poniedziałek, 6 listopada 2017

"Ladies Man" - Katy Evans.
Wszystko albo nic, czyli taka przyjaźń nie mogła się udać.


„Jego spojrzenie napełnia mnie strachem – jest takie niebieskie, takie jasne, takie wyczekujące. Tak cholernie głodne – ten facet jest gotów zjeść mnie żywcem i nie zostawić choćby kosteczki.”

Jeśli przepadasz za poukładanymi, skromnymi i częstującymi partnerkę romantycznymi gestami facetami – to nie jest książka dla ciebie. Jeśli szukasz historii o miłości niewinnej, tę możesz sobie odpuścić. Jak głosi okładka, Tahoe na pewno nie spodobałby się twojej mamie, a dokładniej mówiąc, na pewno nie polubiłaby jego reputacji. Bo z wyglądu całkiem niezłe z niego ciacho. Szukacie niegrzecznej powieści? Ta na pewno Was nie zawiedzie, ale… na soczyste opisy trzeba sobie tutaj dłuuugo poczekać. Co Wy na to? Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY
Tahoe ją odrzucił, szczerze wyznając, że nie może jej zaoferować tego, na co zasługuje. Regina, kobieta ze zranionym sercem wie, że być może ma on rację i postanawia zachowywać wskazany dystans. Oboje postawili na przyjaźń. Ale kiedy pojawia się zazdrość, przyspieszony oddech i nieustanne pożądanie, łatwo wytrwać w postanowieniach?

On może mieć każdą i nie waha się korzystać z osobistego uroku oraz zasobnego portfela. Ona znalazła sobie mężczyznę, którego próbuje pokochać. Czy taką wyobrażają sobie przyszłość? Czy kiedy przyjdzie im się spotkać kolejny i kolejny raz, zrozumieją, że to, co czują względem siebie, jest od nich silniejsze?

MOJE OBAWY vs RZECZYWISTOŚĆ
Po gorzkim rozczarowaniu związanym z ostatnią przeczytaną przeze mnie książką Katy Evans, po historię zapisaną na kartach „Ladies Man” sięgałam z dużą rezerwą. W książkach tego gatunku trudno o świeżość, zwłaszcza, kiedy już z góry wiadomo, że główny bohater jest będącym ostatnio na topie kobieciarzem. Streszczenie wspomina o przyjaźni, która może przerodzić się w coś więcej. Bałam się tego, że autorka już na wstępie zaserwuje moment kulminacyjny, a potem będzie tylko słodko, pikantnie i słodko. Ale nie… I to jest moje największe i jak najbardziej pozytywne zaskoczenie, jeśli oczywiście chodzi o ten tytuł.

CZY TA PRZYJAŹŃ MOGŁA SIĘ UDAĆ?
Regina to kobieta ze złamanym sercem. Właśnie dlatego każdy kolejny krok stawia z ogromną ostrożnością, by uniknąć bólu, który wciąż tkwi w jej sercu. Z jednej strony nieśmiała, z drugiej gotowa na wiele. Próbująca odbudować swoje szczęście u boku człowieka, który niekoniecznie okaże się strzałem w dziesiątkę. Bo ten, którego być może kocha, jest dla niej nieosiągalny. Z kolei Tahoe to typowy playboy. Bogaty, przystojny, baaardzo pewny siebie. W tej całej swoje aurze egoizmu i przygód na jedną noc trzeba docenić jego szczerość. Nie obiecuje, kiedy nie może dotrzymać słowa, wydaje się prawdomówny nawet wtedy, kiedy jego słowa wywołują cierpienie. Ale ale… To nie wszystko. Tahoe bywa opiekuńczy i bywa także…. Zakochany? Czy to możliwe?

DOJRZEWAJĄCE UCZUCIE W TAKIEJ KSIĄŻCE? NIEMOŻLIWE? A JEDNAK…
„Ladies Man” to książka, po którą sięga się znając już jej zakończenie. Taki typ. Nie oczekiwałam od niej wstrząsającej fabuły i wielkich zwrotów akcji, a jedynie dobrej zabawy i przyjemnego napięcia w oczekiwaniu na najlepsze. Brawa dla autorki za to, że nie od razu wywaliła kawę na ławę i pozwoliła bohaterom postępować konsekwentnie z przypisaną im osobowością. Udało się uniknąć sztucznego łamania barier, wielkiego love, które wybucha miażdżąc wszystkie przeszkody. Czy spodziewalibyście się tego, że spotkacie się tutaj z uczuciem dojrzewającym, potrzebującym czasu i nieskupionym wyłącznie na seksie? Ja na to nie liczyłam, a na pewno już zaskoczyło mnie to, że pomimo niegasnącego klimatu namiętności, na sceny zbliżeń musiałam sobie długo poczekać. Ów zabieg wzmógł mój apetyt. Bawiłam się przednio.

PODSUMOWANIE
Ta książka, choć nienosząca w swoim tytule wzmianki o Manwhore, jest swego rodzaju kontynuacją serii, którą można jednak spokojnie potraktować jako samodzielnie funkcjonującą historię. Jest co nieco o Rachel i Saincie, więc jeśli majcie ochotę na powrót do ich świata, otrzymacie jego namiastkę. „Ladies Man” to nie jest wybitnie oryginalna historia, ale nie znalazłam tutaj niczego, co wywołałoby poczucie znużenia czy irytacji. Namiętna, ale nie wulgarna, o miłości, która wymaga czasu i zrozumienia. Typowy facet na jedną noc, aż sama się sobie dziwię, zdecydowanie mnie przekonał.

wydawnictwo: Kobiece
kategoria: romans, literatura kobieca
ilość stron: 370
data wydania: październik 2017


Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Kobiece.
 

15 komentarzy:

  1. Ja na pewno sięgnę po tę książkę.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczyłam na coś słabszego, ale autorka pozytywnie mnie zaskoczyła. Tym wyczekiwaniem na najlepsze najbardziej chyba, bo pomimo bardzo dobrej opinii muszę przyznać, że nie jest to oryginalna lektura.

      Usuń
  2. Znam te książki, ale nie miałam jeszcze okazji czytać. Z chęcią to nadrobię.
    Serdecznie pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz gorące romanse, polecam. Przy czym już zaznaczam, że "Ms. Manwhore" bardzo mnie rozczarowała i spokojnie możesz ją pominąć :) To taki dodatek serii, który naprawdę nuży.

      Usuń
  3. Czyli, że Gina z Manwhora to REGINA hihi. Piękna okładka, lubię ją. Książka czeka na moją wolną chwilkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Regina brzmi tak jakoś... dziwnie. Tak nazywała się babcia mojego kuzyna i od razu sobie o niej przypomniałam :)
      Jestem ciekawa, czy książka przypadnie Ci do gustu.

      Usuń
  4. Hmmm książka z pozoru nie kusi, ale po recenzji tak myślę, że może jednak by mi się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile poprzednia część serii "Manwhore" tj. "Ms. Manwhore" bardzo mnie rozczarowała, ta jest naprawdę przyjemna. Gorąca, ale nieprzesadnie wulgarna. Coś w sam raz :)

      Usuń
  5. Coś myślę, że ten typ, który nie spodobałby się mojej mamie, bardzo spodobałby się dla mnie. Koniecznie wędruje na moją listę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze robisz :) Przed chwilą wpadłam na Twojego bloga i widzę, że lubisz "niegrzeczne" książki ;) Ta może Ci się spodobać.

      Usuń
  6. fajnie że dałaś się pozytywnie zaskoczyć :) to zawsze zwiększa przyjemność z czytania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :) Autorka wynagrodziła mi przykre rozczarowanie dotyczące poprzedniej części serii.

      Usuń
  7. Ja lubię takie niezobowiązujące powieści i na tę mam ochotę. Po za tym ta okładka tak mnie przyciąga i tak mi się podoba, że mogłabym przeczytać tylko przez okładkę. Jednak najpierw zapoznam się pewnie z serią "Manwhore" - cierpię na czytanie po kolei, nawet jeśli tomy są o czymś innym :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię rozumiem, bo mam tak samo. Przy czym ostrzegam - tom trzeci, tj, "Ms. Manwhore" to okropna nuda. Nim autorka mocno mnie rozczarowała.

      Usuń