sobota, 28 stycznia 2017

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" - J.K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne. Wielki powrót czy wielka klapa?


„Ojciec miał to gdzieś – ma to gdzieś. Wszyscy gadają o jego bohaterskich czynach, ale przecież popełniał też błędy. W sumie ogromne błędy. Chcę naprawić jeden z nich. Chcę, żebyśmy ocalili Cedrika.”

Kończąc siódmą część serii przygód Harrego Pottera, z mniejszym bądź większym smutkiem, pożegnaliśmy magiczny świat młodego czarodzieja. To był absolutny koniec, a upływający czas utwierdził wszystkich w przekonaniu, że ostatnie słowo zostało już powiedziane. Tymczasem, kiedy Europę obiegła wieść o kontynuacji, przecierający ze zdziwienia oczy fani zaczęli odliczać dni do premiery. I ja poczułam nieodpartą chęć powtórnego wkroczenia w rzeczywistość, od której w dużej mierze rozpoczęła się moja wielka fascynacja literaturą. Czy jednak „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to godny uwagi powrót do napiętnowanego magią środowiska? Czy warto otwierać bramy, które zostały już zamknięte?

DUŻY POTTER, MAŁY POTTER – BĘDZIE SIĘ DZIAŁO…
Słynny Harry Potter doczekał się trójki dzieci i średnio satysfakcjonującej posady w Ministerstwie Magii. Jego życie nie wygląda tak, jak wielu mogłoby przypuszczać. Przepracowany, niezrozumiany, zmagający się ze zwyczajnymi problemami męża i rodzica, ale i ciągnący za sobą mroczne cienie przeszłości. Nie lepiej prezentują się losy jego syna, który w progach Hogwartu wcale nie czuje się jak w domu.

Albus Potter, najmłodsze dziecko Harrego i Ginny, nie potrafi pogodzić się ze swoim pochodzeniem zarzucając ojca pretensjami. Nie jednak fakt jego buntu okazuje się najbardziej zaskakujący, a raczej decyzja Tiary Przydziału, która kieruje chłopca do owianego niechybną sławą Slytherinu. Młody Potter, odnajdując przyjaciela w synu Malfoya, opracowuje niebezpieczny plan. Pragnie cofnąć czas i naprawić popełnione niegdyś błędy swojej rodziny.

BOHATEROWIE
Powraca słynny Harry, ten z blizną na czole, która okazuje się chyba jedną z niewielu pozostałości dawnego bohatera. Dojrzały, spokojny, mało wyrazisty staje się dowodem na to, że upływający czas minimalizuje życiową werwę i wysysa energię. Nie inaczej prezentuje się Hermiona, chociaż - do kontrastu - należy nadmienić postać Rona. To w nim można wciąż doszukać się ułamka duszy dawnego Weasleya. Dorósł, a jednak gdzieś tam w środku pozostał sobą.

Chociaż większość fanów serii sięga po ósmą publikację tego cyklu właśnie po to, by sprawdzić co słychać u Harrego, autorzy oddali spore pole do popisu młodemu pokoleniu, które nijak pragnie powielać zachowania swoich rodziców. Albus nie szczędzi ojcu przykrych słów, nie potrafiąc udźwignąć jego sławy. Z kolei Scorpius, syn Malfoya, nie ma w sobie nic z wrednego Draco, stając się obiektem kpin i prześmiewek. Przyjaźń tych chłopców szokuje, bo przecież zwaśnieni rodzinną historią nie powinni trzymać się razem. Łącząc jednak dwie różne drogi, autorzy udowodnili, że uprzedzenia i podziały tak naprawdę nie mają większego znaczenia, a każdy bohater, niezależnie od tego kim jest, może napisać swój własny, życiowy scenariusz.

SCENARIUSZ – OD TEGO NALEŻY ZACZĄĆ
Dokonując analizy treści tej książki, tak naprawdę na samym początku należy nadmienić jedną niezwykle istotną rzecz. „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to nie jest powieść przypominająca stylem poprzednie części serii. To pierwszy autoryzowany spektakl teatralny, który pisany jest właśnie tak, jak tworzone są wszystkie scenariusze sztuk. Nie na miejscu są więc zarzuty czynione w kierunku formy. Owszem, brakuje tutaj opisów, na które wygłodniała klimatu magii wyobraźnia musi zapracować sobie sama. Ograniczenie się wyłącznie do dialogów to nie to samo, co obrazowy styl pani Rowling. Sięgając jednak po ósmą część trzeba być świadomym tego, z czym będzie się miało do czynienia. Jeżeli więc z treścią kreowaną na wzór scenariusza jest komuś nie po drodze, niech zakończy swoją przygodę z Harrym na siódmym tomie.

MINUS ODE MNIE
Minusem, do którego jednak słusznie się doczepię, są spore przeskoki czasowe, które potrafią zdezorientować i autentycznie ogłupić. Należy czytać uważnie, by jak najszybciej zająć właściwe miejsce. No cóż… taki urok tej książki, że ma swoje mankamenty, a jednak bije rekordy popularności.

TO POCHWALAM
Podobało mi się to, że autorzy przełamują stereotypy i całkiem sprawnie pozwalają wkroczyć w światła reflektorów młodemu pokoleniu, jakże mocno pragnącemu zacząć nowy rozdział życia z czystą kartą. Chociaż potrzebowałam czasu, udało mi się zaangażować w tę historię wywołującą niejedną emocję i potrafiącą zaskoczyć. Co prawda nie był to Harry z przeszłości i zabrakło mi tutaj tego całkowicie magicznego świata, jednak cieszę się, że mogłam choć na chwilę stanąć z boku i podpatrzyć jak wyglądają losy tych, którzy kiedyś zajęli w moim umyśle tak istotne miejsce. Nie żałuję czasu poświęconego tej książce i doceniam fakt jej wydania. Ma swoje minusy, choć z odpowiednim nastawieniem naprawdę da się je przełknąć.

CO MUSZĄ WIEDZIEĆ FANI HARREGO POTTERA SIĘGAJĄCY PO ÓSMĄ CZĘŚĆ:

1.       „Harry Potter i Przeklęte Dziecko” to scenariusz sztuki. Oznacza to, że książka nie jest pisana tak samo, jak poprzednie części. Skupiona na dialogach nie zawiera opisów.
2.       Sztuka została stworzona przez J.K. Rowling, Johna Tiffany’ego i Jacka Thorne’a. Trzech autorów eliminuje szansę na to, że odnajdziecie tutaj znany Wam, typowy Rowling’owski styl.
3.       Harry dorósł, a wraz z nim jego świat. Musicie więc pożegnać się z jego brawurą i energią pamiętając o tym, że życie ludzi mających pracę i dzieci ma swoje prawa, ale i obowiązki. Pole do popisu przejmuje natomiast młode pokolenie, które nie dziedziczy wszystkich cech i zachowań rodziców.

Jeżeli nie jesteście w stanie tego zaakceptować, lepiej sobie odpuście. Jeżeli te trzy punkty nie są Wam straszne, czeka Was całkiem udana przygoda.


wydawnictwo: Media Rodzina
ilość stron: 365
rok wydania: 2016

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.  
 

12 komentarzy:

  1. Jak da się przełknąć to jeszcze się zastanawię, słyszałam, że wiele osób jest zawiedzionych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się. Wszystko zależy od nastawienia. Książka jest inna niż poprzednie. Czyta się ją całkowicie inaczej. Ja nie oczekiwałam zbyt wiele, a jednak mi się podobało. Były rzeczy, które mi przeszkadzały, aczkolwiek fabuła ostatecznie mnie zainteresowała.

      Usuń
  2. Ta część nie jest dla mnie i wiedziałam to już od momentu usłyszenia o tej książce :D Dla mnie Harry zakończył się na 7 części i kropka :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami lepiej nie psuć sobie wizerunku czegoś lubianego i faktycznie zakończyć w dogodnym dla siebie momencie. Ja byłam ciekawa tej części, wiec sprawdziłam.

      Usuń
  3. A mi się tą część dostało na urodziny, z zaskoczeniem, kompletnym. Z chęcią ją przeczytam. Bez względu na skutki decyzji. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do końca nie byłam do tej książki przekonana, ale kiedy już zaczęłam czytać i wbiłam się w treść - nie było tak źle :) Faktycznie czyta się inaczej, niż poprzednie tomy. Trochę drażniły mnie te przeskoki czasowe, ale sam wątek okazał się całkiem ciekawy. I było sporo kontrowersji :)

      Usuń
  4. Potter to jednak Potter i mimo że wiem iż to nie styl Rowling to przeczytam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I takie nastawienie mi się podoba :)

      Usuń
  5. Nigdy nie byłam i już nie zostanę fanką Pottera. Za to mój 9-letni brat w dwa tygodnie przeczytał trzy pierwsze części i już zostałam oddelegowana do zamówienia mu kolejnych w bibliotece. Idzie jak burza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi :) Ja też czytałam Pottera, kiedy miałam mniej więcej tyle lat, co Twój brat. Fajnie było do niego powrócić, chociaż myślę, że akurat ta ósma część nie nadaje się do młodych fanów Harrego. Pisana w formie scenariusza może sprawiać trudności.

      Usuń
  6. Do tej części nie jestem przekonana. Wszystkie poprzednie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie sięgnę po ósmą część, ale najpierw chciałabym przypomnieć sobie siedem pozostałych, bo czytałam je jakieś hmm ponad 10 lat temu, gdy byłam jeszcze w gimnazjum :)

    OdpowiedzUsuń