poniedziałek, 10 czerwca 2019

"Dwór skrzydeł i zguby" - Sarah J. Maas.
Powrót, plan, wojna i wielka miłość.


Pierwszy tom rozdmuchanej serii Sarah J. Maas zrobił na mnie dobre, ale nie szokujące wrażenie. Wręcz mocno zastanawiałam się na czym tak naprawdę polega fenomen tej historii. Jednak im dalej brnęłam w jej głąb, tym mocniej przeżywałam pokręcone losy bohaterów, a druga część dosłownie powaliła mnie z nóg. Nie w sposób było odmówić sobie kontynuacji, toteż „Dwór skrzydeł i zguby” raczej prędzej, niż później, trafił w moje ręce. Ponad 800 stron ryzykownej przygody, bo przecież obszerne tomiszcza zawsze niosą ze sobą ryzyko sporej ilości straconego czasu. Jak było tym razem? Zapraszam na kilka słów recenzji.

ZARYS FABUŁY
Feyra, która już nieraz udowodniła, że potrafi odnaleźć się w każdych warunkach, zdecydowanie nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Teraz powraca na Dwór Wiosny, a wszystko po to, by sprytnie wydobyć potrzebne jej informacje. W końcu w grę wchodzi pogrążenie okrutnego króla Hybernii. Czeka ją zatem ponowne spotkanie z Tamlinem i kiedy wydaje się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, a ona będzie mogła powrócić do Rhysa i cieszyć się osiągniętym celem, nadchodzi prawdziwa wojna. Walka na życie i śmierć, w której nie będzie brakowało ani ofiar, ani poświęcenia, ani też zagrożenia. Czy Feyra przewidzi kto jest jej wrogiem, a kto przyjacielem? I czy szala zwycięstwa przechyli się na jej stronę?


OTO KIM SIĘ STAŁA
Była łowczynią dbającą o dobro swojej niezaradnej rodziny. Była ofiarą pojmaną do zupełnie nieznanego jej świata. Oto kim się stała. Wojowniczką, przebiegłą i na potrzeby sytuacji dwulicową dziewczyną. Odważną, dojrzałą, choć nieidealną. Oprócz ogromnego podziwu, którym niewątpliwie ją obdarzyłam, gdzieniegdzie pojawiała się nuta irytacji związana z jej zachowaniem. Idealnym za to bohaterem, pod względem fabularnym – nie zaś oceny postaci -  okazuje się Rhys, mój męski faworyt, choć z takim wyborem nie jestem oczywiście sama. Myślę, że w tym tomie autorka minimalnie przeidealizowała jego osobę i gdyby tylko nadała jej kilka rys skazy, mężczyzna stałby się nie tylko obiektem westchnień istniejącym na kartach książki, ale także w moim sercu. Tymczasem trochę ubolewam nad wydźwiękiem wiarygodności jego osoby. Ale dość jęczenia. W ogólnej ocenie postaci tego tomu, ale i pozostałych, wypadają oryginalnie. Te drugoplanowe zaś potrafią zaskoczyć nie tylko wnoszonymi w treść wątkami, ale także zwrotami akcji i nietypowymi postawami.

WIELOWĄTKOWA FABUŁA
W książce przeplatają się tematy dotyczące stricte miłości z mocnymi fragmentami opisów walk i spisków. W końcu powieść na pewno nie jest zwykłym romansem, tym bardziej, że posiada w sobie elementy fantastyczne. Główni bohaterowie, czyli Feyra i Rhys pomimo nadchodzących wielu prób przetrwania znajdują czas dla siebie, więc uwaga – jest pikantnie. Co prawda autorka stroni od wulgaryzmu, jednak pojawiają się klarowne i soczyste opisy zbliżeń. I choć ich czytanie sprawiło mi przyjemność, większą miałam dzięki bardzo dynamicznej i zaskakującej akcji, która rusza z kopyta po sielskich przestojach. A ciężko się potem zatrzymać, poznając odpowiedzi na wiele pytań i przeżywając kolejne emocje. Autorka wie jak wskrzesić smutek, radość, nadzieję, frustrację i czułość. Nie zabrakło żadnego z nich.


O POZIOMIE SŁÓW KILKA
Język powieści bywa różny, od prostych dialogów i potocznej mowy, po patetyczne stwierdzenia i kwieciste opisy. To nie do końca zrównoważona mieszanka, choć na pewno nieprzeszkadzająca mi w poznawaniu tej historii, która pomimo drobnych wad zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, nieco mniejsze niż druga część serii, ale wciąż pozwalające stwierdzić, że to jeden lepszych cyklów w swoim gatunku. Fanom takich klimatów, i nie tylko, zdecydowanie polecam.

wydawnictwo: Uroboros
seria: Dwór cierni i róż (tom 3)
kategoria: fantastyka
ilość stron: 846
data wydania: październik 2017


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję dziękuję https://www.jakkupowac.pl/

7 komentarzy:

  1. Dla mnie to była TRAGEDIA.
    Maas jest wybitnie niekonsekwentna i ta część powinna sie nazywać "Dwór Rhysa i orgazmów", bo dokładnie to było tematyką ACOWARu. Nic więcej.
    Przedstawienie...czegokolwiek zwyczajnie woła o pomstę do nieba, ale już scena na polu w namiocie to... Aaa, co ja się będę denerwować.
    Pierwsze dwa tomy bardzo lubię, za to trzeci to dla mnie gówno absolutne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ten tom w dzień zagranicznej premiery i skończyłam w przeciągu kilku godzin, ale zakończenie mnie nieco rozczarowało. Liczyłam na coś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam o tej serii, ale mnie kompletnie nie kusi ;). To zdecydowanie nie moje klimaty czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  4. 800 stron to całkiem dużo. Słyszałam o tej serii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poczekam na coś spoza fantastyki. 😊

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...