sobota, 4 października 2014

"Samotność ma twoje imię" - Monika A. Oleksa

 

Scenariusz naszego życia nie jest oparty wyłącznie na szczęściu. Pojawiają się w nim także ból i cierpienie, które odbierają chęci na przeżywanie kolejnego dnia. A potem znowu przychodzi iskra nadziei, która pozwala nam wspinać się po drabinie radości po to, aby dojść na sam szczyt i po raz kolejny powoli spaść w dół. Nie jest to jednak pesymistyczna wizja, gdyż chwile szczęścia są nagrodą za wszystkie troski. Jest to zaś obraz prawdziwego życia, który niewątpliwie wykorzystała w swojej książce, zatytułowanej „Samotność ma twoje imię”, Monika A. Oleksa. Czy powieść o prawdziwej, niewyimaginowanej codzienności może być ciekawa? Jak się okazuje, każdy, nawet najbardziej zwyczajny człowiek ma wiele do powiedzenia, bo życie dostarcza aż nadto różnorodnych wrażeń. Wspomniana książka ma do zaoferowania sporo, bo właśnie ten realny świat, który został w niej pokazany, jest tak poruszający i niesamowity.

Ewa - samotna kobieta po czterdziestce, wypełnia pustkę szarego dnia pracą i rozmowami z babcią. Okaleczona nieszczęśliwą miłością nigdy nie dała sobie szansy na zakochanie się w kimś innym. Pomimo tego, że kilkanaście lat temu mężczyzna, który był całym jej życiem, znalazł sobie żonę i ją poślubił, Ewa wciąż nie potrafi o nim zapomnieć. Świadoma upływającego czasu, dotkliwie odczuwająca brak bliskiej osoby zawęziła swoje horyzonty wyłącznie do wspomnień, które jednak potrafią tylko boleśnie ranić. Pewnego dnia w jej pracy zatrudnia się Andrzej, mężczyzna mający zająć się rozwojem ich firmy. Chociaż początkowo Ewa nie potrafi się z nim porozumieć, z czasem zaczyna wiele mu zawdzięczać. Wspólne wyjazdy, beztrosko spędzone chwile … czy służbowe relacje przekształcą się w coś więcej? Nie wszystko jest jednak takie proste. Los zsyła na drogę kobiety Mateusza, czyli wspomnianą dawną, nieszczęśliwą miłość, którą Ewa cały czas żyje. Jedno spotkanie wywołuje w niej lawinę uczuć, które przysłaniają jej możliwość rozsądnego myślenia. Mężczyzna pomimo tego, że kocha swoją żonę i synów, nie potrafi zrozumieć swojego nagłego zainteresowania Ewą. Starając się zwalczać w sobie pragnienia, które burzą jego wierne i uczciwe dotąd życie, decyduje się spotkanie z dawną miłością… Co z tego wyniknie? Czy bohaterka odnajdzie w końcu swoje szczęście? Czy będzie w stanie zapomnieć o dawnym uczuciu, które chociaż jest na wyciągnięcie ręki, nie powinno mieć szansy na odbudowanie się. Może szansą na prawdziwą miłość okaże się wspomniany Andrzej? A może pojawi się ktoś jeszcze? Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć swojej przeszłości, a nieraz szykuje ona naprawdę zaskakujące niespodzianki…

Chociaż „Samotność ma twoje imię” to opowieść w głównej mierze o Ewie, pojawiają się w niej także inne kobiety. Janina, Hanna, Martyna czy Róża – każda z nich nosi bagaż różnorodnych doświadczeń, który bogaty we wzloty i upadki ukazuje różne historie. Wszystkie te panie, jedne mniej, inne bardziej samotne, dążą lub dążyły do szczęścia. A jak się okazuje, nie jest nim majątek, a bliskość drugiej osoby.

Monika A. Oleksa bardzo dojrzale pisze o życiu. Nie ma tu miejsca na ulotne fantazje. Pojawiają się zaś zdarzenia tak prawdziwe, jakby działy się one tuż obok nas. Trudne wybory, próby trafienia w dobre decyzje – chociaż nadają książce przyziemności, tworzą niesamowitą historię, która uczy, że pomimo wielu przeszkód warto szukać swojego szczęścia, bo na każdego ono czeka. Nie można tylko zamykać swojego serca przed innymi ludźmi i warto pamiętać o tym, aby „…nie przepuszczać między palcami tego, co podsuwa życie. Czasami to małe ziarenko, jakie akurat się wymknie, jest tym, które właśnie przyniosłoby nam największą wartość”.

„Samotność ma twoje imię” to książka, z którą czytelnik może cieszyć się i płakać. Bo chociaż jest to fikcja literacka, historia taka jak ta mogła mieć miejsce. Codziennie ulicami miast podążają ludzie nieszczęśliwie zakochani, którzy w niewłaściwym miejscu ulokowali swoje serce bądź też i tacy, w których przepełnione dotąd miłością małżeńskie życie wkradła się rutyna i wzajemne zapomnienie. Jak się okazuje, odmiany samotności mogą być różne.

Omawiana powieść zawiera wiele wspaniałych fragmentów trafnie opisujących elementy człowieczej egzystencji, jak chociażby ten o starości: „Wiek miał już swoje prawa i każdego dnia upominał się o swoje. Zabierał po garści energii, zdrowia i dobrego samopoczucia. Robił to stopniowo, nie był zachłanny, ale wierny i nie odpuszczał. Pochylał człowieka z pokorą  coraz niżej, zdzierał maski, które nakładała na siebie młodość; ogołacał z marzeń, pragnień i planów”.

Nie chciałabym jednak, abyście źle odebrali owo streszczenie. Niejeden z Was może pomyśleć, że treść książki jest dołująca, więc po co ją czytać. „Samotność ma twoje imię” chociaż zawiera smutne odsłony życia, to jednak uczy przede wszystkim tego, że dla każdego świat ma przygotowaną porcję szczęścia. Jakie jednak będzie ono tym razem? O tym powinniście przekonać się sami, a naprawdę jest warto.

Bardzo często czytelniczki z naszego kraju nie są przekonane do polskich autorek. A jak się okazuje, nieraz warto im zaufać. Książkę polecam wszystkim kobietom, a w szczególności tym w nieco dojrzalszym wieku.

„…bez bólu nic by nie miało sensu, bo nie umielibyśmy docenić dni, w których go nie ma. Każdy byłby jednakowo lekceważony. Dzięki temu, że boli, potrafimy dostrzec to, co najważniejsze”.

Moja ocena – 4,5 / 5
 

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 422

Do dnia 10 października można o tę książkę powalczyć w konkursie organizowanym na moim blogu.

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

  http://www.zysk.com.pl/

2 komentarze:

  1. Podoba mi się fabuła tej książki, a same dobre recenzje świadczą o tym, że jej kupienie jest dobrym pomysłem.

    OdpowiedzUsuń