czwartek, 26 stycznia 2017

"Młyn do mumii" - Petr Stančík. Mistyczny porno-gastro thriller z przymrużeniem oka.


„Albowiem bezwstydność, jak to pan uroczo nazywa, w odróżnieniu od wstydu, gwarantuje płodność, i to zarówno w przyrodzie, jak i w dyspucie…”

Okładka, która wręcz odstrasza. Tytuł, który budzi niesmak. Gatunek, od którego ostatnio raczej stronię… No właśnie, zatem czemu sięgnęłam po tę książkę? Bo to mistyczny porno-gastro thriller, a w dodatku powieść czeskiego autora czyli coś, z czym jeszcze nigdy dotąd nie miałam do czynienia. A że lubię wyzwania, postanowiłam spróbować. Nie wiedząc czego się spodziewać, z bagażem niepewności i paletą obaw wkroczyłam w świat XIX-wiecznej Pragi. Cóż tu dużo mówić - „Młyn do mumii” to bez dwóch zdań jedna z najbardziej ekscentrycznych książek, z którymi przyszło mi się spotkać. Zapraszam na recenzję.

ZARYS FABUŁY
W sylwestrową noc, przy dźwięku praskiego Orloja, komisarz Durman musi zmierzyć się z kolejną sprawą. Znalezione zwłoki mężczyzny, który - jak wykazuje sekcja zwłok - został pogrzebany żywcem, stają się początkiem żmudnego śledztwa. Zaś tkwiący pod powieką denata heksaedr świadczy o tym, że nie chodzi tutaj o przypadkową ofiarę. Kim jest morderca i czy uda się natrafić na jego trop?

Mroki XIX-wiecznego miasta, pokryte kurzem lombardy, okadzone różnymi zapachami gospody i przepełnione finezyjnymi propozycjami burdele. Wielka podróż, seans spirytystyczny i tajemnicze Ordo Novi Ordinis. Tutaj może zdarzyć się wszystko.

GŁÓWNY BOHATER
Ekscentryczny, w oczach wielu - odważny, a jednak miewający swoje lęki. Taki właśnie jest komisarz Durman, główny bohater powieści. Nieżałujący sobie cielesnych uciech, inteligentny i działający w niesztampowy sposób, ma trudny orzech do zgryzienia. To właśnie u jego boku czytelnik przemierza te najpiękniejsze, ale i najbardziej niebezpieczne zakątki starej Pragi. Bez dwóch zdań oryginalna postać, wyjątkowa, chociaż wymagająca traktowania z przymrużeniem oka – jak i z resztą cała fabuła.

THRILLER
Morderstwo, pełne symboliki przedmioty, dręczące umysł upiory i wielobarwni, drugoplanowi bohaterowie. Jest śledztwo, które niespiesznym krokiem spaceruje sobie do przodu. Nie nazwałabym książki trzymającym w napięciu thrillerem, a raczej okraszoną dziwactwami sensacją. I nie mam tutaj na myśli tego, że jest to powieść słaba – a raczej złożona z wielu elementów, które urozmaicając akcję nie pozwalają jej podążać wyłącznie jednym, prostym torem.

PORNO? GASTRO?
Główny bohater lubi zatrzymać się to tu, to tam i choć chce rozwikłać zagadkę, wcale się tak nie spieszy. Zatem jest śmiesznie, absorbująco, niepewnie, wiarygodnie i niewiarygodnie. Komisarz Durman, w klimatycznych burdelach rozkoszuje się wdziękiem kobiecych ciał, próbując nowinek u boku różnych dziewczyn, nie pogardzając trójkątami. Seksu jest sporo, a braku wyobraźni autorowi z pewnością zarzucić nie można. Jeżeli jednak ktoś nastawia się na bardzo obrazowe, hardcorowe porno – może czuć niedosyt. „Te” sceny bowiem mają w sobie coś z humoru i nijak potrafią rozpalić wyobraźnię wygłodniałego namiętności czytelnika.

Dlaczego porno thriller, już wiecie. Dlaczego zatem gastro? Sama do końca się zastanawiam. Pojawia się cygańska goja, wypatroszony jeż czy wyskrobany z kości wołowych szpik… Osobliwe - jak z resztą cała książka - potrawy, raczej nie pobudzają pracy soków trawiennych, a mając dodatkowo na uwadze opisy zwłok – apetyt znika jak kamfora.

KLIMATYCZNE TŁO
Zdecydowanym plusem powieści okazuje się tło. Ezoteryka, mistycyzm i ta wyjątkowa Praga. Autor nie zapomniał o wpleceniu w treść wątków historycznych, przez co cofający się w czasie czytelnik ma okazję uczestniczyć w premierze Brandenburczyków w Czechach czy spotkać samego doktora Tyrsa w oficjalnym stroju sokolskim. W towarzystwie ekscentrycznego komisarza ugryzłam więc kawałek przeszłości naszych sąsiadów i dowiedziałam się co nieco o zachowaniu Czechów. Nie zawiodłam się, choć była to podróż pełna zdziwienia i szoku.

PODSUMOWANIE
Jeżeli szukacie mocnego thrillera z napiętą akcją i rychło następującymi, kolejnymi etapami – odradzam. Jeśli jednak macie ochotę na coś w klimatach słynnego Golema, na niezwykłą sensację, która potraktowana pół żartem pół serio daje sporo satysfakcji – nie pożałujecie. „Młyn do mumii” to mieszanka różnych elementów, która nie nudzi, choć do jej rytmu trzeba wpierw przywyknąć. Jak dla mnie – absolutna nowość, choć paradoksalnie ulokowana w odległej przeszłości. Teraz już wiem, że literatura czeska ma się naprawdę całkiem dobrze.


moja ocena: 7-/10
wydawnictwo: Stara Szkoła
ilość stron: 341
data wydania: styczeń 2017

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwu Stara Szkoła. 
 Znalezione obrazy dla zapytania wydawnictwo stara szkoła

4 komentarze:

  1. porno-gastro thriller ;) Świetna nazwa. Ale książki nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam tytuł dwa razy, za pierwszym myslalam że źle widzę:p ta książka jest nieźle pokręcona z tego co widzę :p na pewno przełamuje wszelkie schematy, bo z czymś podobnym ciężko się spotkać. Może bym się skusiła i spróbowała to przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak piszesz - to nie książka dla mnie. Chyba już za dużo wymagam od powieści i zamęczyłabym sie podczas lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie dawno mnie tu nie było :(
    Przepraszam ale czasu tyle co nic :(

    Książka, którą opisujesz powiem Ci - przerażająco - odtrącająca. Brrr! Na pewno nie dla osób o tak słabych nerwach jak ja ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń