środa, 9 listopada 2016

"Dom czwarty" - Katarzyna Puzyńska. Znikająca komisarz, martwy ptak i legenda z czasów Hitlera.


Tak, jak po książki pani Hoover sięgam mając prawie stuprocentową pewność wzruszającej przygody miłosnej, tak nazwisko Katarzyny Puzyńskiej samo w sobie staje się dla mnie zapowiedzią absorbującego kryminału, ze skomplikowaną zagadką na czele i swojskim klimatem w tle. Królowa tego gatunku szykująca co rusz nowe wyzwania, mogłaby pisać bez końca, więc każda kolejna premiera jej książki to dla mnie nie propozycja, a wręcz obowiązek. „Dom czwarty”, nowa powieść autorki, trafiła w moje ręce całkiem szybko i równie szybko je opuściła. Nie dlatego, że okazała się kiepska. Nie mogłam się od niej oderwać.

ZARYS FABUŁY:
Komisarz Klementyna Kopp powraca w rodzinne strony wezwana w celu nieoficjalnego rozwikłania sprawy pewnego morderstwa. Otóż być może oskarżono nie tę osobę, którą trzeba, a przyczyna zbrodni wydaje się o wiele bardziej skomplikowana, aniżeli można byłoby przypuszczać. I być może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Klementyna nie dociera na miejsce. Nie dając żadnego znaku życia, ślad po niej ginie. Na poszukiwania kobiety, bądź też jej ciała, wyrusza aspirant Daniel Podgórski. W zawiłym śledztwie przesłuchiwani mieszkańcy docelowego miasteczka Klementyny wydają się coś ukrywać. Wkrótce wychodzą na jaw tajemnice, które zamiast ułatwić, komplikują. Podrzucane pod drzwi martwe ptaki, stanowiąca wyzwanie książka i historia z czasów wojny z legendą niosącą ponure piętno aż po dziś dzień. Czy Klementyna żyje? Czy uda się rozwiązać sprawę morderstwa sprzed kilku lat? Kto kłamie, a komu można ufać? To nie jest łatwe i przyjemne śledztwo, wręcz przeciwnie. Będzie się działo.

ANALIZA:
To już siódmy tom sagi kryminalnej o policjantach z Lipowa. Mogło by się wydawać, że swojscy i dobrze znani bohaterowie przemyceni w fabułę z poprzednich części już niczym nie będą w stanie czytelnika zaskoczyć, a jednak… Tym razem na pierwszy ogień idzie kontrowersyjna Klementyna Kopp, o której, paradoksalnie, dowiadujemy się najwięcej podczas jej nieobecności. Autorka stawia ją w świetle reflektorów obnażając z bujnej w niełatwe wydarzenia przeszłości. To ona jest sprawczynią całego tego zamieszania, w które zostają zaangażowani pozostali bohaterowie.

Daniel Podgórski, po traumatycznych wydarzeniach związanych z utratą dziecka oraz oskarżeniem o zabójstwo, przechodzi swego rodzaju metamorfozę, nieudolnie starając się zamknąć za sobą rozdział minionych dni. Dotąd lubiący sobie zjeść i wypić, stawia na suple i siłownie. Dacie wiarę? Szorstki, zadziorny, nerwowy. Jego cierpliwość zostanie wystawiona na wiele prób, bo starając się rozwikłać niecierpiącą zwłoki sprawę musi poradzić sobie z towarzystwem Emilii i Weroniki, a przecież z obiema kobietami coś go przecież łączyło.

Nieprzepracowane problemy z przeszłości i nowe wyzwania. Katarzyna Puzyńska kreśli wielobarwne portrety psychologiczne nie zapominając o tym, że prowadzący śledztwo policjanci mają przecież prywatne życie, niemniej zawiłe i ciekawe od spraw notowanych w aktach. I zawsze potrafi zaskoczyć, bo umiejętnie wprowadzając w akcję wielu bohaterów, otworzyła sobie furtkę różnorakich kombinacji i możliwości. Zawsze przeze mnie akceptowanych.

„Dom czwarty” to wielowątkowy kryminał łączący w sobie elementy powieści obyczajowej. Trudno byłoby stwierdzić, że pojawia się tutaj tylko jeden temat główny. Jest śledztwo dotyczące zaginięcia Klementyny, sprawa morderstwa z nieodległej przeszłości i okrutna egzekucja z roku 1939 – a poszczególne elementy wręcz ścigają się rywalizując o uwagę czytelnika, stąd nie ma czasu na przestoje i nudę. Pomimo tego, że w książce dzieje się tak wiele, proza Katarzyny Puzyńskiej zawsze charakteryzuje się klarownością treści. Przejrzysty styl i przekaz sprawiają, że nie ma obaw o zbyt wielkie zamieszanie i chaos, a jedyną niewiadomą i zagadką pozostaje rozwikłanie śledztwa. A nieco dokładniej - kilku spraw.  

Autorka zadbała o odpowiedni klimat, ten budowany pośród policjantów czy wzbudzających podejrzenia mieszkańców miasteczka. Jest charakterystyczne dla poszczególnych środowisk słownictwo, które absolutnie nie sprawia problemu w odbiorze treści. Tym razem mniej tutaj makabrycznych scen, choć nie mniej pochłaniających i uaktywniających zmysł tropiciela elementów. Co nieco przewidziałam, ale nie wszystko. Kolejny raz dałam się zaskoczyć i nie mam tej książce nic do zarzucenia. Jest tak samo rewelacyjna i tak samo wciągająca jak wszystkie poprzednie części sagi. A nudą powiewać może tylko moje stwierdzenie, że nic się nie zmieniło i pani Puzyńska nadal pozostaje moim numerem jeden tego gatunku.

PODSUMOWANIE:
Nie powiedziałabym, że nasza Puzyńska to kolejna Agatha Christie czy Camilla Lackberg. Ma swój własny, wyraźny styl, dzięki któremu zawsze wiem, czego mogę się spodziewać. A spodziewać mogę się bogatej, czytelniczej uczty, którą ukończę obżarta, ale nieprzesycona. Tego klimatu, tej aury swojskości połączonej z trudnymi przecież wyzwaniami stawianymi policjantom przez los nigdy nie będę miała dosyć. „Dom czwarty” polecę wszystkim wielbicielom stylu tej autorki, fanom intrygujących kryminałów z rozbudowanym wątkiem psychologicznym i przede wszystkim niedowiarkom niesięgającym po książki polskich autorów dlatego że to, co nasze, bywa gorsze. By przekonać się o tym, jak dobra jest Puzyńska, trzeba sięgnąć po jedną z jej powieści. Pozostałe części serii szybko przykleją się do ręki same.

moja ocena: 8+/10
wydawnictwo: Prószyński i Ska
ilość stron: 576
data wydania: 8 listopada 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.
 Znalezione obrazy dla zapytania prószyński i s-ka

8 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej autorce duuuużo dobrego. Chętnie przeczytam :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń
  2. O tej powieści już dużo słyszałam. Bardzo chętnie sięgnęłabym po tę powieść, lecz jak wiesz, czasu mało :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, ile mam jeszcze zaległości czytelniczych... Nie znam jeszcze twórczości Puzyńskiej, więc warto byłoby to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych zaległości czytelniczych chyba nigdy nie nadrobimy :) Nie starczyło by czasu. Zawsze będzie jakieś coś, na co zabraknie nam chwili, bo pojawią się jakieś nowe, ciekawe premiery. Moja lista tytułów obowiązkowych do przeczytania stale się powiększa, ale sama wiem, że chyba nie będę miała szansy odhaczyć na niej wszystkich punktów.

      Usuń
  4. Czytałam wiele dobrych opinii o tej serii, że muszę w końcu ją poznać. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka nie dla mnie ale ja uwielbiam się orientować w tym co nowego, żeby wiedzieć co polecić czytelnikom w bibliotece :)
    Takim sposobem mogę oszczędzić mojej psychice brutalnych historii, a od Ciebie już wiem, że książkę mogę śmiało polecać ;) (najpierw trzeba ją zamówić do księgozbioru)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż chciałoby się otworzyć przed tą książką drzwi do domu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dopiero co niedawno przeczytałam Motylka i jestem pewna, że na tej książce nie skończę :)

    OdpowiedzUsuń