„Niebezpieczeństwo jest najgroźniejsze
wtedy, gdy najmniej się go spodziewasz…”
Fantastyka to gatunek literacki, po który sięgają tylko
ci nieco odważniejsi. By móc wtopić się w jej klimat, trzeba być gotowym i
chętnym do poszerzania własnych horyzontów. W historii książek z fabułą dalece
odbiegającą od rzeczywistości zapisało się sporo wybitnych tytułów. A jednak
jest i wiele takich, które jakby jałowe w własną treść powielają scenariusze
stworzone w pierwowzorach. I tak zyskujemy kolejne powieści o smokach czy
elfach, bo jakże wybitne muszą być umysły tworzące własne, wyimaginowane
światy. Jak potężna musi być wyobraźnia tych autorów, którzy stają przed
wyzwaniem wykreowania czegoś własnego. Ostatnimi czasy miałam okazję zmierzyć
się z powieścią właśnie tegoż gatunku. Dla mnie, jako dla czytelniczki raczej
stroniącej od fantastyki, był to podwójny test jakości. „Aremil iluzjonistów.
Wschodnie rubieże” to powieść o niebywale oryginalnym tytule. Czy zatem unikatowa
jest także sama treść? Zapraszam do zapoznania się z magiczną wręcz rzeczywistością,
która wraz z każdą stroną odkrywa przed czytelnikiem swoją niezwykłą twarz.
Ellen Incerno, wybitna,
młoda iluzjonistka, nie potrafi się odnaleźć po utracie przyrodniej siostry
Luv. Tak bliska jej osoba nie dość, że zawarła układ z wrogiem i zabiła
własnych towarzyszy, to unikając konsekwencji – zniknęła. Oburzony, odczuwający zagrożenie lud pragnie
wydania wyroku, a jednak jego wykonanie i tak nie będzie możliwe, póki
zdradziecka zabójczyni nie powróci. Zaniedbująca obowiązki Ellen wie, że bierne
czekanie w niczym jej nie pomoże. Pod pretekstem wykonania istotnej dla
społeczeństwa misji, u boku serdecznego przyjaciela Yaxiela Nastemoona, wyrusza
na Wschód, by odkryć prawdę dotyczącą Luv oraz motywów jej działania. Ale ani ona, ani też on nie mogą przewidzieć
tego, co zastaną na miejscu. Czeka ich wiele trudnych do przebycia prób i
wrażeń, a podczas niezliczonych sprawdzianów będą mieli okazję poznać nie tylko
otaczające ich realia, ale i samych siebie. Bo jak się okazuje, podróże w
nieznane pozwalają odkryć nie tylko nowy ląd czy innych ludzi, ale przede wszystkim
własną historię – tę przeszłą, teraźniejszą i przyszłą.
Yaxiel Nastemoon to młody chłopak, iluzjonista pierwszej
klasy, który pragnąc szczęścia załamanej przyjaciółki wspiera ją i staje się
jej podporą. To właśnie z nim Ellen wyrusza w niebezpieczne rojony Wschodu, by
stłumić rebelię i odnaleźć tę, która zaginęła. Pozostawiając Kolegium, w którym
uczyła, główna bohaterka będzie musi stanąć twarzą w twarz z zaskakującą
prawdą. Będzie jednak miała u swojego boku kogoś, kto być może okaże się dla
niej kimś więcej, aniżeli serdecznym, wieloletnim znajomym.
Alicja Makowska stworzyła ciekawą historię, która z
pewnością nie jest powielonym scenariuszem książek gatunku fantasy. Tutaj bohaterowie
mają swój własny świat, podział, umiejętności czy cele. Egzotycznie i oryginalnie
jest od samego początku, kiedy to odczuwałam niewielki dyskomfort związany z
zaaklimatyzowaniem się w nowej, jak dla mnie, rzeczywistości. A potem poszło
jak z płatka, zaś ojczyzna bohaterów, Atermia, stała się na jakiś czas także i
moją. W książce pojawia się zróżnicowany, pod względem klas, lud. Są postaci
posiadające różnorodne umiejętności, których jednak wymyślność, jak dla mnie –
nie jest przesadzona. Byłam więc w stanie na jakiś czas naprawdę wtopić się w
klimat powieści i towarzysząc bohaterom w wielkiej podróży uwierzyć w to, co
wokół mnie miało miejsce. Tym bardziej, że autorka nie zrezygnowała z elementów
tradycyjnego świata i łącząc je razem podała interesującą i trudną do
przewidzenia mieszankę.
Czy Luv to zdrajczyni, zabójczyni i wróg? Dlaczego
uciekła pozostawiając odczuwających pustkę przyjaciół? Czym jest Aremil Cov? Co
odkryją wyruszający na Wschód Ellen i Yaxiel?
Owa książka to ciekawy kąsek dla wielbicieli gatunku fantasy,
którzy będą mieli okazję przyjrzeć się talentowi polskiej autorki, niemniej
zdolnej od tych zagranicznych. Ciekawy klimat, pełna pytań i zagadek przygoda
oraz miłość, której dla mnie nie powinno zabraknąć w żadnej, dobrej książce. Z
jej „wnętrzem” popłynęłam daleko, bo pokonując wstępne bariery odrębnej
rzeczywistości kierowałam się ciekawością – a ta zaś z kolei została
zaspokojona dopiero na samym końcu.
„Aremil iluzjonistów. Wschodnie rubieże” obfituje w
dialogi. Zbalansowana, niezbyt przesadzona ilość opisów przekazuje istotną
wiedzę bez zanudzania długim tekstem, mającym za zadanie tylko zapełnić kolejne
strony. Niebezpieczeństwo, poświęcenie, świat spisków, niepewności, buntu, ale
i cenionej odwagi – jeżeli macie ochotę na treść pisaną takimi wyznacznikami,
ten tytuł to dobry pomysł dla Was niezależnie od płci i wieku. Jeżeli jesteście
fanami gatunku fantasy, wiecie już, co czytać. Skoro nawet i ja, amator
fantastycznych powieści, dałam się ponieść własnej wyobraźni, myślę, że i Wy
zamkniecie tylną okładkę z satysfakcją wymalowaną na Waszych twarzach.
moja ocena: 5-/6
wydawnictwo: Novae Res
ilość stron: 422
data wydania: kwiecień 2015
Za książkę bardzo serdecznie dziękuję
niesamowitej Autorce.
Narobiłaś mi apetytu, jestem skłonna zaryzkować
OdpowiedzUsuńBrzmi ciekawie, jeśli natrafi się okazja, z chęcią przeczytam. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Hon no Mushi
zapowiada się ciekawie, chociaż nie mój typ, to i tak bym się zapoznała z tą książką ;)
OdpowiedzUsuńJako, że nie gustuję w fantasy, daruję sobie tę książkę;)
OdpowiedzUsuńwww.ksiazkoholiczka94.blogspot.com
Brzmi interesująco i myślę, że książka mogłaby mi także się spodobać :)
OdpowiedzUsuńNie za często sięgam po fantastykę, więc raczej wątpię abym przeczytała tę książkę.
OdpowiedzUsuń