piątek, 18 listopada 2016

"Klamki i dzwonki" - Magdalena Knedler. Niezwykłe uczucie w zwyczajnym świecie, czyli potęga miłości sprzed lat.


Życie bywa kalejdoskopem, ludzie jego szkiełkami. Jeden obrót wykonany przez los i lądujemy w zupełnie innym miejscu, tworząc nowy obraz, do którego z czasem się przyzwyczajamy. Pojawia się jednak jedna, istotna różnica. Kreowane przez przypadki kompozycje nie zawsze bywają kolorowe. O tym, jak bardzo nieznana jest nasza przyszłość i o tym, że historia lubi zataczać koło pisze Magdalena Knedler w książce „Klamki i dzwonki”. Autorka powieści kryminalnych występuje w nowej odsłonie, podsuwając czytelnikom pod nos kawałek literatury obyczajowej. Czy mająca swój niepowtarzalny urok okładka tej publikacji współgra z treścią? Czy Magdalena Knedler kupiła mnie tą historią?

ZARYS FABUŁY:
W dzisiejszych czasach już nikt nie potrzebuje poezji. Do takich wniosków dochodzi Eliza Ostaszewska, bibliotekarka i korepetytorka, która ledwo wiążąc koniec z końcem spełnia swoje marzenie – wydaje własny tomik wierszy. Czy może nacieszyć się sukcesem? Raczej nie, w dużej mierze za sprawą telefonu przyjaciółki sprzed lat, której prośba wywraca życie kobiety do góry nogami.

Samotna, rozpamiętująca wciąż tkwiące w niej uczucie do pewnego mężczyzny, czuje, że jej codzienność nagle zaczyna przyspieszać, jakby dotąd uśpiona ruszyła z kopyta. Przejmując opiekę nad nastoletnią dziewczyną i obowiązki związane z prowadzeniem firmy przekracza progi świata, którego dotąd nie znała. Czy sobie poradzi? Czy natrafi na kogoś, w kim będzie mogła odnaleźć wsparcie?

ANALIZA:
Trochę inna, niż wszyscy. Eliza. Żyjąca przeszłością, skłonna do zadumy, rezygnująca z wygód na rzecz ambitnych, choć mało współczesnych marzeń. Sama. Aż do pewnego momentu, bo zmuszona przez los będzie musiała przejść pewną metamorfozę. I przejdzie.

Albert Dębski, właściciel kancelarii prawnej, tkwi w nieszczęśliwym związku, a wszystkie znaki na niebie i ziemi głoszą, że nie tak mogło wyglądać jego życie. Inteligentny, otoczony wianuszkiem ludzi, a jednak samotny. Ostatnio stale myślący o pewnej dziewczynie z przeszłości.

Jest jeszcze pewna młoda, zagubiona dziewczyna, na którą padło oskarżenie o spowodowanie wypadku ze śmiertelnym skutkiem. Jest nastolatka, której życie dość szybko pokazało niełatwą stronę istnienia. Jest miłość i przyjaźń i to właśnie one, tuż obok Elizy i Alberta, odgrywają tutaj jedne z ważniejszych ról. Bo pomimo smutku i niesprawiedliwości panoszących się w książce, autorka pozwala czytelnikowi cieszyć się także nadzieją. Dokładnie tak, jak to bywa w rzeczywistości każdego z nas.

Niezaprzeczalnie kreślona jedynymi w swoim rodzaju bohaterami, z bagażem ludzkich słabości, ulotnych nadziei, popełnionych błędów. Oryginalna, płynąca miarowym rytmem, a jednak nie do końca przewidywalna. Magdalena Knedler pokazała, że powieść obyczajowa może wiele mieć oblicz. To stworzone przez nią z pewnością wnosi w polską literaturę powiew świeżości.

Ale…

Nie wszystko powaliło mnie tutaj na kolana. Nie ukrywam, że trudno było mi się wbić w środowisko stworzone przez tę autorkę. Zdezorientował mnie początkowy natłok bohaterów, którzy mając swoje pięć sekund szybko przesuwani byli na boczny tor, by ustąpić miejsca komuś innemu. I choć same postaci okazały się dobrze „naszkicowane”, nie od razu miałam także wrażenie. Do tego doszła mieszana narracja pierwszoosobowa, prowadzona przez dwie osoby naprzemiennie przejmujące stery i narracja trzecioosobowa, dzięki której poznajemy losy drugoplanowych postaci. Mogło być inaczej. No ale nie jest.

„Klamki i dzwonki” to bez dwóch zdań powieść o naturalnym wydźwięku, obyczajowa, z towarzyszącym akcji wątkiem miłosnym. Nie jest to jednak pod żadnym względem filmowy romans, wyjęty rodem z wyobraźni pisarek typowych love stories. Niesłodki i nie gorzki, bez zbędnych ochów i achów, nieprzejaskrawiony, niedekorowany, a potrafiący oddać klimat prawdziwego uczucia. Na swój sposób piękny, bo największą zaletą tej książki okazuje się właśnie jej naturalność i oryginalność zarazem.

PODSUMOWANIE:
Tę właśnie historię, która wyszła spod pióra Magdaleny Knedler, polecę wielbicielom powieści obyczajowych. Uwaga, jej schemat i przebieg akcji mogą Was zaskoczyć – a to już dla wielu wystarczający powód, by po nią sięgnąć. Prawda? Zwykli, a zarazem niecodzienni bohaterowie i ciekawy, jakby skromny, a zarazem wystarczająco dobry sposób na przedstawienie miłości. Nie obyło się bez wad, stąd książka z pewnością nie trafi na listę moich ulubionych. A jednak mimo to odnalazłam w jej treści zbyt wiele plusów, by odradzać Wam jej czytanie. Wybór więc należy do Was.

moja ocena: 6/10
wydawnictwo: Novae Res
ilość stron: 347
data wydania: wrzesień 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.
 Znalezione obrazy dla zapytania novae res

9 komentarzy:

  1. Właśnie czytam, i czuje się jak najbardziej powalona na kolana, dla mnie sposób narracji i bohaterowie są dużym plusem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A u mnie książka czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam teraz odpowiedni nastrój na taką powieść.

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że ta książka mogłaby mnie wciągnąć. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zacznę od swojego upodobania do wyszukiwania szczegółów. Główna bohaterka ma na imię Eliza (uwielbiam to imię!) i jest bibliotekarką (o proszę coś bardzo znajomego :D).
    Te szczegóły bardzo mnie zachęcają (jakieś utożsamienie zawodowe). Nawet ta narracja na którą narzekasz wydaje mi się zachęcająca :)
    Dziękuję, że przedstawiłaś tę książkę, na pewno po nią sięgnę.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. no i mega super plus za szczera opinie :) ale przeczytac bym przeczytala haha pozdrawiam i zapraszam!: )

    OdpowiedzUsuń
  7. Zastanawiałam się nad nią i dalej nie jestem pewna, czy to powieść dla mnie. Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo podoba mi się okładka :)

    OdpowiedzUsuń