poniedziałek, 14 listopada 2016

"Nakarmię cię miłością" - Anna Dąbrowska. Bo w chwili, kiedy wszystko miało się zakończyć, zrodziło się uczucie.


„Życie jest jak piosenka, kończy się dokładnie w momencie, w którym stwierdziłeś, że chciałbyś posłuchać jej jeszcze raz.”

Dziewczyna tkwiąca w toksycznym związku i chłopak, piekielnie zraniony przez niesprawiedliwą przeszłość. Los chciał, że pewnego dnia spotkali się w tym samym miejscu. Nie planowali się zakochać walcząc z zalążkami uczucia. Miłość jednak nigdy nie pyta o zgodę. Przychodzi siejąc zamęt i przewracając życie do góry nogami. O mocy pocałunku, o pewnej przygodzie, która zaczęła się w momencie, w którym miała zakończyć, o nadziei na szczęście i o muzyce opowiada książka „Nakarmię cię miłością” autorstwa Anny Dąbrowskiej. Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY:
Tobiasz, młody chłopak, zdążył już poznać smak gorzkiej strony życia. Smutne wspomnienia wyniesione z rodzinnego domu okazały się niczym w porównaniu z miłosnym rozczarowaniem, w trakcie którego utracił coś więcej, niż zaufanie do ludzi i sens życia. Oszukany, sparzony, uprzedzony, niezdolny do uczuć poznaje Laurę, niewinną, młodą dziewczynę, która tego wieczoru wyjątkowo zbyt dużo wypija. Wykorzystując jej stan i upokarzając ją nie ma jednak pojęcia, że krzywdzi tkwiącą w niezdrowym związku osobę, kogoś, kto potrzebuje pomocy, ale i też może tę pomoc zaoferować. Ich niefortunnie rozpoczęta znajomość wcale jednak nie kończy się tam, gdzie większość takich relacji postawiłaby na finał. Los bowiem ma dla nich przygotowany własny plan i podaruje im kolejną szansę. Pytanie tylko, czy będą gotowi ją przyjąć?

ANALIZA:
„Nakarmię cię miłością” to nie tylko historia o rodzącym się uczuciu. To powieść o dorosłych ludziach, którzy właśnie dojrzewają – dojrzewają do miłości. Tobiasz nosi w sobie pokłady negatywnych doświadczeń. Daleko mu do grzecznego chłopca, bo przeszłość nauczyła go twardej walki o przetrwanie i wyzbyła nadziei na lepszy czas. Ślepy na wskazówki losu, próbujący podtrzymywać rodzinny spadek, skrywający wspomnienia o uśpionych demonach uzależnienia. Z kawałkiem lodu zamiast serca, upycha własne boleści pod maską wrażliwego muzyka. A jednak autorka dość szybko, może nawet aż nazbyt, pozwala mu wyjść z gęstej mgły i wkroczyć na właściwy tor. To moje jedyne zastrzeżenie, bo cała kreacja tego bohatera bardzo przypadła mi do gustu.

Podobną sympatią obdarzyłam Laurę, naprzemienną narratorkę tej powieści i jednocześnie jej główną bohaterkę. Przez pewien czas nieco naiwna, z pewnością wrażliwa, życzliwa, dobra. Zwykła i niezwykła dziewczyna. Osoba, z którą łatwo się identyfikować i do której trudno byłoby odczuwać jakąkolwiek awersję. Wielki plus za postać, która nie jest miss pięknością wywołującą ślinotok u wszystkich drugoplanowych bohaterów płci męskiej. Można? Można. Pani Aniu, dziękuję za naturalną Laurę.

Historia Tobiasza i Laury nie kończy się na kwestii dotyczącej ich uczucia. W tle ich relacji przewijają się bowiem codzienne i niecodzienne problemy zaczynając od niełatwego dzieciństwa czy zdziwaczałych relacji rodzinnych, kończąc na braku pracy i nieudanych związkach. Dobry wstęp, który zaangażował mnie naprawdę mocno pozwolił mi przetrwać nieco cukierkowy środek tej powieści, w którym akcja trochę przysnęła. Przy końcu jednak autorka funduje niezły impuls, dzięki któremu napięcie sięga zenitu, a wyczekiwana kulminacja wynagradza wszystkie, drobne niewygody.

Podoba mi się styl Anny Dąbrowskiej, pomysł na tę książkę i zrównoważona ilość dialogów oraz opisów. Nie zanudziłam się więc nużącymi zapychaczami stron, nie narzekałam na brak wspomagających wyobraźnię detali, było wszystkiego w sam raz. Chętnie przeczytałabym kolejną powieść tej autorki, ponieważ jej proza z pewnością zmierza w bardzo dobrym kierunku. Potrafi chwycić za serce, rozczulić, wywołać na twarzy grymas smutku i współczucia. Były emocje, były wrażenia i satysfakcjonujący finał.

PODSUMOWANIE:
Książkę podsuwam pod nos wielbicielom love stories wrzuconych do kotła ludzkich dramatów. Niezobowiązująca, przyjemna, chociaż nie w każdym fragmencie lekka. Fajna historia na każdą porę roku, bez irytujących bohaterów, ale i przesadnie rozdzierających duszę wydarzeń. To taka powieść, której schemat i zakończenie da się przewidzieć, ale która potrafi chwilami zaskoczyć. Być może nie „must have” roku, a jednak taka, której akurat ja poświęconego czasu nie żałuję. A Wy, dacie jej szansę?

moja ocena: 6+/10
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ilość stron: 351
data wydania: październik 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka.
 

8 komentarzy:

  1. Przez chwilę myślałam, że mowa o piosenkarce ;) a tu proszę, ZYSK i S-ka, z którym kiedyś współpracowałam :) Niestety nie przekonam się do tej propozycji, nie lubię smutnych, ludzkich historii i powielonych motywów :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj ta książka mnie prześladuje. Czytam same pozytywy o niej. Chętnie się z nią zapoznam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam szczerze, że nie jestem do końca przekonana do tej lektury. Chyba na półce czeka zbyt wiele powieści do przeczytania na już...

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bardzo zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki, jestem ciekawa Tobiasza tego mężczyzny bez serca :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Recenzja ciekawa, ale sama książka raczej by mnie nie wciągnęła. Myślę, że chyba po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że książka nie ma irytujących bohaterów. Ja coraz częściej trafiam na takie postaci, które ogromnie mnie wkurzają. Dam tej pozycji szansę :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja miałam ochotę na tę książki, ale jakoś tak mnie ciekawi coraz mniej. Ale może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń