wtorek, 14 czerwca 2016

"Niebo w kruszonce" - Monika A. Oleksa - PATRONAT


„Czasami w życiu człowieka zdarza się taka miłość, której nie jesteś w stanie do końca wyrzucić ze swojego serca. Czasami jedno uczucie powoduje, że nigdy już nie potrafisz odnaleźć siebie przy boku kogoś innego.”

Twórczość Moniki A. Oleksy, wypełniona po brzegi emocjami i kreująca wrażliwe, dobre bohaterki przekonała mnie już wtedy, kiedy sięgnęłam po pierwszą książkę tej autorki. Kolejne tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że to jest właśnie to czego oczekuję od powieści obyczajowych – scenariusza skropionego nutą nadziei na lepsze jutro. Tym razem miałam wielki zaszczyt objąć patronatem najnowsze dzieło Moniki A. Oleksy, książkę „Niebo w kruszonce” opowiadającą o losach kilku pozornie zwykłych, a jednak wyjątkowych kobiet. Czy autorka nadal sięga poprzeczki, którą zawiesiła bardzo wysoko? Przekonajcie się zatem.

W lokalnym sklepie LSM-owskiego osiedla swój ślad pozostawiają liczni klienci, ludzie niosący ciężki bagaż przemyśleń, z których często postanawiają się zwierzyć. To właśnie tam, po drugiej stronie lady pracuje Renata, kobieta, której los zgotował trudne do zniesienia wyzwanie. W jej uporządkowany świat, w progi mieszkania wypełnionego obecnością męża i córek wkrada się samotność. Staszek, z którym niegdyś stanęła przed jednym ołtarzem – wyjeżdża do Anglii za pracą. I chociaż wizja lepszego pieniądza bywa kusząca, Renata wie, że nie tak łatwo będzie się jej odnaleźć. Czy rozłąka czegoś ich nauczy? Czy przywróci ich związkowi żar, który zmalał na wskutek rutyny i upływu lat? A może wprost przeciwnie, małżeństwo legnie w gruzach bez jakiejkolwiek szansy na ratunek?

Tuż obok Renaty przewija się wychowująca samotnie córkę Kaśka. Oszczędzając na własne mieszkanie póki co musi zmagać się z towarzystwem matki alkoholiczki. Kiedy wdaje się, że już nic gorszego nie może się jej przytrafić, z więzienia wychodzi ojciec Marlenki, mężczyzna, który musiał odsiadywać wyrok między innymi za znęcanie się. Z kolei Emilia kocha zwierzęta. Z należną czcią traktuje nawet te najmniejsze owady, przez co w oczach wielu jawi się jako wyobcowana wariatka. Nikt jednak nie wie, jak smutna historia spoczywa na dnie jej serca. Jest i Mela, która niczym przesadzony do innej doniczki, dojrzały kwiat musi odnaleźć się w środowisku, o którym dotąd miała raczej nikłe pojęcie.

Cztery różne historie, przesiąknięte kpiącym ze słabości ludzkiej losem, toczą się natykając na światło i mrok, mijając przeszkody bądź zderzając się z twardym murem. Wystawione na porywiste wiatry, otrzymujące tak potężne ciosy bohaterki muszą walczyć o to, by czerpać energię z pozytywnych momentów, chociaż czasami wydają się one tak nikłe, jakby nie było ich wcale. Stając przed wieloma wyborami i decyzjami pokazują to, jak ważny wpływ na życie człowieka ma drugi człowiek, który może skrzywdzić na długi czas bądź podarować wiarę, częstując okruchami nadziei pozwalającej przetrwać kolejne dni.

Przyjaźń, ciepło płynące od ludzi, umiejętność spojrzenia na świat od tej pozytywnej strony i cenne wskazówki, przy których warto zatrzymać się na dłużej. Autorka, częstując historią głównych bohaterek, w tle kreuje sytuacje skłaniające do refleksji nad naszym współczesnym życiem, w którym brakuje miejsca dla rodziny i tych najcenniejszych wartości. Pokazuje, że wybaczyć można nawet po wielu latach cierpienia i że człowiek może być szczęśliwy dając coś od siebie, a nie tylko biorąc. „Niebo w kruszonce” to także historia o miłości, tym razem nie tak romantycznej, za to raczej dojrzałej, próbującej odnaleźć zapomniany, wspólny język od nowa. O miłości spełnionej i niespełnionej, odratowanej i nieszczęśliwej, zbawiennej i fałszywej, jednak przede wszystkim o takiej, która ma potężną moc.

Nowa powieść Moniki A. Oleksy, wyposażona w bardzo wiarygodny, niezwykle przyziemny, a jednak emocjonujący scenariusz nieco różni się od tych pozostałych książek znajdujących się w jej kilkuletnim dorobku. Być może to ze względu na fakt, że autorka w dużej mierze poświęciła uwagę przyjaźni, tylko od czasu do czasu pozwalając miłości wejść w główne światło reflektorów. Nie ma tutaj wielkiej namiętności, za to jest poszukiwanie szczęścia skłaniające do zapukanie do wielu bram. Są zwierzęta i jest sprytnie przemycona „Miłość w kasztanie zaklęta”. Szczegółów jednak zdradzić Wam nie mogę.

„Nie ma sensu dążyć do ideału, bo po drodze tylko sam siebie człowiek rozczarowuje. Nie warto też stawiać sobie zbyt wysoko poprzeczek, bo zamartwiając się, jak je przeskoczyć, traci się to, co w życiu naprawdę cenne.”

Bohaterki tak pozytywnie zwyczajne, jakby żyły tuż obok nas. Ludzie z bagażem zalet i słabości oraz główne miejsce akcji – sklep, który okazuje się punktem łączącym wiele przelotnych, a jednak interesujących historii. Nadając każdej osobie wyjątkowy charakter, za pomocą stylu wypowiedzi i przypisanych myśli autorka zapewnia istny kocioł różnorakich oblicz. Polecam „Niebo w kruszonce” w szczególności tym kobietom, które pogrążone niepokojami codzienności szukają iskry nadziei. Myślę, że Monika A. Oleksa może trafić w gusta dojrzałych czytelniczek mających szansę odnaleźć samych siebie na kartach tej właśnie powieści. 


moja ocena: 5-/6
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 482
data wydania: maj 2016

Z serii za kulisami. Moja dwuletnia córeczka po prostu nie wytrzymała. Bo przecież te ziarenka były takie ciekawe... :)
 
Za książkę i możliwość udzielenia patronatu bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka. 
 

8 komentarzy:

  1. Historia intrygująca - chętnie przyjrzę się jej bliżej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję takiego rewelacyjnego patronatu. Mam tę książkę w swoich planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję! Zawsze z miłą chęcią czytam powieści z kilkoma bohaterkami. Są one pełne fantazji. Zmagań i różnorodności.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się to pozytywne spojrzenie, którego z pewnością w książce nie brakuje. Przeczytam z chęcią. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Emocje, i wrażliwość są kluczem do moich zainteresowań, dlatego z przyjemnością sięgnę po książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nie ma sensu dążyć do ideału, bo..." ideały nie istnieją, taka prawda.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratuluję patronatu! Do tej pory czytałam dwie książki tej autorki, na pewno tę nowość też przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hm. Będę pierwsza. A mnie nie do końca ta książka przekonuje. Jest zbyt ospała, leniwa... Brakuje mi targania emocjami. Tu wszystko jest takie... poukładane. Autorka porusza mnóstwo problemów - różnych, ale nie mogłam się w nie wgryźć, zatopić. Miałam wrażenie, czytając, że ślizgam się po powierzchni, a chciałabym zanurkować...

    OdpowiedzUsuń