piątek, 20 maja 2016

"Aż miłość nas uniesie" - Courtney Cole - PREMIEROWO


„Bycie odważnym nie znaczy, że się nie boisz […] To znaczy bać się czegoś, ale i tak to robić.”

Czy możemy dokładnie zaplanować swoje życie? A może takowym kieruje przypadek? Spiesząc z kompromisem obu wysuniętym myślom warto zauważyć, że w dużej mierze to nasze decyzje wpływają na los. A jednak gdyby nie pewne nieprzewidziane zbiegi okoliczności, byłoby zbyt nudno i mało emocjonująco. O zaskakującym momencie zwrotnym, o pewnej tragedii, która zmieniła bieg wydarzeń życia dwojga ludzi opowiada książka autorstwa Cole Courtney „Aż miłość nas uniesie”. Zapraszam zatem do zapoznania się z recenzją miłosnej historii pary, która musi stawić czoła przeszłości i przyszłości zarazem.

 Brand Killien, nieaktywny ze względu na kontuzję komandos, w związku ze śmiercią swojego ojca powraca do rodzinnej miejscowości. W jego sercu jednak, zamiast bólu i rozpaczy, tli się ulga. Doskwiera mu tylko jedno zmartwienie. Musi zmierzyć się ze wspomnieniami, o których tak bardzo chciał zapomnieć.  I nagle staje się świadkiem drogowego wypadku, w wyniku którego może zginąć wiele podróżujących autobusem dzieci. Zdeterminowany i niewahający się udzielić pomocy wybawia z opresji nie tylko maluchy, ale i pewną nieznajomą. Brand jednak nie jest świadom tego, że dziewczyna zna jego imię…

Tymczasem Nora Greene chce odetchnąć po ciężkim roku studiów i nacieszyć się resztkami wolności, które jej pozostały. Apodyktyczny ojciec ma wobec niej wygórowane plany, a nazwisko szanowanej i zamożnej rodziny zobowiązuje do ambitnej przyszłości. Jednak nikt nie był w stanie przewidzieć tego, że Nora zostanie narażona na śmierć. Gdyby nie pewien dobrze zbudowany mężczyzna, być może rozegrana na drodze katastrofa zakończyłaby się dla niej tragicznie. Niedowierzająca dziewczyna odzyskuje przytomność orientując się, że w ramionach trzyma ją Brand Killien, chłopak, w którym zakochała się już dawno temu. Nie wie jednak, że i on potrzebuje pomocy. A rany noszone na jego psychice są o wiele głębsze, aniżeli te znajdujące się na ciele.

On – uczynny, życzliwy, skrywający w sobie ogromne pokłady szacunku człowiek. Gdyby nie malowana krwią afgańskich misji przeszłość, być może jego życie ułożyłoby się inaczej. Zraniony uczuciem, wojną i rodziną, potrzebuje ciepła, chociaż na przekór trudno przyjąć mu czyjąkolwiek pomoc. Teraz jednak na jego drodze staje Nora, dziewczyna, która postanawia o niego zadbać.


Ona – zdolna absolwentka prawa, członkini rodziny, w której uczucia od zawsze schodziły na dalszy plan. Ciemiężona przez ojca, którego się boi, nie ma prawa decydowania o własnym życiu. Czy poznając Branda nabierze w końcu odwagi i zawalczy o własne szczęście? Jedno jest pewne. U jego boku czuje, że może być bezpieczna.

„Niektóre wspomnienia lepiej zostawić za sobą.”

Ścieżki dwóch osób o skrajnie różnych osobowościach, historiach i rodzinach właśnie się krzyżują. Scaleni tragedią bohaterowie próbują wspólnie pokonać własne traumy, chociaż początkowo wcale nie jest im tak łatwo. Bardzo przypadła mi do gustu postać głównego bohatera – Branda, człowieka dobrego i życzliwego, a zarazem niezwykle silnego, męskiego i odważnego. Jego kreacja, konsekwentnie utrzymywana od początku do samego końca w tym samym tonie, niosąc nutkę tajemnicy sprawia, że cały czas chce się z nią obcować i ją odkrywać. Oj tak, o Brandzie naprawdę można sobie pofantazjować. Nieco mniej zaprzyjaźniłam się z Norą, która chociaż całkiem sympatyczna, bardzo opiekuńcza, pomocna i chwilami docierająca do głębokich pokładów współczucia czytelnika, bywała zbyt nachalna, jakby zdesperowana odliczanym przez klepsydrę czasem. Do tego stopnia, że po prostu się za nią wstydziłam. Niemniej jednak dzięki takim zabiegom powstała całkiem interesująca historia, która pozornie wpisana w utarte schematy, zaskoczyła taką właśnie kreacją bohaterów.

Akcja powieści w dużej mierze rozgrywana jest w odciętym od kablówki domu z prywatną plażą i molo. Sceneria wymarzona do budowania rozpalających scen, a namiętności tutaj nie brak. Książka nie skłania do głębokich refleksji, za to potrafi wprowadzić w stan uniesienia utrzymując aurę miłosnego, przyjemnego napięcia. Zaś skupiając się na prostych, aczkolwiek chwytliwych dialogach stroni od nudy, stając się wartką lekturą na jeden, góra dwa wieczory.

„Aż miłość nas uniesie” to przyjemna, lekka powieść dla kobiet, w której oprócz dwójki głównych bohaterów – niejako także i narratorów, na pierwszym planie staje ogniste uczucie. I to właśnie jego zacięty bój o spełnienie i szczęśliwy finał obserwujemy jako czający się gdzieś z boku podglądacze. Chociaż przyjęłam tę lekturę bez euforii, bardzo miło spędziłam u jej boku czas. Zapewniła mi relaks, pozwoliła się odprężyć i zanurzyć w całkiem interesującym scenariuszu i za to jej bardzo dziękuję. Polecam więc tym, którzy szukają czegoś niezobowiązującego, aczkolwiek przyjemnego na te nadchodzące letnie, beztroskie dni.

moja ocena: 4/6
wydawnictwo: Amber
ilość stron: 272
data wydania: 20 maja 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber. 
 

7 komentarzy:

  1. lubię takich bohaterów jak Brand, z chęcią przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba póki co nie szukam tego typu książki, aczkolwiek jeśli będę polować na ciekawy romans, to z pewnością zwrócę na nią uwagę :)

    Pozdrawiam,
    http://faaantasyworld.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłabym sięgnąć, bo ostatnio potrzebuję takiej lekkiej i relaksującej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aktualnie jestem w czasie nadrabiania "Zmierzchu", więc chyba romansów będę miała na jakiś czas dość.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli będę miała ochotę na taką lekką i niezobowiązującą lekturę, to na pewno będę miała ten tytuł na uwadze. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Książek o tej tematyce powstaje coraz więcej, a ja z wielką chęcią po nie sięgam. Na pewno zapisze sobie ten tytuł i po premierze będę go szukać.
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie przeczytam. Idealna na taką pogodę :)

    OdpowiedzUsuń