiałam serię "Szeptem" i jakoś niechętnie widzę tę książkę w swoich rękach. Może to przez wariacje miłosne, które w niej występują. Wolałabym nie niszczyć wizji stworzonej przez autorkę wspomnianej serii. Ciężko jest mi się przyzwyczaić do zmian narracji. Jednak jest coś co mnie zaskoczyło pozytywnie-czasy akcji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Coraz mocniej przymierzam się do tej książki, czekam tylko na odpowiedni nastrój. Sądzę, że spodoba mi się. :)

    OdpowiedzUsuń