niedziela, 12 października 2014

"Sen pod baobabem" - Tadeusz Biedzki

 

Afryka Zachodnia to rejony, które cywilizacja ominęła szerokim łukiem. Przyozdobiona w biedę, w wygłodniałych ludzi, w brud oraz niejednokrotnie przemoc odnajduje swój urok i białym podróżnikom aplikuje takie przeżycia, o których nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach. Właśnie tam udał się Tadeusz Biedzki wraz z żoną, a swoją relację z wyprawy opisał w książce „Sen pod baobabem”. Nie jest to moja pierwsza przeczytana książka o Afryce. Dotychczas wszystkie były w jakimś stopniu podobne, a ta niewątpliwie jest bardzo, bardzo odmienna. Skupia się bowiem nie na opisie zwiedzonych miejsc, a na przeżyciach związanych z napotkanymi osobami i wydarzeniami, a takowych jest naprawdę wiele. Wywołująca ciarki na plecach, nieprawdopodobna i pełna wrażeń przygoda prowadzi nas na Czarny Ląd wypełniony niebezpieczeństwami i wieloma przeszkodami …

Autor książki, wraz z małżonką Wandą, postanowili zwiedzić mało znane rejony Afryki. Wybierając się jednak w taką podróż z pewnością nie spodziewali się tego, co zastali. Wszechogarniający brud oraz wiecznie żebrzący ludzie z pewnością nie są przyjemnym widokiem, a jednak nie to było dla owych podróżników szokujące. Okazało się, że znaleźli się w rejonach, gdzie wielu czarnych ludzi wciąż odczuwa jeszcze nienawiść względem białych i nie kryje się ze swoimi odczuciami. Jak zatem przebywać w miejscu, gdzie ogromna większość patrzy ze złowrogim wyrazem twarzy? Najgorszym okazał się jednak ten, który z pozoru miał być pani Tadeuszowi i pani Wandzie najbliższym. Przewodnik, któremu bowiem zapłacili za pokazanie świata Afryki, okazał się podłym przestępcą handlującym narkotykami, który ich kosztem przemycał zakazane proszki. To jednak nie wszystko. Jak się później okazało, mężczyzna pragnął ich śmierci, a okazywał to na różne sposoby… Jakie? Warto dowiedzieć się samemu.

Polscy podróżnicy trafili w miejsce, gdzie wciąż słyszy się jeszcze o składaniu ofiar z ludzi. Zdarzają się i takie przypadki, kiedy to zjada się albinosów wierząc w niesamowitą moc ich ciała, które przynosi szczęście. To właśnie tam panuje bezprawie, a policja niereagująca na przestępstwa, które dzieją się pod ich nosem, ogrywa jedną ważną funkcję, jaką jest pobór łapówek. Celnicy, którzy jednego dnia szukają pretekstu do przeszukania człowieka przekraczającego granicę, innym razem śpią w najlepsze nie reagując na nic. Afryka to inny świat, w którym matka jest gotowa oddać swoją córkę obcym, białym ludziom i nie jest to przejaw braku miłości, a troski. Tylko tutaj transportuje się krowy na dachach aut osobowych, nie wspominając już o innych zwierzętach przewożonych na setki różnych, innych sposobów.

Afryka, pełna dziwnych rytuałów, tradycji i stylu życia – niewątpliwie fascynuje i zaciekawia. Bo przecież to, co jest dla nas nieznane, wywołuje zainteresowanie. Ta książka pokazuje jednak także i to, że ów kontynent wzbudza także strach, a przemierzanie go wymaga niesamowitego skupienia, nieustannego myślenia oraz koncentracji, bo nigdy nie wiadomo kto czai się za rogiem i jakie ma zamiary.

Niesamowite opisy przeróżnych wydarzeń, przytraczanie tych sytuacji, które naprawdę zaciekawiają oraz zbiór wyjątkowych, przepięknych fotografii czynią „Sen pod baobabem” jedną z najlepszych książek podróżniczych, jaką miałam okazję przeczytać. Czy i wy chcecie przeczytać o tej pełnej niebezpieczeństw podróży? Czy chcecie dowiedzieć się o tym, jak polscy podróżnicy uwolnili się od złośliwego przewodnika i czy w ogóle im się to udało? Jeżeli się wahacie, nie zastanawiajcie się dłużej.

 „Sen pod baobabem”  to książka, która przedstawia Afrykę w nieco innym świetle. Często widzimy obrazy wygłodniałych ludzi i nędzy, która aż ściska serce. Tutaj jednak dowiadujemy się o tym, że czarnoskórzy mieszkańcy tegoż kontynentu po prostu nie chcą pracować. Oni marzą i to im wystarczy. Kiedy zaś natrafia się okazja, żądają pieniędzy. Dlaczego? Bo oni nie mają, ale prawda jest taka, że mieć nie chcą. I dotyczy to mężczyzn, którzy całymi dniami potrafią siedzieć bądź leżeć, podczas gdy kobiety ciężko harują dbając o jedzenie, dzieci i dom.

Można by tak pisać o wielu rzeczach, o których wspomina książka „Sen pod baobabem”, ale po co odbierać Wam ten dreszcz emocji w odkrywaniu kolejnych jej stron. Zakończę więc tym, że naprawdę warto sięgnąć po tę relację podróżniczą, bo pośród wielu takowych, ta jest jedną z najlepszych. I niechże zapowiedzią dla Was będą dwa krótkie cytaty.

„Zbliża się wieczór, mija kolejny afrykański dzień. Dzień paradoksów: pelikan z rybą w gardle umiera z głodu, Senegalczyk żonę Senegalkę odnajduje we Wrocławiu, a kipiąca życiem Afryka zabija samą siebie”.

„Afrykanie widzą, że świat pędzi i ucieka. Chcą postępu, marzą o nim, ale nie robią nic, by marzenia te urzeczywistniać. Nie potrafią i nie chcą pracować. Potrafią za to wspaniale marzyć i te marzenia zastępują Afrykanom prawdziwe życie. Kiedy zderzają się z rzeczywistością, pokornie akceptują realia, ale czasem wybuchają gniewem i obwiniają za swój los cały świat. Winią głównie białych, że zgotowali im najpierw niewolnictwo, potem kolonializm, a teraz zostawili ich samych.”

Moja ocena – 5/5
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: październik 2012
Liczba stron: 336

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...