piątek, 29 kwietnia 2016

"Historia pszczół" - Maja Lunde


„[…] aby żyć w naturze, z naturą, musimy okiełznać naturę w nas samych.”

Małe, często niezauważane, jednak odgrywające jakże istotną rolę – pszczoły. To dzięki nim mamy miód, wosk, czy propolis. Ale nie tylko. Te niewielkie rozmiarem owady okazują się niezbędnym elementem prawidłowego działania ekosystemu, bo przenosząc pyłek z rośliny na roślinę po prostu je „zapładniają”. Czczone już w starożytności, uważane nawet na święte teraz masowo giną, a ich umieralność przypisywana jest trującym pestycydom. Czy wyobrażacie sobie przyszłość, w których mogłoby ich zabraknąć? Pierwiastek takiej wizji możecie znaleźć w bestsellerowej powieści Mai Lunde, której głównymi bohaterkami są właśnie te owady. Przed Wami recenzja książki - „Historia pszczół”, uhonorowanej prestiżową Nagrodą Księgarzy Norweskich

Anglia, rok 1857. Pogrążony depresją William nie potrafi odnaleźć sensu życia. Nikt nie jest w stanie podarować mu nadziei, bo chociaż otaczają go żona i dzieci, czuje się samotny w miejscu, w którym się znalazł. Nie potrafiąc zmusić się nawet do tego, by wstać z łóżka, myśląc o samobójczej śmierci nagle odzyskuje natchnienie. A wszystko dzięki pszczołom, a dokładniej mówiąc, dzięki pewnemu przemówieniu obrazującemu sposób ich funkcjonowania.

USA, rok 2007. Dbający o rodzinną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie pasiekę George, całe swoje życie podporządkowuje pszczołom. Ma nadzieję na to, że pewnego dnia jego obowiązki przejmie dorosły już syn, który będzie kultywował tę cenną i dawną tradycję. Niestety Tom ma zupełnie inne plany. Marzy o edukacji, z dala od domu i jakże daleko od planów snutych przez ojca. To jednak nie niemożność dogadania się tych dwóch pokoleń okazuje się najgorsza. Otóż nie wiadomo dlaczego nagle zaczynają ginąć setki pszczół.

Chiny, rok 2098. Na ogromnych obszarze poświęconym drzewom owocowym pracuje Tao. Kobieta, jak i wiele innych pracowników, całymi dniami zapyla kolejne rośliny, dzięki którym wygłodniały lud będzie miał się czymś posilić. W świecie, w którym brakuje pszczół, ta praca okazuje się niezbędna, jednakże niewyobrażalnie wyczerpująca. Niemniej jednak Tao wie, że nie może się poddać, bo za zarobione pieniądze pragnie zapewnić swojemu synowi wszystko, co najlepsze. Niestety pewnego dnia dochodzi do strasznej tragedii. Z niewiadomych przyczyn mały Wei – Wen traci przytomność, a przywieziony do szpitala znika w niewyjaśnionych okolicznościach.

Trzy historie rozegrane na jakże dalekich od siebie, trzech różnych płaszczyznach czasowych. Inni bohaterowie, inne miejsce oraz inne historie. Jest jednak jeden wspólny punkt odniesienia – pszczoły, owady, dzięki którym to wszystko ma o wiele więcej wspólnego, aniżeli ktokolwiek mógłby się spodziewać. Będąc z pozoru wyłącznie elementem tła, pszczoły ogrywają tutaj jedną z najważniejszych ról. Bo niosą nadzieję, poczucie sensu istnienia, ale i stają się przyczyną ludzkich rozterek, smutku czy tragedii.

Wywołująca różnorakie emocje, bogata w bohaterów „Historia pszczół” to powieść płynąca powolnym rytmem, wręcz skąpiąca czytelnikowi dynamicznych obrazów akcji. Zawierająca momentami szczegółowe opisy angażuje odbiorcę, pozwalając na nieustanne refleksje czy na rozważenie każdej sytuacji, bo autorka podjęła tutaj niewątpliwie trudny temat, którego nie powinno się bagatelizować. Rodzinne niesnaski, wewnętrzne niepokoje, ale i klęska ogarniająca cały świat. Czy przyszłość kreowana w książce Mai Lunde to science fiction? A może autorka przewidziała coś, do czego wielkimi krokami przybliżamy się z każdym, kolejnym dniem?

Trudno znaleźć tutaj jeden moment kulminacyjny. Istotne wydarzenia dotyczące poszczególnych postaci zostały rozsiane po całej książce, przez co osiągnęła ona nietuzinkowy wymiar i została skropiona nutą nieprzewidywalności. Bo zdając sobie sprawę z tego, że tragedia nadeszła już na samym początku, nie mamy pojęcia czego możemy się spodziewać i dokąd to wszystko prowadzi. „Historia pszczół” to bez dwóch zdań historia wychodząca poza utarte schematy i opowieść, z którą nie stykamy się na co dzień. To, co niewątpliwie należy tutaj docenić to pomysł autorki i jego oryginalność. Nie dziwię się, że ta książka wzbudza takie zainteresowanie.

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, wiarygodni choć fikcyjni bohaterowie, a jednak temat wciąż aktualny i tak bardzo nas dotyczący. Opierając koncepcję powieści na wspomnianych owadach, autorka wykazała się nie tylko umiejętnością tworzenia nietuzinkowych treści, ale i wiedzą dotyczącą samego pszczelarstwa. Stykając się z przedstawioną tutaj historią ma się nieodparte przekonanie, że powstawała ona wolno, a każde kolejne zdanie było przemyślane i starannie opracowane. Ów brak pośpiechu odbija się także na samym czytelniku, który delektuje się lekturą bez poczucia przymusu, by raptownie sięgnąć po kolejny rozdział. Chociaż z pewnością ostatecznie chce się dotrzeć do finału.

„Historia pszczół” to majstersztyk, jednakże nie dla każdego. To gratka dla wymagającego czytelnika, ale potrafiącego obyć się bez galopującej akcji czy podnoszących adrenalinę wrażeń. Ta fabuła zaskakuje samą tematyką i właśnie na tym polega jej kunszt, bo będąc fikcją okazuje się tak bardzo realna i prawdziwa, że aż przerażająca. Spróbujcie jej klimatu i Wy.

moja ocena: 4+/6
wydawnictwo: Literackie
ilość stron: 516
data wydania: 14 kwietnia 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.
 

11 komentarzy:

  1. Czuję że ta książka może stać się dla mnie ciekawym wyzwaniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo tego, że nie ma jakieś szalonej akcji, to z chęcią bym ją przeczytała. Temat faktycznie oryginalny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najbardziej interesują mnie te "przeskoki czasowe". A pszczoły kojarzą mi się przede wszystkim z książką Sue Monk Kidd- mam chęć troszeczkę zmienić te skojarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Osobiście nie podeszła mi ta książka za bardzo, może dlatego iż taka tematyka nie bardzo do mnie przemawia. Książkę trochę męczyłam ale każdy w końcu lubi co innego a ja jestem trochę wybredna :D
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam o książce, ale nie wiedziałam że jet napisana w takiej formie. Te łączenie różnych czasów brzmi ciekawie. Będę ją miała na uwadze :)
    ściskam :*
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  6. Fabuła brzmi kusząco, chociaż nie ukrywam, że powolnie snująca się akcja to coś, za czym nie przepadam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i ogromnie mi się podobała... czyli chyba jestem wymagającym czytelnikiem :) Jak na razie "Historia pszczół" jest jedną z najlepszych książek jakie czytałam w tym roku :)

    Pozdrawiam
    Książki - inna rzeczywistość

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeskoki czasowe zdecydowanie mnie zniechęcają. Choć pszczołom kłaniam się nisko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Widziałam już kilka recenzji, polecających tę powieść, będę mieć ją na uwadze.

    OdpowiedzUsuń