wtorek, 20 września 2016

"Urodzeni, by przegrać" - Iga Wiśniewska. Stara miłość nie rdzewieje.


„Przed nami była przyszłość, niepewna, ale sami mogliśmy ją ukształtować – bez oglądania się na wydarzenia z przeszłości.”

Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje, bo jeżeli jest prawdziwa, a jej przeznaczeniem jest spełnienie, będzie w stanie pokonać każdą przeszkodę. Nawet, jeżeli na drodze stanie jej czas i rujnujące życie doświadczenia. Nie wszystko jednak okazuje się takie proste i oczywiste, bo czasami to, co na pozór wydaje się miłością, w rzeczywistości jest zaledwie młodzieńczym zauroczeniem, podatnym na podmuchy wiatru i szalejące burze. Co zatem spotkało Dianę i Karola, bohaterów powieści „Urodzeni, by przetrwać”? Czy spotykając się kolejny raz zrozumieją, że kiedyś łączyło ich coś potężnego? A może przekonają się o tym, że ich związek był zaledwie namiastką tego, co nazywane jest uczuciem? Zapraszam na recenzję nowej książki Igi Wiśniewskiej.

ZARYS FABUŁY:
Pochodzący z różnych środowisk, sprawiający zupełnie inne wrażenie, a jednak oboje skrywający tajemnice i łaknący tego, czego pragnie każdy człowiek – miłości. Karol i Diana spotykają się kolejny raz, bogatsi o nowe doświadczenia, bolesne, takie, które próbowały i nadal próbują ich zniszczyć. On – urodzony na owianej złą renomą ulicy. Ona – pochodząca z dobrego domu i szanowanej rodziny. Urodzeni, by przegrać, chociaż będą się starali dzielnie stawić czoła przeciwnościom losu. Czy połączy ich przeznaczenie? Czy obnażą się ze skrywanych sekretów? Czy to, co kiedyś pomiędzy nimi zaiskrzyło, było i nadal jest prawdziwą miłością?

ANALIZA:
Główna bohaterka książki, Diana, wiodła dostatnie życie. Wiodła. Jako córka renomowanego chirurga nie mogła narzekać na brak wygód. Do czasu… Dlaczego młoda studentka medycyny nie odwiedza rodzinnego domu? Czemu pewnego dnia zerwała związek z chłopakiem, którego podobno darzyła miłością? Dzieląca czas na studia i pracę, z wypełnionym obowiązkami dniem nagle zderza się z przeszłością. Bo kiedy po długiej przerwie natrafia na Karola rozumie, że nadszedł czas na to, by rozwiązać niedokończone sprawy.

Karol, druga postać naprzemiennie stająca w świetle reflektorów, to z kolei chłopak, który od początku musiał liczyć wyłącznie na siebie. Mając na koncie niezbyt pochlebną przeszłość, teraz zaskakuje obyciem i zaradnością z jednym ale. Fakt, że jako bokser uczestniczy w nielegalnych walkach wyklucza go z grona grzecznych chłopców. Jednak jeżeli spodziewacie się aroganckiego, niebezpiecznego i zawadiackiego łobuza, możecie czuć niedosyt. Wychodzi na to, że wraz z upływem lat łatka „złej ulicy” zdążyła już od Karola dostatecznie się odkleić.

Autorka postawiła na pomysł naprzemiennej narracji, oddając prawo głosu obydwu głównym bohaterom. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę, ponieważ czytelnik ma prawo zbliżenia się do obu istotnych postaci poznając ich tok myślenia, założenia i plany. Iga Wiśniewska pozostawiła jednocześnie miejsce na tajemnice i to właśnie one, dotyczące bolesnej przeszłości Karola oraz Diany, nurtowały mnie najbardziej. Tak młodzi, aż już wystawieni na próby losu. Co zatem zgotowały im zamierzchłe czasy?

Akcja powieści toczy się nierównym rytmem, zwalniając chwilami do granic monotonii, by potem przyspieszyć i ożywić całą fabułę. Czułam ekscytację, szczególnie wtedy, kiedy główni bohaterowie zdzierali maski sekretom. Kibicowałam im, dopingowałam i z zapartym tchem przewracałam kolejne strony. Były jednak i takie momenty, które porządnie mnie wynudziły. Miałam wrażenie, że nic nie wnoszą, a ich zadaniem jest jedynie wypełnić kolejne strony.  Na szczęście, przewagę zyskały te wspomniane w pierwszej kolejności – interesujące. Stąd nie mogę powiedzieć, że książka mnie rozczarowała.

Przypadł mi do gustu styl pani Igi i ogólny pomysł na tę książkę. Pojawiają się tutaj fragmenty, które potrafią osłupić, są sceny chwytające za serce, ciekawe tło, mocny finał oraz problemy daleko odbiegające od banału. Być może zabrakło mi dopracowania niektórych wydarzeń, bo niektóre z sytuacji zbyt szybko znalazły rozwiązanie. Gdyby tak rozwlec je i nieco skomplikować, byłoby idealnie.

Zdecydowanie zakochałam się w okładce. Mając w ręce taką książkę, od razu zrezygnowałam z czytania innych, ustępując jej miejsca.

PODSUMOWANIE:
Myślę, że jeżeli chodzi o ocenę całokształtu, proza tej autorki idzie w bardzo dobrym kierunku. Pani Iga wybrała dobrą drogę, prawie na miarę słynnych zagranicznych koleżanek obracających w nurcie New Adult, chociaż zabrakło mi tutaj dopracowania pomysłu. Były fragmenty na bardzo wysokim poziomie, ale i te, w których wiało nudą. Książkę polecę młodym, jak i nieco starszym kobietom kochającym dekorowane smutną przeszłością historie. Ja przeżyłam u jej boku naprawdę miłe chwile. I choć nie rozwaliła mnie emocjonalnie, polecam. Bo polscy autorzy także potrafią.

moja ocena: 7-/10
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 300
data wydania: wrzesień 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

6 komentarzy:

  1. Tytuł bardzo mi się podoba, zapowiada coś ciekawego. Czy książka mnie kusi? Nie do końca. Może za jakiś czas nabiore na podobną historię ochoty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo w blogosferze jest ostatnio huku wokół tej książki. Większość właśnie się nią zachwyca, bądź generalnie ocenia na plus. A mnie jakoś... nie przyciąga póki co. Może jak ten szum minie nieco, to się skuszę. ;)
    Pozdrawiam,
    A.

    http://chaosmysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że chyba nie jestem jeszcze przekonana do tej książki. Na razie mam ambiwalentne uczucia wobec niej, więc jeszcze się wstrzymuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mimo monotonniejszych momentów ciekawa jestem tej historii. Chciałabym przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przekonuję się coraz bardziej do polskich autorów, trzeba doceniać to co nasze :) chętnie sięgnę i po tą książkę, bo cóż jak wiesz mam słabość do takich historii :)

    OdpowiedzUsuń