poniedziałek, 13 lutego 2017

"Barwy miłości. Zatracenie" - Kathryn Taylor. PRZEDPREMIEROWO. Biznes, namiętność i sztuka.


„Bywa, że miłość to regularna wojna.”

Seria „Barwy miłości” okazała się dla mnie satysfakcjonującą lekturą i zarówno jej pierwsza, jak i druga część bardzo przypadły mi do gustu. Miałam jednak spore obawy, jeżeli chodzi o kolejny tom, bo wrażenie dostatecznego wyczerpania tematu życia głównych bohaterów (Grace i Jonathana) skłaniały mnie do powątpiewania w atrakcyjność Zatracenia. Tymczasem nowa część, to zupełnie nowa historia. Inni bohaterowie, inny motyw główny, inna przygoda. I właśnie to zdecydowanie mi się podoba.

ZARYS FABUŁY
Dwudziestopięcioletnia Sophie Conroy wiedziała, że wyjazd do Włoch okaże się sprawdzianem jej umiejętności. Nie miała jednak pojęcia, jak wymagającym i zaskakującym. Reprezentując prowadzony z ojcem dom aukcyjny, młoda znawczyni malarstwa ma za zadanie pozyskać obrazy z kolekcji pewnego uroczego, starszego pana. I wszystko poszłoby po jej myśli gdyby nie atrakcyjny Matteo Bertani, znany profesor historii sztuki, przystojny, niemniej z pewnością nieułatwiający jej zadania. Arogancki, choć rozbudzający najdziksze pragnienia nie kryje się z intencjami, otwarcie przyznając się do tego, że ze względu na własne przekonania będzie utrudniał jej osiągnięcie celu. Jednak ani on, ani też ona nie są w stanie przewidzieć tego, do czego doprowadzi ich wzajemna, pozorna niechęć. Wszak od nienawiści, do namiętności bardzo krótka droga.

MOCNI BOHATEROWIE
Oboje inteligentni, odważni, bazujący na pozorach. Umiejętnie skrywający uczucia pod grubą maską nieczułości. Wrażliwi na piękno sztuki, choć nie do końca czuli względem siebie. Do czasu, bo nawet ci najtwardsi w obliczu pragnienia potrafią skruszyć serca lód.

Sophie to Angielka, która jako córka miłośnika sztuki w wieku kilku lat wiedziała o malarstwie więcej, aniżeli większość dorosłych. Bystra, umiejąca o siebie zadbać, chociaż potrafiąca zaangażować się uczuciowo. A miłość bywa ryzykiem. Grając z czytelnikiem w otwarte karty raczej nie ma nic do ukrycia. Sprawa wygląda zupełnie inaczej w przypadku Matteo, który wydaje się być ciekawą mieszanką sprzecznych cech.

Znany profesor, cieniony, lubiany, szanowany. Daleko mu jednak do sympatycznego wesołka. Matteo to człowiek z żelaznymi zasadami, noszący bliznę – tę widoczną gołym okiem i skrywaną we wnętrzu. Nieprzekupny, srogi, chwilami wręcz nieuprzejmy. Jak się okazuje, potrafiący dogodzić kobiecie w momencie, kiedy na chwilę porzuca mroczny płaszcz osobowości. Podoba mi się to, że autorka nie zmieniła go w ciągu kilkudziesięciu stron w innego człowieka. W tej całej swojej chwiejności emocjonalnej Matteo do końca pozostaje sobą i przez to wypada całkiem wiarygodnie.

SCENY EROTYCZNE
Jak na literaturę erotyczną, całkiem niewiele tutaj scen zbliżeń. Jeśli już jednak się pojawiają, potrafią pobudzić zmysły. Połączone ze sztuką, która jest wiodącym motywem składającym się na tło tej powieści, tworzą smaczny kąsek wzniecający apetyt. Pozostaje tylko czekać na więcej, bo przecież to lepsze niż pełen wulgaryzmu przesyt.

SZTUKA I CLIFFHANGER
Wspomniana sztuka to kolejny wymagający wzmianki element tej powieści. Joseph Severn, Enzo Montagna, dzieła mające wartość pieniężną oraz sentymentalną. Ekspertyzy, falsyfikaty, transakcje. Malarstwo sporo tutaj namiesza, wszak przecież od niego zaczyna się cała ta historia i zdradzę, że na nim także kończy.

Zaserwowała autorka prawdziwy cliffhanger, po którym nie w sposób odpuścić sobie kolejną część. Urwała akcję w całkiem intrygującym i siejącym ziarno niepewności momencie, bo teraz może zdarzyć się dosłownie wszystko.

PODSUMOWANIE
Pochłonęła mnie ta historia, może nieco mniej niż ta dotycząca Jonathana i Grace, niemniej wystarczająco, bym z niecierpliwością wyczekiwała kontynuacji. Polecam wielbicielkom romantycznych scenariuszy dekorowanych nutą pikanterii, ale i sztuki. Fankom poprzednich części serii, chociaż jak już wspomniałam, wcale nie trzeba czytać dwóch pierwszych tomów, by w pełni zaangażować się w to, co ma do przekazania ten. Miarowa, chociaż niegalopująca akcja, plastyczne opisy i wiarygodne dialogi. Całość oceniam na plus i podsuwam Wam pod nos na samotne wieczory.


moja ocena: 7-/10
wydawnictwo: Akurat
ilość stron: 366
data wydania: 15 lutego 2017

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat.
 

15 komentarzy:

  1. Fajnie,że nie trzeba czytać wcześniejszych tomów. Szczerze nabrałam ochoty na taki romans, a skoro scen zbliżeń nie ma zbyt wiele, to może być się spodobał. Czytając recenzje myślałam, że rzecz będzie dotyczyć tego starszego pana i bohaterki, trochę szkoda, to dopiero byłoby urozmaicenie i przełamanie schematu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli nie przepadasz za scenami erotycznymi, książka może Ci się spodobać. Autorka oszczędziła czytelniczkom wielu wyuzdanych opisów, więc pewnie ta historia ma szansę zadowolić szersze grono czytelniczek :)
      Co do starszego pana i bohaterki - mogłoby być interesująco.... albo niesmacznie :D Takiej książki jeszcze nie czytałam. Pewnie z ciekawości sięgnęłoby po nią wiele czytelniczek.

      Usuń
  2. Już słyszałam o tej książce i chyba nie byłam nią zachwycona, ale przyznam, że trochę mnie zaintrygowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie rzuciły mi się wcześniej w oczy te książeczki, ale dobrze że nie trzeba czytać poprzednich tomów. Może tym bardziej dam się namówić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie fajne, że nie trzeba zaczynać od początku. Poprzednie tomy to inna historia, ale i o wiele więcej seksu. Tutaj jest delikatniej, ale też oryginalniej. Pierwsze dwie części bardzo przypominają Greya. Ta na pewno nie.

      Usuń
  4. Nie znam tej serii. Z takiej tematyki przebrnęłam tylko przez powieści Sylvii Day :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety tym razem nie skorzystam :) Romanse i erotyki to całkowicie nie moja bajka, nie mniej, bardzo przyjemna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo tego, że można czytać bez znajomości części poprzednich z czytelniczej ciekawości przeczytałabym tom pierwszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę w końcu zabrać się za pierwsze dwie części, które czekają na półce. Skoro pojawiła się trzecia, to wypadałoby, abym w końcu przeczytała poprzednie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro zalegają na półce, czas najwyższy je poznać. Trzecia część jest zupełnie inna. Dwie pierwsze baaardzo przypominały mi Greya. Ta zaś jest o wiele bardziej delikatna i oryginalna.

      Usuń
  8. Jakoś wczoraj natrafiłam na tę książkę i mimo pozytywnych opinii jakoś mnie nie przekonuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zacznę od pierwszego tomu, lubię, kiedy wszystko idzie według kolejności, szykuje się przyjemne wakacyjne zaczytanie. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakoś po serii Daringham Hall nie mogę się przekonać by po cokolwiek innego tej autorki sięgnąć...więc chyba odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daringham Hall było trochę inne. Pamiętam, że pierwszy tom bardzo przypadł mi do gustu, ale kolejne mocno zaskoczyły fabułą wyzbytą miłości, za to przypominającą obyczajówkę. To nie do końca było fajne.
      "Barwy miłości" - tj. dwie pierwsze części serii bardzo przypominają Greya. Baaardzo. Ta trzecia jest o wiele lżejsza, ale bardzo mi się podobała.

      Usuń
  11. Na razie podziękuję. Może za jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń