środa, 15 marca 2017

"MMA Fighter. Walka" - Vi Keeland. PRZEDPREMIEROWO. Miłosny trójkąt z twardym zawodnikiem na czele.


„Jestem tylko bohaterką w swoim życiu, przechodzę od rozdziału do rozdziału w książce, którą napisała jakaś niewidzialna osoba, podczas gdy to ja powinnam być autorką swojej historii.”

Potężny zawodnik MMA vs szanowany prawnik. Nieokiełznanie kontra stateczność. Człowiek z „przeszłością” i hołdujący rutynie elegancik. Jak to jest, kiedy na ringu zwanym życiem stają w dwóch narożnikach mężczyźni tak skrajnie od siebie różni? Tym razem Vi Keeland częstuje czytelnika miłosnym trójkątem, z walką w tytule i tle powieści. Lubicie twardych zawodników i namiętne historie? Zatem przeczytajcie kilka słów na temat tej książki.

ZARYS FABUŁY
Zatrudniona w firmie prawniczej Elle jest zwyczajną, wiodącą spokojne życie kobietą. Nie brak jej pieniędzy, ma szanującego ją partnera oraz piękne mieszkanie. Czy jednak można nazwać szczęściem egzystencję pozbawioną pożądanych wrażeń? Co w momencie, kiedy rutyna gasi uczucie, a strach przed zmianami odbiera szansę poznania intensywnego smaku młodości?

Kiedy więc progi jej biura przekracza potężny, wytatuowany Nico – zawodnik MMA – Elle po raz pierwszy od bardzo dawna czuje, że jej codzienność mogłaby wyglądać inaczej. Oczarowana odważnym i jakże różniącym się od niej mężczyzną, postanawia postawić wszystko na jedną kartę. Tylko czy ryzyko zawsze się opłaca?

NICO „POOOOOOGROMCA KOOOOOOBIET” HUNTER!
Nieobawiający się wyzwań, rozchwytywany przez tłumy, a jednak od pewnego czasu nękany jedną z traum nieodległej przeszłości. Nico to jeden z dwóch narratorów i zarazem głównych bohaterów niniejszej powieści. To jednak przede wszystkim postać, która wydała mi się najbardziej wyrazista, a co za tym idzie, najbardziej przekonująca i nie wynika to wyłącznie z faktu, że lubię niegrzecznych chłopców. W porównaniu z nim decydująca się na wielkie życiowe zmiany Elle wydaje się niestety mdła i to nie pod względem charakteru, ale raczej zaniedbań autorki. Jest także William, ostatni element ognistego trójkąta, którego Vi Keeland docelowo uczyniła ciepłą kluchą i to akurat rozumiem.

NIERÓWNE POŁOWY
Było ciekawie. Przynajmniej na początku. Potem sporo obiecujące streszczenie wydało mi się naciąganym opisem treści, która nie okazała się tak atrakcyjna, jak przypuszczałam. A jednak… Druga połowa przemawia na korzyść powieści. Zaczęło się coś dziać, pojawiła się przeszłość głównego bohatera, nowe wyzwania, nutka niebezpieczeństwa, ryzyko i przełamanie słodyczy. Rozstanie, smutek, niepewność i kręta droga do wnętrza ludzkiej psychiki. Gdyby nie zbyt szybko rozegrany wstęp, a co za tym idzie, dość długi przestój akcji, powieść miałaby szansę na naprawdę wysoką ocenię.

FIRMA PRAWNICZA VS RING
Podobnie jak i w przypadku akcji, o wiele bardziej przekonującym tłem okazuje się dla mnie ring i emocje rozszalałych tłumów występujące przy końcu, aniżeli nieco nudnawa i raczej mało wyrazista firma prawnicza. Z drugiej strony, tło staje się odzwierciedleniem życia głównej bohaterki, która nagle z czarnobiałej rzeczywistości wkracza w świat malowany wieloma barwami.

PLUS ZA…
Sam związek Elle i Nico oraz ich rozkwitające uczucie, stanowiące główny wątek tej powieści, zdecydowanie oceniam na plus. Podobała mi się wisząca pomiędzy nimi namiętność, to napięcie, które nie za każdym razem zostało rozładowane. Subtelny, a zarazem potrafiący rozpalić zmysły seks z  pewnością zadowoli te czytelniczki, które stronią od wypaczeń i wulgarnych scen. W tej kwestii jest ciekawie, bo kiedy w literaturze cielesne zbliżenie wiąże się z uczuciowym zaangażowaniem, zawsze jestem na tak.

PODSUMOWANIE
„Walka” wchodząca w skład serii „MMA Fighter” to lekka, nieangażująca emocjonalnie, przewidywalna powieść z wyzbytą dewiacji namiętnością i ciekawym bohaterem na czele. Bardzo dobra druga połowa i mdła pierwsza część historii sprawiają, że powinnam dać wypośrodkowaną ocenę, niemniej świetna okładka zasługuje na uznanie, więc będzie 6/10. Z pewnością spodoba się wielbicielkom romansów, które po książki tego rodzaju sięgają sporadycznie. Niekoniecznie polecam koneserkom gatunku, które nie doszukają się tutaj niecodziennych wrażeń. Bawiłam się dobrze, choć myślę, że ta historia nie pozostanie ze mną na dłużej. Na pewno, jak dla mnie, wypadła nieco gorzej aniżeli „Gracz”. Wybór sięgnięcia po tę powieść pozostawiam więc Wam.


moja ocena: 6/10
wydawnictwo: Vi Keeland
ilość stron: 342
premiera: 17 marca 2017

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Kobiecemu.
 

6 komentarzy:

  1. Jeszcze "Gracza" nie czytałam, a tu już kolejna książka. Chętnie przeczytam obie, tylko niech się doba wydłuży 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się - doba zdecydowanie powinna trwać dłużej :)

      Usuń
  2. Kompletnie nie historia dla mnie :D. Może i bohater do siebie przekonuje, ale walki, firma prawnicza i to wszystko z romansem... nieeee.
    A co do okładki... na szczęście jest całkiem nieżla, pierwsza straszliwie mi się nie podobała!
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, pierwsza okładka była marna. Ta jest zdecydowanie lepsza. A książka ma swoje plusy, jednak niestety minusy także.

      Usuń
  3. Czasem lubię czytać taką tematykę, bo jest dobrą odskocznią od rzeczywistości, ale niestety te książki mnie nie przekonują. Może kiedyś, jak będę miała okazję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś się do nich przekonasz. Choć akurat ta nie wbiła mnie w fotel. Była dobra, ale tylko tyle.

      Usuń